Filmy,Wielogłos

Wielogłosem o…: “Deadpool 2”

Ach ten Deadpool 2… Czekaliśmy na niego i czekaliśmy… tymczasem wyszliśmy z kina zawiedzeni, niezadowoleni i zdołowani. Ryan Reynolds zawodzi po raz kolejny i naprawdę nie możemy doczekać się, kiedy powtórzy swój sukces aktorski z takich filmów jak Zielona latarnia czy Narzeczony mimo woli. W kontynuacji tej fatalnie przyjętej serii z mężczyzną w czerwonym stroju nie spotkało nas nic, co mogłoby film uratować – nie było ani zabawnie, ani widowiskowo. To, że budżet został obcięty o połowę, widać gołym okiem, podobnie jak to, że aktorzy chcieli, lecz już nie mogli – ze względu na umowę – się wycofać z tego projektu. Do dziś pewnie siedzą w kącie i płaczą, że zgodzili się na udział w tym filmie. No cóż – było, minęło. Pozostaje nam tylko czekać, aż trzecia część Deadpoola nie powstanie i czym prędzej nie iść na nią do kina. Jesli chciecie wiedzieć więcej i interesuje Was, co w największej kinowej porażce ostanich miesięcy nie podobało nam się najbardziej – zapraszamy Was do lektury Wielogłosu, w którym Mateusz, Michał i Sylwia dyskutują właśnie o tej kasowej klapie ;).


 

WRAŻENIA OGÓLNE

Michał Bębenek: Boski idiota powrócił i wcale nie spuścił z tonu. Deadpool 2 miał teraz znacznie większy budżet niż jego poprzednik, siłą rzeczy więc akcja, obcinanie kończyn, rozczłonkowywanie i hektolitry tryskającej krwi są znacznie bardziej spektakularne. Studio mogło sobie w końcu też pozwolić na trochę większą ilość superbohaterów (X-Force!). Na szczęście większy budżet nie spowodował stępienia humoru Wade’a, który jest chyba jeszcze bardziej niepoprawny politycznie niż wcześniej (być może wynika to z faktu, że jednym z producentów filmu jest Ryan Reynolds). Deadpool nabija się praktycznie ze wszystkiego (od innych filmów Marvela i DC, przez dubstep, rasizm, aż po Kanadę i scenarzystów piszących mu marne kwestie) i nic nie stanowi dla niego tabu, choć najbardziej chyba oberwało się… Wolverine’owi ;). Osobiście wyszedłem z seansu Deadpoola 2 bardzo zadowolony i ubawiony, choć część druga, w moim odczuciu, raczej nie odbiega poziomem od części pierwszej (piję do tego, że wiele osób twierdzi, że dwójka jest lepsza). No i – jak zresztą sam Wade nie omieszkał nas poinformować na wstępie – Deadpool 2 jest doskonałym filmem familijnym i jak KAŻDY film familijny, rozpoczyna się od brutalnego morderstwa ;).

Mateusz Cyra: Moje wrażenia ogólne zacznę od tego, jak umiejętnie i z wyczuciem została poprowadzona kampania marketingowa zanim jeszcze Deadpool 2 trafił na ekrany kinowe. Wspólna piosenka z Céline Dion, przeprosiny Davida Beckhama, kompletnie niezrozumiałe opisy streszczające film, przejęcie na moment sceny w Late Show Stephena Colberta, instragramowe zajawki Ryana Reynoldsa, przejęcie szatni Manchesteru United, przeszkadzanie Hugh Jackmanowi na jego twitterze – wszystko to samo w sobie jest już hitami Internetu, a przecież wszyscy wiedzieli, że to dopiero przystawka przed daniem głównym. Oczekiwania względem Deadpoola 2 miałem w zasadzie niezbyt wygórowane – chciałem po prostu, żeby udało się utrzymać poziom pierwszej części, a skoro zwiększyli budżet praktycznie o połowę, chciałem zobaczyć nieco większą rozwałkę. I co? I dziękuję bardzo, Panie Wade – misja wykonana, możecie liczyć zyski i lepiej myślcie o sensownej kontynuacji, jeśli takowa ma powstać. Po seansie wyszedłem zadowolony, z dobrym humorem, mając w głowie liczne odniesienia i śmieszne sceny, jednak gdzieś w kącie mojego umysłu wirowała myśl, że w sumie ta dwójka nie była aż tak zabawna, jak to było z częścią pierwszą. Jednak moja lepsza połówka szybko uświadomiła mi, skąd takie przekonanie – otóż wrażenie, że kontynuacja przygód Martwego Basenu jest mniej zabawna bierze się zapewne stąd, że wiedziałem już doskonale, czego się spodziewać. Wiedziałem o łamaniu czwartej ściany, wiedziałem, że poprawność polityczna będzie tak duża, jak gładka jest skóra na twarzy Wade’a Wilsona, wiedziałem także, że mogę spodziewać się tylu odniesień, ilu bohaterów stworzył Stan Lee. Dlatego też uzbrojony w wiedzę z części pierwszej nie byłem tak bezbronnym widzem i nie poddałem się tak łatwo specyficznemu poczuciu humoru. Dlatego też to raczej we mnie (i przypuszczalnie w wielu widzach) należy doszukiwać się zmniejszenia dawki humoru w Deadpoolu 2.

Sylwia Sekret: Było naprawdę super. Gdzieś głęboko w środku tli się niewyraźne przeświadczenie, że jedynka była może ciut lepsza, ale własnie –  możliwe, że wynika to z faktu, o którym wspominasz, Mateusz. Najważniejsza jednak kwestia jest taka, że Deadpool 2 nie jest gorszy – seria nie obniżyła lotów drugą częścią – na całe szczęście. To nadal najbardziej charakterystyczne superbohaterskie kino, na którym bawić się dobrze powinni zarówno fani komiksowego uniwersum, jak i jego sceptycy. Paradoks? Być może, ale to właśnie w Deadpoolu jest najlepsze – że składa hołd kinu superbohaterskiemu, jednocześnie drąc z niego łacha. I ja to naprawdę w stu procentach kupuję. Dlatego wyszłam z kina mega usatysfakcjonowana – w dodatku miły pan z obsługi kina widząc, że po kolejnej scenie między napisami, nadal siedzimy twardo na widowni, postanowił podejść i uświadomić nam, że tym razem to już naprawdę koniec – no seans idealny! (Chyba, że nas oszukał – wtedy go znajdę i pokażę, gdzie deadpoole zimują).

PLUSY I MINUSY FILMU

Michał: Największym plusem drugiego Deadpoola jest właśnie to, o czym wspominałem już wcześniej – filmowi udało się utrzymać poziom części pierwszej i kategorię wiekową R (z czego korzysta całymi garściami i bez zahamowań). Niektóre żarty i zagrania fabularne są co prawdą lekką kalką z jedynki, ale zrobiono je w taki sposób, że mimo wszystko wydają się nową i bardziej świeżą wersją (jak chociażby gag z nietypowymi napisami początkowymi – mimo że już widzieliśmy taki zabieg, to jednak jest na tyle inaczej, że nadal bawi). Do tego notoryczne łamanie czwartej ściany i zabawa z widzami, dzięki której mamy wrażenie, że jeszcze bardziej uczestniczymy w akcji filmu. Deadpool 2 to naprawdę specyficzny rodzaj rozrywki – dla mnie był to wielki plus, ale zdaję sobie sprawę, że równie dobrze może to dla kogoś być minusem, jeśli więc jesteście wrażliwi na lejącą się z ekranu krew, latające w powietrzu członki i momentami bardzo mocne i niewybredne żarty, to zamiast wybierać się do kina, powinniście raczej zostać w domu i dalej robić sweterki na drutach, mięczaki!

Mateusz: Popieram, plusem z pewnością jest to, że “dwójka” ma odpowiednią kategorię wiekową, jednak to było chyba oczywiste i nikogo nie zaskakuje, tym bardziej po olbrzymim sukcesie przygód Awokado. Dla mnie największym plusem jest oczywiście ilość easter eggów i dosłowne multum nawiązań, przytyków, wytykania palcem, ironii i nieustanna zabawa konwencją, połączona z burzeniem czwartej ściany. To w Deadpoolu 2 sprawdza się idealnie i chyba nikogo to prędko nie znudzi (poza tymi, których nie przekonał do siebie już pierwszy Deadpool).

Nie podobała mi się z kolei muzyka. W zasadzie poza jedną piosenką (przepiękną, delikatniejszą wersją przeboju A-ha Take on me), która wywołuje pozytywne wrażenie, cała reszta dla mnie jawi się jako mniej lub bardziej udany miks przebojów starych i nowych, często idealnie dopasowanych do sytuacji na ekranie, jednak samych w sobie nienależących do mojej personalnej listy ulubionych. Z kolei ten przeklęty dubstep… Bez komentarza, Wade. (#teamcable)

Sylwia: Dla mnie muzyka była właśnie mega dużym plusem. Żebyśmy się dobrze zrozumieli – nie że kocham wszystkie kawałki, które usłyszeliśmy w filmie, i na okrągło puszczam je sobie w domu, ale były w moim odczuciu tak rewelacyjnie dobrane do poszczególnych scen, że nawet beznadziejność niektórych się gdzieś gubiła uświetniona sukcesem Deadpoola. Kolejną zaletą filmu jest też sama historia, która była naprawdę wciągająca i angażująca – dużo się działo, ale wiecie – nie tylko w kwestii akcji, ale właśnie samej fabuły również. To wszystko, o czym wspomnieliście oczywiście również zaliczam jako plusy filmu – nie mogło być inaczej. Natomiast pozwolę sobie wspomnieć o jednym maleńkim minusie, którego się nie spodziewałam mimo wszystko po tej produkcji. Dla mnie osobiście niepotrzebne były te “patetyczne”, “wzruszające” sceny. Owszem, prędzej czy później zostały przełamywane przez jakiś grubiański żart, co nie zmienia faktu, że i tak były one i za długie, i było ich zbyt wiele.

NAJBARDZIEJ ZAPADAJĄCY W PAMIĘCI FRAGMENT

Michał: Praktycznie co druga scena jest taką, którą można by powtarzać po kilka razy, zaśmiewając się za każdym razem. Do moich ulubionych zaliczyć mogę sam początek – pozytywka(?) z nabitym na pal martwym Loganem; rekrutacja członków X-Force, a potem ich pierwsza wspólna akcja zwieńczona iście spektakularnym finałem; powtórzenie gagu z za małym budżetem, aby móc sobie pozwolić na większą ilość X-Menów, lecz tym razem z jeszcze zabawniejszą puentą; przezwiska rzucane Cable’owi przez Deadpoola, nawiązujące do jego innych filmów (Thanos, czy Jednooki Willy – to drugie może być wyjątkowo zabawne dla tych, którzy pamiętają jeszcze nastoletniego Josha Brolina z filmu Goonies); Dopinder, który chciałby być jak dziesięcioletnia Kirsten Dunst w Wywiadzie z wampirem.

Mateusz: A nie Kristen? Też tego nie ogarniam…

Sylwia: No właśnie! Myślałam, że tylko ja mam z tym problem.

Michał: Kirsten, Kristen – co za różnica, obie zadawały się z wampirami! Najlepszą jednak sceną, na której śmiałem się chyba najgłośniej, była ta w trakcie napisów końcowych – nie będę tutaj psuł zabawy tym, którzy jeszcze filmu nie widzieli, ale Deadpool po prostu przeszedł samego siebie i jeśli myśleliście, że do tej pory rozbijał czwartą ścianę, tak w tej scenie po prostu rozwala ją z siłą atomówki!

No i oczywiście nie zapomnijcie zostać do samego końca napisów, czeka tam na Was jeszcze jedna niespodzianka! ;).

Mateusz: Deadpool 2 ma to do siebie, że mnóstwo scen nadaje się do wpisania do tej kategorii i oczywiście jest to kolejna zaleta produkcji ze stajni Marvela. Twórcy filmu mają absolutną świadomość, że ich dzieło w pewnych kręgach pozostanie kultowe i będzie przez wielu oglądane naprawdę kilkanaście razy, właśnie ze względu na poszczególne sceny, takie jak te, które wymienił już Michał. Od siebie dorzucę, że na mnie największe wrażenie zrobiły wszystkie sceny z Cablem. Sceny na napisach końcowych to absolutna jazda bez trzymanki, generująca salwy śmiechu na sali kinowej. Zresztą, może ujmę to inaczej – wszystkie cięte uwagi Deadpoola są zapadające w pamięć i warto obejrzeć ten film choćby ze względu na niego.

Sylwia: Dla mnie jedną z najlepszych scen również jest ta, o której Ty, Michał, wspomniałeś już (jasne, wszyscy mnie uprzedźcie) wcześniej, czyli o pierwszej wspólnej akcji dopiero co utworzonej supergrupy X-Force. Wiedziałam, że Wade nie zaangażowałby byle kogo do takiej akcji, ale twardziele naprawdę dali czadu! Bardzo podobała mi się także scena (w zasadzie sama nie wiem, czemu) kiedy pierwszy raz sekunda po sekundzie naocznie przekonujemy się, o czym mówiła Domino, kiedy wspominała, że ma coś jakby szczęście. Podobał mi się, pomysł, montaż, tempo. Fajnie to wszystko wyszło :).

Ale wiadomo, to jest do cholery Deadpool – tu prawie każda scena jest godna wspomnienia.

Swoją drogą, skoro już wspomniałam o Domino – słyszeliście, że zarzuca się produkcji, że jej wydźwięk jest seksistowski? Mam nadzieję, że to też tylko forma żartu, bo jeśli nie to, serio już nie wiem, co powiedzieć.

Mateusz: Serio? W jakim aspekcie? Bo do mnie to jakoś nie dotarło…

Sylwia: Szkodza gadać – chodzi rzekomo o to, że kobiece postaci potraktowane zostały instrumentalnie… Także zostawmy już ten temat, bo brzmi raczej jak żart.

EWENTUALNE DZIURY FABULARNE

Michał: Ok, umówmy się, że ani Deadpool, ani Deadpool 2 nie są filmami realistycznymi i na niektóre rozwiązania fabularne po prostu trzeba przymknąć oko. A już w szczególności na te dotyczące zagadnień związanych z podróżą w czasie, bo jeśli by się nad tym zastanowić, to prowadzi to do zbyt wielkiej liczby paradoksów. Dlatego uznajmy, że Cable zrobił to, co zrobił, i mimo tego nie zniknął. I tak samo uznajmy, że w finale Wade zrobił, co zrobił, i właściwie nie wiadomo, jakie będą tego konsekwencje w ewentualnej kontynuacji, ale w sumie kogo to obchodzi – w filmach o Deadpoolu są ważniejsze rzeczy niż fabuła!

Mateusz: Ok, ja bardzo lubię czepiać się szczegółów i robię to niemal za każdym razem, ale jasne dla mnie jest, że rola życia Ryana Reynoldsa, która doczekała się już dwóch filmów, to jeden z tych przykładów, gdy czepialstwo odkładam na bok i po prostu poddaję się świetnej jeździe bez trzymanki, którą serwują twórcy. Dlatego też nie mam absolutnie nic do powiedzenia w tejże kategorii.

Sylwia: Heh, w każdym innym przypadku bym się na pewno do czegoś przyczepiła, ale wiecie… to jest Deadpool –  tu wszystko jest możliwe. Co do jakichś nieścisłości jeśli chodzi o podróżowanie w czasie, to w sumie zostało wspomniane, że Wade zrobił niezły bajzel i kto wie, ile trwało naprawianie go ;). Poza tym, co jak co, ale tu naprawdę przesadą byłoby czepianie się. W końcu wiecie – w uniwersum, gdzie człowiek rozerwany na pół może przeżyć, a nastolatek miota ogniem z dłoni (od łokcia czy od nadgarstka w końcu?) być może podróże w czasie i ich konsekwencje wiążą się z innymi prawami niż w innych światach.

SPRAWY TECHNICZNE

Mateusz: Efekty specjalne stoją na wysokim poziomie, ale nie powinno nikogo to dziwić – wszak mamy do czynienia z MCU, które specjalizuje się w kinie superbohaterskim (cóż za odkrycie) i doskonale wie, jak wygenerować wiarygodne efekty komputerowe. Dlatego wszystkie walki między mutantami, sekwencje pościgu za konwojem Ice Boxu, oderwane kończyny, rzucanie broni białej, przelot kul, walka Juggernauta z Colossusem to istne perełki!

O muzyce wspomniałem już wcześniej i swoje zdanie podtrzymuję – o ile same piosenki świetnie są dopasowane do poszczególnych scen (często stanowią perfekcyjny kontrast), o tyle zdecydowanie mogę powiedzieć, że nie będę fanem tej konkretnej ścieżki dźwiękowej. Generalnie rozumiem konwencję i celowość, ale przy niektórych utworach aż mi uszy więdły.

Sylwia: Ale wiesz, to nie ma działać jako osobna ścieżka dźwiękowa, jak przy niektórych filmach, że odpalasz sobie wieczorem i słuchasz. To ma działać i sprawdzać się tylko z konkretnymi scenami – i to moim zdaniem się udało bardzo dobrze.

Na efektach specjalnych się nie znam, ale chyba było okej ;).

Montaż był bardzo fajny, kolory nie były na szczęście przerysowane – po prostu wszystko zagrało.

Michał: Ja tylko dodam, że również brakowało mi ścieżki dźwiękowej z jedynki, ale niestety Junkie XL odszedł z filmu zaraz po tym, jak z produkcją rozstał się Tim Miller – reżyser pierwszej części. No i niestety zamiast niego zaangażowano Tylera Batesa – etatowego kompozytora muzyki nijakiej i wtapiającej się w tło.

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI / AKTORSTWO

Michał: Ryan Reynolds odnalazł swoją rolę życia – to chyba jasne. Było to oczywiste już w jedynce, a tutaj aktor tylko potwierdza ten fakt. “Piękniś”, do tej pory obsadzany głównie w głupkowatych albo romantycznych komediach (albo w głupkowatych romantycznych komediach), po kilku nieudanych próbach w kinie superbohaterskim w końcu trafił w dziesiątkę. Ten aktor po prostu urodził się, żeby zagrać Deadpoola. Koniec, kropka.

Sylwia: Ha, ha… przypomniała mi się scena z Green Lantern. W sensie z Deadpoola 2, ale z Green Lantern… No, wiecie, o co chodzi.

Mateusz: Wiecie ;). Zgadzam się, Wade Wilson/Deadpool to bohater skrojony pod Ryana Reynoldsa i dziś już chyba nikt nie wyobraża sobie kogokolwiek innego na jego miejscu. Zresztą widać po samym aktorze, że jego stosunek do tej postaci jest podobny, czego świetnym przykładem może być fakt, że jest on współautorem scenariusza do omawianego tu filmu. Czyli można wnioskować, że wiele dialogów, gagów i kąśliwych uwag to pomysły samego Pięknisia.

Jednak postać, o której chciałbym pomówić, to Cable. Dla mnie to najjaśniejszy punkt Deadpoola 2. Postać na tyle mroczna, że nie uszło to uwagi samego Deadpoola, który nie mógł się powstrzymać i zadał pytanie, czy skoro ten jest tak mroczny, to czy aby na pewno nie pochodzi on z DC Universe. Już w wielu wcześniejszych tekstach z moim udziałem dawałem do zrozumienia, że mi po prostu bardzo leżą tego typu bohaterowie – z pozoru negatywni, przedstawiani przez jakiś czas jako antagoniści, zawsze z groźną miną (mówiącą wprost: nie zbliżaj się, gryzę), naznaczeni jakąś wielką traumą bądź tragedią, która motywuje ich do krwawej zemsty. No rozpływam się, jak spotykam bohaterów tego typu, którzy w dodatku są dobrze rozpisani i znakomicie zagrani. A Josh Brolin dał w swojej kreacji czadu! Jego kamienna twarz, surowe oblicze, nienagannie zaczesane włosy, a w pakiecie bardzo udana charakteryzacja/kostium, czyniące z niego pół-człowieka, pół-robota. No i jest w tej postaci spory element tajemnicy, tym bardziej że na wszelkie pytania odpowiadał półsłówkami bądź niezbyt jasnymi odpowiedziami. Jestem jednym z tych odbiorców, którzy nie czytali nigdy żadnego komiksu Marvela i o Cable’u wiem tyle, ile pokazali mi twórcy filmu Deadpool 2. Dlatego jestem cholernie ciekaw jego czasów, tego, kim był w “swojej” rzeczywistości i skąd dysponował taką, a nie inną technologią.  Ucieszyłbym się, gdyby Cable dostał swój własny film, bądź odegrał większą rolę w kolejnych projektach studia. A co sądzicie o pozostałych członkach X-Force?

Michał: Również Domino (Zazie Beetz) okazała się bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Miałem spore obawy odnośnie tej postaci, bo co prawda nie ocenia się książki po okładce, ale jeśli chodzi o aspekt wizualny, filmowa Domino jest całkowitym przeciwieństwem tej komiksowej (już nie chcę używać słowa negatyw, żeby nie zabrzmieć jak ten parszywy rasista Cable). Jednak Zazie Beetz udało się wykreować naprawdę fajną i dającą się lubić superbohaterkę. Moc Domino polega na tym, że dziewczyna przez cały czas ma niesamowite szczęście. Teoretycznie, umówmy się – to nie jest żadna super moc…

Mateusz: Właśnie, że jest.

Michał: No dobra, pójdźmy na kompromis i uznajmy, że nie jest. W praktyce jednak ta “moc” jest powodem do naprawdę spektakularnych akcji (jak chociażby znana ze zwiastuna scena, kiedy Domino wykonuje epic walk, podczas gdy nad nią przelatuje eksplodująca ciężarówka). Mam nadzieję, że Domino stanie się stałym elementem ewentualnych kontynuacji, bo zdążyłem już zostać jej fanem.

Sylwia: Dla takiej osoby jak ja, która po prostu ma w życiu pecha (wiecie, w takich drobnych codziennych sprawach), Domino wyrasta na superbohatera, który ma największe moce. No bo pomyślcie – co mi po nieodczuwaniu bólu, skoro go nie doświadczę, bo mam farta? Co mi po tym, że jestem supersilna, skoro i tak bym wygrała walkę, bo mam farta. I tak dalej, i tak dalej. Ja poproszę taką supermoc. Co do Zazie Beetz to moim zdaniem – podobnie jak cała reszta aktorów – zagrała naprawdę dobrze. Nie ma się do kogo przyczepić, wszyscy wypadli w swoich rolach tak, jak powinni.

Na mnie bardzo duże wrażenie zrobiła również postać grana przez Terry’ego Crewsa. Bedlam z początku wydawał się być mało znaczącym członkiem X-Force, ale w ogólnym rozrachunku otrzymaliśmy postać, o której grzechem byłoby nie wspomnieć. Jego spektakularne akcje, jego poświęcenie, odwaga… Czy Reynolds nie boi się konkurencji? Fantastycznie napisana postać – głęboka, wielowymiarowa… mogłabym omawiać charakter tego bohatera godzinami, a także jego motywy i pobudki, ale to po prostu trzeba zobaczyć i samemu oddać się refleksjom.

Michał: O tak, gwiazda Bedlama świeci zdecydowanie jasno. Ale na pewno nie tak jasno jak gwiazda Petera! Ten everyman, który nie ma żadnej supermocy – po prostu przyszedł, bo zobaczył ogłoszenie – skradł serca wielu widzów. Nie wspominając już o Vanisherze, którego doskonała gra aktorska (ta ekspresja!) naprawdę podniosła poprzeczkę filmów superbohaterskich.

Uwielbiam też ewolucję postaci Dopindera, który stał się kimś w rodzaju Deadpoolowego sidekicka. Scena, w której oznajmia, że jego supermocą jest “odwaga” była przezabawna i skojarzyła mi się z inną postacią, z kreskówki Kapitan Planeta, posiadającą równie bezużyteczną moc (serce!).

Mateusz: Jest jeszcze Russell, motor napędowy istotnych twistów w fabule, ale ten irytujący gnojek nie zasługuje na dalszą analizę.

Michał: No właśnie, jakim trzeba być tłukiem, żeby wypuścić z klatki Juggernauta?!

Mateusz: [Spoiler], w którego wciela się… Ryan Reynolds!

Sylwia: To jakiś aktor?

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Michał: Ci, którzy widzieli pierwszego Deadpoola, wiedzieli doskonale, czego się spodziewać, natomiast ci, którzy jedynki nie widzieli albo nie przypadła im do gustu, raczej się nie wybiorą do kina na sequel, więc problem z głowy. Moje oczekiwania Deadpool 2 spełnił w stu procentach, wiedziałem na co idę i nie zawiodłem się.

Mateusz: Deadpool 2, jak na kontynuację przystało, ciągnie wątki i bohaterów poprzedniej części w dalsze rejony historii tegoż uniwersum i z ulgą można stwierdzić, że nie widać żadnego spadku jakości. Ba! Ilość popkulturowych odniesień robi wrażenie i nie sposób wyłapać ich wszystkich podczas jednego tylko seansu, co automatycznie skazuje film na wielokrotne oglądanie i przednią zabawę!  

Sylwia: No wiadomo – Deadpool rządzi. Dwójka, jedynka, pięćdziesiątka –  to się po prostu musiało udać. Ten film bawi, uczy i ma morał. To mój ulubiony typ kina familijnego.

To kiedy trójka?


Ocena Michała: 8/10

Ocena Sylwii: 7,5/ 10

Ocena Mateusza: 7,5/10

Fot.: Imperial – Cinepix