Bernardine Evaristo

Siostrzeństwo – Bernardine Evaristo – „Dziewczyna, kobieta, inna”

Pod koniec ubiegłego roku premierę miało polskie tłumaczenie Słodko-gorzkiego erosa Anne Carson. W ulubieńcach roku pisałam o nim jako największym literackim objawieniu, ożywczym tchnieniu nowości w dziedzinie eseistyki – zwłaszcza na polskim rynku książki, bo oryginalny tekst Carson miał swoją premierę ponad trzydzieści lat temu. W tym roku na podobne olśnienie nie musiałam czekać tak długo, bo już teraz dostałam to, za czym podświadomie tęskniłam. Nagrodzona Bookerem dwa lata temu Dziewczyna, kobieta, inna Bernardine Evaristo, która właśnie dziś (14 kwietnia) ukazuje się nakładem Wydawnictwa Poznańskiego w fenomenalnym tłumaczeniu Agi Zano, wciągnęła mnie do świata, którego odzwierciedlenie i próby zrozumienia znajdowałam ostatnio przede wszystkim we współczesnych serialach, bo od pewnego czasu to one były bardziej na bieżąco z rzeczywistością niż literatura.

W swojej powieści Evaristo zawarła historie dwunastu kobiet. Najstarsza z nich urodziła się na początku XX wieku, najmłodsza w wieku XXI. Niektóre przyszły na świat w państwach Afryki Zachodniej albo Ameryki Środkowej, inne już w Wielkiej Brytanii jako córki imigrantek. Nietrudno się więc domyślić, że na plan pierwszy w Dziewczynie, kobiecie, innej wysuwa się kwestia tożsamości – etnicznej, kulturowej, płciowej i seksualnej. I choć wszystkie te małe narracje mają podobną strukturę – opowiadają o losach bohaterek od małych dziewczynek poprzez okres dorastania aż do czasu dojrzałości – każda z nich jest inna, bo Bernardine Evaristo jest mistrzynią indywidualizowania literackich postaci. Różnią się one od siebie wiekiem, pochodzeniem, wykonywanym zawodem (reżyserki, nauczycielki, sprzątaczki, rolniczki, sprzedawczynie, bankierki), środowiskiem, miejscem zamieszkania, typem wrażliwości i światopoglądem.

Niebywale precyzyjnym narzędziem służącym pisarce do stworzenia tej zróżnicowanej, wielobarwnej galerii bohaterek jest język. To pierwsza rzecz, na którą zwracamy uwagę po otworzeniu książki, i pierwsza, o której zapominamy, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Początkowe wytrącenie czytelnika z jego lekturowych oczekiwań polega na tym, że Evaristo nie stosuje kropek na końcu i wielkich liter na początku zdania. Szybko przyzwyczajamy się jednak do braku tych – często sztucznych – granic, a swobodnie płynące frazy, oddające tok myślenia bohaterek, sprawiają wrażenie autentyczności i bliskości świata, do którego naprawdę możemy wejść. Najczęściej spoglądamy na rzeczywistość poprzez język, jakim posługują się kobiety, a każda z nich posiada swój własny, charakterystyczny zasób słownictwa, powiedzenia i przyzwyczajenia składniowe.

Co zatem łączy te bohaterki? Podobne problemy, z którymi się spotykają – doświadczenie rasizmu i dyskryminacji na różnych płaszczyznach (kolor skóry, płeć, niekiedy orientacja seksualna czy poziom wykształcenia), ale także, a może przede wszystkim, siła i samoświadomość – nieważne, czy bohaterki identyfikują się jako feministki, czy nie. Wszystkie są mniej lub bardziej świadome nierówności społecznych i opresyjności systemu, z którym walczą na różne sposoby – wpasowując się w narzucone ramy albo rozsadzając je od środka.

Opowiadane przez pisarkę historie posiadają ogromny ładunek emocjonalny, są niezwykłe, a zarazem proste i mamy wrażenie, że bardzo powszechne. Bliżej życia i indywidualnego doświadczenia już chyba nie da się być. Bernardine Evaristo pisze o problemach najtrudniejszych – wykorzystywaniu seksualnym, wielokrotnych poronieniach, depresji poporodowej, stracie dziecka, braku edukacji seksualnej, codzienności kobiet w rodzinach tworzonych na patriarchalnym systemie wartości, o potrzebie przynależności do wspólnoty i jednoczesnym poczuciu zniewolenia przez nią. Mimo to doświadczenie lektury Dziewczyny, kobiety, innej nie jest przygnębiające, a przynajmniej to nie smutek pozostaje w nas po przeczytaniu tej powieści. Dzieje się tak wcale nie dlatego, że bohaterki są nadzwyczajnymi heroskami i ze wszystkim sobie doskonale radzą. Na tych kilkuset zapisanych stronach Evaristo konsekwentnie buduje poczucie wspólnoty oparte na podobieństwie doświadczeń, pisarka podkreśla różnice między kobietami, ale to właśnie to, co wspólne, wysuwa się na plan pierwszy, łagodząc poczucie bezradności i osamotnienia bohaterek.

Każdą historię, czyli każdy rozdział zatytułowany imieniem wiodącej postaci, można czytać jak osobne opowiadanie, ale zdecydowanie więcej przyjemności i satysfakcji przynosi lektura linearna, która wydobywa misterne powiązania między kobietami, bo wszystkie one są ze sobą w jakiś sposób połączone. Są dla siebie przyjaciółkami, kochankami, córkami, matkami, babkami, matkami chrzestnymi, nauczycielkami, prababkami, koleżankami z pracy. Klamrą kompozycyjną jest w powieści Ostatnia Amazonka Dahomeju – spektakl wyreżyserowany przez Ammę, pierwszą z bohaterek, o których opowiada pisarka. Bernardine Evaristo sprawnie przeplata różne perspektywy czasowe. Główna akcja powieści rozgrywa się bowiem – niczym w Pani Dalloway Virginii Woolf – jednego letniego dnia w Londynie. Jest to dzień premiery spektaklu, na której spotka się wieczorem większość bohaterek powieści. Tego dnia poznajemy je więc tu i teraz – w drodze do pracy, w pracy, w domu, w szkole – i jednocześnie zagłębiamy się wraz z nimi w rozbudowane retrospekcje, które pozwalają nam poznać ich indywidualne historie i wprowadzają kolejne bohaterki – najczęściej ich matki, babki i prababki. Jeśli tylko dacie się namówić na lekturę, wszystkie one zostaną z Wami na długo.

Fot.: Wydawnictwo Poznańskie

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.