wave

Retro neo-prog – Wave – „Me and reality” [recenzja]

Lynx Music niezmordowanie wydaje kolejne płyty z kręgu krajowego rocka progresywnego. Pozazdrościć można im determinacji w trudnych dla progresywnego grania czasach. Z drugiej strony, jeśli ma się okazje wydawać takie perełki, jak debiut kieleckiej formacji Wave, to gra jest zdecydowanie warta świeczki, ponieważ krążek Me and Reality pokazuje drzemiący potencjał w muzykach Wave.

Inna sprawa, że określenie Wave grupą progresywno-rockową będzie dużym i przesadnym uproszczeniem. Niewątpliwie kielczanie mają inklinacje do bycia „progressive” i „art”, a samo brzmienie nieco kojarzy mi się z Pendragonem z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych z naciskiem na charakterystyczną melodykę formacji Nicka Baretta. W ogóle – album pachnie wręcz stylistyką neo-progresywno rockową z lat osiemdziesiątych i mam wrażenie, że ten krążek w tamtych czasach doskonale poradziłby sobie na rynku.

I tutaj dochodzę do stwierdzenia, że zespół brzmi nieco retro. Ma to swój niewątpliwy urok, formacja nie stara się być na siłę nowoczesna, mam wrażenie, że kompozycje nie są stworzone na podstawie chłodnej kalkulacji, na zasadzie: „co by tu lepiej się sprzedało”, a dźwięki wypływają prosto z serducha muzyków Wave. Przepis na ich muzykę nie jest specjalnie skomplikowany – charakterystyczne partie gitar elektrycznych, nienarzucająca się sekcja rytmiczna z melodyjną grą gitary basowej; klawisze zresztą podobnie, częściej jednak stanowią tło, tworzą klimat, nastrój, są częścią składową konkretnej całości. Niewątpliwym atutem całego Me and Reality są kompozycje – pełne dobrych, naprawdę przyzwoitych melodii, podkreślanych intrygującymi duetami wokalnymi Grzegorza Opałki i Marcina Wrony.

Spokojnie, recenzja nie ograniczy się do pochwał. Faktem jest, że każda piosenka, wyciągnięta osobno z całości albumu, się broni, jednak cały Me and Reality już nie do końca. Płyta jest spójna, zespół ma konkretny pomysł na granie i momentami wydaje się, że aż przesadnie go realizuje. Mówiąc w skrócie, większość kompozycji zlewa się w całość. Niewątpliwie brakuje na płycie większej ilości kawałków takich jak mroczny, niepokojący, ciekawie skonstruowany Arrhythmia czy wręcz jazzowy, funkujący w pierwszej części, a w drugiej połowie hard rockowy, nośny, przebojowy Slighty Down.

Czyli są tzw. „momenty”. Ale, hej! To dopiero debiut Wave i absolutnie nie zamierzam glanować debiutantów z Kielc, bo panowie przygotowali porcję solidnego rocka z progresywnym zacięciem stojącym gdzieś na pograniczu obydwu gatunków (pytanie, czy takie granice kiedykolwiek wytyczono). Płytki słucha się przyjemnie, muzyka leniwie sączy się z głośników, momentami powodując przyspieszone bicie serca. Nie zmienia to faktu, że warto przypatrywać się dalszej karierze Wave i pozostaje mieć nadzieję, że panowie nie skończą swojej przygody z graniem na jednej tylko płycie.

Wave (Kielce, Poland) Beyond

Fot.: Lynx Music

wave

Write a Review

Opublikowane przez

Jakub Pożarowszczyk

Czasami wyjdę z ciemności. Na Głosie Kultury piszę o muzyce.

Tagi
Śledź nas
Patronat

2 Komentarze

  • Płyta zyskuje z każdym przesłuchaniem.
    A słucham od kilku miesięcy.
    Piękne.

  • Potwierdzam wartościowe wydawnictwo
    Jest klimat polecam

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.