Artykuły tego autora:


Azyl 0

Co jest grane #86

Pierwszy dzień wiosny za nami, chociaż pogoda nie zachęca jeszcze do dłuższych spacerów. Jednak ci, którzy nie przepadają za siedzeniem w domu, zawsze mogą wybrać się do kina. Tym bardziej że od jutra wchodzi na ekrany aż dziewięć premier, wśród których – jak zazwyczaj – powinno znaleźć się coś dla każdego. Najwięcej widzów zgromadzi zapewne film Azyl, ze względu na to, że opowiada historię niesamowitej polskiej rodziny, państwa Żabińskich, którzy w czasie wojny ratowali i ukrywali Żydów. Obejrzeć będzie można także rozgrywającą się w kosmosie produkcję, a także najnowszy film opowiadający o Power Rangers. Będzie brytyjski horror ze stworem ze słowiańskiej mitologii w roli głównej, będzie polski kryminał, a także dramat, którego produkcją zajęły się różne kraje. Znajdzie się również coś dla dzieci. Sprawdźcie koniecznie, o czym opowiadają jutrzejsze premiery, i na co warto się będzie wybrać!

0

Dwa światy, jeden sukces – Matt Ross – „Captain Fantastic” [recenzja]

Niedawno na ekranach (wybranych) polskich kin zagościł film, którego światowa premiera miała miejsce ponad rok temu. Film niezwykle ciepło przyjęty zarówno przez krytykę, jak i widzów; wreszcie film, za który wcielający się w główną rolę Viggo Mortensen otrzymał nominację do Złotego Globu oraz Oscara za pierwszoplanową rolę męską. Dlaczego więc nie w każdym multipleksie można cieszyć oko seansem Captain Fantastic? Ano dlatego, że daleko dziełu Matta Rossa (współtwórcy m.in. American psycho czy 12 małp) do hollywoodzkiej superprodukcji, która wypełni kinowe sale po brzegi, daleko do kina dla mas. Mimo to film znalazł swoich odbiorców, wśród których mnożą się głosy jakoby Captain Fantastic był istną perełką w morzu nijakości cotygodniowych premier dużego ekranu. Komplement być może trochę na wyrost, nie da się jednak zaprzeczyć, że dzięki połączeniu kina niszowego z tym przyswajalnym dla przeciętnego „niedzielnego kinomana”, a także poruszeniu tematów, nad którymi warto zatrzymać się i zastanowić, udało się stworzyć obraz, który na długo zapada w pamięć.

0

Zachorować na Burgessa – Anthony Burgess – „Doktorze, lecz się sam” [recenzja]

Anthony Burgess, zanim zmarł na raka płuc oczywiście, był całkiem spoko gościem. Współcześni krytycy używają w odniesieniu do niego takich zwrotów jak: „autor wybitny”, „pisarz nietuzinkowy”. Zresztą wszyscy dobrze wiemy, jakim był geniuszem. Któż z nas nie zaczytywał się w ponad dwudziestu powieściach i o wiele większej liczbie innych tekstów uznanego Brytyjczyka? Któż z nas nie przesypiał nocy, by dokończyć kolejne dzieło faceta, który sam o sobie mówił: „kompozytor pisujący książki”? No właśnie, problem polega na tym, że prawie nikt. A już na pewno niewielu, zwłaszcza w naszym kraju. Choć krytyka nie szczędzi pochwał, a czytelnicy na całym świecie zachwycają się prozą Anthony’ego Burgessa, nad Wisłą próżno szukać miłośników jego talentu. Tak naprawdę kojarzony jest (jeśli w ogóle) wyłącznie z ekranizacją najpopularniejszej powieści, a i tak śmietankę z całego tego przedsięwzięcia spija (a raczej spijał) Stanley Kubrick, bo owa ekranizacja to niejaka Mechaniczna pomarańcza powstała na podstawie – i tu nie będzie niespodzianki – książki o tym samym tytule, którą szczęśliwie udało mi się przeczytać i niezdarnie zrecenzować w zeszłym roku. Streszczając tekst wyróżniony powyżej, powiem tak: byłem zachwycony! Minęło kilka miesięcy, a los ponownie się do mnie uśmiechnął, podtykając pod nos – tak dla równowagi – jedno z najmniej popularnych dzieł pisarza z Manchesteru, powieść Doktorze, lecz się sam. W tym momencie, by pobudzić apetyt ewentualnych czytelników, powinienem napisać coś w stylu: „Czy ponowne spotkanie z twórczością Burgessa okazało się równie udane co pierwsze? O tym w poniższej recenzji”. Pojadę jednak po bandzie, postawię kawę na ławę i już na samym starcie zaspoileruję do granic możliwości, pisząc we wstępie: zachwycił jeszcze bardziej niż w przypadku Mechanicznej pomarańczy.

0

Ameryka na sobotę – Theodore Melfi – „Ukryte działania” [recenzja]

W filmowym światku kojarzony jest przede wszystkim jako reżyser komedii Mów mi Vincent, z Billem Murrayem w roli głównej. O kim mowa? O Theodorze Melfi. Theodore Melfi to biały facet w średnim wieku i choć nie powinno być żadnego powodu, by w XXI wieku wypominać chłopu kolor skóry, to jednak tym razem warto tę konkretną cechę wyglądu podkreślić. Dlaczego? Ano dlatego, że najnowszy film, owego „białego faceta” opowiada opartą na prawdziwych wydarzeniach historię trzech żyjących na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku Afroamerykanek, które walnie przyczyniły się do sukcesu odniesionego przez NASA w związku z misją wysłania pierwszego Amerykanina w kosmos. Brzmi intrygująco? Jeśli Wasza odpowiedź brzmi: NIE, to pozwolę sobie jeszcze napomknąć, że za ścieżkę dźwiękową odpowiedzialni są m.in. Hans Zimmer oraz Pharrell Williams, a w obsadzie Ukrytych działań znajdziemy chociażby Taraji P. Henson (Ciekawy przypadek Benjamina Buttona), Octavię Spencer (Służące), Jima Parsonsa (Teoria wielkiego podrywu), Kirsten Dunst (Fargo, Melancholia), Kevina Costnera (pozwolę sobie nie wymieniać) czy jedną z najpopularniejszych obecnie soulowych wokalistek na świecie – Janelle Monáe. A tak przy okazji dodam jeszcze, że film zadebiutował wczoraj na ekranach polskich kin.

0

Oszust, którego chce się oglądać – David Shore – „Sneaky Pete”, sezon 1 [recenzja]

Sneaky Pete to jeden z największych błędów stacji CBS. Dlaczego? Ano dlatego, że nie jest to ich serial, a mógł nim być. To właśnie CBS późną jesienią 2014 roku podało informacje dotyczące planów rozpoczęcia produkcji. Zdjęcia wystartowały w marcu 2015, jednak dwa miesiące później stacja wycofała się z projektu. Trafił on ostatecznie do Amazonu, który od dawna próbuje – z marnym skutkiem – przebić się na rynek z dramatem mogącym w jakiś przynajmniej sposób konkurować z hitami Netflixa czy HBO. I Sneaky Pete rzeczywiście dramatem jest, choć konkurować z najlepszymi w swoim gatunku nigdy nie będzie, na co składa się wiele czynników, na czele z tym, że pędząca na łeb na szyję, podlana sosem z czarnego humoru akcja nie wyciska z widza łez, a daje frajdę z oglądania. Zresztą czy mogło być inaczej, gdy mówimy o serialu współtworzonym przez Bryana Cranstona (Breaking Bad), Davida Shore’a (Dr House) i Grahama Yosta (Justified)? Zapnijcie pasy i odpalcie Sneaky Pete’a, jest bardziej niż pewne, że nie będziecie mogli się oderwać!