Filmy,Patronat,Recenzje

Portret silnej kobiety – Mia Hansen-Løve – “Co przynosi przyszłość” [recenzja]

co przynosi przyszłość
co przynosi przyszłość

Nieśpieszny, pozornie niespecjalnie zajmujący, najnowszy film Mii Hansen-Løve to intymny wgląd w życie kobiety w średnim wieku, na którą w krótkim czasie zwala się pasmo niepowodzeń, porażek i przeciwności losu. Reżyserka odsłania nam niewygodne, często uwierające widza kulisy z życia kobiety, które mogą przecież dotyczyć każdego z nas, i robi to w sposób bardzo udany, czego potwierdzeniem jest chociażby Srebrny Niedźwiedź tegorocznego, 66. Berlinale. Co przynosi przyszłość nie wnosi do kinematografii niczego przełomowego, ale ujmuje dojrzałością opowiadanej historii. 

Nathalie Chazeaux jest kobietą spełnioną. Ma męża, który dorównuje jej intelektualnie, dwójkę zdrowych, samodzielnych, niemal dorosłych już dzieci oraz pracę, która jest całym jej światem. Nathalie jest nauczycielką filozofii i w swoim fachu czuje się niczym ryba w wodzie. Swój zawód traktuje jak powołanie i z lubością wbija młodzieży do głów, że najważniejsze w życiu człowieka jest myślenie, a dyskusje i wywody filozoficzne są jej najsilniejszą stroną. Z dnia na dzień jej – zdawałoby się, poukładane – życie ulega diametralnym zmianom – schorowana, „pogrążona” w depresji matka, która była dla Nathalie prawdziwą udręką, umiera, zostawiając jej w spadku podstarzałego czarnego kota, na którego kobieta jest uczulona. Mąż po ponad dwudziestu latach małżeństwa oznajmia ni z tego, ni z owego, że poznał inną kobietę i woli być z tamtą. W pracy również czekają Nathalie nieciekawe zmiany i wszystko to – razem wzięte – mogłoby sprawić, że kobieta ugięłaby się pod ciężarem nieprzyjemności, jednak bohaterka filmu Co przynosi przyszłość zamiast pogrążać się w rozpaczy, postanawia się skupić właśnie na tym, co może przynieść następny dzień.

Co ciekawe, z Nathalie Chazeaux widzowi dość trudno się utożsamić, ponieważ jest to kobieta sprawiająca wrażenie wyniosłej, oziębłej i obojętnej na to, co się wokół niej dzieje. Jej inteligencja troszkę przytłacza, kontakt z nią sprawia, że czujemy się nieco niezręcznie, ponieważ bohaterka zdaje się być zapatrzona w siebie, a problemy, które wokół niej narosły, są niczym naturalna kolej rzeczy i jedyne, co należy w ich obliczu zrobić, to iść naprzód. Troszkę taki model zachowań odbiega od tego, co jest nam powszechnie znane, stąd możliwy brak zrozumienia dla Nathalie, ale co w tym wszystkim najfajniejsze, to fakt, iż nawet nasz wewnętrzny sprzeciw wobec zachowań kobiety nie jest w stanie sprawić, żebyśmy oderwali od jej poczynań oczy, ponieważ jej osoba jest dla nas na tyle intrygującym zjawiskiem. Mii Hansen-Løve udał się ten zabieg w filmie Co przynosi przyszłość perfekcyjnie, dzięki czemu Nathalie dołącza do grona bohaterek, które swoją siłą imponują.

cp2

Co przynosi przyszłość to dzieło, które – podobnie jak poprzednie filmy Mii Hansen-Løve – oparte jest na wydarzeniach wyjętych z życia reżyserki. Francuzka wychowała się w rodzinie filozofów, a postać Nathalie wzorowana jest na jej matce, stąd przedstawione w filmie wywody nie są jej obce, a sam scenariusz szafuje nimi z wielką swobodą, co jest zabiegiem dość ryzykownym, ponieważ niewielu widzów jest z filozofią na tyle blisko, by czuć się swobodnie w tak dużym jej nagromadzeniu, jak ma to miejsce w produkcji Co przynosi przyszłość, ale – o dziwo – tutaj jest to na tyle naturalne, że ma sens i nie przeszkadza w odbiorze filmu.

Produkcję doceni jednak naprawdę wąskie grono kinomaniaków, ponieważ Co przynosi przyszłość rządzi się swoimi prawami, a reżyserka i scenarzystka nie zamierza uginać się do obecnej filmowej mody i tworzy produkcję na własną modłę – bez pośpiechu czy zwrotów akcji. Zdobywca 66. Berlinale za najlepszą reżyserię obfituje w długie, statyczne ujęcia, które pozornie nie wnoszą nic konkretnego do odbioru całości, przez to wiele osób może szybko stracić cierpliwość i zrezygnować. Warto jednak otworzyć umysł – w przydługich ujęciach kryje się bowiem uniwersalna prawda o ludzkim życiu.

cp3

Isabelle Huppert, która wystąpiła również w innym objętym przez Głos Kultury patronatem medialnym filmie (Głośniej od bomb) pokazuje, czym jest aktorstwo przez duże „A”. Aktorka przyćmiła kolegów z planu i perfekcyjnie zrozumiała swoją bohaterkę, tworząc niejednoznaczny portret kobiety w średnim wieku, która swoją siłą i doświadczeniem mogłaby obdarzyć całe pokolenie młodych dziewczyn, a i tak zostałoby coś dla niej. Kobieta w relacji z każdą z bliskich jej osób jest inna, natomiast każda kolejna niegodziwość losu jest przyczynkiem do zdystansowania i zadumy. Zresztą konfrontacja z rzeczywistością nie przychodzi Nathalie wcale łatwo, ale wychodzi z niej zwycięsko, a cała ta walka zawiera się w drobnych gestach, które Hoppert opanowała do perfekcji.

Co przynosi przyszłość to film w trwającej obecnie dekadzie kina superbohaterskiego zdający się odstawać od oczekiwań widzów. Nic jednak bardziej mylnego – to dzieło niezwykle potrzebne, pokazujące, jak z niezbyt przecież porywającej czy oryginalnej historii wypełnionej prozą życia zrobić coś, co może zostać odtwarzane w umyśle widza przez długi czas po skończonym seansie. Zadziwiające, jak zaledwie trzydziestopięcioletnia reżyserka potrafi czuć drugiego człowieka i towarzyszące mu uczucia. Jej film udowadnia, że problemem nie jest sam problem, ale to, jak do owego problemu podchodzimy oraz co jesteśmy w stanie zrobić w jego obliczu.

cp1

Ocena: 6/10

Fot.: Aurora Films

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel serwisu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Wielbiciel kina i audiobooków. Nie pogardzi dobrą muzyką, serialami, grami komputerowymi oraz wszelkiego rodzaju grami planszowymi. Kontakt: redakcja@gloskultury.pl lub czarnepioro@gmail.com