Muzyka,Recenzje

Podróż przez granice muzycznej wyobraźni – Hania Rani – „Home” [recenzja]

Home to drugi solowy album Hani Rani, czyli Hani Raniszewskiej, będący owocem wyjątkowych kompozytorskich umiejętności i kształtowania zachwycającego stylu. Hania jest pianistką i kompozytorką, która urodziła się w Gdańsku, a swoją codzienność dzieli między Warszawą, w której mieszka, i Berlinem, w którym studiowała oraz często pracuje. Jej debiutancki album solowy, wydany w kwietniu 2019 roku i zatytułowany Esja, jest urzekającym zbiorem utworów granych na pianinie. Jego tytuł nawiązuje do islandzkiej góry, natomiast Home być może nie umieścimy w konkretnym miejscu na mapie, o czym jeszcze napiszę, ale wyczujemy w nim powiew islandzkiego klimatu, obecnego już na pierwszym krążku. Sama Hania stwierdza, że Esja była preludium do tego, co dzieje się na Home. Kontynuacja pierwszej solowej płyty posiada poszerzoną paletę dźwięków: do pianina dołącza na niej subtelna elektronika, perkusja oraz kontrabas. To opowieść o podróży, do miejsc znanych i nieznanych, siedzib stałych oraz tymczasowych, a także zdarzeń, mniej lub bardziej istotnych. Pełna jest pożegnań i powitań, a zmiana miejsc nie dotyczy jedynie warstwy metaforycznej, gdyż lokalizacje nagrywania utworów są różne i towarzyszą tytułom w wydaniu fizycznym albumu (którego premiera odbędzie się 3 lipca). Nagraniem krążka zajęli się: Piotr Wieczorek oraz Ignacy Gruszecki, za miks odpowiada Gijs van Klooster oraz Piotr Wieczorek, a za mastering Zino Mikorey. Płyta ta stanowi koncert podróży, na którym każdy utwór prezentuje nowe miejsce namacalne bądź emocjonalne.

Home otwiera fragment opowiadania Brunona Schulza pod tytułem Samotność, pochodzącego ze zbioru Sanatorium Pod Klepsydrą. Należy traktować je jako przypowieść o podróży, która niekoniecznie oznacza wyjście poza drzwi, ale może oznaczać też przekroczenie symbolicznych granic ludzkiej wiedzy i wyobraźni. Jak przyznaje sama artystka – Home powstał z potrzeby posiadania swego miejsca podczas podróży. Jednym z wątków wiodących płyty jest również nieuniknioność zmian, ponieważ z czasem miejsca do których powracamy ulegają przekształceniom.

Na tracklistę składa się trzynaście utworów, a koncepcja (biorąc pod uwagę ich kolejność) to wyjście ze schronienia, jakim jest dom, podróże przez miejsca i w czasie, wraz z cząstką domu, oraz możliwy powrót. Na pięciu z nich pojawia się wokal Hani, części towarzyszy zaś obecność Wojtka Warmiaka grającego na perkusji oraz Ziemowita Klimka na kontrabasie (Leaving, Home, Tennen, I’ll Never Find Your Soul). W rozszerzone instrumentarium wchodzą również bębny i bas, syntezatory, kwintet smyczkowy oraz wielowarstwowe efekty dźwiękowe bazujące na pianinie. Praca nad albumem rozpoczęła się już w 2016 roku, a materiał powoli ewoluował do czasu premiery. Jego okładka została zaprojektowana przez architekta Łukasza Pałczyńskiego, przez połączenie szkiców z kadrami z teledysku do piosenki Leaving. Te zrealizowane zostały w Grecji przez Mateusza Miszczyńskiego i Jakuba Stoszka, którzy odpowiedzialni są również za stworzenie obrazu do utworu Glass z debiutanckiej Esji artystki.

Leaving to pierwsze na płycie dzieło, któremu przewodzi pytanie: Are you leaving, is there a better place?, którym podmiot liryczny stara się zatrzymać nieznanego wędrowca, będącego dla niego prawdopodobnie kimś bliskim. Delikatny, pełen subtelności początek przechodzi płynnie w pulsujące, pełne emocji centrum, po którym następuje wyciszenie. Konstrukcję tę porównać można do morza: spokojnego, wzburzonego, ulegającemu sztormowi i wracającego do kojącej miarowości uderzeń o brzeg. W utworze za głosem artystki podążają modulacje jej wersów, sprawiając wrażenie obecności kogoś jeszcze – głosu wewnętrznego bądź zupełnie obcego. Wielogłosowość wraz z dźwiękiem przywołują skojarzenia z twórczością Agnes Obel.

Początek Buki wywołuje we mnie wspomnienia koncertowych wstępów do elektronicznej wersji Kombinacji, które Hania prezentowała w duecie Tęskno. To dynamiczna, angażująca, urwana w finale kompozycja. W Nest słuchacz wpada między klawisze pianina, oddając się wyciszeniu. Spomiędzy dźwięków instrumentu wyłania się subtelna narracja: I sing alone i wydaje się rezonować.

Letter to Glass to kraina z pozoru pełna smutku, dystansu do świata i niepewności. Może stanowić nawiązanie do utworu Glass z pierwszego albumu, znów za trzon stawiając pianino w wydaniu solowym. Odziera duszę odbiorcy z warstw, obezwładnia i czyni bezbronnym wobec uczuć, które wzbudza przeobrażony w dźwięk zapis pięciolinii. Kojarzy się z wędrówką, nie wiadomo dokąd, ale mająca na celu poszukiwanie prawdy lub odpowiedzi na nurtujące pytania.

Home jako utwór tytułowy opowiada o poszukiwaniu bezpiecznego miejsca w sobie oraz sile wyobraźni, a także o postrzeganiu życia jako podróży. To hymn wolności i wiary – wiary, że to co nas opuściło do nas powróci i wiary w nowe początki. To utwór o nadziei i odnalezieniu tlącego się światła nawet w najmroczniejszych chwilach. Pierwszą wersję utworu Hania napisała jeszcze w 2017 roku, udoskonalając i zmieniając aranżację na przestrzeni ostatnich trzech lat. W tym czasie pojawiał się na koncertach, w różnych wersjach, a na albumie zagościł w rozszerzonym składzie instrumentalnym – gitarą, syntezatorem i perkusją.

Home, I feel like home

Though nothing is as was before

No words to say, no place to go

 

Home, I feel like home

With empty heart and freezing hands

With every start and every end

 

Cause there’s a place, so tiny though

Where dreamers live, when sun is gone

When every single blast of hope

Is lost, is killed, forever gone

There is a place, so close and far

Extremely warm when cold outside

With hundred different winding roads

Just come back

 

Come back home

Czarujące come back home może stanowić prośbę, wołanie do wspomnianego już wędrowca. Wróć do domu być może skierowane jest do kogoś, kto już nie wróci. Obecność tego kogoś może być dla podmiotu synonimem poczucia domowej stabilności. Dom można także pielęgnować w sobie za pomocą dźwięków, powieści czy towarzyszących w czasie wędrówki przedmiotów. Popularne powiedzenie Love Makes a House a Home mogłoby się wpasować w jedną z interpretacji dzieła. Sama miałam przyjemność odsłuchu wersji koncertowych, od których uroku nie mogłam się uwolnić. Po każdym z kilkudziesięciu odsłuchów płyty towarzyszyło mi odczucie równoznaczne z pokoncertowym.

Zero Hour to nieco odrębny od reszty albumu utwór pełen napięcia. Jego nazwa odnosi się do Stunde Null, oznaczającego koniec II wojny światowej w Europie oraz początek nowych, nienazistowskich Niemiec. To symbol odrodzenia, czystej karty i możliwości ułożenia życia na nowo, nie popełniając tych samych błędów. Towarzyszą mu szybkie oddechy, próby łapania powietrza, nastrój niepokoju, apokaliptyczne wizje i industrializm. Jednocześnie nie jest to klimat nieprzyjemny, a porywający i zachęcający do eksploracji. Akompaniuje mu barwa fortepianu, odgłosy pracującego instrumentu oraz dźwięki wokalizacyjne, wynikające ze sposobu nagrywania muzyki, a także przebłyski skojarzeń z londyńskim Portico Quartet. To niepowtarzalny zapis wrażeń i momentu nagrywania, wydający się nie do odtworzenia w tym samym kształcie. Tak jak i reszta utworów – piękne jest to, iż wystarczy lekka modyfikacja na żywo by przywołać nowe wyobrażenia na ich temat.

F Major wzbudza za to skojarzenia z Thomem Yorkiem i podejrzewam, że pasowałoby do scen prób baletowych w Suspirii. Subtelności przeplecione zostały w nim budowaniem wzmożonego napięcia, a przepiękny teledysk kręcony na islandzkim brzegu zamknięto w longu. Na plaży pojawiło się pianino oraz tancerki, a wyjątkowe okoliczności przyrody spotęgowały magię dźwięków.

Summer poza instrumentami usłyszeć można śpiew ptaków i szczekanie psów, stanowiące wspaniały prezent dla wszystkich, którzy nie mają możliwości wsłuchiwać się zbyt często w te odgłosy. Lato przynosi wytchnienie oraz tęsknotę, powoli przywołując przyjemne wspomnienia. Rurka to lekka, nieco weselsza, szybsza, ale również refleksyjna kompozycja. Tennen zaś okazuje się wyjątkowo immersyjny, gdyż umysł słuchacza zdaje się móc przenikać do świata wydobywającego się z głośnika. Następuje w nim przeplatanie się planów, w których pojawia się samplowanie czy perkusja. To historia, w której rosnące napięcie i ulotna niepewność dają miejsce sile oraz dążeniu w kierunku tego, czego się pragnie, żegnając przeszłość. Droga jest wyboista, pełna wyzwań, ale też wyjątkowości. Tennen wizualizuję jako nocną podróż autobusem po mieście, podczas ogromnej ulewy, w której twarz głównego bohatera oświetlają kolejne mijane latarnie. Pasażer dokonuje introspekcji, ocierając z policzka łzę, a kolejne kadry, wraz z trwaniem utworu, to jego życiowe wspomnienia.

I’ll Never Find Your Soul ukazuje nieuchwytność duszy, o której czarującym głosem snuje opowieść Hania. Narrator lub narratorka zwracać się może do wędrowca, którego powrotu pragnie. Być może znaczeniu soul można byłoby przypisać soul mate, co mogłoby intensyfikować potrzebę spotkania. To przyjemny i dający nadzieję fragment albumu. Ombelico zbliża słuchaczy do nieuchronnego finału opowieści, czemu towarzyszy pewna powaga oraz tajemniczość.

Druga aranżacja Home zamyka krążek i nosi tytuł Come Back Home. Rozpoczynają ją miarowe uderzenia w struny, pojawia się wtórujący Hani zmodulowany niski głos. Edycja głosu dodaje artystce nieco odwagi, oddalając od bycia synonimem delikatności. Utwór może staje się nieco bardziej pogodny, przybiera lekko zwolnione tempo i wydaje się przez to bardziej dosadny. I feel like home uznać można za myśl przewodnią albumu i jedną ze wskazówek dotyczących tego, do czego warto dążyć. Czy to wnioski z podróży? Czy wędrowiec powrócił? Czy podmiot buduje swój dom na nowo? Można byłoby traktować go za otwarte zakończenie, ale przecież podróż się nie kończy. Możemy wędrować dalej, zmieniając kolejność wizytowanych miejsc, a w teoretycznie tych samych lokalizacjach odkrywać zupełnie nieznane elementy. Całość albumu Home daje nam poczucie wspólnej z artystką wędrówki, umożliwia podążanie za muzyką i odkrywanie wyjątkowych emocji.

Podczas rozmowy na zeszłorocznym OFF Festivalu Hania zdradziła mi, że pianino na drugiej płycie wciąż będzie stanowić centrum, czyli serce wszystkiego. Tak właśnie się stało, a serca zasłuchujących się w te pełne piękna muzycznego kompozycje mogą doświadczyć szybszego bicia, spowodowanego zachwytem. Każdy utwór albumu stanowi odmienną opowieść, którą odbiorca może odczytać bardzo indywidualnie. Poczucie translokacji jest na nim o wiele bardziej wyraźne niż w Esji. To także w pewien sposób zapis artystycznych inspiracji Hani, składający się z brzmień złożonych, minimalistycznych i finezyjnych.

(…) dla dobrej woli nie ma zapory, intensywnej chęci nic się nie oprze. (…) Nie ma pokoju tak zamurowanego, żeby się na takie drzwi zaufane nie otwierał, jeśli tylko starczy sił, by mu je zainsynuować.

Home to poszukiwania przynależności, własnego miejsca, szczęścia, tęsknoty oraz cennych doświadczeń. To wielość historii, które przy każdym odsłuchu oczarowują na nowo. Próby werbalizacji nie oddadzą jego rzeczywistego piękna, słuchajcie więc dzieła Hani Rani, dzielcie się zachwytami z innymi, a gdy tylko pojawi się taka możliwość w postpandemicznej rzeczywistości, to przybywajcie tłumnie na jej koncerty.

Fot.: Gondwana Records

* ostatni cytat pochodzi z Samotności Brunona Schulza

Podobne wpisy:

Ocena ogólna10
10Ocena ogólna
Avatar

Pasjonatka kina, muzyki i literatury, a także sportu, w szczególności siatkówki. Filmowo ceni różnego rodzaju dramaty, filmy psychologiczne oraz kino niezależne. Muzycznie - głównie brzmienia alternatywne. W literaturze najczęściej wybiera powieści, często o tematyce egzystencjalnej, psychologicznej, ale nie stroni od dzieł biograficznych i podróżniczych. Swoimi recenzjami i relacjami dzieli się z czytelnikami Głosu Kultury. Kontakt: gosia@gloskultury.pl

Komentarze: 2

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *