Filmy,Wielogłos

Wielogłosem o…: “Wszystkowidząca”

Wszystkowidząca
Wszystkowidząca

Dawno już żaden Wielogłos nie podzielił w tak znacznym stopniu naszych redaktorów, jak poniższy, dotyczący skandynawskiej produkcji fantasy Wszystkowidząca. Choć film skierowany jest do młodszej widowni, Sylwia dostrzega w nim sporo plusów – od fabuły, poprzez realizację, a na mądrym przekazie kończąc. Z kolei Michał, mimo prób wcielenia się w kilkunastoletniego chłopca podczas oglądania filmu, widzi w nim więcej wad, za największą zaletę uznając jedynie kreację pierwszoplanowej aktorki. Czy slogan reklamujący Wszystkowidzącą jako Grę o tron dla młodszych widzów, uczynił tej produkcji więcej złego niż dobrego? Możliwe, że tak, co zresztą nie byłoby pierwszą tego typu sytuacją. Zapraszamy jednak do lektury Wielogłosu, w którym Sylwia tłumaczy, dlaczego film jej się podobał, a Michał wyjaśnia, czemu po seansie czuł się zawiedziony. Na koniec wstępu dodajmy również, że żadne z nich nie czuje w związku z poniższą dyskusją powodów do wstydu.

WRAŻENIA OGÓLNE

Michał Bębenek: Wszystkowidząca to skandynawskie fantasy opowiadające o Dinie, młodej dziewczynie, która podobnie jak swoja matka posiada pewną specjalną zdolność zaglądania w głąb duszy człowieka i dostrzegania w niej jego wstydu. Kobiety takie, w świecie Wszystkowidzącej, nazywane są Wstydkami (zresztą nawet oryginalny tytuł, Skammerens Datter, oznacza właśnie Córkę Wstydki, jednak polskie tłumaczenie tytułu, klasycznie już, postanowiło założyć głupotę widzów) i podobnie jak czarownice nie są mile widziane przez prosty lud (chyba że potrzebna jest ich pomoc). Sama koncepcja takiego “zawodu” wydała mi się dość oryginalna i był to jeden z niewielu ciekawych pomysłów zawartych w tej produkcji. Prawdę mówiąc, spodziewałem się po Wszystkowidzącej czegoś zupełnie innego. Film okazał się obrazem skierowanym do o wiele młodszej widowni i miejscami przywodził mi na myśl telewizyjne produkcje fantasy, których swego czasu było na pęczki. Na plus była dla mnie tylko kreacja młodej aktorki wcielającej się w tytułową rolę. Cała reszta to dość prosta historia, która zapewne spodoba się młodej widowni, jednak ja tego nie kupuję. Nie dajcie się zwieść też sloganowi reklamowemu, twierdzącemu, że to Gra o tron dla najmłodszych, bo z serialem HBO łączy duńską produkcję tylko przynależność gatunkowa (równie dobrze mógłby to być Władca pierścieni dla najmłodszych – miało by to dokładnie tyle samo sensu).

Sylwia Sekret: Ja mam o wiele lepsze zdanie o Wszystkowidzącej niż Ty, Michał. Oczywiście nie jest to kino, które zapewni jakiś przełom czy zmieni myślenie widza, ale jeśli wziąć pod uwagę, że jest to film właśnie skierowany do młodzieży, to w porównaniu z innymi tego typu produkcjami fantasy wypadł, moim zdaniem, naprawdę dobrze. Historia Diny ma w sobie sporo uroku, jest klimatyczna i w bardzo fajny sposób pokazuje człowieka – jego słabości i przywary. A jeśli chodzi o porównania do Gry o tron, to cóż… szczerze? Były momenty, że podczas seansu Wszystkowidzącej bawiłam się lepiej niż podczas oglądania niektórych odcinków obecnego sezonu najbardziej kasowej produkcji HBO. Mimo wszystko było to dla mnie coś świeżego i urokliwego. Natomiast co do tytułu, to ja również ogromnie żałuję, że został on zmieniony w polskim języku. Tuta pojawia się też problem opisu filmu, który nie do końca tak naprawdę mówi, o czym jest film. Zaglądanie w głąb duszy człowieka to nie jest dar, który ma Dina i jej matka. Wstydki nie widzą ani przeszłości, ani przyszłości innych ludzi, nie czytają im w myślach i nie potrafią przejrzeć ich zamiarów. One widzą tylko to, czego wstydzi się człowiek, na którego spojrzą. A to ogromna różnica!

wszystkowidzaca1

PLUSY I MINUSY FILMU

Michał: Jak już wspomniałem, plusem była dla mnie postać młodej Wstydki, Diny, która całkiem nieźle odegrała swoją rolę. Cieszyły też oko piękne skandynawskie plenery. Minusów było niestety znacznie więcej, zaczynając od fabuły, która pozostawia wiele do życzenia, a kończąc na efektach specjalnych, które owszem, świetnie sprawdziłyby się w telewizji, jednak były dość mizerne jak na film kinowy (komputerowo wygenerowane smoki nie były zbyt przekonujące, na pewno nie był to poziom Gry o tron, chociaż na pewno były o niebo lepsze niż smok z naszego polskiego Wiedźmina, aczkolwiek nie wiem, czy to komplement ;) ). No i wspomnieć należy, że wątki rozpoczęte w filmie nie zostają dokończone, co najprawdopodobniej oznacza, że czeka nas druga część Wszystkowidzącej.

Sylwia: U mnie z kolei jest odwrotnie – widzę bowiem w tej produkcji dużo więcej plusów niż minusów. Fabuła nie była zbyt skomplikowana, co moim zdaniem zapisać trzeba po stronie plusów, jeśli wziąć pod uwagę, że film skierowany jest do widzów nieco młodszych od nas – my, Michał, jesteśmy już w porównaniu z docelową grupą odbiorców Wszystkowidzącej dość wiekowi ;). Mam również wrażenie, że film zawiódł Cię głównie dlatego, że przed jego seansem za bardzo uchwyciłeś się tego nieszczęsnego porównania do Gry o tron. Nie było ono oczywiście zupełnie nietrafione, bo przecież mamy tu smoki, mamy ogólny świat fantasy i intrygi, które mają na celu przejęcie władania całym królestwem, ale przecież nie spodziewałeś się chyba, że w zasadzie niszowy film, którego budżet pewnie nawet nie liznął ułamka tego, którym poszczycić się może Gra o tron, stanie z nim w szranki? Nie ma tu zagmatwanych intryg, zwrotów akcji, w których gubi się sam widz, zapierających dech w piersiach scen batalistycznych, krwi, seksu i nagości. Jest za to momentami o wiele mądrzejszy przekaz niż w serialowym hicie. I choć produkcja nie jest wolna od wad, to nie są one dla mnie znaczące.

Michał: Powiem Ci, że tak naprawdę to ten slogan (Gra o tron dla najmłodszych) zauważyłem na plakacie dopiero po obejrzeniu filmu, kiedy przeglądałem informacje na jego temat. Dlatego też tak się do tego przyczepiłem.

Sylwia: To nieco zmienia postać rzeczy, ale nadal nie uważam, aby porównywanie obu produkcji było sprawiedliwe. Przyznam Ci natomiast raję, jeśli chodzi o postać Diny. Sam pomysł na zdolność widzenia tego, co wywołuje w nas poczucie wstydu, jest dla mnie świetny i zasługuje na uznanie. Postać córki Wstydki była nie tylko wiarygodnie rozpisana, ale też bardzo dobrze zagrana, co zdążyłeś już zauważyć. Obok tych plusów, ja wymieniłabym jeszcze klimat całego filmu, który świetnie oddał muśnięty fantastyką świat, w którym ogromną rolę odgrywa jednak zacofanie i mrok spowijający umysły ludzi. To takie średniowiecze, w którym ludzie to bezmyślna masa, zawsze podążająca za tłumem. Mglistość filmu fajnie to podkreśliła. W pamięci zapadła mi również muzyka i krajobrazy, o których wspomniałeś. Co do efektów specjalnych, to nie jestem żadną znawczynią i choć widzę oczywiście różnicę, jeśli zestawimy Wszystkowidzącą z filmami o wiele większym budżecie, to nie było nic, co raziłoby moje oczy lub spowodowało, że seans stałby się uwierający czy wręcz żenujący. W porównaniu z innymi niszowymi produkcjami fantasy, ta jest – jak dla mnie – jedną z lepszych i lepiej zrobionych. Nie nudziłam się, oglądając, kibicowałam bohaterom i naprawdę dobrze się bawiłam. Musze też wspomnieć o tym, że film jak na taką klasyczną baśń o walce dobra ze złem w wielu sytuacjach uniknął schematyczności, o którą posądzałam tę produkcję, gdy tylko zaczęłam ją oglądać. Mimo że twórcom zdarzyło się zaczerpnąć motyw z jednej z bardziej zanych baśni na całym świecie – Królweny Śnieżki. Wiadomo – główny zarys pozostał: dobro ostatecznie zwyciężą, ale nie tak, jak być może każdy widz by oczekiwał.

wszystkowidzaca2

NAJBARDZIEJ ZAPADAJĄCY W PAMIĘCI FRAGMENT

Michał: Film przeleciał mi przez głowę dość gładko i raczej nie znalazło się w nim nic, co jakoś szczególnie zapadłoby mi w pamięci. Niestety.

Sylwia: Naprawdę wydaje mi się, że miałeś zbyt wybujałe wyobrażenie o tym filmie i stąd Twoje dość negatywne do niego podejście :). Ja spodziewałam się byle czego. Jednego z tych baśniowo-fantastycznych filmów dla młodzieży, które puszczane są w niedziele w telewizji. I może dlatego się nie zawiodłam, a wręcz przeciwnie.

Michał: O właśnie, to to. Niedzielne filmy fantasy, Fantaghiro i te sprawy. Mnie skojarzyło się od razu.

Sylwia: A ja własnie widzę ogromną różnicę między tego typu filmami a Wszystkowidzącą. Ale wróćmy do konkretnych fragmentów. Podobało mi się wejrzenie Diny w głąb swojej nowej przyjaciółki, poznanej zupełnie przez przypadek i w niezbyt sprzyjających im obu okolicznościach. Fajnie pokazało to, że nie zawsze to, co wmawia nam się, że jest naszą ujmą i wstydem, jest nim naprawdę. Opinia innych jest często tylko i wyłącznie krzywdą, która nijak ma się do czystości naszej duszy.

Michał: Skoro już o tym wspomniałaś, to muszę teraz zaprzeczyć sam sobie i zgodzić się z Tobą. Ten fragment akurat był całkiem ładny. Uśmiech tej dziewczyny, kiedy uświadomiła sobie po latach pomiatania, że wcale nie ma powodów do wstydu, był bezcenny.

Sylwia: Również podobał mi się fragment w  zasadzie kulminacyjny dla filmu, choć tu przyznaję, że był może zbyt dobitny. Chodzi oczywiście o moment, kiedy Dina chwyta się ostatniej deski ratunku, aby uwolnić swoją matkę, i po raz pierwszy zagląda w głąb wstydu nie jednego człowieka, ale całego, bezmyślnego, tłumu. Mimo tej dosłowności, o której wspomniałam, naprawdę w fajny sposób ukazuje to, jak ludzie zebrani w większą grupę, przestają samodzielnie myśleć, zawierzając czyjemuś sumieniu i sprawiedliwości, bojąc się wyłamać, a tym samym wykrzykując hasła, które przyszły do nich nie wiadomo skąd. Scena ta pokazała także bodaj największy problem ludzkości, wciąż aktualny, tak samo pogrążający nas kiedyś, jak i dziś – hipokryzję. Zazwyczaj bowiem tak jest, że ci, którzy najgłośniej mówią o czyimś wstydzie, sami mają najwięcej powodów do tego, by się wstydzić.

wszystkowidzaca3

EWENTUALNE DZIURY FABULARNE

Sylwia: Dobrych kilka godzin po seansie zaczęło mnie zastanawiać coś, co w zasadzie jest fundamentalne dla fabuły całego filmu. Dlaczego Drakan w ogóle przyjechał po Dinę? Przecież tak naprawdę – SPOILER – chciał, aby uznać Nico za winnego, a z drugiej strony wiedział, że żadna Wstydka w nim nie zobaczy winy, którą to on w sobie nosi. Oczywiście to właśnie przyjazd Diny zadecydował o całej fabule, ale w zasadzie, czy było to logiczne? Kiedy teraz się zastanawiam nad tym, dochodzę do wniosku, że twórcy mogli lepiej umotywować przyjazd dziewczyny. No chyba że to nie Drakan zdecydował o jej przybyciu, a tylko ją sprowadził. Nie wiem.

Michał: W sumie to masz całkowitą rację, motywacja Drakana w tym momencie była dosyć mglista. Być może uznał, że młoda, niedoświadczona jeszcze w używaniu swojego daru dziewczyna, da się łatwiej zmanipulować i wmówić sobie “prawdę”.

Sylwia: Też brałam takie wytłumaczenie pod uwagę. A może od początku planował “zabójstwo” córki Wstydki przez Nico, a wiadomo, że zabójstwo dziecka bardziej wstrząsnęłoby ludźmi niż jakiejś tam dorosłej wiedźmy.

wszystkowidzaca4

SPRAWY TECHNICZNE

Michał: Właściwie wszystkie moje zarzuty odnośnie spraw technicznych wymieniłem już w sekcji dotyczącej minusów filmu. Przynajmniej jeśli chodzi o efekty specjalne. Mógłbym wspomnieć jeszcze o muzyce, gdyby nie to, że była ona na tyle tłem do rozgrywających się wydarzeń, że właściwie nie pamiętam, że tam była jakakolwiek muzyka.

Sylwia: A mnie właśnie muzyka zapadła w pamięć. Była fajnie mroczna, ale jednocześnie tak…. folkowo-skoczna. Oddawała klimat filmu, ale nie stapiała się z nim, były sytuacje, że wychodziła na plan pierwszy, jak na przykład podczas podróży Diny i Drakana do zamku. Jeśli chodzi o inne sprawy techniczne, to zwróciłam na pewno uwagę na kolorystykę filmu i tę mglistość, o której już wspominałam. Barwy są przygaszone, co podkręca klimat tajemnicy i baśniowości w filmie i uważam, że fajnie się to sprawdziło. Co do efektów natomiast, to ja również już się zdążyłam wypowiedzieć na ten temat, pozwolę sobie jeszcze jednak powtórzyć co nieco. To, że na przykład taki smok nie miał startu do pupili Daenerys, jest dość logiczne, bo pewnie jeden odcinek serialu ma o wiele większy budżet niż cała skandynawsko-czeska i niszowa, powtórzę, produkcja. Jednak, co dla mnie najważniejsze, ani razu nie czułam się zażenowana kiepskimi efektami ani nie odwracały one mojej uwagi od filmu. W związku z tym, choć porównując, można by wiele zarzucić, bez uciekania się do analogii, moim zdaniem nie ma się do czego przyczepiać, biorąc pod uwagę rzeczy, o których wspomniałam wyżej. Fajnie też sprawdziła się scenografia i kostiumy – cały świat zresztą zrobiony był wiarygodnie i klimatycznie.

wszystkowidzaca5

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Sylwia: Postać Diny była w pewien sposób szczególna nie tylko z względu na to to, że aktorka wcielająca się w młodą Wstydkę, zagrała bardzo dobrze. Podobało mi się to, że Dina, jako główna bohaterka, w dodatku posiadająca pewien dar, nie była pozbawiona wad i podobnie jak wszyscy inni ludzie popełniała błędy i nie wszystko jej się udawało. W tego typu produkcjach, kierowanych do młodzieży, często główny bohater od razu staje na wysokości zadania i triumfuje. Dina natomiast poza możliwością spojrzenia w głąb wstydu drugiego człowieka, jest zwykłą dziewczynką – boi się, smuci i podejmuje nie zawsze trafione decyzje. Jest jednak lojalna i pokonuje własne słabości. Rozumie granice leżące między dobrem a złem lepiej niż niektórzy dorośli, zaślepieni przez to, co zostało im wmówione – przez władcę, sąsiadów bądź kupców na targu.

Warto wspomnieć także o postaci Nico. Choć odgrywa on rolę kozła ofiarnego, niesłusznie oskarżonego o wymordowanie swojej rodziny, twórcy i jego nie pozostawiają bez wad. Nico poniekąd sprowokował Drakana do zrzucenia na niego winy, poprzez swoją największą słabość, a więc alkohol. Gdyby ten się nie upił, nie tylko być może nie dałby się wrobić, ale także pamiętałby wszystko, co się wydarzyło, a przede wszystkim – jego słowa byłyby wiarygodne. We Wszystkowidzącej nie ma więc krystalicznie czystych postaci i złych do szpiku kości, który już urodzili się z genem zła. Nawet Drakan bowiem, jak widzimy oczami Diny, jako mały chłopiec był prowokowany przez matkę do czynienia zła i podjudzany przez nią, aby iść po trupach do celu. Oczywiście to nie tłumaczy jego postępowania, ale podkreśla dodatkowo to, że postaci nie są płaskie, a film nie tworzy czarno-białej otoczki moralizatorstwa.

wszystkowidzaca6

AKTORSTWO

Michał: Rebecca Emilie Sattrup w głównej roli to jeden z niewielu jasnych punktów Wszystkowidzącej, o czym zresztą już niejednokrotnie wspominałem. Natomiast na zupełnie przeciwnym końcu skali znajduje się występ Petera Plaugborga, który wcielił się w Drakana. Czarny charakter w jego wykonaniu był tak przerysowany, że aż komiczny. Plauborg swoją kreacją zwyczajnie zabił jakiekolwiek napięcie czy grozę, które mogłyby pojawić się w tym filmie.

Sylwia: Zgadzam się, Rebecca Emilie Sattrup zagrała naprawdę bardzo dobrze, a do tego nie można było nie zwracać uwagi na jej śliczną buzię i piękne, hipnotyzujące (dosłownie) oczy. Ja również nie mogłam oprzeć się porównaniom młodej aktorki do znanej z wielu ról, młodej Abigail Breslin (która wystąpiła chociażby w filmie Bez mojej zgody). Rebecca Emilie Sattrup wyróżniła się na tle innych aktorów przede wszystkim niezwykłą naturalnością i za to oczywiście ogromy plus. Jeśli natomiast mowa o Drakanie… no cóż…. masz rację, później jego postać była nieco przerysowana, ale to nic w porównaniu z jego matką ;). Swoją drogą, wystraszyłeś się może, jak wyskoczyła z tych piór z łóżka? Bo ja, przyznaję się, że podskoczyłam, chociaż spodziewałam się czegoś takiego.

Michał: Racja, matka Drakana była dość upiorna, mogłaby stawać w szranki z demonami z filmów Jamesa Wana ;).

Sylwia: Wspomnę jeszcze o roli Sørena Mallinga, którego kojarzę z niedawno recenzowanego u nas filmu Wojna, w którym Malling zagrał prawnika głównego bohatera. Szkoda, że ta postać nie miała nieco więcej do pokazania, bo był w niej potencjał, a tymczasem aktor, podobnie jak w Wojnie, wbrew pozorom miał dość statyczną rolę.

wszystkowidzaca7

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Michał: Opis Wszystkowidzącej zachęcił mnie do tego stopnia, że z wielką ciekawością zasiadłem przed ekranem. Niestety po skończonym seansie okazało się, że ów opis był najciekawszą rzeczą związaną z tym filmem. Skandynawowie powinni jednak pozostać przy produkcjach kryminalnych, bo te wychodzą im znakomicie. Fantasy dla dzieci już niekoniecznie. Próbowałem się wczuć w rolę kilkunastoletniego chłopca oglądającego Wszystkowidzącą, lecz nawet wtedy nie udało mi się dostrzec zbyt wielu plusów tego obrazu. Niemniej jednak nie twierdzę, że duńskie fantasy nie spodoba się nikomu. Wiadomo, co mówi się na temat gustu, więc na pewno znajdzie się grono młodych widzów, które filmem się zachwyci, bo sama historia ma w sobie potencjał. Gorzej tylko z jej realizacją.

Sylwia: Nie słuchajcie Michała – to tylko typowe marudzenie człowieka, który co tydzień ogląda realizowane z rozmachem technicznym i fabularnym Gry o tron i inne takie ;). Wszystkowidząca to klimatyczna i mądra opowieść o człowieku – wyrzutach sumienia i głębokim wstydzie, jaki nosi. Okazuje się jednak, że nie sam wstyd jest najgorszy, ale właśnie jego brak. Kiedy bowiem wstydzimy się tego, co zrobiliśmy, mamy jakiekolwiek szanse tak na wybaczenie (także samemu sobie), jak i na odkupienie, natomiast kiedy tego wstydu nie ma w nas za grosz… nie ma również szansy na jakiekolwiek inne ludzkie odruchy. Film Kaintza to także baśń o pokonywaniu własnych lęków i słabości, o przyznawaniu się do popełnionych błędów i próbie ich naprawy. O odwadze i przyjaźni. Na plan pierwszy wysuwa się jednak odwieczny problem akceptacji inności i ulegania opinii tłumu. To problem, który wciąż trapi współczesny świat, a Wszystkowidzącej udało się ładnie wytknąć w pewnych momentach te odwieczne przywary ludzkości. Strach przed tym, czego nie rozumiemy, co jest inne, to jednak nic w porównaniu z paniką przed tym, że ktoś może zobaczyć to, czego w głębi duszy najbardziej się wstydzimy. Ten zamysł twórców (a raczej autora literackiego pierwowzoru, film powstał bowiem na kanwie powieści Lene Kaaberbøl, pod tym samym tytułem) pozostaje największym plusem produkcji i wywołuje we mnie ciarki, kiedy pomyślę, że Wstydki mogłyby istnieć naprawdę. Bo choć oczywiście daleko mi do okrutnego Drakana to – jak chyba każdy – mam kilka powodów do wstydu.

Michał: Wychodzi na to, że można by podsumować Wszystkowidzącą słowami – to nie jest film dla męskich fanów Gry o tron ;).

wszystkowidzaca8

Fot.: Vivarto

Podobne wpisy:

Komentarze: 4

  1. Avatar
    Mariusz 21 lutego, 2021 at 18:36 Odpowiedz

    Michał czegoś nie zrozumiał . Czarownice nie są potępiane przez prosty lud czymkolwiek to jest tylko przez racjonalną inteligencję -nie mylić jej z mądrością -widzącą w nich zagrożenie dla ich prostego, -racjonalnego tylko według nich -spojrzenia na świat .Tak jak np. dzisiaj szeptuchy na wschodzie Polski które to przez wielu są oceniane jako zabobony i wiocha a wśród tzw. prostego ludu doceniane . Trochę magii i wiary w świecie jest potrzebne tyle że tak łatwo tą magię wykorzystać by podbić sobie swoje własne ego . Film jest super . Nie oglądałem tego filmu coś tam o tron nie wiem czy porównanie jest trafne może to tylko głupi błąd . Dla mnie to film o bardzo ładnej mentalistce z fajnym przekazem , bardzo ciekawy , piękne widoki itd. . Bardzo polecam.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *