Filmy,Publicystyka

Najgłupsze potwory kinematografii

Jakiś tydzień temu zdarzyło mi się obejrzeć film zatytułowany Zombeavers – komedio-horror Jordana Rubina opowiadający o grupce nastolatków spędzających weekend w domku na odludziu, którzy zostają zaatakowani przez mordercze bobry-zombie. Tym samym reżyser dopisał swój obraz do listy najdziwniejszych i najgłupszych filmowych potworów. Zainspirowało mnie to do przedstawienia takiego właśnie zestawienia filmów, które albo pokochacie, albo będziecie omijać szerokim łukiem – nie ma nic pomiędzy ;).

Zacznijmy więc od wspomnianego Zombeavers, które zaczyna się od dwójki niefrasobliwych panów przewożących toksyczne materiały na pace furgonetki. Kiedy kierowca potrąca bogu ducha winnego jelonka, bo zagapił się, pisząc SMS-a, jedna z beczek z podejrzaną substancją wpada do pobliskiego jeziora, w którym żyją bobry. Dziwna zielona maź oczywiście zamienia te spokojne zwierzątka w krwiożercze zombie polujące na wszystko co żywe. Co więcej, każde stworzenie pogryzione przez piekielnego gryzonia, również zamienia się w bobra zombie. W wyniku tego mamy w tym filmie do czynienia z komiczną hybrydą człowieka-bobra-zombie!

zombeavers1

Od bobrów przejdziemy do ryjówek, a konkretnie Zabójczych ryjówek, horroru Ray’a Kellogga z 1959 roku, uznawanego za jeden z najgorszych filmów w historii kina. Mamy tu opuszczoną wyspę i szalonego naukowca, którego celem jest zmniejszenie ludzi (idealne rozwiązanie na problem przeludnienia). Niestety, skutkiem ubocznym eksperymentu jest powstanie olbrzymich ryjówek -- oczywiście zabójczych. Kiedy owe mordercze stworzenia nie mają już co jeść, postanawiają posmakować ludzi znajdujących się akurat na wyspie.

Z kolei w 1972 roku William F. Claxton popełnił film pod tytułem Noc Lepusa, gdzie do czynienia mamy z ogromnymi, spragnionymi ludzkiej krwi królikami. Tak, królikami. Uznajmy rzecz oczywistą: gigantyczny królik -- to nie brzmi jak potwór. Brzmi raczej jak prezent na przyszłą gwiazdkę. Producent musiał wyczuć, że ich potwór jest dość kiepski, bo nawet nie pokazali go w trailerze. Najstraszniejsza scena w tym filmie, to stadko wielkich, słodkich, puchatych króliczków z wielkimi ruchliwymi noskami, biegnących w stronę niczego nieświadomej kobiety. Chwilę później przeradza się to w scenę prosto z filmu Monty Python i Święty Graal. Zresztą, zobaczcie sami:

giant rabbit attack

Jeszcze pozostając w tematyce morderczej fauny -- w 2006 roku, nowozelandzki reżyser, Jonathan King, uraczył nas filmem Czarna owca, w którym eksterminacją gatunku ludzkiego zajmują się krwiożercze, zmutowane owce. Jak głosi hasło reklamowe tej produkcji: „Jedna wkurzona owca to kłopot, 40 milionów wkurzonych owiec to prawdziwy horror!”.  W pełni zgadzam się z tym zdaniem.

sheep

Przejdźmy teraz do przedmiotów martwych… ale czy aby na pewno? W 1977 roku, George Barry nakręcił chyba najnudniejszy i najbardziej usypiający horror w historii -- nazywał się Death Bed: The Bed That Eats i tak, dobrze się domyślacie, to film o nawiedzonym łóżku, które zjada ludzi. To jak Hannibal Lecter połączony z meblami IKEA. Żeby schwytać swoją ofiarę, łóżko stosuje przebiegłą moc bycia, no cóż, łóżkiem. Wygodny materac, miękkie poduszki i śnieżnobiałe prześcieradło, któż by się oparł? Szczęśliwie dla żarłocznego łoża, para napalonych i niezbyt atrakcyjnych nastolatków trafia do jego upiornej posiadłości. Można domyślić się, że mówią „Hej, widzisz tę zrujnowaną, opuszczoną posiadłość, cuchnącą śmiercią i diabelskimi sokami trawiennymi? Zdecydowanie powinniśmy się tam bzyknąć!”. A nic tak nie budzi apetytu morderczego łóżka, jak nabuzowane hormonami dzieciaki, robiące to na jego materacu.

death bed

Kolejnym zupełnie dziwacznym pomysłem jest Mordercza opona, czyli film Quentina Dupieux z 2010 roku. To prawdziwe kino drogi, klimat niczym w Mad Maxie i do tego zabójcza opona samochodowa posiadająca parapsychiczne moce, dzięki którym potrafi sprawić, że ludziom eksplodują głowy. Opona toczy się przez pustynne drogi, podążając za kobietą, na punkcie której ma obsesję.

opona

Myślicie, że opona była szczytem kreatywności? Zaraz zmienicie zdanie, kiedy usłyszycie o filmie Over-sexed Rugsuckers from Mars (czyli, w wolnym tłumaczeniu „Napalone odkurzacze z Marsa”), w reżyserii Michaela Paula Girarda. W tej niesamowitej produkcji z 1989 roku fabuła opiera się na dziwacznej historii -- dziesięć milionów lat temu kosmici rozpoczęli na Ziemi eksperyment. Niestety ludzkość nie spełniła oczekiwać swoich stwórców. Teraz kosmici postanowili stworzyć istotę zdolną do posprzątania całego bałaganu, który po sobie zostawili i skrzyżowali człowieka z odkurzaczem. Pojawił się tylko jeden mały szkopuł -- kosmita projektujący tę fascynującą hybrydę był kompletnie pijany. Teraz rasa ludzka jest zagrożona ze strony morderczej maszyny z niezaspokojonym apetytem na seks. Wyobraźcie sobie taki obrazek -- odkurzacz sam puka do drzwi, otwiera mu kobieta ubrana w seksowną bieliznę (oczywiście wszystkie kobiety chodzą tak na co dzień po domu), po czym napalona maszyna zaczyna ścigać (na swoich małych kółeczkach!) kobietę po całym mieszkaniu. Nawet otwiera sobie rączką drzwi do łazienki, w której zamknęła się napastowana panna. Tak, to autentyczna scena z tego filmu.

rugsucker

Jeśli jeszcze nie macie dość, to ostatnim filmem w tym zestawieniu będzie czeski (a właściwie czechosłowacki) horror Juraja Herza, z 1981 roku -- Wampir z Feratu. Mamy tutaj tajemniczy samochód wyścigowy marki Skoda, którego wszyscy kierowcy powoli tracą siły witalne i odnotowują ubytek krwi. Rozwiązaniem tajemnicy jest wampiryczna natura pojazdu, który poprzez pedał gazu wysysa krew z kierującej nim ofiary. Do końca tajemnicą pozostaje, skąd wzięła się mordercza Skoda, wiele sugestii wskazuje jednak, że przybyła do nas prosto z Piekła! Powiedzmy sobie szczerze -- samochód-krwiopijca? Stephen King wymyślił już coś zbliżonego w Christine, jednak jego wersja była nieco bardziej przerażająca. Na dodatek Ferat to w rzeczywistości model Skody (110 Supersport). To jak jakby w naszych realiach zrobić horror o demonicznym Fiacie 126p, duszącym ofiary we wnętrzu swojej maleńkiej kabiny… lub o diabolicznym Polonezie, który składa siedzenia razem z pasażerami.

Upír z Feratu

Temat nie jest jeszcze na pewno wyczerpany, lecz ja jestem, więc tekst ten zakończę stwierdzając, że wszystko co widzieliście powyżej to jeszcze nic, bo już niedługo, na ekranach waszych telewizorów (bo przecież nie kin) pojawi się film Sky Sharks, w którym śmierć i spustoszenie siać będzie tajna broń III Rzeszy -- nazistowskie, zmutowane, latające rekiny-zombie!

skysharks

Fot. Armory Films, BenderSpink (Zombeavers); Hollywood Pictures Corporation (The Killer Shrews); A.C. Lyles Productions (Night of the Lepus); New Zealand Film Commission (Black Sheep); Cult Epics (Death Bed); Realitism Films (Rubber); Marketing Media Corporation (Over-sexed Rugsuckers from Mars); Filmové studio Barrandov (Upír z Feratu); Marctropolis-Film (Sky Sharks); zdjęcie ryjówki (normalnej): Yathin sk via Wikimedia Commons

Podobne wpisy:

Avatar

Miłośnik lat 80., komiksów Marvela, horrorów i kina klasy B, które jest tak złe, że aż dobre. Odpowiedzialny za sprawy techniczne związane z Głosem Kultury.

Komentarze: 1

  1. Avatar
    pozdrawiam 10 lutego, 2020 at 20:12 Odpowiedz

    Są filmy tak złe, że aż dobre (Martwe zło, Toksyczny mściciel, Martwy śnieg, Zły smak, Martwics mózgu czy Remo) Ale są też filmy tak złe że okropne. Głównie dzieła takich wytwórni jak Asylum. Ci do najgłupszych postaci z horrorów to nr 1 zgarnia wg mojej wiedzy latający szesciogłowy rekin Meg (don’t mix with six).

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *