Muzyka,Wywiady

“Wierzę, że dobra muzyka zawsze w końcu obroni się sama” – wywiad z Maciejem Lipiną

Maciejem Lipiną
Maciejem Lipiną

Jego solowy album, zatytułowany Ścigany, miał swoją premierę pod koniec września. Występuje w Teatrze Śląskim, gdzie jest odtwórcą roli Ryśka Riedla w spektaklu Skazany na bluesa. Lider grupy Ścigani – Maciej Lipina porozmawiał ze mną o swojej nowej płycie, o muzycznych marzeniach oraz o różnicach między graniem a aktorstwem. 

Jesteś świeżo po premierze albumu Ścigany. Jesteś usatysfakcjonowany jego odbiorem? 

Jest naprawdę “świeżo po”, więc nie zdążyłem zapoznać się ze zbyt dużą ilością opinii. Ale czytałem klika naprawdę entuzjastycznych opinii na moim fanpage’u, co cieszy :).

Która z piosenek na płycie jest ci najbliższa? 

Jeśli chodzi o muzykę, to wszystkie tak samo są mi bliskie. To tak jakby zapytać rodzica, które swoje dziecko kocha najbardziej. Jeśli musiałbym koniecznie wyróżnić jakiś jeden tekst, to może Cały świat, bo to dla moich córek. Ale powtarzam – wszystkie, nie ma przypadkowych numerów na tej płycie.

W dzisiejszych czasach niełatwo przebić się z muzyką do szerszego grona. Radia nie ułatwiają sprawy. Jak sobie z tym radzisz? 

To prawda. Jest kliku świetnych radiowców, którzy naprawdę znają się na muzyce i mam to szczęście być zapraszany do ich audycji autorskich. Ale jest też cała masa decydentów w radiach, którzy mają kompletnie niezrozumiały klucz wyboru utworów do prezentacji na antenie. Mówią, że np. moje utwory są za mało rockowe albo za bardzo rockowe  do ich profilu radia – jakby nie posłuchali utworu albo jakby kompletnie nie znali się na muzyce. Po czym słucham takiego radia X, gdzie mój utwór wydawał się za mało rockowy i często słyszę dużo lżejsze kawałki od mojego, wręcz czasem w rytmie disco. Nie rozumiem takiej zabawy “w kotka i myszkę”. Ale wierzę, że dobra muzyka zawsze w końcu obroni się sama.

Tworzysz utwory troszkę „niedzisiejsze”. Do kogo kierujesz swoją twórczość? Jacy są Twoi fani?

Szanuję Twoje zdanie. Ale uważam osobiście, że tworzę bardzo dzisiejsze kawałki, ponieważ nie są stylizowane na żadną z epok, tylko szczerze, prosto z serca “tu i teraz”. Od lat na hasło: “dzisiaj się już tak nie gra” zawsze uwielbiam odpowiadać: “Jak, to przecież ja dzisiaj właśnie tak gram, więc tak, gra się tak”. Poza tym obserwuję od kilku lat, może nie w Polsce, ale na świecie, powrót to szczerego grania prosto z serca na żywych instrumentach.

Jako artysta sceniczny masz na swoim koncie występy zarówno na deskach teatru oraz na scenach w klubach – który rodzaj interakcji z odbiorcą podoba Ci się bardziej? 

Każdy występ niesie trochę inne emocje. Ale jeśli jest publiczność, która wchodzi ze mną w interakcję, to zawsze jest to spotkanie z ludźmi, które uwielbiam, i nie ma znaczenia czy jest to teatr, filharmonia, klub rockowy czy plener.

Odtwarzasz rolę Ryśka Riedla w spektaklu Skazany na Bluesa.  Nie bałeś się zmierzyć z tak ważną dla wielu ludzi legendą?

Oczywiście, że bardzo się bałem, tylko głupiec by się nie bał ;). Nie dość że Rysiek to legenda, to w dodatku nigdy dotąd nie byłem aktorem. Ale na szczęście bardzo szybko strach został rozwiany, bo od pierwszego spektaklu cztery lata temu do dziś zawsze jest komplet na sali i nigdy nie dostałem żadnym jajkiem ani pomidorem. Wystarczy przyjść na spektakl i sami zobaczycie :). Zapraszam :).

Czy Twoim zdaniem warto iść pod prąd w muzyce? Czy jesteś w stanie jednak dla zwiększenia popularności pójść na kompromis?

Pod prąd jak pod prąd… nie wiem… ale na pewno warto robić szczerze swoje – tak, jak się czuje; to jedyna dobra droga moim zdaniem.

W dzisiejszych czasach nagrywanie coverów stało się czymś normalnym i nikt nie kręci na to nosem – jakie jest Twoje podejście do tematu?

Skazanym na bluesa niejako śpiewam covery… Dżemu. Poza tym od kilku lat tworzymy z przyjaciółmi bardzo poważny projekt o nazwie “Cover festival”, oddając hołd dla najważniejszych gwiazd rocka. A osobiście uważam, że jeśli chce się grać cover, to są tylko dwie drogi – albo w tzw. wersji “1:1”, albo w zupełnie nowej, świeżej aranżacji, nie ma chyba innej drogi, czegoś pomiędzy :).
Jakie jest Twoje największe muzyczne marzenie?
 Mam dużo takich marzeń, ale chyba to, żeby mi nie brakowało weny i żeby byli ludzie, którzy chcą tego słuchać.
Idąc w trop za poprzednim pytaniem – jacy (nieżyjący oraz żyjący i wciąż aktywni) artyści stanowią dla Ciebie wzór na muzycznej ścieżce? 

Wzór to może nie najlepsze słowo, bo nikogo nie kopiuję, staram się tworzyć w miarę oryginalne śpiewki. Ale bardzo szanuję The Beatles. W ich twórczości jest wszystko!

Dziękuję za rozmowę


Z Maciejem Lipiną rozmawiał Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel serwisu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Specjalizuje się w literaturze (poza tradycyjną formą słucha audiobooków), kinematografii oraz w serialach telewizyjnych. Nie pogardzi dobrą muzyką, grami komputerowymi oraz wszelkiego rodzaju grami planszowymi. Kontakt: redakcja@gloskultury.pl lub czarnepioro@gmail.com