Muzyka,Wywiady

Wyłapuję z otoczenia to, co jest smutne i beznadziejne – rozmowa z Tomaszem Wasyłyszynem, liderem formacji VüjekVäsyl

VüjekVäsyl
VüjekVäsyl

Tomasz Wasyłyszyn, współzałożyciel warszawskiej nowofalowej Cytadeli, powrócił na scenę ze swoim nowym projektem o intrygującej nazwie VüjekVäsyl. Muzyk opowiedział trochę o swoim najnowszym, muzycznym wcieleniu, wplatając w swoje wypowiedzi mnóstwo trzeźwych spostrzeżeń na temat naszej, wydaje się, że coraz smutniejszej, rzeczywistości. Zapraszam do lektury.

Nie ma Cytadeli, jest za to VüjekVäsyl. Świat nie lubi próżni. Chyba nie mogłeś wytrzymać, nic nie robiąc w sferze działalności muzycznej, po tym, jak Cytadela na dobre zamilkła, prawda?

To było tak. Jeśli płytę wydawał jakiś mainstreamowy zespół, lepszy, gorszy czy wybitny, to wszyscy mieli na ten temat wyrobiony pogląd, w zasadzie już przed premierą. Pisali o tym, jaki to młody talent, jeśli artysta był młody, a potem jak się starzał i zdziadział, to pisali, jaka to „dojrzała muzyka”. O produkcjach niezależnych od dłuższego czasu już nic się nie pisze. Cytadela zawsze była gdzieś pośrodku, za mało mainstreamowa, żeby osiągać wysokie nakłady, ale jednocześnie płyty były w szerokiej dystrybucji i do dziś stoją na półkach sklepowych, sporadycznie się nawet sprzedając. To z kolei sprawiało, że dla niektórych była za bardzo wręcz popkulturowa. Po premierze Red Sql, wydanej w 2009 roku najlepszej płyty Cytadeli, jeden z redaktorów napisał, że zespół otarł się o niebezpieczny mariaż z disco polo. Odbiorcy byli podzieleni na dwie grupy: jedna twierdziła, że Cytadela jest za bardzo, a inni, że za mało nowofalowa. Dziennikarze, z których część była w przeszłości mniej lub bardziej spełnionymi muzykami, też co chwila udzielali mi rad (każdy innych), jak wyglądać powinna następna płyta Cytadeli, żeby spełniała ich oczekiwania. Stało się tak, że Cytadela, jeden z najbardziej rozpoznawalnych zespołów nowofalowych stała się w końcu studnią niespełnionych życzeń różnych ludzi. Pewnego dnia stwierdziłem, że mam tego dość i postanowiłem, że czas wysłać Cytadelę na przedwczesną emeryturę i zacząć zupełnie nowy projekt. Ale niewykluczone, że Cytadela jeszcze kiedyś da o sobie znać…

Co sobie zakładaliście, rozpoczynając pracę nad albumem Twarze złe? Czym ta płyta wyróżnia się od poprzednika, czyli debiutanckiego 665?

Po pierwsze, 665 była po trosze dowcipem, nie traktowaliśmy tego zupełnie serio, co zresztą słychać. W międzyczasie okazało się, że nie mam już Cytadeli, więc druga płyta jest bardziej „serio”. Twarze złe powstały nakładem wielu miesięcy ciężkiej pracy; pracy, która na szczęście się opłaciła. Pierwsza płyta Vujkowa jest bardziej spontaniczna, druga bardziej przemyślana. Jak to w życiu.

Do kogo należą tytułowe Twarze złe? Jest to określenie dotyczące konkretnej grupy społecznej czy też ludzi reprezentujących pewien światopogląd, postawę życiową?

Prawdę mówiąc, sam nie wiem, bo siedzę w domu albo w pracy, albo jestem na próbie. Cierpię na prozopagnozję i nie rozpoznaję twarzy. Czasem nawet twarze bliskich ludzi wydają mi się obce. Może więc to stwierdzenie nie odnosi się do jakiejś grupy „twarzy”, tylko do mojej upośledzonej percepcji tychże. W szczególności nie uważam, żeby twarze były teraz bardziej „złe” niż kiedyś, no, może odrobinę. Ale żyłem 20 lat w komunie… wtedy, to dopiero były twarze złe!

Mocną stroną są teksty, które są przygnębiające. Skąd tyle mroku, brak nadziei, który wyziewa z Waszych tekstów?

Mrok to moja specjalność. Z natury jestem dość pogodnym człowiekiem i sam siebie potrafię zaskoczyć swoimi tekstami. Weźmy np. takie 7 dni. Tekstu nie powstydziłby się samobójca – gimnazjalista, a ja, chwała Bogu, mam już swoje lata i ani mi w głowie samobójstwo. Zamiłowanie do samotności i odrobina dyssocjalnego nastawienia do świata i otoczenia – to i owszem. Może po prostu mam szczególny dar skrupulatnego wyłapywania w otoczeniu tego, co jest smutne i beznadziejne.

Dzisiaj, Jutro, Wczoraj wydaje się być krytyką na nasz współczesny świat, który wydaje się pędzić na złamanie karku. Sadzę, że z tym kawałkiem coraz więcej osób może się utożsamiać. Zastanawiałeś się, kiedy my, jako społeczeństwo, powiemy w końcu temu wszystkiemu „stop!”?

Tu znowu zamysł poety był inny, niż interpretują to słuchacze. Pamiętam, jak pisałem tekst do tego numeru, bo miałem do niego parę nieudanych podejść. W końcu stwierdziłem, że słowa muszą być geometryczne, metametryczne; podkreślać swoją rytmiką rytm piosenki, który nieco ociera się o boogie. W każdym razie ewidentnie wibruje. To jeden z tych tekstów, który ma wywołać jakiś stan umysłu; treść jest chyba drugorzędna. Piosenka do kiwania się. To nie znaczy, że nie zdarza mi się krytykować, ale o tym za chwilę.

Wyróżnia się tekst do kawałka Synaj. Jaka jest jego geneza?

Ha! Synaj to miejsce, w którym przeciętny Warszawiak spędził przynajmniej parę urlopów. To taka mała Polska. Tubylcy mówią po polsku coraz lepiej, jest miło i ciepło. Czyli zupełnie inaczej niż tu i teraz. Dlatego w mojej wyobraźni Synaj funkcjonuje jako miejsce ucieczki od tego, co w Polsce jest najgorsze. Wbrew pozorom uważam, że obecnie w Polsce najgorsza jest pogoda. No, może  po telewizji publicznej.

Nadszedł czas wydaje się krzykiem rozpaczy w ogarniającej nas bylejakości. No właśnie, mając to na uwadze, na co tak naprawdę nadszedł czas?

Ten numer pisałem jeszcze zanim krzyk rozpaczy wydobył się z naszych ust, czyli przed ubiegłorocznymi wyborami. Ale słowo „bylejakość” dość dobrze oddaje to, jak się wtedy czułem. Teraz bylejakość zamieniła się w totalny syf i ten numer już by nie powstał, bo już nie jest „nijak”; jest po prostu źle. Ale numer jest przede wszystkim o tym, że ludzie nie potrafią wyodrębnić spośród siebie jednostek wybitnych. Słowem, że nie ma elit lub też ludzie czują się lepiej, jak ich nie ma. No bo wiecie Państwo, to działa tak. Jest jakaś nowa gwiazda muzyki popularnej, ale śpiewa bardzo słabo. Lud patrzy i mówi: „ooo, ja też jestem taki słaby… to znaczy, że nie jestem jednak taki zły!”

Vüjekväsyl – Kiedy znów nadejdzie dzień

Animejszyn szoł jest za to krytyką mód, obowiązujących trendów, medialnych mędrców, którzy wmawiają nam, co jest dobre, a co złe. Mocny, dosadny i celny tekst, dla kogoś, kto stara się używać kilku szarych komórek w codziennym życiu. Co było impulsem do tego, aby stworzyć taki właśnie tekst?

To znowu jest numer o mnie, a nie o świecie. Trudno winić ludzi za to, że lubią bawić się na ślubach, pogrzebach, oraz animejszyn szołach. W końcu to umiejętność normalnych, socjalnie rozwiniętych jednostek. Tylko że ja tej umiejętności nie posiadam. Zaznaczam w tekście, że nie czuję się z tego powodu jakiś lepszy, wprost przeciwnie.

Plany na najbliższą przyszłość to, jak rozumiem, koncerty? Gdzie będzie można Was usłyszeć w najbliższym czasie?

Fajnie by było, gdyby były koncerty, zwłaszcza te większe. Ale tutaj jest kłopot, bo firmy organizujące większe koncerty zawsze zapraszają tych samych sprawdzonych artystów, żeby nie było niespodzianek. Szukamy więc miejscówek w mniejszych klubach. Informacja o koncertach jest zawsze na naszej stronie (www.vujekvasyl.pl). Natomiast obecnie zajmujemy się nowymi nagraniami. Jeszcze nie wiadomo do końca, co z tego będzie. Projekt pod kryptonimem „Żulrock Cafe” wydaje się jednak dość obiecujący. Po raz pierwszy od dłuższego czasu będę śpiewał cudze teksty! Więcej nie mogę na razie powiedzieć, żeby nie zdradzić niespodzianki.

Jesteś współzałożycielem Cytadeli. Jaki jest obecny status zespołu? Jest jakakolwiek szansa, że Cytadela powróci na scenę?

Obecnie Cytadela, jak już mówiłem, jest na dłuższym urlopie ale myślę, że kiedyś wróci. Jestem tego prawie pewien ;).

Dziękuję za rozmowę!

Fot.: cantaramusic.pl

Na Głosie Kultury odpowiedzialny za pisanie o muzyce. Gustuje w każdym gatunku oprócz rapu, jednak im większy gitarowy hałas, tym lepiej.