Seriale,Wielogłos

Wielogłosem o…: „Wiedźmin”, sezon 2

wiedźmin sezon 2
wiedźmin sezon 2

Wiedźmin drugim sezonem oczywiście znów podzielił widzów, choć tym razem głosów krytyki jest chyba jeszcze więcej. Być może dlatego, że po pierwszym wielu oglądających dało twórcom kredyt zaufania, którego ci według nich nie dość, że nie spłacili drugą odsłoną przygód Białego Wilka, to jeszcze zadłużyli się ponownie, tym razem po uszy. Nasi redaktorzy co prawda nie są aż tak surowi w ocenie, uznając Wiedźmina przede wszystkim za przyzwoity serial fantasy, ale nie ukrywają, że liczyli na więcej, zwłaszcza w kontekście świata wykreowanego przez Andrzeja Sapkowskiego. I choć ostateczne oceny, jakie znajdziecie pod tekstem, nie wydają się wcale niskie, to w samym Wielogłosie nie brakuje utyskiwań, wyliczania wad i tego, co zdecydowanie mogło pójść lepiej. Ogromne oczekiwania i wielkie nadzieje to na pewno jedna z bolączek, na które Wiedźmin cierpi – przynajmniej w Polsce. Ilu fanów po drugim sezonie zrezygnuje kompletnie z oglądania? Mateusz, Anna i Sylwia będą oglądać dalej – z jakimi oczekiwaniami i jakim nastawieniem? Tego dowiecie się z poniższego Wielogłosu, do którego lektury serdecznie zapraszamy.

WRAŻENIA OGÓLNE

Anna Sroka-Czyżewska: Dużo się o Wiedźminie pisało, jeszcze więcej mówiło i narzekało. Po pierwszym sezonie serialu na podstawie twórczości Andrzeja Sapkowskiego, polski Internet rozgrzał się do czerwoności, głównie krytykując i wylewając hektolitry jadu na twórców zza oceanu, którzy mieli czelność pogwałcić tak ważne dla wielu książki. Niedociągnięcia i zmiany fabularne, wygląd postaci i kierunek ich rozwoju – to najbardziej przeszkadzało fanom Białego Wilka i jego przygód. Mamy mówić o drugim sezonie przygód Geralta z Rivii, więc od razu wspomnę, że dla dalszych losów postaci z Wiedźmina także mało kto jest łaskawy. Jednak jest to ciekawy serial fantasy z nietuzinkowymi postaciami i choć rzeczywiście wiele mu brakuje, by przyćmić świat, jak w przypadku Gry o tron, to zasługuje na uwagę. Dobrze mi się oglądało tę przygodówkę fantasy z burkliwym i mruczącym pod nosem wiedźminem, ze świetnymi scenami walki i ciekawie wykreowanymi potworami. Od czasu do czasu musiałam jednak przymykać oko, widząc pewne nieścisłości z książkowym pierwowzorem, czy fatalnie zagrane sceny lub dziwne dialogi. Jednak nie zabrało mi to przyjemności oglądania serialu, który jest po prostu tym, czym ma być – porządną rozrywką.

Sylwia Sekret: Moje wrażenia ogólne nie są już takim pierwszym, świeżym spojrzeniem, bo takie zostało zawarte już w mojej rozmowie z Mateuszem, kiedy omawialiśmy pierwszych sześć odcinków, które udało nam się obejrzeć jeszcze przed premierą (tutaj znajdziecie wspomniany tekst). Teraz, po tym, kiedy obejrzałam ostatnie dwa, ochłonęłam trochę, spojrzałam z dystansu i przemyślałam parę rzeczy, oceniam ten sezon notę niżej niż w tamtej rozmowie, ale wciąż uważam amerykańskiego Wiedźmina za udany serial, który – przede wszystkim – ma jeszcze wiele do pokazania.

Prawda jest taka, że polscy fani Wiedźmina nigdy nie będą zadowoleni z żadnej ekranizacji, jaka by ona nie powstała. Bo Polacy chcą mieć ciastko, zjeść ciastko i jeszcze zachować opakowanie po nim, żeby raz na jakiś czas przeczytać ten świetny, naturalny skład. Polacy chcą amerykańskiego Wiedźmina – z amerykańskim rozmachem, z amerykańskimi dolarami zapewniającymi hollywoodzkie efekty i rozmach, z amerykańskimi aktorami, którzy rozniosą jego sławę po całym świecie, ale jednocześnie zachowując jego odmienność względem tamtej kultury, z podkreśleniem jego słowiańskości, folkloru, tradycji… Słowem – chcemy amerykańskiego Wiedźmina, który byłby całkowicie nieamerykański. Ale tak się po prostu nie da. W związku z czym nigdy nie będziemy zadowoleni.

Aczkolwiek ja, przyznam szczerze, przez większość seansu bawiłam się świetnie.

Mateusz Norek: Do drugiego sezonu Wiedźmina usiadłem na spokojnie i bez bliżej sprecyzowanych oczekiwań. Byłem zwyczajnie ciekaw, jak ogromny sukces serialu Netflixa przełoży się na warstwę wizualną i realizatorską nowego sezonu i jaką fabularną ścieżkę obiorą twórcy, kiedy nie będą już krępowani przeskakiwaniem pomiędzy różnymi osiami czasowymi, tak bardzo męczącymi w pierwszym sezonie.

To, co dostałem, to jak napisała Ania, typowe fantasy rozrywkowe, które czasem próbuje odnosić się do dzieł Sapkowskiego i powiedzieć coś ambitniejszego, ale robi to niechętnie i bardzo powierzchownie. To serial raczej luźno oparty o książki o Wiedźminie, który potrafi dać przyjemność z oglądania, ale również mocno wynudzić.

RYS FABULARNY

Anna: Scenariusz tego sezonu oparty jest głównie o pierwszą część sagi (powieści, nie opowiadań) Krew Elfów. Dużo też się zmieniło, jeśli chodzi o linię fabularną, nie mamy już takich retrospekcji i skakania po wątkach, jak w sezonie pierwszym i troszkę ułatwia to odbiór niektórych wydarzeń, bez znaczenia, czy ktoś Wiedźmina czytał, czy nie.

Geralt zabiera Ciri w podróż do wiedźmińskiej warowni – Kaer Morhen, myśląc, że jego ukochana, wiedźma Yennefer, zginęła w bitwie pod Sodden. W rzeczywistości trafia ona do niewoli jako jeniec wojenny, lecz oczywiście Geralt nie ma o niczym pojęcia. Tak też mniej więcej rozpoczyna się ten sezon złożony z ośmiu odcinków, w których obserwować będziemy zmagania bohaterów z własnymi słabościami i oczekiwaniami.

Sylwia: Podczas gdy Ciri przebywa w Kaer Morhen, dowiadując się czegoś więcej o wiedźminach i poznając rodzinę swojego przyszywanego ojca, Yennefer zmaga się z czymś, co odbiera jej w znacznym stopniu sens życia. W związku z tym widzimy Yennefer inną, niż ta, z którą pożegnaliśmy się na koniec pierwszego sezonu. Oprócz tego na arenie politycznej toczy się walka o wpływy, a w tle wciąż majaczy tajemniczy Biały Płomień, którego zarówno postać, jak i motywacje przez cały drugi sezon pozostają nadal zagadką (i tak, w moim mniemaniu, za krótko).

Mateusz: Ja powiedziałbym, że twórcy bardzo luźno podchodzą do odtworzenia zdarzeń znanych z Krwi Elfów, w zasadzie spotykając się z pierwowzorem tylko w kilku fabularnych momentach, do których z reguły prowadzą zupełnie odmienne zdarzenia. Znalazło się tu nawet miejsce dla jednego z opowiadań wiedźmińskich, które mamy w pierwszym odcinku, a twórcy dodali od siebie również zupełnie nowy, autorski wątek, będący swoistym ukłonem w stronę bajkowych inspiracji Sapkowskiego, który okazuje się kluczowy dla finału opowieści. Drugi sezon opiera się głównie na postaci Ciri, która powoli odkrywa, kim tak naprawdę jest i jaką moc posiada. Tę wiedzę zaczynają posiadać także inni gracze wielkiej polityki tego świata, którzy (dla różnych celów) postanawiają znaleźć dziewczynę.

Sylwia: Cieszę się, że wspomniałeś o tym zupełnie nowym wątku, który jednak w sposób jednoznaczny jest ukłonem w stronę Sapkowskiego, bo uważam, że wątek ten, choć miał pewne wady, był bardzo ciekawy i cieszę się, że został wprowadzony. Tymczasem opinie, które czytam w Internecie dotyczące tego motywu, są nie tyle nieprzychylne, ile wręcz stanowią oburzone okrzyki, które umotywowane są przede wszystkim zdaniami typu: „Co to miało w ogóle być?”, „Skąd twórcom przyszło to do głowy?” czy „To nie ma nic wspólnego z Wiedźminem”. No cóż, czyżby zatem ci, którzy tak głośno krzyczą o braku poszanowania dla materiału źródłowego, sami go nie znali lub nie do końca rozumieli? W sumie to zabawne, jak by tak o tym intensywniej pomyśleć, tym bardziej że nie jest to jedyna tego typu sytuacja, w której oskarża się twórców o zmiany względem książek, a jednocześnie pluje na nich jadem, z którym sam Geralt walczył.

 

WADY I ZALETY SEZONU

Anna: Największa wada – gdzie jest Jaskier??? No cóż, brakowało mi tego zabawnego i uroczego grajka, który tak ochoczo wkurzał Geralta w pierwszym sezonie. Myślę, że też dlatego, że mamy tak mało postaci Jaskra, to humor w Wiedźminie też nie dopisuje. Żartów jest mało, fabuła przez to jakby mroczniejsza i bardziej posępna. Po prostu Joey Batey jako Jaskier to jedna z najlepszych rzeczy, jaka mogła spotkać twórców serialu, a on i Henry Cavill grający Geralta to po prostu świetny ekranowy duet, także osobno wypadają bardzo dobrze. Co do wad, odczułam pewną emocjonalną pustkę, tak jakby tylko postaci główne były w stanie coś z siebie wykrzesać, a inni tylko recytowali dialogi, nie dając za dużo ognia swoim bohaterom. Tak naprawdę tylko Geralt, Ciri, Yennefer i Jaskier są na tyle ciekawi, że chciałam na nich patrzeć. Intrygi pozostałych, mimo że oglądane w pięknych sceneriach, wcale nie robiły na mnie wrażenia, choć ich książkowe wersje diabelnie wciągały. Czuję też, że te pierwsze dwa sezony to jakiś wstęp do czegoś większego, mocniejszego. Na razie odbieram to jako zarysowanie fabuły, chociaż finał sezonu drugiego był niczego sobie i zaciekawił mnie i zaintrygował, mimo że rzeczywiście sporo odbiega fabularnie od książek Sapkowskiego. Zalety Wiedźmina od Netflixa to na pewno wspomniany Jaskier, cała aura postaci i gra aktorska Joeya Bateya, mimo że było go tak mało tym razem. Także postać Geralta, która po prostu nie mogła być już lepsza. Aktor solidnie się przyłożył i zbudował bardzo interesującą postać, na którą chce się patrzeć. Zmienił się także na plus sposób pokazywania krajobrazu – dzięki temu przygoda i podróż, którą odbywa Geralt i Ciri, jest dużo ciekawsza.

Sylwia: Masz rację – moja pierwsza myśl, również dotyczyła tego, gdzie do cholery podziewa się Jaskier, i dlaczego jest go tak mało?! Z drugiej strony mówisz, że bez niego, jego żartów i przyśpiewek atmosfera robi się mroczniejsza – to z kolei powinno zadowolić polskich fanów, którzy właśnie to w Wiedźminie growym czy oryginalnym pokochali. No ale myślę, że wszyscy wiemy już, że najbardziej zagorzałym fanom najtrudniej dogodzić.

Dla mnie było również za mało samego Geralta. Nie wiem, jak to wyjaśnić, bo przecież na ekranie pojawia się często. Jego interakcje, relacje z innymi były dość płytkie, głównie pojawiał się jako opiekun i obrońca Ciri. Zabrakło mi przede wszystkim tych jego moralnych dylematów, z którymi tak bardzo go utożsamiam. Zabrakło mi tego tragizmu, który się z nim łączy – że niemal każdy jego wybór będzie zły, a on sam doskonale o tym wie. Również jego relacja z Yennefer została okrojona do absolutnego minimum, ale rozumiem to, bo opowieść, którą snuli twórcy w drugim sezonie, nie pozwoliła na więcej.

Mnie natomiast najbardziej zgrzyta na politycznym poletku. Z jednej strony twórcy poświęcili temu wątkowi wiele czasu ekranowego, natomiast mam wrażenie, że kompletnie tego nie wykorzystali. Polityki tu sporo, ale niewiele, mam wrażenie, z niej wynika, a sama opowieść jest snuta dość niezrozumiale, zwłaszcza dla widza nieobytego z tym światem. Wątek Fringilli, Cahira i Elfów mnie… nużył i mimo poświęconego na ten motyw czasu mam wrażenie, że niewiele z tego wynikło. W ogóle wątek Elfów mnie rozczarowuje, bo myślę, że powinnam w serialu o wiele bardziej im współczuć, kibicować, empatyzować z nimi, natomiast… Na ten moment ich losy są mi dość obojętne.

Mateusz: Mam dokładnie te same wrażenia! Niby wątków jest wiele, poznajemy nowe czarodziejki, są królowie i ich szpiedzy, cała śmietanka wiedźmińskiej polityki, ale wszystko to jest płytkie jak kałuża. Elfy chcą zabijać ludzi, potem postanawiają jednak do nich dołączyć, by po jednym (ważnym i symbolicznym, ale jednak jednostkowym z punktu widzenia całej rasy) zdarzeniu jednak oświadczyć, że już im się odwidziały sojusze. Nie ma co tego nawet porównywać do tego, jak polityka pięknie wygrywała w Grze o Tron.

Sylwia: Jeśli chodzi o zalety sezonu, to przede wszystkim na plus zapisują się kwestie techniczne, o czym Ania już wspomniała. Widać, że dostali więcej środków i wykorzystali to – mamy dalsze plany, mamy rozleglejsze widoki, a niektóre robią naprawdę wrażenie. Potwory są o wiele lepiej dopracowane i niektóre naprawdę wywołują gęsią skórkę, a sceny walk również poprawiły się względem pierwszego sezonu.

Ten sezon jest również spokojniejszy, bardziej przemyślany. Wszystko rozgrywa się w zasadzie w jednym czasie, więc nie ma już tych przeskoków. Jest dynamicznie i wciągająco. Ja od pierwszego odcinka dałam się porwać historii i z niecierpliwością włączałam następne odcinki. To była dla mnie po prostu świetna zabawa i fajna przygoda.

Chciałabym jeszcze na moment wrócić natomiast do wad, bo przypomniało mi się coś konkretnego. Po pierwsze pojawiło się tu coś, za co krytykowana była w ostatnich sezonach słynna Gra o Tron, a mianowicie kurczące się przestrzenie i czas. Ze zdumieniem patrzyłam, jak postaci pojawiają się w odległym Kaer Morhen chwilę po tym, jak do niego wyruszyli…To samo zresztą tyczy się innych miejsc. Świat Wiedźmina wydaje się albo maciupki, albo usiany teleportami, z których mogą korzystać wszyscy. Każdy wszędzie zdąży i wszędzie pojawi się niemal od razu, bo wszędzie wydaje się niesamowicie blisko… Zgrzyta mi to, nie powiem.

Nie podobał mi się również wątek, w którym Yennefer ucieka przez miasto w swojej fioletowej, niemal świecącej pelerynie… No naprawdę, to już sobie twórcy mogli darować, bo ani Yen nie jest na tyle głupia, ani mieszkańcy, ani widzowie.

Nie jestem również zwolenniczką tego, co twórcy zrobili ze sporą ilością wiedźminów w drugim sezonie, a dokładniej w przedostatnim odcinku. Trochę za duży pogrom. Z krwawiącym sercem na to patrzyłam, szczerze mówiąc. W dodatku było to nieuzasadnione i mało wiarygodne.

Mateusz: Dla mnie najjaśniejszym punktem drugiego sezonu Wiedźmina jest Ciri. Mam wrażenie, że pośród naprawdę płytkich i papierowo napisanych postaci, ona trzyma na barkach cały ciężar tego serialu. Jej dezorientacja nową sytuacją, tęsknota za rodziną i domem, budująca się, ojcowska relacja z wiedźminem, próba odkrycia, kim jest, determinacja, by nauczyć się walczyć i móc dokonać zemsty na prześladującym ją czarnym rycerzu – czułem w tym wszystkim autentyczność. Cieszę się tym bardziej, że w pierwszym sezonie jej wątek nie był porywający, teraz jednak Freya Allan miała okazję się wykazać i moim zdaniem wykonała to zadanie fenomenalnie.

Cieszę się, że mimo zagęszczenia akcji i wątków, twórcy nie zapomnieli, czym parają się wiedźmini i w serialu nadal jest całkiem sporo różnego rodzaju potworów. Może nie wszystkie mi się podobały, ale na pewno nie można odmówić tutaj twórcom oryginalności. Choć mam też wrażenie, że Geralt tym razem wyjątkowo łatwo sobie z nimi radził (czego nie można powiedzieć o innych wiedźminach, którzy jak zauważyła Sylwia, zostali przedstawieni jako tak mizerni wojownicy, że i mi serce krwawiło).

Cieszę się niezmiernie, że mamy już jeden czas akcji, ale mam wrażenie, że drugi sezon również posiadał sporo fabularnego chaosu. Albo może inaczej – największy problem, jaki miałem z nowym Wiedźminem, to brak jakiegoś mocnego zawiązania akcji, brak celu, którego ja – jako widz – mam wypatrywać. Akcja, owszem, idzie do przodu, czasem wolniej, czasem szybciej, ale dopiero w przedostatnim, 7 odcinku, wiedziałem, o co toczy się gra, jaka jest stawka i jakie jest zagrożenie. Wcześniej bohaterowie przemieszczali się z miejsca na miejsce, uciekali bądź podróżowali, by odkryć jakieś wskazówki, ale jakiś główny punkt ich działań był nieznany.

Choć wiele zmian, które zastosowali twórcy względem fabuły z książek, mocno nie przypadło mi do gustu, to jednak motyw z Babą Jagą bardzo pasował mi do klimatu Wiedźmina. Był też dobrze poprowadzony, bo na początku nie wiedzieliśmy za bardzo, jakie konsekwencje będzie miał dla zaangażowanych postaci, co jakiś czas jednak powracał, odciskając coraz większe piętno, aż do finału, kiedy okazuje się, kim tak naprawdę jest owa tajemnicza postać i jaka historia się za nią kryje. To jedna z niewielu rzeczy, która ciekawi mnie w kontynuacji.

Sylwia: Zgadzam się! Ten wątek był ciekawie poprowadzony, i choć nowy, to fajnie utrzymany w stylu Wiedźmina.

PROBLEMATYKA

Anna: Pewne zagrania fabularne są dość znacząco odbiegające od tych z powieści Sapkowskiego, a także wybiegają nieco w przyszłość, troszkę komplikując odbiór całości i zastanawiałam się nieraz, do czego twórcy dążą. Jednak ogólnie problematyka tego sezonu dotyka w głównej mierze Ciri i jej więzi z Geraltem, tego, jak dziewczyna zmaga się z mocą, której nie rozumie i nie kontroluje, jak próbuje zrozumieć, kim jest i jakie jest jej dziedzictwo. Sceny z udziałem Ciri i Geralta są jednymi z najciekawszych i mocno pokazują, z czym bohaterowie się mierzą. Biały Wilk i oddana mu przez przeznaczenie dziewczyna muszą zmierzyć się z wieloma nowymi sytuacjami, każde z nich ma trudny charakter i bycie zespołem może być dla nich ciężkie. Doskonale widać, że Geralt zrobi dla niej wszystko i rzeczywiście jest dla niej niczym ojciec. Wątek polityczny jest dość znaczący, ale przyznam, że bardzo nijaki i mdły, może przyszły sezon lub sezony rozświetlą nieco ten chaos.

Sylwia: Z pewnością drugi sezon w jeszcze większym stopniu niż pierwszy dotyka problemu rasizmu. W Internecie nie brakuje zresztą oburzonych głosów, które doszukują się tu (jak wszędzie ostatnio) poprawności politycznej, przy czym zabawne jest to, że są to głosy tych samych ludzi, którzy psioczą na nietrzymanie się literackiego pierwowzoru, także, ekhem…

Mamy tu również, zwłaszcza pod koniec, zarysowany motyw zemsty, który z niewielkiego płomienia rozpala całe stosy. Drugi sezon Wiedźmina to także, rzecz jasna, opowieść o przeznaczeniu, o wybaczaniu, o dźwiganiu ogromnego ciężaru, jakim jest odpowiedzialność za drugą osobę. To również historia mierzenia się z własnym strachem i poszukiwania prawdy o sobie.

NAJLEPSZY ODCINEK/ SCENA

Anna: Bardzo podobała mi się scena odbicia Jaskra z rąk Riance’a, która ma miejsce w piątym odcinku pod tytułem Odwrót. Nasz ulubiony bard został schwytany przez czarownika, który działa z rozkazu jakiejś tajemniczej kobiety. Nie wiemy tutaj zbyt wiele, ale możemy się domyślać, że Jaskrowi grozi ogromne niebezpieczeństwo. Yennefer zjawia się wtedy, kiedy Jaskier tego najbardziej potrzebuje. Jest bowiem torturowany przez czarownika, by wyjawić różne fakty o Geralcie. Scena samego okiełznania podstępnego Riance’a jest bardzo, ale to bardzo fajnie zrobiona i dość widowiskowa. W relacji Yennefer i Jaskra pojawi się dość sporo humoru i dzięki temu też odcinek jest jednym z lepszych.

Sylwia: Ja jestem fanką pierwszego odcinka i opowieści o Nivellenie, czyli znacznie zmieniona, ale jednak ekranizacja opowiadania Ziarno prawdy. Ujęła mnie ta historia i została ze mną na dłużej i choć był to pierwszy odcinek, to pamiętam go lepiej niż niektóre, które były po nim. To właśnie w tym pierwszym epizodzie mamy to wszystko, co tak bardzo w Wiedźminie cenię – tragiczne wybory, skomplikowane relacje, moralne dylematy i świadomość, że za wszystko, co zrobimy, będziemy sądzeni surowo i zazwyczaj niesprawiedliwie. To opowieść o bestiach i ludziach, a raczej o bestiach w ludziach i o tym, jak uczucie potrafi przesłonić zdrowy rozsądek. Lubię ten odcinek, tę mroczną wersję Pięknej i Bestii z Geraltem na straży.

Mam jeszcze jedną, konkretną ulubioną scenę. Moment, w którym Geralt zdecydowanym ruchem odgradza Yen od Ciri. To było świetne. W tym jednym ruchu, geście było zawartych tak wiele emocji! I to nie tylko tych oczywistych, jak gniew, poczucie zdrady czy chęć ochrony bliskiej osoby, ale także (a może przede wszystkim?) głęboki zawód, zranione serce i duma, skazana na porażkę miłość. A wszystko to buzujące w jednym naczyniu, połączone w jednolity eliksir czyniący z Wiedźmina Geralta najzwyklejszego człowieka, jak nic innego do tej pory.

Mateusz: Mnie również najbardziej podobał się pierwszy odcinek. Klimat sceny otwierającej, pierwsze, bardzo ważne dialogi między Geraltem a Ciri, cała fabuła Ziarna prawdy – czuć było tutaj ducha Wiedźmina, którego chciałbym oglądać, a który w kolejnych odcinkach coraz bardziej się rozmywał, dodając coraz więcej bohaterów, ale jakby odejmując treści.

NAJSŁABSZY ODCINEK/ SCENA

Anna: Bardzo nie podobały mi się sceny z Triss, nie tylko ze względu na utraconą gdzieś głębię jej rodzącej się więzi z Ciri, bo tu w zasadzie żadnej więzi nie było – ot, jakaś czarodziejka odwiedziła warownię wiedźminów. I tyle. Już pominąwszy wygląd postaci (chociaż nieco stuningowana do drugiego sezonu), to cały jej sens gdzieś mi tu umknął. Miała być przewodniczką Ciri, jej przyjaciółką i powierniczką, kimś w rodzaju starszej siostry. Jednak Triss załamuje się pod wpływem wiedzy o potędze dziewczyny… całkowite rozczarowanie.

Sylwia: Mnie z kolei nużyły sceny z Elfami i Fringillą i Cahirem. Ja wiem, że to ma swój cel, że to jest część większej opowieści, ale moim zdaniem twórcy, póki co nie bardzo potrafią w politykę w Wiedźminie i ten wątek im nie wychodzi. Tragiczne losy Elfów w ogóle nie brzmią tragicznie, a oni sami wydają mi się w serialu nieudacznikami, którzy robią z siebie ofiary, a wiem, że wcale tak nie jest i tak to wyglądać nie powinno. A Fringilla? Nijaka postać, której zostało poświęcone stanowczo za dużo czasu.

Mateusz: Tutaj również mogę się całkowicie zgodzić z Sylwią, dopiero w dwóch ostatnich odcinkach Fringilla Vigo i Francesca Findabair otrząsnęły się z letargu, porzuciły relacje na poziomie najbardziej naiwnych tworów young adult, by postawione pod ścianą, pokazać pazury i swoje mroczne oblicza. Natomiast nie było to w żaden sposób budowane przez te, przecież liczne, sceny całego sezonu.

Dla mnie równie męczące było obserwowanie uciekających Yennefer i Cahira. Wątek wnosił naprawdę niewiele, był zbyt wydłużony i niejasny. Dlaczego właściwie Yennefer tak postąpiła? Co nią kierowało? Nie doczekaliśmy się odpowiedzi na to pytanie.

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Anna: Cirilla musi odnaleźć się w świecie magii, w świecie wiedźminów i potężnej mocy, którą, jak się okazuje, także włada. Znajduje się w niebywale nieciekawym położeniu, bo dotąd żyła przecież pod kuratelą swojej babki, królowej Calanthe. Musiała uciekać przed wojną, przed śmiercią, która zabrała jej bliskich, a jak się później okaże, tych zagrożeń czyhało na nią więcej. Jest to młodziutka dziewczyna, która pod maską zadziorności kryje jakąś głębię. Nie jest to jednak od razu widoczne i aktorką odgrywająca rolę Ciri, Freya Allan, nie zawsze dobrze poradziła sobie z powierzonym zadaniem. Jednak w postaci księżniczki Cintry jest coś więcej i sceny jej mierzenia się z własną słabością i próbą udowodnienia siły, są ciekawe i pokazują rozwój postaci. Jednak dość przeszkadza to, że Ciri jest już nieco starsza niż książkowy pierwowzór i czasami ciężko uwierzyć w rodzinną więź jej i Yennefer oraz jej i Geralta. Po prostu trochę mi to umyka, a patrząc na nich, mam wrażenie, że to po prostu trójka kumpli, a nie rodzina. Sama postać Ciri jest ważna, niesłychanie ważna dla rozwoju fabuły i dla całego świata, ale już sam sposób odegrania jej postaci nie zawsze to odzwierciedla; mimo kilku fajnych scen, lwiątko z Cintry jeszcze nie pokazało pazura.

Sylwia: Yennefer jest inna. Wydaje się okiełznana, skruszona, przygaszona. Nie ma w niej tej zadziorności, tej odwagi, tej buty, tej charyzmy. Ale to wszystko ma swoje uzasadnienie i biorąc pod uwagę pewien bardzo ważny aspekt – taka jej zmiana była po prostu nieunikniona. Poniekąd bowiem powracamy do Yennefer z początku serialu, zanim stała się Czarodziejką. A pamiętamy, jakim była wtedy zahukanym pisklakiem, szarą myszką bojącą się wszystkiego i uważającą, że nie ma żadnej wartości. Yennefer z Netflixowego Wiedźmina nie przypomina ani Czarodziejki z prozy Sapkowskiego, ani fiołkowookiej piękności z gier. To na chwilę obecną inna Yennefer, ale mam wrażenie, że musiała przejść przemianę w pierwszym sezonie, zyskać coś, stracić to w drugim, przejść pewne załamanie i dopiero w trzecim otrzymamy właściwą Yen – i wtedy będziemy mogli ocenić, czy jej postać to już osobny Netflixowy byt, czy jednak jest w niej ta Yen, którą pokochały i znienawidziły rzesze czytelników i graczy. No i Geralt, rzecz jasna.

Mateusz: Drugi sezon Wiedźmina wprowadza naprawdę wielu nowych bohaterów, jeśli chodzi o drugi plan. Niestety ze świecą szukać postaci, które intrygują, zaskakują czy wzbudzają większe emocje. Na moim podium wstydu plasują się mieszkańcy Kaer Morhen. Vesemir, choć wyborami nie przypomina tego znanego z książek, jest ważny i posiadający dużo czasu ekranowego, ale Lambert, Eskel? Są kompletnym tłem, czasem rzucającym jakiś na wpół zabawny, na wpół sarkastyczny tekst. Mało interesująco i papierowo napisane są czarodziejki, również Triss, której więzi zarówno z Geraltem, jak i z Ciri tutaj nie zobaczycie za grosz. Zdecydowanie ciekawiej wypada mag Rience, wraz ze swoją towarzyszką. Oraz szpieg Dijkstra – bardzo udany casting i świetna scena, kiedy pojawia się po raz pierwszy. Szkoda tylko, że potem widzimy go raptem w trzech krótkich scenach. Chciałem coś jeszcze napisać o Nenneke, ale szkoda słów na tę dziwną aktorską manierę, łamany angielski i to, że klnie jak szewc. Przez chwilę czułem się, jakbym oglądał parodię Wiedźmina. Ogólnie bohaterowie i relacje między nimi wypadły w drugim sezonie dość słabo. Poza głównymi postaciami, nie czuć tutaj chemii czy jakiegoś wyraźnego tarcia między konkretnymi osobami, na co w dużej mierze wpływają dialogi, napisane po prostu bez polotu.

Sylwia: A ja kupiłam tę wersję Nenneke. Podobała mi się!

AKTORSTWO

Anna: I to nieszczęsne, bo nierówne aktorstwo. Niektórzy aktorzy, jak Henry Cavill czy Joey Batey, Kim Bodnia (Vesemir) oddają się roli całkowicie i z pełnym zaangażowaniem. Rolą Vesemira wymagała tutaj dużo, a Kim Bodnia udźwignął rolę wiedźmińskiego ojca, poważnego wojownika, który stoi na czele Kaer Morhen i pilnuję porządku, otacza troską i daje wsparcie. Poza tym już wspomniany przeze mnie Jaskier i grający go Joey Batey, który świetnie i gra, i śpiewa. No i wreszcie rola najciekawsza – Geralt. Dostajemy wiedźmina nieco mniej mrukliwego, więcej gadającego, ze świetnymi scenami walki, pokazanymi trochę jak z perspektywy gry, co bardzo mi się podobało. Samo aktorstwo Cavilla to najjaśniejszy punkt Netflixowego Wiedźmina. Po prostu. Gra z sercem i oddaje swojej postaci to, co najlepsze, prezentując widzom sumiennego, prawego i uczciwego faceta, który prze przed siebie z nadzieją na ochronę najbliższych, jest przy tym niezłym zabijaką i świetnie wygląda, więc czego chcieć więcej?

Pozostali aktorzy wypadają już gorzej, tak jak wspomniana Freya Allan czy Anna Schaffer (Triss), a nawet Anya Chalotra (Yennefer), która, mimo że dwoi się i troi, jeszcze nie pokazała tego, co najlepsze w postaci Yennefer. Wiem, że za tym stoją rozwiązania scenariuszowe, ale jakoś tak żal.

Sylwia: Mnie tam Chalotra odpowiada i wierzę jej roli. Ma wrażenie, że sama aktorka ma to poczucie, że jej postać jeszcze nie uzyskała konkretnego kształtu, że wciąż jest kształtowana, zmienia się, ewoluuje i może dlatego sama się miota, ale dla mnie jest to miotanie się uzasadnione scenariuszowo i osobiście wierzę jej postaci, kupuję ją i bardzo lubię, kiedy pojawia się na ekranie. Freya Allan przekonuje mnie coraz bardziej, gra moim zdaniem o wiele lepiej niż w pierwszym sezonie, ale czegoś tu jeszcze brakuje, jakiegoś zespolenia z postacią. Cavill, no to nie mam pytań – jest w roli Geralta świetny i tym bardziej żałuję, że było go tak mało w moim odczuciu. Z postaci pobocznych moim zdaniem świetnie wypada w roli Tissai MyAnna Buring – gra o niebo lepiej niż w pierwszym sezonie i mam wrażenie, że o wiele bardziej wczuła się w tę postać. No i rzecz jasna Kristofer Hivju jako Nivellen, który wypadł po prostu rewelacyjnie. Tak ożywił tę postać, że mam wrażenie, iż twórcy mogli mu założyć kostium sprzed 30 lat, nie nałożyć żadnych efektów, a i tak byłby w swojej roli wiarygodny i chwytający za serce. Nie jestem natomiast fanką gry Mimi Ndiwenii. Jej Fringilla jest płaska, jednowymiarowa, nie umiem za bardzo uwierzyć w tę postać. Mam również odmienne zdanie co do Vesemira. Walczyłam ze sobą, próbowałam się przekonać, ale nie – Kim Bodnia po prostu mi nie pasuje. Nie mam nic do jego pracy na planie, ale jak dla mnie zawiódł casting. Vesemira wyobrażałam sobie zawsze jako zupełnie innego mężczyznę – który wypełnia sobą całe pomieszczenie, nawet jeśli nie posturą, to swoją aurą. Natomiast w serialu Vesemir wydaje się wątły, nie widzę w nim ani ojca, ani lidera. No cóż, jak widać, ilu ludzi, tyle opinii.

Mateusz: Może dla odmiany napiszę o tym, co mi się podobało. Henry Cavill przekonał mnie już do siebie w poprzednim sezonie i nadal uważam, że dobrze sprawdza się w roli Geralta i czuje tę postać. Zresztą w Internecie sporo jest doniesień o tym, że wiele razy na planie odnosił się do książek, które bardzo dobrze zna, sugerując dodanie jakiegoś dialogu lub zmienienie przebiegu sceny. Ale ode mnie największe brawa należą się Frei Allan, bo jak już pisałem, dla mnie jej postać jest największą zaletą tego sezonu. I w dużej mierze jest to zasługa aktorstwa, naprawdę miała tu całą paletę emocji to zagrania i w stu procentach przekonała mnie do swojej Ciri. I wiecie co? Nawet Jaskier w tym sezonie nie był aż tak irytujący, jego spotkanie z wiedźminem było naprawdę przyjemne!

KWESTIE TECHNICZNE

Anna: Przede wszystkim, to co zostało już poruszone, czyli fabuła sezonu drugiego staje się linearna i tym samym dużo prostsza i bardziej zrozumiała dla widza. Niektóre sceny kręcone są z większym rozmachem, jakby bardziej z oddali, dzięki czemu podziwiamy więcej wykreowanego świata i mamy wrażenie, że jest on rzeczywiście duży i rozległy. Technicznie doskonale wypadają sceny walk – choreografia, sposób filmowania tych scen i poruszania się Geralta odnosi się także do gier, co fani na pewno docenią. Efekty specjalne też są na dużo wyższym poziomie niż w poprzednim sezonie, wybuchy i potwory. Same potwory też niekiedy robią wrażenie, choć niektóre są słabe, co mnie zdziwiło. Mając do dyspozycji najnowsze technologie, stworzyć takie potworki, które są gdzieniegdzie kiczowate? Na szczęście te gorsze były w mniejszości. Muzyka na duży plus, tak samo kostiumy, choć przy niektórych postaciach zbyt piękne i czyste, to tak naprawdę nie ma się do czego przyczepić.

Sylwia: Pod tym względem wszystko jest „lepiej”. Wszystko jest bardziej dopracowane, krajobrazy i budynki robią wrażenie, czuć ogrom świata Wiedźmina (przynajmniej wizualnie, bo jeśli chodzi o wędrówki, to już o tym wspominałam). Potwory są ciekawe, nieoczywiste, nie wzbudzają w widzu poczucia zażenowania, potrafią przestraszyć. Jest więcej znaków w użyciu i myślę, że też są zrobione całkiem nieźle.

Mateusz: Tam, gdzie w Wiedźminie pokazywana jest magia, ogląda się to bardzo przyjemnie. Ponownie efekty specjalne są dobre, a przy tym używane z rozwagą, nastawione na zbudowanie klimatu, a nie efekciarstwo. Podobało mi się więcej ujęć z dalekiego kadru, widoki ośnieżonego Kaer Morhen czy wielkiej Cintry. Niestety w środku miasta nie czuć było już tej wielkości, jak na twierdzę zajmowaną przez dwa wojska, ujęcia były bardzo kameralne, z zaskakująco małą ilością statystów. Nie zobaczyliśmy żadnej bitwy, twórcy mogli nas więc chociaż uraczyć widokiem imponujących oddziałów, choćby w ostatnim odcinku – tym bardziej, że na całe szczęście Nilfgaard otrzymał o wiele lepsze, wizualnie zbroje. Mniej uderzała mnie sterylność i pewna plastikowość lokacji, na którą nieco narzekałem w pierwszym sezonie, nadal jednak w tym świecie jest zaskakująco mało pyłu i brudu.

Sylwia: Niewielu statystów i brak bitew można spokojnie wytłumaczyć tym, że serial był kręcony w mocno pandemicznym czasie, z narzuceniem wielu obostrzeń i restrykcji sanitarnych.

NADZIEJE NA 3. SEZON

Anna: Tak jak już wspomniałam, mam nadzieję na kolejne odsłony przygód Geralta, bo do tej pory świat pokazany przez Netflix, wydaje mi się jedynie zarysowaniem czegoś większego i próbą przybliżenia, a także otwarcia na inne wątki i historie, które pojawią się w produkcjach pobocznych.

Sylwia: Tak, dokładnie! Ja jestem niemal pewna, że drugi sezon również był jedynie wstępem i od trzeciego sezonu będziemy już świadkami pełnej historii, w której wszystko toczy się lepiej, wyraźniej, sprawniej. Co nie znaczy, że teraz toczy się źle. Ale czegoś jednak trochę brakuje. To jednak musiało być nie lada wyzwanie, żeby w zaledwie kilku odcinkach zarysować tak ogromny świat, te wszystkie relacje, przeznaczenia, koniunkcje, zależności. Trudne to było wyzwanie, a biorąc po uwagę wieczne niezadowolenie polskich wyznawców Wiedźmina – niemal niemożliwe do przejścia.

Ja liczę przede wszystkim na to, że w trzecim sezonie zobaczymy pełną, bogatą Yennefer i że ich relacja Geraltem nabierze większego znaczenia, bo póki co drugi sezon jedynie musnął to, co zaczęło się między nimi tworzyć w pierwszym. Liczę też, ze polityka, jeśli ma odgrywać wielką rolę (a ma), będzie zarysowana ciekawiej, mądrzej i że intrygi będą tak prowadzone, że będą mnie ciekawić.

Mateusz: Mógłbym powtórzyć Twoje słowa Sylwia, tylko że całkowicie ironicznie. Osobiście nie wierzę, że bez większych zmian, jeśli chodzi o reżyserów i scenarzystów, będziemy mogli dostać coś dużo lepszego niż fabularny chaos, jaki mamy teraz. Po pierwszym sezonie miałem nadzieję, że twórcy bardziej pewnie i przemyślanie poprowadzą tę opowieść, niestety poza paroma wyjątkami tak się nie stało. Nie mam wielkich nadziei na trzeci sezon, choć na pewno go obejrzę, z czystej ciekawości i bez zmuszania się. Twórcy tak wiele jednak zmieniają i tak dużo dodają, że próba przewidzenia, co możemy zobaczyć w przyszłości, jest jak wróżenie z fusów.

Sylwia: Gdzieś czytałam, że twórcy wiele zmian, jakie zaplanowali po pierwszym sezonie, po wysłuchaniu krytycznych głosów widzów i fanów, mogą i planują wprowadzić dopiero w trzecim, bo już było za późno, by naruszać drugi. Więc, kto wie, może jednak Twoje ironiczne gdybania nie pozostaną w całości tylko w sferze gdybań?

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Anna: W temacie Wiedźmina ciągle czekamy na jakieś wielkie wow, na piorunujący efekt i sagę godną Gry o tron. Rozumiem takie podejście,  Geralt stał się wszak poniekąd dobrem narodowym i przyciąga widzów, czytelników i graczy na całym świecie. My jak zwykle potrafimy widzieć tylko ciemne strony takiego zainteresowania, a że zniszczą nasz sentyment do postaci Białego Wilka, a że zrobią gniot na miarę filmu z Żebrowskim (i pomyśleć, że odgrywający rolę Jaskra Zbigniew Zamachowski nikomu aż tak lata temu nie przeszkadzał). Poniekąd śmiejemy się z papierowych smoków poprzedniej ekranizacji, a nie dostrzegamy ogromu plusów, jakie niesie za sobą obecna. Twórcy zza oceanu podjęli się zadania trudnego, nie zawsze im to wychodzi, ale w Wiedźminie widać serce. Jest to dobre fantasy, które przenosi nas na chwilkę do słowiańskiego świata, zmienionego na modłę amerykańską, z tym się zgodzę, ale mającego szansę trafić pod wiele strzech. Czy to dobrze? Doskonale. Mamy Wiedźmina światowego, a tego naszego polskiego możemy zawsze przecież odwiedzić, sięgając po książki Sapkowskiego.

Sylwia: Wydaje mi się, że z wiekiem staję się coraz bardziej wyrozumiała względem ekranizacji. Kiedyś czepiałam się wszystkiego, każde odstępstwo od oryginału było powodem do obrazy. Chyba musiałam po prostu dojrzeć do tego, żeby zrozumieć, że ekranizacja to tylko ekranizacja. Ma prawo brać z oryginału część, a część sobie dopowiadać. Teraz staram się oceniać dzieło głównie jako twór jako taki, biorąc pod uwagę to, czy dobrze się bawiłam, czy się zaangażowałam, czy bohaterowie mnie przekonali, czy wykreowany świat daje mi satysfakcje. Wiedźmin mi się podoba. Jasne, mogło być lepiej, ale zawsze może być lepiej. Poza tym wolę, żeby Wiedźmin zaczął ze średniego pułapu, a potem piął się w górę, niż zaczął z przytupem, jak Gra o Tron i skończył, jak ona skończyła…

Jestem zaangażowana w tę opowieść i z niecierpliwością będę czekać na kolejne sezony. Chcę uczestniczyć w tej historii i wędrować razem z bohaterami, pokonując potwory, skrywające się w ludziach. A polski lament? Będzie trwał w najlepsze, czegokolwiek twórcy  by nie zrobili. Bo Wiedźmin to postać tragiczna i jak widać serial również – nie będzie dobrej ekranizacji, bo każdy musiałby nakręcić swoją.

Mateusz: Wiedźmin w drugim sezonie nie zmienia się jakoś szczególnie. Klimat i stylistyka są bardzo podobne. Widać nieco większy budżet, ale nie jest to też nie wiadomo jaki skok jakościowy. Twórcy próbują jakoś pogodzić wątki książkowe ze swoimi, autorskimi pomysłami i wychodzi to póki co przeciętnie. Chcą rozwijać wiedźmiński świat, dodając nowych bohaterów i tłumacząc wiele zawiłości magii, przepowiedni i genezy pojawienia się na świecie potworów, nie mają jednak wystarczających umiejętności, żeby zamknąć te wątki w zwarte, satysfakcjonujące odcinki. Ale pomimo tego to nadal bogaty, klimatyczny świat fantasy i jeśli ktoś lubi taki gatunek, może bawić się przy drugim sezonie całkiem dobrze. Po prostu nie oczekujcie fajerwerków.

Fot.: Netflix

Podobne wpisy:

Ocena Anny:7
Ocena Sylwii:7.5
Ocena Mateusza:6
6.8Ocena ogólna
Ależ wieje.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *