Muzyka,Wywiady

Życie jest podróżą – wywiad z Patti Yang

Pati Yang
Pati Yang

Płyta War On Love jest ostatnim albumem Patti Yang, a dokładniej ostatnią porcją muzyki nagranej pod tym szyldem, ponieważ sama Patti zamierza kontynuować karierę jako Patricia Vernhes. O tej zmianie, inspiracjach na nowej płycie, problemach współczesnego świata, artystycznej wolności oraz życiu na kalifornijskiej pustyni porozmawiałem z artystką, dla której to był też ostatni wywiad przeprowadzony pod dotychczasowym pseudonimem. Zapraszam do lektury.

War On Love jest ostatnią płyta sygnowana nazwą Patti Yang. Skąd idea porzucenia szyldu, pod którym dotychczasowo występowałaś?

Kilka lat temu doszłam do momentu przewartościowania, zamieniłam karierę na uniwersalną podróż. Wiele elementów mojej pracy odpadło, między innymi potrzeba używania pseudonimu, który stał się organiczną częścią mnie, ale jednak zawsze był kreacją. Nie oznacza to, że nie byłam sobą, ale zrzucenie go było dla mnie osobiście powiewem świeżości. Bez dramatu, tak po prostu. Z perspektywy czasu myślę, że najważniejsze było porzucenie ostatnich strzępów konformizmu, który narzuca przemysł muzyczny, rozrywkowy, ale też i cała współczesna kultura społeczna. Chodzi o to, jak często wydajesz płyty, jeździsz w trasy, z kim się zadajesz, co nosisz, gdzie bywasz, gdzie cię zapraszają, a miarą sukcesu są nagrody lub hity. Wyjechałam do Anglii dwa razy w życiu, najpierw w 1996 roku (dostałam się do szkoły muzycznej) i później ponownie w 2001 roku, za każdym razem dla muzyki. Pomimo że wpadłam w tryby przemysłu muzycznego praktycznie wprost po przyjeździe (podpisałam kontrakt autorski z Ministry Of Sound a później Mercury Records w miesiąc po wylądowaniu w Wielkiej Brytanii, a później przez lata prowadziłam własną wytwornie w Londynie, jednocześnie wydając płyty w Polsce z EMI/Warner). W pewnym sensie była to ciągła gonitwa i praca non stop, bez przestrzeni na rozwój osobisty. Jednocześnie obserwowałam przemianę rynku, nadejście mediów społecznościowych, autopromocji, konkursów talentu. Przez jakiś czas komponowałam nawet piosenki dla wytworni Simona Cowella dla zwycięzców Britain’s Got Talent, wiec naprawdę poznałam biznes pisania hitów od podszewki i przyznam, że było to traumatyczne doświadczenie. Przestałam widzieć dla siebie miejsce w tym wszystkim, dla siebie jako artysty. Zapragnęłam radykalnego zwrotu, w którym zaryzykuje wszystko, bo tylko tak będę mogła znaleźć właściwy kurs w mojej drodze, bez kompromisów. Zaryzykowałam. I pseudonim odpadł.

War On Love jest bardzo niepokojącym tytułem. Miałem nie zadawać tego pytania, bo dopytywanie o tytuł jest nieco wyświechtane, ale ostatnie wydarzenia na Bliskim Wschodzie, tragiczne pożary w Australii oraz mając w pamięci Twoje zapowiedzi, że album jest pewnego rodzaju alarmem na pobudkę ludzkości, mogę zadać tylko jedno pytanie. Nie uważasz, że jest już za późno na pobudkę i kroczymy ku zagładzie?

Kroczymy, to oczywiste. Ale to nie oznacza, że nie ma już nadziei. Jasna strona rośnie proporcjonalnie do ciemnej, choć ciemna jest znacznie bardziej ewidentna. Ale taka jest już jej natura.

Nie wydajesz albumu tylko pod szyldem Patti Yang. Dodałaś słowo „group”. Dlaczego podkreśliłaś tym razem, że nagrałaś album z pełnym zespołem? Na dotychczasowych albumach niejednokrotnie współpracowałaś z doskonałymi muzykami.

Chciałam złożyć im hołd, podziękować za cierpliwość, talent, wiarę i przyjaźń.

Czytałem w zapowiedziach prasowych, że przeprowadziłaś się z tłocznego Londynu na kalifornijską pustynię. Jak ta, wydaje się niecodzienna przeprowadzka, wpłynęła na całość płyty? Poleciłabyś komuś taką przeprowadzkę? Z dusznego miasta na bezkresną pustynie?

Polecam z całego serca wszystkim “outsiderom”. Dla mnie życie jest podróżą, której głównym celem jest pewnego rodzaju przebudzenie, lub, omijając górnolotne słowa, poukładanie priorytetów. Mieszkając na odludziu, poznajemy siebie inaczej, przestrzeń nadaje temu doświadczeniu perspektywę i jakiś piękny, życiowy rozmach. Polecam to wszystkim, niekoniecznie jako przeprowadzkę na stałe, ale chociażby epizod. I wcale nie musi to być pustynia, każde miejsce niezmienione przez człowieka, gdzie wciąż dominuje natura, jest do tego świetne. Osobiście dało mi to możliwość głębokiej akceptacji faktu, że jestem częścią większego systemu, ale systemu, któremu mogę zaufać, czego nie mogę powiedzieć o systemach społecznych i politycznych. Wybrałam pustynię Mojave, nie wiedząc, że otworzy przede mną drzwi w tylu kwestiach. Nie jestem jedyną osobą, która poczuła ten zew. Przeprowadziło się tutaj wielu artystów z całego świata o podobnych poglądach do moich, tworząc dyskretną, małą, ale naprawdę wyjątkowa i świadomą społeczność. Wtedy o tym nie wiedziałam, nie znałam nikogo kiedy podjęłam tę decyzje. Poza tym pustynia Mojave to nie Sahara, jest pełna życia, ma swoje cykle, sezony, radykalną faunę i florę, z którą trzeba nauczyć się koegzystować. Dzikie zwierzęta, kojoty, grzechotniki, pumy, skorpiony, sępy (i rośliny np. kaktus cholla, który ma igły tak cienkie i ostre, że łamią się pod skórą) wymagają szacunku i pokory. Ale nie strachu. Trzeba znać rytm życia wokół i swoje miejsce w łańcuchu.

Utwór Sounds of Freedom jest odbiciem pustyni Mojave, na którą się przeprowadziłaś? Zastanawiam się też, czy tekst tej piosenki nie jest ukrytą aluzją do sytuacji we współczesnej Polsce.

Co ciekawsze – udało mi się napisać tekst tak uniwersalny – że dla Ciebie odnosi się do sytuacji w Polsce, ale dziennikarz w Stanach zapytał mnie czy odnosi się do sytuacji tutaj. Przecież to, co dzieje się na świecie, daje powody do myślenia. Gdzie nie spojrzeć: chaos, przemoc, korupcja, bezprawie, zaślepienie, zbiorowa hipnoza. W dzisiejszych czasach te zjawiska występują na porządku dziennym i to na najwyższym politycznym poziomie, w niewyobrażalnej dotąd skali jawności. Osobiście odnoszę się do tego jako do rozdzielenia paradygmatów. Polecam książki dra Alberto Villoldo, wykłady profesora Grahama Hanckocka oraz teksty i wykłady naukowe dra Ruperta Sheldricka, szczególnie te, które ocenzurowano (TED). Proszę do tego dodać dość młode pole naukowe pod tytułem epigenetics – i spojrzeć na świat, i ludzkość z dystansu odludzia, biorąc pod uwagę katastrofę ekologiczną, do której ewidentnie zmierzamy. To pustynia dała mi przenośnie, której użyłam w tym tekście. Ironiczne jest to, że największa na zachodnim wybrzeżu baza wojskowa znajduje się niedaleko mojego domu, podczas intensywnych ćwiczeń na poligonie drżały nam okna. Nagranie na infolinii zażaleń informuje, że to dźwięki wolności. Nie jestem negatywna, po prostu pisze o tym co widzę. I pisząc o tym, mam pełną świadomość, że to nie jest materiał na komercyjne płyty, dla komercyjnych wytworni i mediów.

Jerusalem odnosi się do tego co dzieje się na świecie. Opowiedz więcej o tym utworze. Co cię do niego zainspirowało.

Chris Rotter przesłał mi pomysł na utwór pod tym tytułem i zachowaliśmy tytuł.

To apokaliptyczna wersja świata, w którym dzieci wciąż bawią się na podwórkach (co samo w sobie jest dziś rzadkością), miedzy gruzami, o pustych brzuchach. Ten metaforyczny moment, kiedy zakopują martwe gołębie, to próba znalezienia piękna w zniszczonym świecie, w którym nadzieja i siła przetrwania są tylko w nas samych. Niestety jest wiele miejsc na świecie, w których ten obraz to codzienność. Jako matka dwojga dzieci przeżywam ten fakt, czytam wiadomości codziennie i staram się być na bieżąco, ale to niełatwe.

Koniec twojej Twórczości pod szyldem Patti Yang wydaje się niezłym czasem na podsumowania. Który krążek dla ciebie jest tym ulubionym? A który przełomowym?

Każdy jest częścią procesu, od Jaszczurki po Wires And Sparks. To rożne momenty w życiu i poszukiwania. Część mnie zmieniłaby każde brzmienie, ale druga część akceptuje je w pełni, dokładnie takie jakie są.

Jako Patti Yang nagrałaś pięć bardzo dobrych albumów, chwalonych przez fanów i krytyków. Wydaje mi się, że jednak jesteś niedoceniana, szczególnie w Polsce. Wydaje mi się też, że zdecydowanie bardziej zasługiwałaś na sukces komercyjny, bo ten artystyczny jest niepodważalny. Żałujesz czegoś ze swojej dotychczasowej kariery? Jakbyś mogła cofnąć czas, podjęłabyś inne decyzję odnośnie swojej kariery?

Dziękuję, bardzo mi miło, że tak twierdzisz. To że mój sukces jest niekomercyjny, nie jest dla mnie wyznacznikiem mojego sukcesu, a raczej wyznacznikiem tego, czym jest komercja, czyli czego pragnie szersza, mainstreamowa publiczność. Nie wybieram łatwych tematów, ale nie potrafię tworzyć bez szczerej, prawdziwej inspiracji i obserwacji, to mnie napędza i daje sens mojej pracy. To, jak toczy się moja “kariera” jest rezultatem moich własnych decyzji, nawigacji i reakcji w dialogu z otoczeniem. Każdy krok i każdy oddech ma wpływ na kompozycję, teksty, obrazy i wszystko, co tworzę. Doskonale wiedziałam, co robię, podejmując radykalne kroki i wymagały one odwagi, za którą jestem sobie wdzięczna. Czasem zastanawiam się, jak potoczyłaby się moja droga, gdybym była skłonna do kompromisów, życie podsunęło mi wiele momentów, w których mogłam to sprawdzić, ale dla mnie najważniejsze było bycie sobą, otwartą, szczerą, możliwie świadomą osobą, która wkłada 100% w każdy życiowy wybór, zarówno w życiu, jak i w pracy twórczej. Mieszkam w miejscu, które mnie inspiruje, mam wspaniałą rodzinę, żyję z tego, co kocham, mamy w miarę czyste powietrze, wodę i świeże jedzenie – dla mnie to są prawdziwe wyznaczniki sukcesu. Codziennie za nie dziękuję.

Planujesz promocje War On Love? Kiedy polscy fani będą mogli cię usłyszeć na żywo? Czy płyta jednak zamyka jednoznacznie ten rozdział kariery i na żywo Patti Yang Group już nie usłyszymy?

Nie planuję koncertów Patti Yang Group, przykro mi… bo czasem wyobrażam je sobie i czuję, że mogłyby być ciekawe, ale polecam album na słuchawkach, to również otwiera szerokie pole słyszenia i doznania.

No dobra. Wiemy, że kończysz nagrywanie muzyki pod szyldem Patti Yang. Nie wierzę jednak, że planujesz zamilknąć na zawsze niczym nieodżałowany Mark Hollis po rozwiązaniu Talk Talk. Jakie są Twoje muzyczne plany na przyszłość?

Wraz z Nicolasem Vernhesem pracujemy nad nowym projektem, po części opartym na akustyce binauralnej, ale ponieważ jest to dość nowe pole w muzyce, wymaga to sporo eksperymentów i archiwizacji. Miedzy innymi dlatego mieszkam tutaj, przestrzeń daje warunki do tworzenia dźwięków od podstaw, np. własnych komór pogłosu, efektów akustycznych, modulatorów, pracy na falach oscylacyjnych itp. Miałam zaszczyt studiować przez parę lat grę na misach kwarcowych w miejscu o nazwie The Integratron. Ponad dwa lata zajęło mi potem samo skompletowanie właściwych siedemnastu mis, mierzących od 50 cm średnicy w dół, ponieważ akustyka binauralna daje nieograniczone możliwość i zamiast skali 5 lub 7 frekwencji – używam wszystkich, od ultra do infra dźwięków.

Jednocześnie piszę teksty i eksperymentuję harmonicznie.

Sporo czasu poświęcam również twórczości wizualnej, pracując nad seria wielkoformatowych obrazów i rzeźb, których kampania rusza pod koniec 2020 roku.

Dziękuję za rozmowę.

Ja również dziękuję, to ostatni mój wywiad jako Patti Yang, więc miło mi, że mogliśmy porozmawiać.

Fot. cantaramusic.pl

Podobne wpisy:

Czasami wyjdę z ciemności.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *