Seriale,Wielogłos

„Wiedźmin” – rozmawiamy o drugim sezonie [odcinki 1-6]

Wiedźmin
Wiedźmin

Wiedźmin, Wiedźmin, co z Ciebie wyrośnie…  to pytanie zadawała sobie spora część Polaków, kiedy tylko pojawiły się pierwsze doniesienia o powstaniu serialu. Potem nie brakowało jęków zawodu, ale i zachwytów. Zdania były mocno podzielone. Czy druga odsłona ma szansę zadowolić obie grupy? Czy Wiedźmin poradzi sobie z wysokimi oczekiwaniami, jakie są przed nim stawiane?

Już w piątek (17 grudnia) wszyscy fani Netflixowego Geralta i całego świata, który go otacza, będą mogli zacząć wydawać swoje wyroki. Przez zawirowania związane z pandemią na nowe przygody Białego Wilka, Yen i Ciri musieliśmy czekać nie rok, a aż dwa lata. Czy cierpliwość się opłaciła? Czy, to, co zobaczymy na ekranie, wynagrodzi nam zarówno czas oczekiwania, jak i niedociągnięcia pierwszego sezonu, na które wielu widzów narzekało? Sylwia i Mateusz obejrzeli przedpremierowo 6 pierwszych epizodów i co do jednego nie mają wątpliwości – na pewno jest o wiele lepiej, zarówno scenariuszowo, pod względem rozwoju postaci, jak i (oczywiście) budżetowo. Czy jednak wszyscy będą zadowoleni? Czy fani wiernych adaptacji mają tu w ogóle czego szukać? A co z wielbicielami Geralta z gier? Dla kogo w ogóle jest Wiedźmin od Netflixa? Czy ten świat wciąga? Czy jesteśmy w stanie przymknąć oko na nieścisłości i niezgodności z książkami i niedociągnięcia techniczne, by po prostu dobrze się bawić? 

Na potrzeby tego tekstu zrezygnowaliśmy z tradycyjnej formy Wielogłosu, z podziałem na kategorie, ponieważ taki pojawi się, kiedy dostępny będzie już cały sezon. Tymczasem zapraszamy do lektury luźnej rozmowy o nowym Wiedźminie, w której dzielimy się swoimi przemyśleniami.

Sylwia Sekret: Na drugi sezon serialu Wiedźmin czekałam z niecierpliwością – pewnie jak my wszyscy tutaj zgromadzeni. Pierwsza odsłona rozbudziła apetyt, ale także przez pewne uszczerbki, a jednocześnie spore zainteresowanie i oglądalność, nadzieję na to, że teraz będzie lepiej, mocniej, bardziej przemyślanie i widocznie bardziej bogato. Nie ma co ukrywać, że w tym, co zostało przedstawione dwa lata temu, zabrakło trochę budżetu, gdy tymczasem czuć było, że może być lepiej, że Wiedźmin ma potencjał do tego, żeby zapierać dech, żeby zachwycać.

Mateusz Cyra: O tak, oczekiwanie na Geralta, Ciri i Yennefer było istną torturą. Cholerna pandemia pokrzyżowała plany w zasadzie wszystkim, dlatego na drugi sezon musieliśmy poczekać dłużej, niż pierwotnie planowano, ale wreszcie jest. W przeciwieństwie do większości naszego szanownego, wyspecjalizowanego w sztuce bezowocnego hejtu, społeczeństwa jestem w gronie tych, którym pierwszy sezon się podobał. Oczywiście gołym okiem widać było i niedociągnięcia, i mały budżet, i coś w stylu tremy twórców, ale przede wszystkim ja w zaproponowanej przez Netflixa historii poczułem ten przyjemny dreszcz, który towarzyszy mi niezmiennie przy pierwowzorze Sapkowskiego, czy przy grach CD Projekt Red. 

wiedźmin

Sylwia: Pierwsze, o czym trzeba powiedzieć, to to, że w konfrontacji z pierwszym sezonem drugi już nie charakteryzuje się po pierwsze tak poplątaną linią czasową (czy raczej – liniami), a po drugie, co za tym idzie, nie ma już w nim tego chaosu (nie mylić z Chaosem). I jest to oczywiście zaleta, choć nie powiem, że wcześniej była to wada – to było bardzo subiektywnym odczuciem i zależało od widza, jak mu się ten zabieg spodobał. Drugą sprawą jest wspomniany już budżet. Sześć odcinków, które obejrzeliśmy przedpremierowo, na 8, które składają się na drugą odsłonę Wiedźmina (tak, niestety tylko 8), udowodniło, że przy tego typu serialach pieniądze mają znaczenie i nie ma sensu twierdzić, że jest inaczej.

Mateusz: Odejście od trzech różnych linii czasowych było bardzo dobrym pomysłem, bo o ile takie rozwiązanie miało sens w sytuacji, gdy ścieżki Geralta, Ciri i Yennefer jeszcze się nie przecięły, o tyle w drugim sezonie, gdy Ciri pod opieką Białego Wilka trafia do Kaer Morhen, stosowanie różnych czasów po prostu byłoby głupie. Zgadzam się z tym, że gołym okiem widać skok jakościowy Wiedźmina i należy jedynie żałować, że twórcy nie otrzymali większego kredytu (zaufania) od Netflixa od samego początku. 

Sylwia: Choć przyznam, że kiedy w zwiastunie zobaczyłam Nivellena, to skrzywiłam się i byłam pełna obaw dotyczących tego, jak będą wyglądały inne istoty, potwory, walki i ogólnie efekty specjalne. Nie wiem, czego jest to kwestia, ale Nivellen, którego widzimy w pełnym odcinku (a występuje on w pierwszym epizodzie, dla którego inspiracją było opowiadanie Ziarno prawdy), robi ostatecznie bardzo dobre wrażenie. Sztuczność, która rzuciła mi się w oczy w zwiastunie, gdzieś znika, a stwór nabiera prawdziwości. Duża w tym zasługa genialnego aktorstwa. Kristofer Hivju dał tej postaci takiego kopa i tragizmu zarazem, że stwór jawi się jak istota z krwi i kości. To jak dla mnie najbardziej hipnotyzująca postać na przestrzeni tych sześciu odcinków, a historia opowiedziana w pierwszym epizodzie, choć w wielu miejscach odbiega od literackiego pierwowzoru, zachowuje dzięki temu ten podwójny wydźwięk, ten smutek, który był w opowiadaniu.

Mateusz: Ziarno prawdy to w ogóle moje ulubione Wiedźmińskie opowiadanie, a długie rozmowy między Geraltem a Nivellenem uważam za prozatorskie mistrzostwo świata w wykonaniu Sapkowskiego. Dlatego, gdy dowiedzieliśmy się już dawno temu, że Kristofer Hivju wcieli się w postać przeklętego dziedzica lokalnego wielmoży, byłem bardzo zadowolony, ponieważ aktor ten świetnie pasował moim wyobrażeniom ludzkiej formy Nivellena. Obawiałem się właśnie jego kostiumu lub użytych efektów specjalnych, ale chyba po prostu zdążyłem już przywyknąć do serialowego stylu, albo jest, tak jak mówisz, Sylwia, i Hivju przykrył wszystkie mankamenty swoją charyzmą. Bardzo liczyłem na to, że serial przeniesie odpowiadanie dość wiernie – nie zrobiono tego, ale zachowano na szczęście kręgosłup tej historii i jako wielki fan pierwowzoru finalnie jestem zadowolony z końcowego efektu i prawdopodobnie z równą przyjemnością będę wracał do pierwszego odcinka drugiego sezonu serialu. 

wiedźmin

Sylwia: Wszystko wydaje się w drugim sezonie lepsze. Zdjęcia, krajobrazy, sceny walk, potwory. Zabrakło tylko kolejnego hitu w wykonaniu Jaskra, jakim w pierwszej odsłonie było Toss A Coin To Your Witcher, ale przed nami jeszcze dwa odcinki, więc kto, wie.. Kto wie… 

Mateusz: Nie no, przecież drugi sezon też już ma swój „flagowy” przebój, który – owszem – nie jest tak chwytliwy jak Grosza daj wiedźminowi, ale nowa piosenka z pewnością znajdzie swoich miłośników. Zwłaszcza że wybrzmiewa w niej złamane serce Jaskra.

Sylwia: Pewnie masz rację, ale mnie ten utwór kompletnie nie zapadł w pamięć, dlatego nie wzięłam go pod uwagę do roli następny Toss a coin…

Mateusz: A skoro wracamy jeszcze do tego, jak prezentuje się drugi sezon serialu Wiedźminfaktycznie wszystko uległo poprawie. Geralt przestał być skończonym mrukiem i stał się jakby bliższy książkowemu pierwowzorowi. Może nie jest to jeszcze taki filozof-amator, jakiego znamy z kart Sapkowskiego, ale czuć, że Cavill jest fanem serii i daje od siebie mnóstwo do tej postaci. Skończyły się wąskie kadry, kręcenie w pomieszczeniach czy unikanie nadmiernego oświetlenia. Teraz miasta z dumą prezentują swe rozległe panoramy, potwory przestały być plastikowe, a Wiedźmińskie znaki są bardzo zbliżone do tych z gier CD Projekt Red. 

wiedźmin

Sylwia: Wszystko w tym sezonie wydaje się lepsze, bardziej dopracowane, intensywniejsze. Sama historia natomiast jest jakby spokojniejsza, ale nie w mocy swojej opowieści, lecz w formie, w jakiej jest opowiadana. Nie ma tu chaotycznych skoków czasowych, wszystko dzieje się mniej więcej tu i teraz – wszyscy ci więc, którzy marudzili, że łatwo się pogubić, powinni być tym razem usatysfakcjonowani. Spokojniejsza jest też sama Yennefer, ale to ma pewne swoje wytłumaczenie i wydaje się w pewnym stopniu w związku z tym zrozumiałe. Jeśli natomiast mowa o aktorkach, to wejdę na chwilę na kontrowersyjny grunt. Pamiętacie, jak mówiłam, że wszystko w tym sezonie wydaje się lepsze? To było parę sekund temu, więc na pewno pamiętacie. Do tych lepszych aspektów zaliczam również Triss. Aktorka, która wcieliła się w tę rudowłosą, ikoniczną dla Wiedźmińskiego uniwersum postać, wzbudziła dwa lata temu niemałe kontrowersje – jak bodaj żadna inna. I ja się trochę nie dziwię, mimo że rozumiem też, iż adaptacja dzieła rządzi się swoimi prawami. Dążę jednak do tego, że albo moje serce już się jakoś przez te dwa lata pogodziło z taką wizją Triss, albo twórcy coś zmienili w wyglądzie aktorki, bo wydaje się ona ciut bardziej pasować do granej przez siebie postaci niż w pierwszym sezonie. Jej włosy wydają się jakby bardziej rude, cera jakby świeższa i bardziej i rumiana, bardziej młodzieńcza, a ogólna aparycja jakby bardziej niewinna, delikatna i Trissowata.

Mateusz: Z tego, co mi wiadomo – showrunnerka serialu wraz z całym sztabem odpowiedzialnych za to ludzi bardzo dokładnie analizują głosy widzów, czego efekty naprawdę widać w drugim sezonie. Począwszy właśnie od prezencji samego świata, tego, jak wyglądają potwory, zbroje poszczególnych frakcji i ogólnie kostiumy, jak i scenografia, ale także biorąc pod uwagę zachowania bohaterów (Geralt) czy ich wygląd (Triss właśnie). Oczywiście nie pomyślcie teraz, że Wiedźmin ulepiony jest przez twórców tylko i wyłącznie z uwag utkanych przez widzów i malkontentów – widać, że ekipa ma pomysł na kierunek, w jakim podążać ma ta historia, ale z racji tego, że ma się obyć bez spoilerów – nie będziemy psuć Wam zabawy z odkrywania tego, co przyniesie drugi sezon.

Sylwia: Jasne, że nie będziemy! Ale bez wyrzutów sumienia zdradzę, że Wiedźmin wciąga. Oglądałam cały sezon (no, sześć odcinków) z zainteresowaniem, z oddaniem dla postaci i z absolutnym wkręceniem się w cały ten świat. Pozytywnie zaskoczyła mnie również postać Ciri, bo jej przemiana jest stopniowa, a przez to wiarygodna. Zaczynam przekonywać się do tego, że to faktycznie może być Ciri, którą znamy. Freya Allan wyrobiła się i gra o wiele lepiej niż w pierwszym sezonie, jej postać można kupić. Nie podoba mi się natomiast charakteryzacja aktorki. Jej włosy powinny (moim zdaniem) bardziej przypominać włosy Geralta – być bardziej białe aniżeli żółte. Tymczasem Ciri wygląda trochę, jakby miała kiepskiej jakości perukę lub rozjaśniane włosy u kiepskiego fryzjera. Do tego makijaż. Dlaczego Ciri ma takie czarne brwi? Może to są „pierdoły”, ale im delikatniejszy, baśniowy wygląd Ciri, tym większy kontrast dla postaci, którą się staje i dla mocy, które w niej drzemią.

Mateusz: To prawda. Ciri jest piekielnie ważną postacią, jeśli nie najważniejszą dla całej sagi i Frei Allen przypadło zmierzyć się z czymś naprawdę trudnym. Dlatego też tak bardzo narzekałem na jej grę i kreację w pierwszej odsłonie. No nie pasowała mi ona od pierwszych zdjęć, a gdy już oglądaliśmy jej przygody na ekranie, coś ciągle mi zgrzytało i trzeszczało. Przyznaję, że jest lepiej, bo Allen naprawdę okrzepła aktorsko i zdaje się też bardziej rozumieć postać, którą przyszło jej grać (w wywiadach do pierwszego sezonu przyznała, że nie czytała żadnej z książek!). Mnie jej wygląd przestał przeszkadzać jakoś mniej więcej w momencie, gdy Lambert zabrał ją na tor przeszkód w Kaer Morhen. Nie dość, że był to piękny ukłon w stronę gier (powiadam Wam, smaczków związanych z produkcjami CD Projekt Red jest więcej!), to dla mnie był to chyba moment, w którym uwierzyłem Frei, że będzie ona dobrą Cirillą. 

Sylwia: Aż łezka się w oku kręci, gdy człowiek przypomni sobie swojego męża, którego postać w Dzikim Gonie ginie w samouczku na owym torze…

Mateusz: Zaraza!

Sylwia: Ale wróćmy do czasów obecnych. Jeśli miałabym dzielić ten sezon na gorsze i lepsze odcinki, to chyba ostatni przez nas obejrzany, czyli szósty, był dla mnie najsłabszy. Nie do końca wiem, w jakim kierunku podążają twórcy, ale przed nami jeszcze dwa epizody, więc nie ma co wystawiać oceny bez poznania finału sezonu. 

Mateusz: Ja się chyba domyślam, ale nie do końca podoba mi się kierunek, w jakim to zmierza, ponieważ obawiam się, że twórcy zrezygnują z szalenie istotnego wątku dla całej sagi, ale może się mylę. Z drugiej strony – wszystko na ten moment zdaje się zgodne z dziełami Sapkowskiego, zwłaszcza jeśli chodzi o postać Triss. W ogóle bardzo podoba mi się sposób, w jaki poprowadzono wątek Triss w Kaer Morhen i jej relację zarówno z Geraltem, jak i Ciri. Nie będzie to żadnym spoilerem, ale jeśli dobrze pamiętam, wątek Triss w drugim sezonie pokrywa się w 70% z tym, co wymyślił Sapkowski.

wiedźmin

Sylwia: Mnie akurat jedna rzecz w wątku Triss, w jej zachowaniu się nie podoba i kompletnie mi do niej nie pasuje, ale tak jak mówiłam – nie będę oceniać, póki nie dowiem się wszystkiego. Jeśli chodzi o takie ogólne wady, to wspomnę o tym, że mamy tutaj w niewielkim stopniu rozbudowaną wiedzę widza w aspekcie geograficznym i politycznym. Myślę, że ktoś, kto będzie oglądał serial, nie znając ani książek, ani gier, może nie do końca orientować się w podziale sił, w konfliktach i terytoriach czy odległościach. Ale może to tylko moje wrażenie.

Mateusz: Ależ masz absolutną rację i w trakcie oglądania kilka razy na ten temat dyskutowaliśmy, że dla kogoś, kto kompletnie nie zna Wiedźmińskiego uniwersum podawane nazwy lub nawet niektórzy bohaterowie mogą okazać się nie do końca sprecyzowani, a tacy widzowie mogą nie do końca wiedzieć, który z bohaterów stoi po której stronie barykady. Będąc jednak sprawiedliwym, trzeba dodać, że w świecie Sapkowskiego bohaterowie zmieniali front, a sam pisarz nigdy nie dołączył do swoich dzieł mapy świata, ponieważ, jak sam podkreślał – świat ten wielokrotnie zmieniał się w jego umyśle.

Sylwia: To, co? Przechodzimy do podsumowania? Bo premiera serialu już tuż tuż!

Drugi sezon Wiedźmina oglądało mi się świetnie! Z każdym skończonym odcinkiem chciałam włączać kolejny, nawet kiedy było już na to o wiele za późno, a świat obowiązków wzywał głośno i wyraźnie, ignorując wszystkie znaki, jakie w niego wymierzałam. Jest o wiele lepiej, niż było w przypadku pierwszej odsłony. Widać i czuć, że twórcom nie tylko rzucono grosz, ale przede wszystkim, że oni sami i cała ekipa łącznie z obsadą lepiej czują tę historię, że lepiej się w niej odnajdują. Jednocześnie zaznaczają po raz kolejny, dobitnie i wyraźnie, że Netflixowy Wiedźmin nie jest i nigdy nie będzie wierną adaptacją prozy Sapkowskiego ani laurką dla świata Geralta z gier. Ich historia bazuje na tym wszystkim, czerpie, inspiruje się, ale próbuje być też czymś innym, czymś własnym, czymś oryginalnym. I właśnie przez to tak wielu widzów nigdy się z tą produkcją nie polubi, nie pogodzi się z tą myślą i będzie dostrzegało przede wszystkim wady. Czasami jednak trzeba porzucić swoje wyobrażenia, dumę z dzieła, które wyrosło w Polsce, swoje przyzwyczajenia i dać się porwać nowej historii. Pozwolić sobie na nowe wrażenia i doznania. No i przede wszystkim świetną zabawę. Ja do nowego Wiedźmina wróciłam z nadzieją i lekkimi obawami. Otrzymałam interesujący świat, bohaterów, z którymi chce się wyruszyć na wspólną wędrówkę i nadzieję na to, że będzie ona trwała jak najdłużej.

Mateusz: Ja też bawiłem się przednio przy drugiej odsłonie Wiedźmina i cieszy mnie fakt, że już w piątek obejrzę pozostałe dwa odcinki, bo już mnie dosłownie skręca. Szkoda tylko, że pozostanie czekać przynajmniej rok na trzeci sezon. Cieszę się, że wspomniałaś o tym, że Netflixowy Wiedźmin to osobny byt, twór zrodzony z twórczości Sapkowskiego oraz gier CD Projekt Red, ale twór niezależny, oderwany od wspomnianych wcześniej dzieł. To dobry serial, który ciągle się rozwija, który wciąż idzie naprzód, który wciąż ma do zaoferowania mnóstwo fajnych i ciekawych rzeczy.

Fot.: Netflix


Wielogłos o pierwszym sezonie serialu Wiedźmin najdziecie TUTAJ

Podobne wpisy:

Ocena Sylwii8.5
Ocena Mateusza8.5
8.5Ocena ogólna

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *