Wielogłosem o…: Blind Guardian – „Beyond The Red Mirror”

Był już na naszym portalu wielogłos książkowy i filmowy, a teraz czas na muzyczny. Taka forma recenzji zawsze rodzi dyskusje, spory i niesnaski między redaktorami. Tutaj, jak na złość, Jakub Pożarowszczyk z Mateuszem Norkiem zagrali podobne nuty, bo okazuje się, że ich opinie o nowym krążku Blind Guardian  – Beyond The Red Mirror są całkiem zbieżne, ale jak wiadomo – diabeł tkwi w szczegółach.

GŁOS PRZESZŁOŚCI

Mateusz Norek: Blind Guardian to już weterani sceny; nagrywają od trzydziestu lat i choć reprezentują pewną nisze, są jednak rozpoznawalni (kto nie zna The Bard’s Song?). Obracają się w klimatach power metalu, ale trudno ich twórczość sprowadzić do śpiewania o smokach i rycerzach. Ich znakiem rozpoznawczym jest śpiew na kilka głosów i chór – przez to Blind Guardian potrafił wprowadzić bardzo unikatowy klimat w swoją muzykę.

Jakub Pożarowszczyk: Szanuje Niemców i chyba tylko tyle. Obawiam się, że najlepsze lata mają już dawno za sobą, bo raczej nie ma szans na dzieła w stylu Nightfall in Middle-Earth czy Somewhere Far Beyond. Ostatnie krążki to solidne, rzetelne, świetnie wyprodukowane heavy-power metalowe granie. Po prostu. Fajnie posłuchać, ale jak sobie przypominam, to wcale nie wracałem do A Twist In The Myth od momentu premiery. Bo po prostu nie było warto.

WRAŻENIA OGÓLNE

Jakub: Obawiam się, że Beyond The Red Mirror podzieli w moim przypadku los A Twist… To nie jest tak, że jest to zły album. Jest on poprawny, przewidywalny, skrojony pod fanów, którzy będą zachwyceni. Czyli heavy metalowe, pompatyczne kawałki z chóralnymi refrenami, melodyjnymi riffami i solówki. Rzecz jasna z obecnością chóru i orkiestry symfonicznej. Do tego album opiewa wokół fantastycznej historii. Typowe Blind Guardian.

Mateusz: Z jednej strony podczas odsłuchu Beyond The Red Mirror odczuwałem swoiste déjà vu, wychwytywałem bardzo charakterystyczne dla Blindów brzmienie, przypomniały mi się stare albumy Niemców. Słuchanie pojedynczych utworów było przyjemne, ale płyta w całości mnie męczyła. Nie jest zła, ale na pewno nie będę do niej często wracał. Pozostaje pytanie, dlaczego tak się dzieje.

Jakub: Panowie stali się dinozaurami rycerskiego heavy metalu, ot co.

BLIND GUARDIAN - Twilight of The Gods (OFFICIAL LYRIC VIDEO)

PLUSY I MINUSY ALBUMU

Jakub: Jednak Beyond The Red Mirror posiada mimo wszystko swoje plusy. Jakieś. To mimo wszystko jest sześćdziesiąt pięć minut solidnej metalowej pracy. Niemcy nie schodzą poniżej pewnego poziomu. Hansi Kürsch niezmiennie prezentuje wspaniałą wokalną formę. Pozostali muzycy są uznanymi w branży rzemieślnikami. Zdarzające się od czasu do czasu interesujące melodie powodują, że album nie nudzi się tak bardzo. Jednak są to tylko momenty. Pojedyncze wyskoki poza pewną średnią.

Minusem jest to, że Blind Guardian po raz kolejny nagrali album, który może i jest symbolem pewnego rozwoju, ale dalej jest to progres we własnych, ściśle określonych kanonach. Superprodukcja i trzy chóry symfoniczne nie muszą wcale gwarantować najwyższej jakości.

Mateusz: Zgadzam się, że pierwsze skrzypce gra tutaj wokal. Tym bardziej, że Hansi Kürsch świetnie go modeluje, dostosowuje do historii, którą właśnie opowiada. Muzycznie dzieje się dużo, choć to cały czas metalowy sznyt. Zespół potrafi mocno uderzyć w perkusję i gitarę, jak i popłynąć lekkim, melodyjnym riffem. Niestety różnorodność jest również minusem. Zmiany tempa i melodii są tak częste, że jest to zwyczajnie męczące. Płyta jest gęsta od pomysłów i brakuje więcej momentów oddechu, takich jak Miracle Machine.

NAJLEPSZY UTWÓR

Jakub: Twilights of the God. Nie dziwię się, że został wybrany do promocji, bo ten kawałek naprawdę się udał Blindom. Dobry riff, bliższy hard rockowej stylistyce niż metalowym wzorcom, dobrze wprowadza w utwór. Olbrzymim plusem jest odpowiednia dynamika tego kawałka. Zespół wie, gdzie może przygrzać na dwie stopy, jaki zastosować refren – szalenie melodyjny zresztą; umiejętnie używa patosu, a wie, gdzie odrobinę zwolnić. No i ten niepowtarzalny głos Hansi Kürscha, który od wielu lat niezmiennie posiada w sobie niesamowitą moc.

Mateusz: Zdecydowanie Grand Parade. Jeden z dwóch najdłuższych utworów na albumie (obok również dobrego The Ninth Wave). Jest bardzo klimatyczny wokal, gdzie wraz z rozwojem opowieści zmienia się jego moc, pojawiają się chóry, szepty. Jest wpadający w ucho melodyjny refren, ale i mocniejsze wejście gitar i przyjemne solo. Ale przede wszystkim jest miejsce, żeby to wszystko rozmieścić. Naprawdę, szybciej mija czas przy słuchaniu Grand Parade niż niejednego krótszego utworu z tej płyty. Muzycy mogli tu rozwinąć skrzydła i – nie będąc pod presją czasu – stworzyć naprawdę świetny numer.

Jakub: A mnie Grand Parade dobijało. Nuda, sztampa, przesadzony patos. Zieeeeeeeew.

KOMPOZYCJE DO NATYCHMIASTOWEGO WYRZUCENIA Z PAMIĘCI

Jakub: Ashes Of Eternity. Paradoksalnie będę narzekał na chyba jak najmniej typową piosenkę dla stylu zespołu, jaka znalazła się na krążku. Sporo elektroniki jest w tym kawałku, a początek ma industrialny posmak. Potem mamy tu heavy metalowe wymiatanie i chóralne śpiewy, super solówki. No wszystko, dosłownie. Tylko szkoda, że niewiele z tego wynika. Ot, taki przekładaniec bez historii.

Mateusz: At The Edge Of Time, bo w odróżnieniu od Ashes Of Eternity miał dla mnie niewykorzystany potencjał. Kojarzycie widok pociągu w Indiach? Ten utwór to właśnie taki pociąg – zbyt przepełniony pomysłami, zbyt ciasny. Sześć minut to za mało, żeby odpowiednio dozować tyle różnych dźwięków, więc w konsekwencji nakładają się one na siebie, tworząc męczącą kakofonię. Taki trochę sztandarowy przykład problemu, z którym moje uszy borykały się przez całą płytę.

BRZMIENIE I PRODUKCJA

Jakub: No, o to się akurat nie obawiałem, bo Niemcy zdążyli nas przyzwyczaić do najwyższej jakości swoich nagrań. Trzeba śmiało powiedzieć, że Beyond The Red Mirror to superprodukcja. Wszystko brzmi bardzo dobrze, a trzeba pamiętać, że Niemcy mają kawał, gęstego brzmienia, do którego często upychają orkiestrę. Jednak to brzmi czytelnie, mocno, momentami można narzekać na brak dynamiki, ale to chyba skaza wszystkich współczesnych wydawnictw.

Mateusz: Potwierdzam.

WYSTĘPY SOLOWE

Jakub: No cóż. Dla mnie od wielu lat Blind Guardian to Hansi Kürsch i dalej nic. Oczywiście szanuję drugiego współzałożyciela zespołu, czyli André Olbricha, jednak wydaje się, że jego najlepsze lata minęły, bo powiedzmy sobie szczerze – jego partie gitarowe na Beyond… nie porywają. Razem z drugim wioślarzem, Marcusem Siepenem, nie spowodowali, że jakiś riff albo solo gitarowe zagości na dłużej w mej pamięci.

Mateusz: Hansi Kürsch, Hansi Kürsch, Hansi Kürsch…

Jakub: He, he, he. Dobrze, że instrumentaliści Blind Guardian nie znają naszej mowy ojczystej, bo byliby podłamani, że dla nas zespół, to wokalista i długo, długo nic.

PODSUMOWANIE

Jakub: Średnio. Czyli to, do czego nas od wielu lat Blind Guardian przyzwyczaili. Nawet rozmach materiału nie podnosi tej surowej oceny, bo ja wiem, że Niemcy potrafią stworzyć naprawdę dobrą muzykę. Niestety, ten zespół ogarnął marazm twórczy i coraz bardziej zespół zaczyna gonić własny ogon. Większa ilość chórów i rozbudowane, przearanżowane kompozycje nie stworzą z miejsca jakości. Bo w tym całym przepychu brakuje po prostu pomysłów na dobre melodie, tematy czy riffy. Muzyka zlewa się w jedną, ciężką do rozgraniczenia całość. Po pięciu latach czekania, liczyłem na coś więcej.

Mateusz: Beyond the Red Mirror to płyta, której jakoś nie mogę ugryźć. Nie jest to w żadnym wypadku produkcja zła i ma swoje momenty, ale całości nie mogę określić innym słowem niż średnia. Jak napisałeś, brak tu jakiegoś charakterystycznego rozgraniczenia poszczególnych utworów.

SŁOWO NA PRZYSZŁOŚĆ

Jakub: Najpierw liczę na to, że Hansi Kürsch powróci do swojego doskonałego projektu Demons And Wizards, który współtworzy z Jonem Schaefferem z Iced Earth, bo na następcę doprawdy genialnego i ani trochę nie starzejącego się Touch By The Crimson King czekamy już ponad dziesięć lat! A czego oczekuje po Blind Guardian? Że jednak na następcę Beyond The Red Mirror nie będziemy czekać długich pięć lat. I przede wszystkim liczę na to, że Niemcy dokonają zwrotu ku bardziej surowemu graniu, bo obawiam się, iż próba przewyższenia i tak przeprodukowanego, rozbuchanego Beyond… może zakończyć się klęską.

Mateusz: Na następnej płycie Blind Guardian chciałbym zobaczyć przede wszystkim dłuższe utwory, bo mam nieodparte wrażenie, że bardziej progresywne granie wyjdzie im na dobre. Może płyta bardziej koncepcyjna, w której słuchamy kolejnych etapów tej samej historii, również by się sprawdziła. I zdecydowanie więcej akustycznej gitary.

Jakub: O nie! Tylko nie dłuższe i rozbudowane kompozycje. Jak chcę posłuchać metalu progresywnego, to włączam sobie płyty Dream Theater albo Treshold. Jeśli chcę klasycznego, rycerskiego heavy to włączam Blind Guardian z lat dziewięćdziesiątych. Bo współcześnie, zaczynają oni przypominać własną karykaturę. No nic. Obawiam się, że zmian wielkich nie będzie.

Fot.: Mystic.

Write a Review

Opublikowane przez

Jakub Pożarowszczyk

Czasami wyjdę z ciemności. Na Głosie Kultury piszę o muzyce.

Mateusz Norek

Z wykształcenia polonista. Zapalony gracz. Miłośnik rzemieślniczego piwa i nierzemieślniczej sztuki. Muzyczny poligamista.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.