Filmy,Publicystyka,Wydarzenia

Weinstein zawarł ugodę. To koniec akcji #MeToo?

Weinstein
Weinstein

Przykre informacje płyną do nas zza granicy. Jak podają zagraniczne media – zakończył się proces cywilny dotyczący amerykańskiego producenta filmowego Harveya Weinsteina. Założyciel wytwórni Miramax oraz Weinstein Company poszedł na ugodę z ponad 75 kobietami, które oskarżyły go o nadużycia seksualne na przestrzeni ostatnich 30 lat w branży filmowej. Pragnę przypomnieć, że skandal ten zapoczątkował jeden z najpopularniejszych ruchów XXI wieku, znany pod hasłem “#MeToo”, za sprawą którego kobiety i mężczyźni związani z przemysłem rozrywkowym mogli bez większych obaw przyznać, że byli ofiarami wykorzystywania seksualnego w zamian za obietnicę rozkręcenia kariery w showbiznesie. Wspomniana ugoda to oczywiście nie koniec kłopotów Hollywoodzkiego potentata, ponieważ 3 czerwca odbędzie się rozprawa w sądzie karnym, gdzie skonfrontuje się on z pięcioma (!) zarzutami dotyczącymi gwałtu oraz agresji seksualnej. Nie zmienia to jednak faktu, że po całej tej sprawie pozostaje olbrzymi niesmak.

Po czymś takim człowiek zaczyna wątpić w sens akcji typu “#MeToo”. Okazuje się, że cały ten medialny szum, który trwa chyba dwa lata, nie był walką o sprawiedliwość dla ofiar gwałtów oraz nadużyć względem kobiet w Hollywood, a jedynie walką o wysoką stawkę, oczywiście mierzoną w dolarach. Kwota, jaką musi uiścić Weinstein,t łącznie 44 miliony dolarów, z czego 30 milionów idzie dla ofiar oraz byłych współpracowników Weinstein Company, a reszta dla prawników. Niemal połowa tej sumy trafi do rąk ludzi, którzy ostatecznie pogodzili obie strony… Oczywiście stosuję w tym momencie pewnego rodzaju uproszczenie, ale ogólnie rzecz biorąc, trudno o inną ocenę takiego obrotu spraw.

Problem tkwi w tym, że nie znajduję innego wyjaśnienia rozwiązania afery tak szokującej i tak niesmacznej. Czy jakakolwiek ofiara gwałtu oraz seksualnego wykorzystywania w dowolnej formie chciałaby dogadywać się ze swoim oprawcą, czy jednak pragnęłaby za wszelką cenę uzyskać sprawiedliwość? Nie wiem, może mój system wartości jest odmienny. Wiem jednak, że nie zgodziłbym się na jakąkolwiek ugodę z człowiekiem, który w jakikolwiek sposób doprowadził do krzywdy mojej lub moich bliskich. Przykro to pisać, ale taki finał nakazuje myśleć, że nic się tak naprawdę w kwestii nadużyć seksualnych nie zmieniło. Hollywood wybrało oraz napiętnowało kilku kozłów ofiarnych, nakręcono akcję “#MeToo”, która zamiast być głosem i tryumfem kobiet w obliczu paskudnych zachowań, okazuje się być w najlepszym wypadku spektakularną porażką, a w najgorszym niczym więcej, jak kolejnym interesem.

Zdaję sobie sprawę, że to, co piszę, może niektórych z Was bulwersować. Mnie samego bulwersuje to, co przekazuję. W zasadzie od wycieku tej grubej afery (która mnie nie zaskoczyła, bo kwestia nadużyć władzy oraz seksualnego wykorzystywania w Hollywood to temat, który co jakiś czas wypływał, ale zamiatano problem pod dywan) miałem nadzieję na jedno – aby faktycznie winni zostali ukarani oraz przede wszystkim, aby powstały ruch miał realny wpływ na przyszłość oraz ochronę prawdziwych ofiar nadużyć seksualnych. Bo prawda jest taka, że problem pozostał, a sam temat wciąż jest bardzo kontrowersyjny i niejednoznaczny. Nie bez powodu ludzie wciąż dzielą się na tych, którzy w Weinsteinie i innych widzą potwory i kibicują ofiarom, oraz tych, którzy uważają, że cały ruch #MeToo to sprytnie zorganizowana, przez opozycyjne do tego obecnego w Hollywood lobby, akcja. Po procesie cywilnym Weinsteina nabieram niesmacznych wątpliwości, gdzie leży prawda.

Jakie jest Wasze zdanie na temat ugody Weinsteina z kobietami, które oskarżyły go o molestowanie seksualne?

Podobne wpisy:

Avatar

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kontakt: redakcja@gloskultury.pl lub czarnepioro@gmail.com

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *