Książki,Publicystyka

Bo fantazja jest od tego… czyli Gillian Flynn i jej twórczość

Jej debiutancka powieść – Ostre przedmioty – zdobyła dwie Dagger Awards, następna, Mroczny zakątek, uznana została za najlepszą książkę roku według “Publisher’s Weekly” oraz ulubioną powieść krytyków “New York Timesa”, trzecia zaś (Zaginiona dziewczyna) przyniosła jej jeszcze większy rozgłos na światową skalę dzięki niezwykle udanej adaptacji filmowej, której podjął się David Fincher. Gillian Flynn, bo o niej mowa, z przytupem wkroczyła na czytelniczy rynek, stając się ulubienicą zarówno czytelników jak i (co rzadko spotykane) krytyków. Sam Stephen King porównuje jej twórczość do narkotyku, którego nie można odstawić (a wie coś o tym). Kim więc jest i skąd wziął się fenomen rudowłosej pisarki? O tym w poniższym tekście.

Gillian Scheiber Flynn przyszła na świat 24 lutego 1971 roku w Kansas City, w Missouri; jej matka była profesorem literatury, ojciec natomiast wykładał filmoznawstwo, nic więc dziwnego, że świat książek był jej bliski od zawsze. Od zawsze także wyróżniała się na tle rówieśniczek – nie dla niej były zabawy lalkami, wolała karmić pająki zamroczonymi mrówkami; w bardzo młodym wieku (około siedmiu lat) miała już za sobą projekcje filmów takich jak Obcy czy Psychoza. Tak, Gillian nie była typową dziewczynką w sukience z falbankami i kwiatuszkami we włosach. Jej pierwszą literacką miłością (i jest nią po dziś dzień) była Agatha Christie, do której zresztą często jest porównywana. W roku 1989 ukończyła Bishop Miege High School, następnie na dwa lata przeniosła się do Kalifornii, a później była kolejna przeprowadzka – do Chicago, gdzie w 1997 została absolwentką Northwestern Univeristy; kierunek, rzecz jasna – dziennikarstwo.

Marzyła o tym, by zostać policjantką, pracowała jako kelnerka, w końcu jednak na poważnie zajęła się wyuczonym zawodem i została dziennikarką “Entertainment Weekly”. Pech (lecz jak się później okazało szczęście milionów czytelników) chciał, że po kilku latach w wyniku kryzysu, który dotknął prasę, straciła pracę; w tym właśnie momencie postanowiła zająć się pisaniem powieści; pełna obaw zaczęła pracę nad Ostrymi przedmiotami.

Czasem, kiedy pozwalasz, aby ktoś robił to tobie, tak naprawdę robisz to jemu.

W swej debiutanckiej powieści Flynn opisuje historię Camille Parker, reporterki “Daily Post”, która po krótkiej wizycie w klinice psychiatrycznej zostaje „zmuszona” przez wydawcę do powrotu w rodzinne strony celem napisania artykułu o niewyjaśnionych morderstwach dwóch dziewczynek. Camille, być można trochę nieporadna, jednak znakomita obserwatorka otaczającego świata ma dość nietypowe hobby – lubi sobie od czasu do czasu wyryć żyletką bądź nożyczkami jakieś słowo na ciele. Czasem dane słówko ma związek z jakąś sytuacją, czasem jest po prostu tym, co przyszło bohaterce do głowy. Zakryta od kostek po szyję reporterka próbuje zmierzyć się z trudną zagadką oraz demonami przeszłości. I choć tak się składa, że Ostre przedmioty są najbardziej brutalną i dosadną powieścią w dotychczasowym dorobku autorki z Missouri, już tutaj można zobaczyć wszystko to, co cechuje twórczość Gillian Flynn.

Pierwszą charakterystyczną cechą są bohaterowie, których naprawdę ciężko polubić; każda postać odpycha od siebie czytelnika, który mimo wszystko chce dalej brnąć w ten brudny świat. No właśnie, drugim znakiem rozpoznawczym pisarki jest tworzenie przytłaczającego, bardzo dusznego klimatu małego miasteczka, w którym wszyscy wiedzą wszystko o sąsiadach, skrywając zarazem swej najmroczniejsze sekrety. Sharp Objects to dość brutalna powieść, w której przejawia się także kolejna cecha pisarki – daję się odczuć, iż każdy makabryczny opis pisany jest z uśmiechem na ustach, wyrażając tym samym bardzo ale to bardzo czarne poczucie humoru rudzielca z Kansas City.

Był podły, deszczowy marzec, a ja leżałam w łóżku i planowałam samobójstwo, bo takie mam hobby.

Libby Day była małą dziewczynką gdy bestialsko zamordowano jej matkę oraz dwie starsze siostry, a jej zeznania posłały Bena (brata Libby) do więzienia na karę dożywocia. Główną bohaterkę poznajemy jednak 25 lat później i jest to po raz kolejny postać, z którą trudno sympatyzować. Libby to leniwa, aspołeczna kobieta żyjąca wyłącznie z datków od ludzi dobrej woli oraz tantiem z wydanej parę lat wcześniej autobiograficznej powieści; rzadko wychodzi z domu, ba – rzadko nawet wstaje z łóżka, a jej myśli krążą głównie wokół samobójstwa. Niestety pieniądze topnieją w zastraszającym tempie. Z pomocą przychodzi jednak klub miłośników rozwiązywania zagadek kryminalnych, którego członkowie przekonani są o niewinności brata Libby. W ten sposób bohaterka zostaje zaangażowana w rozwikłanie zagadki śmierci rodziny oraz zmierzenia się z traumatycznymi wspomnieniami z przeszłości. O tym w skrócie opowiada Mroczny zakątek.

Flynn ponownie osadza akcję w małym miasteczku (mylnie uważanym przez jego mieszkańców za serce/środek Ameryki), po raz kolejny nie ma tu ani jednej postaci wzbudzającej sympatię oraz takiej, której można by zaufać. W porównaniu z Ostrymi przedmiotami jest to jednak książka zdecydowanie (choć to może złe słowo) mniej brutalna, za to główny wątek kryminalny wydaję się być, może nie o klasę, ale jednak lepiej przemyślany i dopracowany. Mistrzostwem zaś nazwać można całkowicie zaskakujące zakończenie, któremu wypada tylko przyklasnąć. Warto dodać, iż Mroczny zakątek został również zekranizowany (w główną bohaterkę wcieliła się olśniewająca jak zwykle Charlize Theron), na premierę trzeba będzie jednak jeszcze chwilę poczekać, póki co prapremierowy pokaz miał miejsce na tegorocznym Festiwalu Filmowym w Cannes.

To było nawet romantyczne. Katastroficznie romantyczne.

Zaginiona dziewczyna, czyli najbardziej rozpoznawalne dzieło pisarki opowiada bardzo nietypową historię pewnego małżeństwa. On – Nick – jest pisarzem/felietonistą, pochodzi z Missouri, to typ przystojniaka i kobiety za nim szaleją; Ona – Amy – również jest pisarką, pochodzi z Nowego Jorku, z bogatej rodziny (jej rodzice zarabiają na pisaniu książek dla młodzieży z serii “Niezwykła Amy” poniekąd opowiadających o ich córce), jest piękna i przyciąga uwagę. Zakochują się w sobie, pobierają – para jak z obrazka. W dniu piątej rocznicy ślubu On wraca do domu, a tu niespodzianka (niespodzianka?) – mieszkanie wygląda, jakby przeszedł przez nie tajfun, a Jej nie ma. Zniknęła. Jak nietrudno sie domyślić, On będzie podejrzewany o to, że Ją zabił (prawie zawsze winny jest mąż). Tak naprawdę jednak nie to jest w tej książce najważniejsze. Na dobrą sprawę nie jest ważne to, jak Amy zaginęła, czy żyje, czy nie żyje, czy On ją zabił, czy wmieszany jest w to ktoś trzeci.

dunne

Najważniejsze są tu relacje międzyludzkie, w tym przypadku relacje małżeńskie i pytanie, na ile znamy osobę, z którą planujemy spędzić (teoretycznie) resztę życia. Jak bardzo jesteśmy naprawdę w stanie poznać drugiego – najbliższego nam – człowieka?

Sukces powieści (Gone girl sprzedawała się lepiej niż takie hity jak Igrzyska śmierci czy 50 twarzy Greya… pomijam już fakt różnicy gatunkowej między wszystkimi książkami) sprawił, że jeden z najbardziej docenianych na świecie reżyserów – David Fincher – postanowił przenieść historię Gillian na duży ekran i zrobił to z powodzeniem. W główne postaci wcielili się Ben Affleck oraz Rosamund Pike, która za kreację Amy Dunne nominowana została do Oscara.

Jak więc widać, co zresztą zostało już wspomniane, wszystkie dzieła pani Flynn charakteryzuje niepokojący, ciasny klimat; bohaterowie odpychają swoją postawą, jednocześnie przyciągając czytelnika, bo któż nie chce poznać demonów tkwiących w innych, zwłaszcza podanych w tak przystępny sposób. Jednak tym, co chyba najbardziej przekonuje zarówno zwykłych zjadaczy chleba jak i krytyków, jest dość oryginalne poczucie humoru pisarki, z uśmiechem na ustach, mogłoby się zdawać, tworzy ona wszystkich tych aspołecznych, wyalienowanych bohaterów, używając często bardzo dosadnego języka. Nie znajdziemy w powieściach Gillian kwiecistego, poetyckiego języka ani górnolotnych przenośni; autorka z Missouri to, za przeproszeniem, „babka z jajami”, która nie owija w bawełnę. Pytanie – które więc narzuca się jako pierwsze – jakim sposobem dziewczyna z dobrego domu, typ szarej myszki, która nigdy nie doświadczyła sytuacji, które opisuje w swoich książkach, jest w stanie tak szczegółowo przelać wszystkie te pokrętne pomysły na papier? Na to pytanie odpowiada sama pisarka: Inspirują mnie historie ludzi, których znam, ale zazwyczaj osią fabuły są opowieści będące wytworem mojej wyobraźni. Dodaje również: Piszę dla takich czytelników, do jakich sama należę. Nie przeszkadza mi, jeśli nie lubię literackich postaci. Bardziej zależy mi na tym, by bohaterowie byli interesujący, rozśmieszali mnie, żebym potrafiła ich rozgryźć. O to zawsze mi chodziło.

Skromna, niepozorna, nie przepada za nazywaniem jej „bestsellerową autorką”. Fakty są jednak takie, że właśnie taką autorką jest, a miliony fanów (łącznie ze mną) na całym świecie niecierpliwie wyczekują jej kolejnego hitu. Obecnie, wraz z Davidem Fincherem, zaangażowana jest w przeniesienie na amerykański rynek znakomitego brytyjskiego serialu Utopia, kiedy jednak spytacie ją, co właśnie robi ,odpowie, że teoretycznie pracuje nad powieścią, w praktyce jednak prawdopodobnie gra w ukochanego Pac Mana w zaciszu domowej pralni ;).

Fot.: Twentieth Century Fox Film Corporation, gillian-flynn.com