Książki,Recenzje

O życiu z perspektywy umarłego – Laura Lindstedt – „Oneiron” [recenzja]

oneiron recenzja
oneiron recenzja

Oneiron Laury Lindstedt jest kolejną częścią serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich Wydawnictwa Poznańskiego. Tym razem Poznańskie sięgnęło po współczesną literaturę fińską i zdecydowało się na wydanie książki młodej pisarki nagradzanej już w swoim kraju wieloma nagrodami literackimi. Bohaterkami powieści Oneiron jest siedem kobiet, które spotykają się na przedsionku życia po życiu i snują swoje opowieści.

Oneiron i wielka siódemka

Wizję zaświatów Lindstedt zaczerpnęła trochę z tybetańskiej księgi umarłych, trochę z greckiej mitologii i trochę z popkulturowej wizji pływania po chmurkach. W tym mglistym świecie spotyka się siedem kobiet bez szczególnych powiązań i podobieństw, oprócz tego, że wszystkie umarły i są kobietami. O tym, że nie żyją nie są tak do końca pewne, ponieważ nie pamiętają swojego momentu śmierci. Tylko snucie opowieści o własnym życiu zdoła je przybliżyć do własnej śmierci.

Powieść to za mało

Sama konstrukcja powieści jest równie mglista, co świat w którym znajdują się kobiety. Kolejne opowieści snute są przez same bohaterki albo za sprawą pewnego zbiorowego narratora. Wybiera on co w ich życiu właściwie jest warte opowiedzenia, a co można pominąć. Powieść jak się okazuje również nie jest dla autorki zbyt pojemną formą. Aby opowiedzieć tych parę życiorysów sięga do struktury dramatu, notki prasowej, baśni czy wywiadu. Sam wybór formy nie niesie ze sobą dodatkowego znaczenia, raczej podważa sens struktury tekstu na korzyść samej historii.

Lindstedt jest mistrzynią foreshadowingu. Przez niemalże pięćset stron powieści daje nam raz po raz nikłe ślady, które mają doprowadzić czytelnika do ostatecznej zagadki, jaką jest moment śmierci każdej z siedmiu kobiet. Ten moment okazuje się znaczący nie tylko dla podsumowania samych życiorysów kobiet, ale także dla ukazania ogólnej kondycji życia kobiet w różnych kulturach i społecznościach.

Jedna ważniejsza od drugiej

Najważniejsza dla Lindstedt jest historia żydowskiej performerki Shlomith-Shkhina. Kobieta przez swój kontrowersyjny występ chciała ukazać jak kultura żydowska porządkuje pozycję kobiet i jednocześnie, w jaki sposób zawładnęła także ich ciałami, prowadząc często do anoreksji. Temu wątkowi autorka poświęciła najwięcej, co odbiło się nieco na pozostałych.

W tej powieści jest wszystko i od razu na usta ciśnie się słowo nic. Mamy tu młodą Austriaczkę, która popełnia wszystkie błędy młodości i kończy jak to bywa w przypadku młodych i pijanych. Jest tu kobieta ciężarna, którą autorka prosto sprowadziła do poziomu biologicznej maszyny do rozrodu. Jest również Rosjanka, która stereotypowo musi być uzależniona od alkoholu. Jak można się domyślić, w trudnym socjalistycznym systemie patriarchalnym nie może zyskać szacunku, na który zasługuje.

O problemach kobiecości w ogóle w powieści Oneiron

Każda z historii niesie ze sobą nawet ciekawe refleksje. Opisuje różne oblicza kobiecości, które zmagając się z niesprawiedliwością swojego otoczenia, kończą w dość smutnych okolicznościach. Największym jednak problemem tej historii jest mnogość wątków, kultur, problemów. Wszystko jest tylko muśnięte i często jedzie na stereotypach. Przypomina to internetowy miszmasz. Wszystko i nic.

Do przedstawienia równie ważkich tematów tę śmiertelną perspektywę wybrała także w ostatniej swojej powieści Elif Shafak. Jej 10 minut i 38 sekund również jest opowieścią snutą przez nieumarłą. Autorka podejmuje często powracający w jej twórczości temat ograniczonej pozycji kobiet w kulturze muzułmańskiej. Sięga także po absurdy nowoczesnych społeczeństw, które nadal spychają życie pracownic seksualnych na margines. Swoją drogą także w powieści tureckiej powieściopisarki można się doszukać absurdalnego w formie miszmaszu. Czyżby to jakiś nowy kierunek w literaturze? Jeśli tak, to ja jednak za to podziękuję i sięgnę do starej klasyki.

Pewnie spytacie czy warto w ogóle czytać Oneiron. Cóż na jej miejsce pewnie znalazłabym sto fajniejszych książek. Ale wiadomo świat pędzi na złamanie karku nikt nie ma czasu czytać stu książek, także możecie wybrać Oneiron i zapoznać się z kilkoma refleksjami o kobietach z całego świata, okiem fińskiej pisarki. Będzie to szybkie niekoniecznie przyjemne i płytkie. Czyli chyba w porządku? Swoją drogą zastanawia mnie, dlaczego wśród bohaterek nie ma Finki. Czyżby Finlandia była kobiecym rajem i nie ma tam uciskanej płci pięknej wartej historii?

Fot.: Wydawnictwo Poznańskie

Podobne wpisy:

Kulturoznawca, literaturoznawca, pisze tu i ówdzie o tym i o tamtym. "Niektórzy noszą baletki i wierzą, że na koniec wszystko będzie dobrze. Inni noszą kowbojki, które stukają, i wierzą w co innego: że trzeba wyjść na zewnątrz i zobaczyć świat, póki jeszcze trwa" R. J. Waller. Baletki to z pewnością nie jej typ obuwia.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *