Splendor

Blask, który odsłania brud – Mika Modrzyńska – „Splendor”

Są takie tytuły, które już na poziomie samego brzmienia obiecują pewien rodzaj gry z czytelnikiem. „Splendor” Miki Modrzyńskiej jest właśnie jedną z takich książek, bo przecież splendor kojarzy się z czymś jasnym, efektownym, eleganckim, niemal olśniewającym. Z tym wszystkim, co lubimy podziwiać z dystansu, nie zadając zbyt wielu pytań o cenę tego blasku. Autorka bardzo świadomie wykorzystuje jednak to pierwsze skojarzenie po to, by szybko pokazać, że za fasadą luksusu, prestiżu i społecznego uznania bardzo często kryje się coś znacznie mniej fotogenicznego. Brud, przemoc, zależności, milczenie kupowane pieniędzmi, tajemnice przekazywane z rąk do rąk jak niechciany spadek. I właśnie w tym napięciu między pozorem a prawdą „Splendor” odnajduje swoją największą siłę.

Punktem wyjścia jest powrót Melanii Szlachcic do miejsca, z którego kiedyś uciekła. Po śmierci ojca bohaterka wraca na mazurską wieś i zaczyna podejrzewać, że za tragedią może stać coś więcej niż tylko przypadek czy prosta, łatwa do zamknięcia historia. Aby zbliżyć się do prawdy, zatrudnia się jako sprzątaczka w luksusowej rezydencji Emila Wilnera, jednej z największych gwiazd polskiego kina. To rozwiązanie fabularne mogłoby w mniej sprawnych rękach wypaść dość schematycznie, ale Modrzyńska potrafi wykorzystać je nie tylko jako narzędzie do budowania intrygi, lecz także jako bardzo ciekawy punkt obserwacyjny. Melania znajduje się bowiem w pozycji osoby obecnej, a jednocześnie niewidzialnej. Widzi więcej, niż powinna. Słyszy rzeczy, których nikt nie mówiłby przy kimś „ważnym”. Jest wpuszczana za kulisy świata, który sam o sobie opowiada językiem sukcesu, elegancji i dobrego smaku, a jednocześnie okazuje się miejscem dusznym, pełnym napięć, fałszu i moralnego rozkładu.

Najbardziej podoba mi się w „Splendorze” to, że Mika Modrzyńska nie pisze wyłącznie thrillera o odkrywaniu sekretu. Oczywiście, książka ma bardzo sprawnie poprowadzoną intrygę, ma napięcie, ma kolejne pytania, ma ten przyjemny czytelniczy impuls, który każe przewracać strony szybciej, niż się planowało. Ale pod spodem pulsuje tu coś ciekawszego niż sama zagadka. To opowieść o świecie, w którym wizerunek stał się walutą, a prawda bywa niewygodnym odpadem, który trzeba ukryć gdzieś pod dywanem, najlepiej rękami kogoś mniej uprzywilejowanego. Autorka bardzo dobrze rozumie mechanizm społecznego spektaklu: ci, którzy błyszczą najmocniej, często najskuteczniej kontrolują narrację o sobie, a ci, którzy stoją w cieniu, muszą walczyć o prawo do własnej wersji wydarzeń.

W trakcie lektury trudno też nie mieć pewnych skojarzeń z innymi popularnymi historiami opartymi na podobnym punkcie wyjścia. Najbardziej oczywiste jest porównanie do „Pomocy domowej” Freidy McFadden oraz jej filmowej adaptacji z Sydney Sweeney – również tutaj bohaterka z pozoru stojąca najniżej w hierarchii społecznej trafia do domu pełnego sekretów i stopniowo odkrywa, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej, niż chcieliby ją przedstawiać jego mieszkańcy. Z kolei zamknięta przestrzeń luksusowej posiadłości, bogaci bohaterowie skrywający niewygodne tajemnice i atmosfera wzajemnych podejrzeń mogą przywoływać na myśl „Na noże”. Co ważne, „Splendor” nie sprawia wrażenia kalki żadnego z tych tytułów. Raczej korzysta z podobnych motywów i filtruje je przez polskie realia, dzięki czemu zachowuje własną tożsamość i charakter.

Melania jest w tym wszystkim bohaterką bardzo nośną, bo nie działa wyłącznie z ciekawości. Napędza ją potrzeba zrozumienia, ale też ból, poczucie krzywdy i świadomość, że przeszłość nie znika tylko dlatego, że ktoś nauczył się o niej milczeć. To postać, która wchodzi do świata Złotej Zatoki nie jak typowa detektywka, lecz jak ktoś, kto sam nosi w sobie pęknięcie. Dzięki temu jej śledztwo ma wymiar osobisty, a książka zyskuje emocjonalny ciężar. Nie chodzi tylko o pytanie: „co się wydarzyło?”, ale również: „ile można znieść, zanim człowiek zacznie domagać się prawdy?”. I jeszcze: „czy prawda naprawdę wyzwala, czy raczej zmusza nas do zapłacenia rachunku, którego przez lata unikali inni?”.

Bardzo dobrze działa tu także przestrzeń. Mazury nie są w „Splendorze” pocztówkową krainą odpoczynku, jezior i letniego ukojenia. Są miejscem pozornie pięknym, ale podszytym niepokojem, idealnym tłem dla opowieści o elitach, które budują swoje azyle z dala od zwykłego świata, choć jednocześnie nie potrafią uciec przed własnym zepsuciem. Luksusowa rezydencja, prywatne przyjęcia, zamknięta społeczność, sieć zależności – wszystko to przywodzi na myśl współczesne thrillery obyczajowe, w których kryminalna zagadka służy rozmontowaniu mitu o bogactwie jako przestrzeni wolności. Można tu odnaleźć pewne echa opowieści o celebryckich enklawach, o „pięknych ludziach” z brzydkimi sekretami, ale Modrzyńska nie ogranicza się do prostego kopiowania znanych schematów. Jej książka ma własny rytm, mocno osadzony w polskim kontekście społecznym, w tym specyficznym napięciu między prowincją a światem pieniędzy, między tymi, którzy obsługują luksus, a tymi, którzy uważają, że luksus daje im prawo do wszystkiego.

Styl autorki jest lekki, ale nie banalny. To ogromna zaleta, bo „Splendor” czyta się naprawdę płynnie, z przyjemnością, bez poczucia, że kolejne sceny są jedynie mechanicznym przesuwaniem pionków po planszy. Modrzyńska potrafi budować atmosferę, potrafi podtrzymać ciekawość i dobrze czuje, kiedy przyspieszyć, a kiedy pozwolić czytelnikowi chwilę dłużej pobyć z bohaterką, jej lękiem, determinacją i narastającym przekonaniem, że weszła w miejsce, z którego nie da się wyjść całkowicie czystym. Relacje między postaciami są pełne niedopowiedzeń, zawieszeń i ukrytych intencji, dzięki czemu nawet zwykłe rozmowy mają w sobie przyjemny nerw. Nie każdy dialog wybucha od razu, nie każda scena przynosi spektakularne odkrycie, ale całość konsekwentnie pracuje na poczucie osaczenia.

Największą wartością tej powieści jest jednak to, że pod warstwą rozrywkowego thrillera kryje się bardzo gorzka refleksja o klasie, przemocy i społecznej niewidzialności. „Splendor” pokazuje, że brud najłatwiej dostrzegają ci, którzy muszą go sprzątać. To zdanie mogłoby właściwie stać się jednym z kluczy do tej książki. Melania nie wchodzi do świata elit jako gość, partnerka, dziennikarka czy policjantka. Wchodzi tam jako ktoś, kogo obecność można zignorować, bo system nauczył uprzywilejowanych ludzi ignorować tych, którzy wykonują niewdzięczną pracę. I właśnie dlatego jej perspektywa jest tak ciekawa. Ona widzi pęknięcia w fasadzie nie dlatego, że została do tego świata zaproszona, ale dlatego, że nikt nie uznał jej za zagrożenie.

„Splendor” to powieść bardzo udana: angażująca, sprawnie napisana, klimatyczna i znacznie mądrzejsza, niż mogłoby sugerować proste określenie „thriller o sekretach elit”. Mika Modrzyńska daje czytelnikowi historię, która zapewnia emocje, ale jednocześnie zostawia po sobie coś więcej niż tylko satysfakcję z rozwiązanej zagadki. To książka o blasku, który oślepia, o ciszy, która bywa współudziałem, i o determinacji osoby, która nie chce już dłużej żyć w cieniu cudzych kłamstw. Bardzo dobrze się to czyta, a najważniejsze jest chyba to, że za atrakcyjną, thrillerową konstrukcją naprawdę stoi temat. I to temat, który brudzi ręce, ale zostaje w głowie.

Fot.: Czwarta Strona

Splendor

Overview

Ocena
7 / 10
7

Write a Review

Opublikowane przez

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kingowiec. Fan FC Barcelony.  

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *