Chevalier

Cyrk na wodzie – Athina Rachel Tsangari – „Chevalier” [recenzja]

Co się stanie, kiedy sześciu mężczyzn, mniej lub bardziej się lubiących i mniej lub bardziej ze sobą powiązanych, wypłynie na jakiś czas w rejs, zamykając się tym samym dobrowolnie na niewielkiej przestrzeni, bez możliwości ukrycia i odpoczynku? Za towarzystwo mając wyłącznie trójkę służących – również mężczyzn – będą spoglądali dzień po dniu, godzina po godzinie na te same twarze, będą obserwowali się w różnych – także tych mało komfortowych – sytuacjach, będą, siłą rzeczy, ostatecznie znudzeni i jednocześnie gotowi do walki. Sześciu mężczyzn przebywających w odizolowanej od reszty świata przestrzeni, podczas gdy ego każdego jest rozbuchane i nadwątlone przez świat zewnętrzny – to już od początku zapowiada się na istną katastrofę! Czy tak jest w rzeczywistości? Sprawdźmy, oglądając grecki film Chevalier, który Głos Kultury objął patronatem medialnym.

Athina Rachel Tsangari, współtwórczyni scenariusza i reżyserka tego filmu, nie do końca słusznie skategoryzowanego jako komedia, nie boi się wypłynąć na szerokie wody i usunąć spod nóg stały ląd nie tylko bohaterom dzieła, ale także i widzom. Jeśli ktoś nie ma mocnych nerwów, może podczas oglądania Chevalier nabawić się choroby morskiej. Nie dlatego jednak, że film epatuje przemocą czy podejmuje zagadnienia, od których włos jeży się na głowie. Raczej dlatego, że nie każdy potencjalny widz wytrzyma w tym ogromnym skupieniu, w tej ciszy, spokoju, lenistwie i momentami – trzeba to powiedzieć – nudzie, jakie serwuje nam seans. Określenia te nie konotują jednak w przypadku tego filmu negatywnie, lecz stają się jego wadami bądź zaletami w zależności od tego, jakie są nasze upodobania filmowe i na co nastawiamy się, ciesząc się na seans. Pozorny spokój i atmosfera nudy, zatrzymania się czasu, pozwalają widzowi współodczuwać razem z bohaterami fakt, że na chwilę świat zewnętrzny przestał istnieć. Nie liczą się jego reguły i zasady, nie ma na jachcie jego praw, a każdy z mężczyzn może zapomnieć o obowiązkach, które czekają go na lądzie. Widz również musi odczuć tę niecodzienną lewitację, to zawieszenie pomiędzy światem realnym a tym wykreowanym przez mężczyzn, żeby móc skupić się na tym, którzy sami sobie wymyślili i zaczęli powoli kreować, wiedząc jednocześnie, że jest on jedynie chwilowy.

Chevalier 1

Wyprawę po wodach Morza Egejskiego zorganizował na swoim jachcie starszy mężczyzna określany mianem Doktora. To on cieszy się na początku największym szacunkiem pozostałych pasażerów – jawi nam się jako stateczny, dojrzały i mądry mężczyzna, który osiągnął w życiu zamierzony sukces, czego przejawem jest chociażby jacht i będąca na każde jego zawołanie służba. Razem z nim w morską podróż wybrali się: Christos, Yorgos, Josef, Dimitris i Yannis. Relacje, które łączą ze sobą poszczególnych mężczyzn, nie są do końca jasne i niektórych z nich możemy się jedynie domyślać. Christos, jak wynika z poszczególnych rozmów, jest zięciem Doktora, Yannis najprawdopodobniej jego wieloletnim pracownikiem, z kolei Dimitris jest bratem Yannisa. Yorgos i Josef mogą być braćmi, a jeden z nich jest także przyjacielem Doktora od wielu lat. Nie wiadomo, co skłoniło ich do tej wyprawy, od początku jednak widać, że mężczyźni nie czują się całkowicie komfortowo w swoim towarzystwie – stąd na jachcie panuje jedynie na pozór atmosfera swobody i przyjacielskiej wyprawy w ramach odpoczynku. Dająca się coraz bardziej we znaki nuda skłania mężczyzn do gier towarzyskich, które mają umilić im czas i zająć ich myśli pomiędzy kolejnymi połowami ryb i pływaniem. Już podczas niewinnej gry w określanie kolejnych mężczyzn mianem konkretnych owoców lub zwierząt wyraźnie widać, jak zakompleksieni względem siebie są wszyscy uczestnicy rejsu. Niewinne porównanie kogoś do ananasa czy pandy skutkuje długimi dyskusjami, od których tylko krok do kłótni. Każda zabawa i każdy żart przeradza się w wyścig o to, kto jest od kogo lepszy i kto jest ważniejszy.

W końcu jeden z mężczyzn proponuje grę, której zwycięzca otrzyma pierścień Chevalier. Rywalizacja polegać ma na tym, że każdy z graczy wymyślać będzie po kolei konkretne zadania, za wykonanie których będą oceniani przez siebie nawzajem wszyscy z zebranej szóstki. Kiedy jednak pada propozycja tej z pozoru niewinnej gry, między mężczyznami urażona duma i nadwątlone przez niewinne zabawy ego buzują już tak mocno, że postanawiają nie rozdrabniać się i pójść na całego. Modyfikują więc zasady zabawy tak, aby do końca rejsu oceniać się dosłownie we wszystkim. Sześciu dojrzałych, dorosłych mężczyzn w ramach udowodnienia samym sobie własnej pozycji i wartości, z minuty na minutę pozbywa się więc resztek własnej godności, biorąc udział w przedziwnym przedstawieniu, w którym punktowany jest każdy ruch, każda rozmowa i każda mina. Panowie nie rozstają się ze swoimi kajecikami, w których zapisują przyznawane bądź odejmowane punkty. Od tego momentu Chevalier przeradza się nie tyle w komedię, co w farsę, w satyrę, podczas której dorośli, szanowani ludzie zachowują się jak dzieci, chcąc wyjść na prowadzenie.

Chevalier 4

Doktor, Christos, Yannis, Josef, Yorgos i Dimitris oceniają się w czynnościach dość zwyczajnych, ale również dziwacznych, jeśli chodzi o ocenianie, i dość intymnych. Podglądają się więc we śnie, punktując towarzyszy podróży za ułożenie ciała we śnie, za chrapanie, za ślinę na poduszce; konkurują w składani mebli; oceniają sposób, w jaki rozmawiają ze swoimi bliskimi przez telefon; sprawdzają atrakcyjność erekcji swoich współtowarzyszy, oceniają zachowanie przy stole, maniery, śpiewanie, a także poziom cukru we krwi, cholesterolu, swój wygląd i sprawność fizyczną. Nie ma nic, co umknęłoby uwadze mężczyzn. Czujność jest tu wskazana, bo ocenionym można być za wszystko, co innemu przyjdzie do głowy. Zamiast więc cieszyć się bezkresem morza, błękitnym niebem, obsługą i wolnością, mężczyźni zatracają się w dziecinnej rywalizacji, dzięki której wyłonią “najlepszego we wszystkim”.

Podczas oglądania filmu nasuwa się pytanie, jak rozwinęłaby się sytuacja, gdyby na jachcie przebywały same kobiety zamiast mężczyzn. Czy stałoby się coś podobnego? Czy rywalizacja nabrałaby jeszcze ostrzejszych rumieńców? Wydaje mi się, że gdyby już doszło między paniami do takiej “zabawy”, po prostu rzuciłyby się na siebie w ataku ostatecznej furii i histerii. I może to byłoby właśnie lepsze, bo bohaterowie greckiego filmu przy całej infantylnej zabawie, w jakiej się zatracili, wciąż uważają się za dorosłych, statecznych, inteligentnych i najlepszych. No cóż, z boku wygląda to jednak odrobinę inaczej. Widz obserwuje bowiem sześciu mężczyzn, którzy dwoją się i troją, aby udowodnić pozostałym pasażerom jachtu – w zasadzie nie wiadomo co. A może próbują to udowodnić sobie? Tak naprawdę jednak im usilniej próbują, tym żałośniejsi się wydają, a na wierzch wychodzą głównie ich wady.

Film Chevalier skłania do zastanowienia się nad tym, czy jakakolwiek znajomość, jakakolwiek przyjaźń, a nawet więzy rodzinne miałyby szansę przetrwać, gdyby bliscy sobie ludzie zaczęli się oceniać w każdej dziedzinie życia – przyznawać i odejmować sobie punkty dosłownie za wszystko. Dzieło Athiny Rachel Tsangari może więc być przestrogą przed nadmiernym ocenianiem bliskich nam osób, ale także nauką, że punkty nie oddadzą przecież tego, że niektóre wady czy błędy mogą być poza skalą uznawane za zalety i na odwrót. Zatraciwszy się we wzajemnej ocenie bohaterowie filmu stają się parodią samych siebie i całego społeczeństwa, w którym ocenianie, krytykowanie, wydawanie opinii i przyznawanie punktów (jak chociażby we wciąż niesamowicie popularnych programach typu talent show) zastępuje uczucia i sympatie.

Chevalier 5

Aktorzy grający w Chevalier nie mieli po prawdzie zbyt wielkiego pola do popisu. Role każdego z nich były dość statyczne, ale też każdy wywiązał się ze swojego zadania poprawnie. Następuje w filmie kilka przełomowych, żwawych momentów, w których spokój i stagnacja zostają zaburzone, ale w większości grecki film to techniczna i narracyjna oaza spokoju, która dopiero pod powierzchnią ukazuje burzliwość całej sytuacji, w jaką wplątało się sześcioro mężczyzn. Pozorny spokój podkreślają dźwięki otaczającej ich wody – leniwe obijanie się fal o jacht, które rzadko przerywane zostaje zapadającymi w pamięć utworami muzycznymi. Również barwy, którymi otacza się i z których stworzony został Chevalier, współgrają z podejmowanym tematem i sposobem, w jaki został omówiony w filmie. Dominują więc szarości, błękity i granat, co oczywiście poniekąd wynika z sytuacji, w jakiej znajdują się bohaterowie – a więc podróży jachtem po Morzu Egejskim. Nic jednak nie stało na przeszkodzie, aby jaskrawymi kolorami podkreślić absurd zachowania mężczyzn i w zasadzie ich dziecinną konkurencję – te oceny jednak twórcy zostawili widzom, nie odbierając im tej przyjemności.

Mężczyźni… Od wieków rywalizują, choć często sami zapominają co jest przedmiotem, a co celem rywalizacji. Zapominają również, że nierzadko ich zachowania mające na celu pokazać ich z jak najlepszej strony, przynoszą efekt odwrotny do zamierzonego. Bardzo udanie pokazuje to właśnie film Chevalier, który od pewnego momentu przemienia się w kompletny absurd, w cyrk, w którym tańczą na linie dorośli mężczyźni, którym choć wydaje się, że właśnie osiągają coś ważnego i wyglądają przy tym poważnie i mądrze – bliżej do klaunów niż bohaterów. Do tego cyrku jednak nie każdy będzie miał takie samo podejście. Chevalier to bowiem specyficzny film, na którym jedni będą się nudzić, inni świetnie bawić, a jeszcze inni obejrzą go uważnie, niczym film przyrodniczy o rywalizujących ze sobą o kawałek padliny samcach. Nie ma tu akcji, nie ma twistów fabularnych, nie ma porywających dialogów. Jest za to przypowieść, hiperbola i metafora ubrana w wytworne szaty, okraszona spokojem i sunąca leniwą smugą. To jednak, co najbardziej spokojne, czasem skrywa w sobie największe emocje i najgoręcej skrywane prawdy.

Chevalier 2

Fot.: Aurora Films

Chevalier

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.