Grząskie granice – Mohammad Rasoulof – “Uczciwy człowiek” [recenzja]

uczciwy człowiek

Niedawno recenzowałam na łamach Głosu Kultury objęty przez nas patronatem medialnym film Piękna i bestie (jego recenzję znajdziecie tutaj). Produkcja, której dystrybucją w Polsce zajęło się Aurora Films, była przytłaczająca w odbiorze, ponieważ opowiadała o niezwykle nierównej walce jednostki z systemem; walce, w której stawką była nie tylko zwykła (ale jakże rzadka) sprawiedliwość, lecz również godność głównej bohaterki. Wspominam o tym, ponieważ kolejny tytuł od tego dystrybutora, któremu także patronujemy, obraz zatytułowany Uczciwy człowiek, choć za punkt wyjścia bierze zupełnie inną sytuację, to w zasadzie opowiada o podobnej walce – kiedy jeden człowiek z uporem brnie przez grząskie bagno korupcji, układów i kumoterstwa, a wszystko wskazuje na to, że główny bohater, uosabiający moralność i sprawiedliwość, prędko zatonie w nim, pociągając za sobą swoją rodzinę i nadzieję na godną przyszłość… Historie opowiadające o takich nierównych i nierzadko z góry skazanych na porażkę walkach, ogląda się zawsze z ciężarem na sercu. Bowiem nawet jeśli nigdy nie byliśmy zawikładni w aż tak poważny konflikt, to nietrudno nam wyobrazić sobie, jak trudne może być życie, kiedy stajemy w opozycji do porządku, na który z cichym przyzwoleniem przystają obywatele, choć każdy z nich wie, że nie tak powinno to wyglądać.

Tytułowy Uczciwy człowiek to Reza – mąż i ojciec, który przeprowadził się na wieś, by zająć się zarobkowo uprawą ryb słodkowodnych. Jego niewielka posiadłość zdaje się wizualnie odzwierciedlać sytuację, w którą mężczyzna się wplątuje. Dom zdaje się być ze wszystkich stron otoczony wodą, a wyjazd to jedynie wąski pas drogi – gdyby poziom wody w szybkim tempie się podniósł, mogłoby zrobić się niebezpiecznie i grząsko. Życiowa sytuacja Rezy zaczyna przypominać w metaforyczny sposób położenie jego domu – z każdej strony czuje opór i nacisk, powoli zdaje sobie sprawę z tego, że jest w pewien sposób otoczony, a wąska droga będąca jedynym wyjściem, może okazać się niezwykle niebezpieczna. Zadłużony w banku Reza ma możliwość otrzymania niezwykle kuszącej oferty, w wyniku której będzie miał do spłacenia o wiele mniej niż to, co dotychczas narosło z odsetkami. Musi jednak dać komuś łapówkę, a przecież uczciwy człowiek by tego nie zrobił. Mężczyzna odmawia więc, zdając sobie doskonale sprawę z tego, że jego rodzinie będzie niezwykle trudno utrzymać się z dotychczasowych zarobków i spłacać kredyt. Jakby tego było mało, pewna duża firma pragnie przejąć niewielką hodowlę Rezy, jednak ten nie zamierza rezygnować ze swojego źródła utrzymania i – choć nie jest to powiedziane w filmie – najprawdopodobniej ze swojej pasji. Firma jednak nie poddaje się tak łatwo i prędko dają do zrozumienia naszemu bohaterowi, że jeśli nie przystanie na ich propozycję – dopilnują oni, by gospodarstwo upadło. Reza ma się czego bać, ponieważ ludzie, z którymi zadziera, to nie byle jaka rodzina – drży przed nimi cała okolica i nikt nie ośmiela się im sprzeciwić. Skąd więc upór i odwaga (lub głupota) Rezy?

Problem w tym, że Reza i jego rodzina są tu stosunkowo nowymi mieszkańcami – nie należą do społeczności, nie orientują się we wszystkich koligacjach i układach. Stwarza to problem nie tylko na polu działań bohatera, który do pewnego momentu nie zdaje sobie sprawy, w co wdepnął, i jak głęboko, ale także stawia całą jego rodzinę w niezbyt komfortowym położeniu – choć on jest uczciwym człowiekiem, a jego żona dyrektorką szkoły dla dziewcząt, nie wtopili się w tutejszą społeczność. Wciąż traktowani sią bardziej jak przybysze, obcy… co jeszcze utrudni im walkę, bo kto wyciągnie pomocną dłoń do obcych, narażając się tym samym na gniew lokalnych mafiozów (bo tak chyba możemy okreslić ludzi, z którymi zadarł Reza). Sytuacja wydaje się więc beznadziejna, zwłaszcza że rodzinie zaczyna brakować pieniędzy, gospodarstwo atakowane chwytami poniżej pasa zaczyna upadać, mężczyzna w wyniku nierównej walki trafia do aresztu, a jego żona robi, co może, by – jak jej się wydaje – posprzątać choć trochę bałagan po mężu. Jednak ona w jeszcze mniejszym stopniu zdaje sobie sprawę z tego, z kim zadarli, a kiedy to do niej dociera… czy nie będzie za późno?

Uczciwy człowiek przybiera formę trochę na przekór dynamice tematyki, którą porusza. Choć mamy tu walkę zarówno o godność, jak i o uczciwość, a być może także o życie – film toczy się niezwykle spokojnym, nienachalnym tempem. Przez większość czasu kamera skupia się na głównym bohaterze, a jego twarz zdaje sie być centralnym punktem opowieści. W wielkich oczach Rezy Akhlaghirada, odtwórcy głównej roli, widzimy najczęściej niedowierzanie, zdziwienie, niemoc i zawód. To właśnie spojrzenie mężczyzny niejednokrotnie opowiada nam tę historię. Reżyser Mohammad Rasoulof do minimum ogranicza pokazywanie wrogów i przeciwników głównego bohatera – woli skupić sie na tym, jak odbija się cała sytuacja na jego relacjach z żoną, a przede wszystkim na nim samym; ujęcia w grocie, w której Reza zażywa odprężającej kąpieli, są dobitnym przekazaniem nam, jak mężczyzna bije się z myślami, jak próbuje znaleźć rozwiązanie i jednocześnie nie zatracić się w nieczystych walkach i spiskach. Symboliczne oczyszczenie w wypełnionej wodą grocie, grząski teren, po którym codziennie, hodując ryby, stąpa Reza – te symbole wydają się na pozór nachalne, ale twórcy podają je widzowi w taki sposób, że ich odbiór nie jest przez to negatywny. Świetnie współgrają ze światem przedstawionym i problemami bohatera również kolory, które współtworzą Uczciwego człowieka – przygaszone, rozwodnione, nijakie, chłodne; dokładnie takie, jak świat Rezy. Jego walka pasuje natomiast do smrodu zdechłych ryb, jaki możemy sobie wyobrazić, patrząc w ekran podczas jednego z ujęć.

Jednak największą zaletą filmu, który stworzył Mohammad Rasoulofdo, jest to, jak pozwala widzowi na jego własną ocenę zachowań i działań bohatera. Mogłoby się wydawać, że Reza to człowiek, któremu będziemy kibicować w jego poczynaniach, któremu będziemy współczuć i dopingować go na każdym kroku. W przypadku wspomnianego już filmu Piękna i bestie towarzyszył mi tak ogromny żal i tak bardzo współodczuwałam z główna bohaterką, że pragnęłam wedrzeć się do filmu, złapać ją za rekę i jej pomóc. Tymczasem Uczciwy człowiek zupełnie inaczej gra na emocjach odbiorcy – reżyser nie podaje nam na tacy oceny działań Rezy. Owszem, nie mamy wątpliwości, że ci, z którymi walczy, reprezentują złą stronę, ale czy to znaczy, że zawsze popieramy mężczyznę w jego działaniach? Nie do końca. Reza nie jest bohaterem jednoznacznym, a raczej – jego walka i upór nie są jednoznaczne w ocenie. Podczas seansu w widzu budzi się wiele pytań, z czego chyba najważniejsze poddaje w wątpliwość to, czy wspomniany upór zawsze ma sens. Czy w świecie, który w całości został pożarty przez korupcję, układy i kombinatorstwo, uczciwość dla samej zasady ma jakiekolwiek znaczenie? Czy w momencie, kiedy na szali leży nie tylko przyszłość jego, ale także jego żony i syna, a z czasem również ich bezpieczeństwo – walka o moralność i etyczne zachowania ma sens? Czy moralność ta nie powinna bardziej dbać o rodzinę niż o pusty wydźwięk samego słowa?

Uczciwy człowiek może z początku wydawać się filmem jednopłaszczyznowym, z wyraźnie zaznaczoną granicą między tym co złe a dobre. Ale z czasem okazuje się, że wcale tak nie jest. Produkcja ta generuje pytania trudniejsze etycznie od tych, w których kwestią sporną jest tylko to, czy warto się ugiąć, czy nie. Irański obraz przekracza tę granicę najłatwiejszych pytań wyłowionych ze studni trudnych i sięga po te trudniejsze. Zastanawiamy się coraz częściej podczas seansu, czy powinniśmy kibicować bohaterowi w jego uporowi i dumie, czy raczej złapać go za kark, otworzyć mu oczy i pokazać, że przez jego etyczne zachowania, jego rodzina stoi na skraju. Chęć złapania za kark jest niezwykle silna również przez to, jak ze swojej roli wywiązał się aktor, wcielający się w główną postać. Reza Akhlaghirad do minimum musiał ograniczyć emocje, gestykulację, mimikę – nie mam jednak wątpliwości, że na tym polegała właśnie jego rola. Wszystko kumuluje się w jego oczach, które chyba jako ostatnie jeszcze nie dowierzają w to, co dzieje się dookoła. Aktor bardzo dobrze zagrał zagubionego mężczyznę, który wydaje się być zdystansowany nawet wobec samego siebie. Bijący od niego chłód wywołany zewnętrznym i wewnętrznym konfliktem znika tylko czasami, ukazując, jak wiele kosztuje go ta walka; walka z samym sobą – bo to ona jest dla niego najbardziej wyczerpująca. Reszta aktorów zagrała poprawnie, choć oprócz aktorki, która wykreowała postać żony Rezy, nikogo nie uświadczymy na ekranie długo. To mężczyzna jest tu niekwestionowanym głównym bohaterem.

Uczciwy człowiek jest więc obrazem dosyć surowym – zarówno przez oszczędną grę aktorską, jak i ze względu na kolorystykę i długie, ciche ujęcia, pokazujące głównego bohatera. Nawet wątek poboczny, poruszający problem rodziny wykluczonej ze społeczności ze względu na odmienne wyznanie został przedstawiony stosunkowo chłodno – ale tylko pozornie. Bowiem wszystkie emocje związane z filmem kotłują sie gdzieś w głębi – dokładnie tak, jak ma to miejsce u Rezy. Nie można nie zauważyć także, że obraz irańskiego reżysera jest dziełem niezwykle uniwersalnym, bo przecież dotyka problemu, z którym spotkamy się chyba wszędzie. Wnosi jednak o wiele więcej poprzez obiektywizm, z jakim twórcy pokazują tytułowego uczciwego człowieka – i tylko sam widz może odpowiedzieć sobie na pytanie: czy, i jak daleko warto się posunąć w walce o bycie w zgodzie z samym sobą. Czy tą granicą jest nasz komfort psychiczny czy może bezpieczeństwo naszych bliskich? Tych granic jest wiele i zapewne wielu z nas znajdzie je zupełnie gdzie indziej, a i one mogą okazać się grząskie, jak ziemia wokół gospodarstwa Rezy. Dopiero po ich przekroczeniu dowiemy się, czy istnieje jeszcze jakakolwiek droga powrotna. Zakończenie filmu przecież… stawia jeszcze więcej pytań i dylematów.

Fot.: Aurora Films

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *