Jeżeli jest emocja, to jest i ciało – wywiad z Sandrą Drzymalską, gwiazdą „Powrotu”

5 kwietnia do kin wchodzi bardzo trudny, ale bardzo widowni potrzebny film w reżyserii Magdaleny Łazarkiewicz, zatytułowany Powrót, który Głos Kultury objął patronatem medialnym. Jest to oparta na prawdziwych wydarzeniach historia nastoletniej Ulki, która po dwóch latach przeżywania koszmaru wraca w rodzinne strony. Niestety – niewielka i zakłamana społeczność, karmiąca się fałszywą wiarą, nie wita dziewczyny z otwartymi ramionami, co tyczy się również jej własnej rodziny. Rola Uli była niełatwym aktorskim wyzwaniem dla Sandry Drzymalskiej, która jednak stworzyła bardzo wiarygodną, zapadającą w pamięć kreację. Na naszym portalu pojawił się już Wielogłos, w którym Mateusz i Sylwia dyskutują o Powrocie, a także niejednokrotnie chwalą zespół aktorów – w tym przede wszystkim odtwórczynię głównej roli. Dlatego dziś zapraszamy z kolei do lektury wywiadu, jaki udało nam się przeprowadzić z utalentowaną Sandrą Drzymalską. Porozmawialiśmy z aktorką nie tylko o jej planach na przyszłość i trudach wcielania się w konkretne role, ale także o wielu niełatwych tematach, jakie podejmuje film Magdaleny Łazarkiewicz. Zapraszamy do lektury rozmowy!


Cześć! Na wstępie pragniemy podziękować Ci za naprawdę fenomenalną rolę – dostarczyłaś nam niesamowitych emocji i na swych barkach niesiesz tak naprawdę cały Powrót! Twoja Ulka Wysocka to niezwykle hipnotyzująca bohaterka, z którą może nie każdy będzie w stanie się utożsamić, ponieważ niewiele osób przeżyło w życiu podobny koszmar, ale z pewnością każdy uwierzy w jej dramat i będzie złorzeczył chorej rodzinie oraz obojętnemu otoczeniu.

Cześć! Bardzo miło mi jest słyszeć takie rzeczy. Bardzo Wam dziękuję.

Dlaczego zdecydowałaś się zagrać w tak trudnym filmie, jakim jest Powrót?

 Zdecydowałam się zagrać w Powrocie, ponieważ: po pierwsze to jest bardzo duże wyzwanie dla aktorki. Ja byłam akurat na czwartym roku studiów Szkoły Teatralnej w Krakowie, kiedy otrzymałam tę rolę, i… to była postać taka, o której marzy każda aktorka: wielowarstwowa, której trzeba wytworzyć cały background od zera, bo tak naprawdę nie wiemy, co z nią się wydarzyło tam, gdzie przeżyła te dwa lata; jakie ma doświadczenia z mężczyznami; co się u niej dzieje w środku – nie wiemy tak naprawdę nic, więc ja to wszystko musiałam zbudować. I tak naprawdę nie było o czym decydować, bo ja wiedziałam, że chcę to zagrać już na etapie castingu. I Magda [Magdalena Łazarkiewicz, reżyserka filmu – przyp. red.] też bardzo często o tym mówi, że ona już na pierwszym castingu się zdecydowała na mnie. Co też jest dziwne dla mnie, nie tylko dla Magdy (śmiech). Czułam, że to jest coś niesamowitego do zagrania, coś, co można stworzyć… i zbudować przepiękną postać. Dlatego tak – jestem dość wdzięczna losowi i myślę, że też miałam bardzo dużo szczęścia, że tam się pojawiłam, że byłam w danym miejscu i czasie.

Magdalena Łazarkiewicz powierzyła Ci główną rolę. To duże wyróżnienie, ale także ogromna odpowiedzialność i presja – jak się z tym czułaś? Zaufanie reżyserki dodało Ci skrzydeł, czy jednak czułaś się nieco skrępowana?

Na początku zupełnie nie myślałam o presji i odpowiedzialności. Jak już wiedziałam, że otrzymałam tę rolę, bo dostałam scenariusz, to zaczęłam szukać w Internecie różnych nagrań, czytałam różne książki, wiele reportaży, artykułów na temat byłych prostytutek – co czują, jak to wygląda, jak one funkcjonują później, w normalnym świecie. Bardzo dużo czytałam też o syndromie sztokholmskim. Więc na początku nie czułam ani presji, ani odpowiedzialności. Czy byłam skrępowana? Nie. Czułam, że mam bardzo duże zadanie do wykonania – to na pewno. Ale nie byłam tym skrępowana – wręcz przeciwnie. To było dla mnie coś, co pozwoliło mi poszukiwać i inspirować się, poznawać… Być kimś innym. To jest dla aktora największe szczęście – tak myślę.

A presja? Presja pojawiła się później, już na planie, bo mieliśmy mało czasu, mało dni zdjęciowych i rzeczywiście chwilami było tak, że już czułam tę presję i nie dawałam rady. Wtedy szłam w kącik trochę popłakać (śmiech) i wracałam znowu na plan, bo nie było innej możliwości, ale tak – tak to wyglądało.

Jakie były Twoje pierwsze przemyślenia dotyczące postaci Uli po tym, jak przeczytałaś scenariusz? Czy trudno było Ci się wcielić w dziewczynę, która nie ma żadnego wsparcia w rodzinie?

Jak przeczytałam scenariusz, to – tak jak już powiedziałam – byłam bardzo mile zaskoczona moją postacią. Ula odzywała się po raz pierwszy w scenariuszu dopiero na około czterdziestej stronie, więc to było dla mnie duże zaskoczenie (śmiech), ale też ja lubię takie eksperymenty, jeśli mogę tak to nazwać. Czy było mi trudno wcielić się w tę dziewczynę? Ja myślę, że Magda nie bez przyczyny wybrała mnie do tej roli; że ja mam pewne cechy, pewne predyspozycje. Tak przebiega casting – ktoś musi pasować po prostu do roli, mieć pewne predyspozycje, wchodzić w tę rolę.

Nie było mi trudno wcielić się w Ulkę. Trudno było mi pewne aspekty zrozumieć, ale już na etapie przygotowań ja czułam tę postać, rozumiałam ją i wiedziałam, dlaczego ona się tak zachowuje; przyszło to do mnie naturalnie. Ja też mam w sobie gdzieś takiego aliena – jak mogę to nazwać – odizolowanie, które sprawia, że zamykam się w swoim świecie; też tworzę chwilami dystans, więc brałam też z siebie do tej postaci.

Jak pracowało Ci się z reżyserką, Magdaleną Łazarkiewicz?

Magda jest bardzo wymagająca, a to był mój pierwszy plan. Magda też, jak niektórzy reżyserzy, ma wizję swojej sceny, swoich postaci, i chwilami było tak, że Magda dawała mi sporo wolności, a czasami było tak, że jednak sceny, które były skonstruowane w jej głowie – zbudowany obraz, emocja – bardzo długo dążyłyśmy do tego, by wyglądały tak, jak chciała; by był tego rezultat. Więc bywały sceny, które były bardzo proste, a też bywały takie, które były bardzo trudne, i gdzie nie mogłam chwilami „wejść w to”.

Czy uważasz, że Powrót to film, który przede wszystkim powinna obejrzeć jakaś konkretna grupa odbiorców?

Myślę, że ludzie, którzy – a są tacy ludzie – żyją w podobnej hipokryzji, myślę, że będą bardzo się buntować i sprzeciwiać temu filmowi, wypierać go. Ale jeśli zaczniesz myśleć o tym filmie, może on coś uzmysłowić rodzicom – że jednak zachowanie rodziców wpływa na dziecko. Myślę, że gdyby Ula otrzymała więcej wsparcia, ciepła, to może nie musiałaby uciekać. Ona była tam w klatce i wróciła też do jakiejś klatki, gdzie jest trochę lepiej. Lepiej – oczywiście – bo nie jest gwałcona i bita. Jednak gdyby jej rodzice przeszli jakąś przemianę, być może i ona by jakąś przeszła. I mogliby połączyć te światy.

Jednym z głównych problemów, który sprawia, że ludzie z otoczenia Uli zachowują się w taki, a nie inny sposób, jest dość specyficzne zachowanie i wciąż wąskie postrzeganie świata przez ludzi będących częścią niewielkich społeczności, takich jak małe wsi czy miasteczka. Największym dylematem jest wtedy zazwyczaj to, co pomyślą lub powiedzą o nas inni. W takim strachu żyje chociażby mama Uli, dla której ważniejsza jest opinia okolicznych mieszkańców niż dobro jej córki. Masz jakiekolwiek doświadczenia z takimi zachowaniami, czy życie w tego typu społeczności jest dla Ciebie czymś zupełnie obcym i nie do końca zrozumiałym?

Ja urodziłam się na blokowisku (śmiech), więc takie zachowania oczywiście mi towarzyszyły i ja się przeciwko temu zawsze bardzo buntowałam. Na początku, jak byłam mała, i nie byłam tego świadoma, to gdzieś w tym trwałam – i to się przenosi też z pokolenia na pokolenie. Uważam, że zabiera się wtedy dużo wolności dzieciom – w wyrażaniu swoich poglądów, w wyrażaniu swoich myśli i tworzeniu osobowości. I oczywiście nie raz usłyszałam: „Co ludzie powiedzą?”, „Ludzie nas słyszą”, „Dlaczego tak się zachowujesz? Wstyd mi”. Ja zawsze się buntowałam i mówiłam: „Ale dlaczego ci wstyd? Co jest takiego wstydliwego w tym?”; „Co cię interesuje, co ludzie powiedzą?”. Ja przeciwko takiemu zachowaniu się buntuję. Dlatego sytuacja Ulki i tego świata była dla mnie w jakimś stopniu zrozumiała. I tak jak ta postać, ja się przeciwko temu buntuję (śmiech), więc to też było dość naturalne.

A czy negatywne przedstawienie wątku religijnego w filmie było dla ciebie jakimkolwiek problemem?

Jeżeli chodzi o wątek religijny… Ja jestem osobą wierzącą i uważam, że jeśli nie wierzysz w coś ponad, to… Nie wiem, ale ja muszę mieć wiarę w sobie, po prostu. I chcę mieć tę wiarę w sobie. Ale moja wiara jest we mnie i nie odnosi się ona do instytucji kościoła. Zostałam wychowana w wierze katolickiej, przez moich rodziców, i ta wiara była gdzieś we mnie zaszczepiona, ale mam wrażenie, że wiara i bycie dobrym człowiekiem, to są pewne zachowania, pewne też zasady moralne – to, jak ty czujesz, jak się zachowujesz, jak odnosisz się do ludzi – z pewnym szacunkiem. Dla mnie to jest w pewien sposób moja religia. Dlatego: czy ja miałam problem z religijnością w filmie? Nie, ja wiem, że tak się dzieje; wiem, że w kościele jest bardzo dużo hipokryzji i że te zachowania są czasami nienormalne. Są rzeczy, które w ogóle w kościele nie powinny się wydarzać, ale wiem, że to się dzieje i jestem tego świadoma. To pokazuje akurat zły obraz tego, ale każdy z nas jest człowiekiem i to nie jest tak, że na świecie są tylko źli księża; są też księża, którzy są cudowni, którzy są naprawdę pasterzami w jakiś sposób, którzy nas prowadzą. Ale oni są najpierw ludźmi, a później księżmi – mam takie wrażenie. Mają bardzo duże poczucie człowieczeństwa w sobie. I łatwiej jest zaufać człowiekowi niż komuś, kto jest „ponad nami” – jak właśnie ksiądz. Bo idąc do spowiedzi, już stawiasz się jako ofiara trochę – ja mam takie poczucie. A jednak spowiedź powinna być pewnego typu rozmową. Tak, jak rozmawiamy z przyjaciółmi.

Nie miałam więc z tym bardzo dużego problemu, tym bardziej że byłam skupiona na swojej roli, a wykreowanie świata takiego, a nie innego, było zadaniem Magdy, ekipy. Ona w tym świecie po prostu żyje – to był świat stworzony dla Ulki. Ja w ten świat wchodzę, a nie go tworzę; w wytworzony świat już przez rodzinę – i to ona się buntuje przeciwko temu. Więc czy dla mnie był to problem? No nie był – zupełnie nie był (śmiech).

Nie był, ale jestem też świadoma, że Kościół w tym momencie nie jest jednowymiarowy – są też „człowieczy” księża.

Czy jesteś w stanie zrozumieć zachowanie rodziców Uli lub w jakikolwiek sposób ich wytłumaczyć?

Tak, w jakiś sposób tak… Chociaż… Nie wiem (śmiech). Ja prawdopodobnie, gdybym miała dzieci, nie potrafiłabym zachować się w ten sposób. Podobny problem miała Agnieszka Warchulska, która grała moją matkę – że dla niej (może nie powinnam mówić za Agnieszkę), było to duże wyzwanie. Sceny, gdzie mnie uderza, to było dla niej bardzo duże wyzwanie emocjonalne, ponieważ ona taka nie jest; musiała przełamać w sobie pewną barierę, stworzyć kogoś ponad siebie, z innymi cechami.

Czy ja ich rozumiem? On nie są złymi ludźmi. Wyjaśnijmy to: oni nie są złymi ludźmi; oni po prostu żyją w takiej społeczności, w takim środowisku – i dla nich to jest normalne. Oni kochają swoje dzieci, tylko kochają je – mam wrażenie – na swój sposób. A że Ulka jest inna, to oni starają się w jakiś sposób nawet ją zmienić i myślą, że jest wszystko dobrze… Jest taka scena, gdzie wracają wszyscy razem rodzinnym busem do domu i mama jest uśmiechnięta, bo ona jest wyleczona, uzdrowiona nagle. Oni kochają ją, chcą, żeby ona była taka, jaka ona jest, tylko że bardzo ciężko radzą sobie z tym, co przeszła; nie zadają pytań. Żyją w bardzo konserwatywnym schemacie, który nie daje nic dobrego, tak samo jak ich zasady – bardzo sztywne. U mnie w rodzinie… widziałam takie rzeczy, działy się takie przypadki, więc – tak jest, tak się dzieje. I to nie znaczyło, że rodzice nie kochają dzieci; kochają, ale inaczej, niż byśmy chcieli.

Czy opierając się na historii Uli i jej rodziny, mogłabyś zaryzykować stwierdzenie że wiara czasami może bardziej zaszkodzić, niż pomóc?

Moim zdaniem, jeżeli chodzi o wiarę, to ona nigdy nie może zaszkodzić. Wiara, która jest w środku, uważam, że nam nie szkodzi, bo wiara jest czymś przepięknym. Tak samo jak nadzieja. Wiara, nadzieja, miłość – są to przecież przepiękne wyrażenia, które są fundamentem – jeżeli nie masz nadziei, to gdzie jest sens? Jeżeli nie masz wiary w coś – to gdzie jest sens? A jeżeli nie ma miłości, jesteśmy też smutni. Jeżeli nie ma w człowieku wiary, to… To nie wiara nam szkodzi, to szkodzą nam – czasami, ale nie zawsze – niektóre instytucje, niektóre zachowania nam szkodzą, to, jak jesteśmy uczeni, jak patrzymy, w jakim środowisku żyjemy, co bierzemy od ludzi – to nam szkodzi. Nasza wewnętrzna wiara nam nie szkodzi. Uważam, że to jest przepiękna cecha – posiadać w sobie wiarę i wierzyć w wiele rzeczy, nie tylko w Boga.

Taka obsesyjna wiara, wiara z zasadami, to też nie jest wiara, bo wiara wychodzi z ducha, z twojego serca – tak myślę. Jesteśmy czymś wypełnieni w środku. To jest wiara. A jeżeli zaczyna nam ona szkodzić, to już nie jest wiara, tylko pewne złe nawyki, złe zachowanie; coś, gdzieśmy się zapętlili. To już wtedy nie jest wiara, bo wiara jest czymś pięknym – moim zdaniem.

Matka Ulki oraz jej dawna nauczycielka, Lena, to dwie kluczowe postaci w życiu głównej bohaterki. Każda z nich przeżywa własny dramat i walczy z zupełnie odmiennymi demonami. Myślisz, że któraś z nich ma szansę wyjść na prostą?

Myślę, że moja postać (śmiech) wychodzi na prostą. Tak naprawdę każda z tych postaci ma szansę wejść w lepsze życie. Nie każda z nich jednak postanawia coś z tym zrobić. Ulka ucieka, bo nie ma innego wyjścia. Lena też chce wyjechać i jakby ułożyć sobie na nowo życie, uciec od tego. I te postaci na końcu się spotykają – Lena i Ula. I one mają szansę wyjść na dobrą drogę. Matka Ulki prawdopodobnie już zostanie w tym, ale nie wiemy, co się później wydarzy, nie wiemy, czy się spotkają; ona będzie z tym żyła, prawdopodobnie – z tym, co zrobiła. Ona już ma wyrzuty sumienia – już po tym; czuje się z tym źle i nie może tego znieść i są sceny, które o tym mówią.

Myślę, że Ula… Mam taką nadzieję, że z nią wszystko dobrze, że z tą postacią jest po prostu wszystko dobrze. I z Leną tak samo.

POWRÓT - oficjalny zwiastun

Przygotowywałaś się w jakikolwiek sposób do pracy przy kręceniu Powrotu? Jak rola Uli wpłynęła podczas okresu zdjęciowego na Twoją psychikę? Jest to bowiem trudna rola, a postać głównej bohaterki przepełniona jest bólem, samotnością i brakiem zrozumienia.

Jak już mówiłam – czytałam bardzo dużo reportaży, oglądałam bardzo dużo filmów. Miałam też ten komfort, że przed rozpoczęciem zdjęć przygotowywałam się dobre pół roku, jak nie więcej. Dużo czytałam, oglądałam; niektóre rzeczy były straszne, ponieważ ja nie wierzyłam, że coś takiego się w ogóle dzieje na świecie. Rzeczy typu: ktoś porywa młoda dziewczynę i jest ona gwałcona; trzyma ją, załóżmy, w jakiejś szopie i jest gwałcona przez 12 lat; rodzi dziecko temu gwałcicielowi, które jest oddawane do różnych instytucji, do domów dziecka -przez tego mężczyznę. To są rzeczy, które się dzieją na świecie. Dla mnie to było przerażające i nie mogłam w to uwierzyć; to było też szokujące i na początku musiałam się z tym oswoić w jakiś sposób, bo ja nie przeżyłam… Nie miałam styczności z czymś takim. Wręcz przeciwnie – taka zła fizyczność, zły dotyk to coś, co tworzy we mnie sporo negatywnych emocji. Nie potrafię tego zrozumieć. Nie umiem. Cielesność jest bardzo ważna w naszym życiu. I to było dla mnie bardzo trudne, ale później, jak już zaczęłam rozmawiać o tych syndromach, to wchodziło we mnie naturalnie i w pewnym momencie poczułam już, że ta rola gdzieś przenika we mnie w takim sensie, że Ula jest we mnie bardzo głęboko, że już jest w mojej podświadomości. Dzięki temu nie miałam problemu z wchodzeniem w to wszystko. Ale też nasza ekipa była mi bardzo pomocna; było bardzo duże skupienie na planie i jak miałam jakieś bardzo trudne sceny, to miałam też bardzo duży komfort pracy.

Idąc w ślad za poprzednim pytaniem – czy grając, stapiasz się w jedność z postacią, w którą się wcielasz, czy jednak starasz się oddzielić siebie od roli?

„Oddzielanie się od roli” to jest bardzo trudne pojęcie dla mnie. Zauważyłam, że przy każdej produkcji, na każdym planie zdjęciowym, w zupełnie inny sposób pracuje też moje ciało (śmiech), moja psychika. We wszystkie postacie, które do tej pory miałam przyjemność zagrać, wchodzę gdzieś podświadomie. Jeżeli coś czuję, to to we mnie jest – po prostu. Później zaczynam szukać, inspirować się, podpierać różnymi rzeczami, filmami również. Ale to we mnie wchodzi samo, jest; ja tę postać tworzę gdzieś podświadomie i oddzielanie siebie od postaci jest trudne, ponieważ ja korzystam ze swoich emocji, ze swojego ciała. Na planie, tak fizycznie, to jestem ja, i w środku jest oczywiście może moja postać, którą wytworzyłam, ale też jestem ja. I ja z moją postacią w pewnym momencie zaczynamy się przenikać. Ponieważ wykorzystuję swoje emocje, odnoszę się do wydarzeń ze swojego życia. I pamiętam. Mam też wyobraźnię, która jest bardzo silna i w wyobraźni wytwarzam sobie różne sytuacje. To jest trudne i trzeba wyczuć tę granicę, którą bardzo łatwo nieświadomie przekroczyć. Dlatego doświadczyłam tego przy tym filmie – może nie jakoś super intensywnie – ale był to trudny czas. Z dnia na dzień nie potrafię oddzielić siebie od roli, dopiero później po prostu z niej wychodzę. Ja byłam normalna na planie – to nie było tak, że ja chodziłam w postaci jako Ulka i jestem taka biedna i skrzywdzona, i zbuntowana – nie, to tak nie było. Byłam normalnym człowiekiem, normalnie funkcjonowałam. To, co się ze mną działo w środku, było zaskakujące; zaskakiwało to nawet mnie, a ja też jestem bardzo wrażliwa na swoje ciało, na swoje myśli. Jak już czułam, że dzieje się coś złego, to próbowałam to przystopować. Ja akurat miałam przy sobie przyjaciół i jedną szczególną osobę, która bardzo pomagała mi w tym trwać. I chciałabym tej osobie bardzo podziękować, bo to było duże wsparcie emocjonalne dla mnie. Również na planie wszyscy mnie wspierali. Wszyscy widzieli powagę sytuacji – moje skupienie, to, ile mnie to kosztuje, i ile muszę włożyć w to wysiłku, więc każdy mi pomagał, każdy w inny sposób. Chcę podziękować wszystkim, którzy tworzyli ten film – począwszy od cudownej Alinki Janerki, dziewczyn z kostiumów, w tym Dominiki Szozdy – dziewczyny robiły kupę roboty między scenami, bardzo mnie budowały. Dziękuję też aktorom, oczywiście: Agnieszce Warchulskiej, Mirkowi Kropielnickiemu… Chcę podziękować całej, całej ekipie, również oświetleniowcom, szwenkierowi [operator kamery – przyp. red.]. Wszystkim, naprawdę wszystkim chciałam z tego miejsca podziękować, bo to był trudny czas, a oni wszyscy dawali mi bardzo dużo siły. Dziękuję.

Która scena była dla Ciebie najtrudniejsza?

Tam było bardzo dużo trudnych scen… Była taka jedna, której niestety nie ma w filmie, ale ona nie weszła z wiadomych przyczyn, i tak – to jest ta scena, ale właśnie: nie ma jej w filmie. Była bardzo trudna, ponieważ ja przeżywałam coś dziwnego w środku i nie potrafiłam się uspokoić. To była trudna scena.

W bardzo umiejętny sposób łączysz grę ciałem z dobitnym ukazaniem emocji i psychologii postaci. Które aspekty sztuki aktorskiej są dla Ciebie łatwiejsze? Te fizyczne czy emocjonalne?

U mnie akurat jest tak, że jeżeli jest emocja, to jest i ciało. W sensie, że jeżeli jest prawdziwa emocja, to i ciało fizycznie bardzo działa. Może dlatego padło to pytanie o fizyczność, bo Ulka ma momentami zachowania takie… zwierzęce. I też tak o tym myślałam – że ona się zachowuje trochę jak zwierzątko; małe zwierzątko, które ma jakieś instynkty, zachowania obronne. Ale ja najpierw musiałam to wytworzyć w środku, żeby to było prawdziwe na zewnątrz – więc u mnie emocja łączy się z fizycznością. Najpierw jest emocja, a dopiero później jest ciało i fizyczność. Wtedy jest prawda i w ciele, i w emocji.

Jakie jest Twoje największe aktorskie marzenie?

Moje największe marzenie aktorskie… (śmiech). Zainspirowała mnie jedna osoba i… Mam ich dużo. Chciałabym zagrać w filmie fantasy, chciałabym zagrać też w horrorze… Dobrym horrorze – fajnie by było…

Zdradzisz nam swoje aktorskie plany na przyszłość? W czym będziemy mogli zobaczyć Cię w najbliższym czasie?

Tak. Będą mogli państwo zobaczyć mnie we włoskim filmie Sole. Reżyserował go Carlo Sironi. To też jest dość trudna historia, ale w zupełnie innym klimacie. I tam też gram główną rolę i to również było dla mnie spore wyzwanie, ponieważ w tym filmie mówię po włosku. Reżyserował to, jak wspomniałam, Carlo Sironi, debiutant, który jest cudownym, wrażliwym reżyserem. Zapraszam więc do obejrzenia – mam nadzieję, że film ten pojawi się w tym roku w Polsce.

Dziękuję bardzo.

Dziękujemy za rozmowę!

Fot.: Maria Wider


Przeczytaj także:

Wielogłos o filmie Powrót

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kingowiec. Fan FC Barcelony.  

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.