“Kroniki Times Square”, sezon 1, epizod 6 i 7- wrażenia (ze spoilerami)

Kroniki Times Square

Już w poniedziałek czeka nas ósmy – finałowy – odcinek pierwszego sezonu serialu HBO Kroniki Time Square. W związku z tym zasiadamy do przedostatniego w tym sezonie Wielogłosu, w którym rozmawiamy o odcinku szóstym (why me?) oraz siódmym (au reservoir). Produkcja duetu George Pelecanos & David Simon rządzi się swoimi prawami i podąża nieśpiesznym rytmem do finału, który raczej nie przyniesie niespodzianek, ale nie rozpatrujemy tego w kategoriach negatywnych, ponieważ nie jest to tego typu dzieło – od którego wymagalibyśmy zaskoczeń. Zbliżamy się do wiekopomnej chwili, gdy na dobre rozpocznie się biznes pornograficzny i będzie on w pełni legalny. Ilu bohaterów będzie w tym bezpośrednio, a ilu pośrednio uczestniczyć? Tego dowiemy się już za dwa dni. Teraz zapraszamy na omówienie odcinka szóstego i siódmego. 

Sylwia Sekret: Wszystko powoli idzie do przodu i nieuchronnie pcha nas ku eksplozcji branży filmów pornograficznych, w której usilnie próbuje się odnaleźć Candy, uznając to za lepszą formę zarobku niż robienie tego samego, tylko bez towarzystwa mnóstwa ludzi i kamery… Oczywiście kobieta ma w planach w ogóle przestać się rozbierać przed obcymi, a zasiąść raczej na stanowisku reżysera, dystrybutora, scenarzysty (?!), scenografa czy coś takiego, ale to raczej dalekosiężne plany i sama Candy zdaje sobie z tego sprawę. Co ciekawe, w ostatnich odcinkach mogliśmy zaobserwować po raz pierwszy jej reakcję na możliwość spotkania z ojcem. Trzeba przyznać, że do tej pory scenarzyści uknuli to tak, że widz był pewny, iż matka Candy mieszka sama, opiekując się wnukiem. Tymczasem okazuje się, że jej mąż, a ojciec naszej bohaterki, mieszka razem z żoną, tyle że Candy/Eileen skutecznie jak do tej pory go unikała. Jej reakcja jest gwałtowna i zastanawiająca – kobieta ucieka tylnym wyjściem, pełna strachu i gniewu jednocześnie. Na pewno będzie to miało jakieś dalsze rozwinięcie – nie bez powodu przecież już kilka razy Candy była pytana, czy to ojciec jest powodem tego, jak zarabia na życie.

Inna bohaterka, Abby, również miała okazję spotkać się z ojcem, tyle że była studentka akurat skorzystała z tej okazji. W tym momencie muszę wspomnieć, że Abby zaczyna mnie coraz bardziej irytować – z ciekawej i inteligentnej postaci ewoluowała w zadziorną, na pokaz pewną siebie i denerwującą, rozpieszczoną  smarkulę, która myśli, że wszystko jej wolno i że wszystkich może owinąć sobie wokół palca. Jej ostentacyjne wparowanie na eleganckie przyjęcie w skąpej sukience pożyczonej od prostytutki, w dodatku z Vincem pod rękę, któremu celowo nie wspomniała o dress codzie – było po prostu śmieszne i godne trzynastolatki. Jestem jednak ciekawa, jaki twórcy mają pomysł na tę postać – bo to, że jej udział w dalszej fabule będzie istotny, wydaje się na ten moment oczywiste, choćby poprzez fakt, ile czasu serialowego zostaje jej poświęcone.

Mateusz Norek: Zgadzam się, brakowało w tym klasy, do tego było to nie fair w stosunku do Vincenta. Nie rozumiem też za bardzo  motywacji, bo jej rodzice, mimo iż oczywiście dobrze sytuowani i może nieco snobistyczni, nie sprawiali Abby problemów, kiedy zdecydowała się rzucić studia (mama dała jej nawet wtedy kopertę z pieniędzmi, znała córkę na tyle, że spodziewała się takiego obrotu spraw), ojciec mimo zaskoczenia i pewnie blamażu przed innymi uczestnikami przyjęcia również starał się być miły i wydawał się w tym szczery – z Vincentem rozmawiał jak równy z równym, nie traktował go z góry.

Sylwia: Właśnie, to było ciekawe, bo po zachowaniu Abby spodziewałam się zupełnie innej reakcji jej rodziców. O co więc chodzi dziewczynie? Może niedługo się dowiemy… Ciekawie rozwija się też sprawa z Ginger – czy doprowadzi ona do wojny alfonsów? Jeśli Darlene uprze się, by dziewczyna wróciła na wieś, może tak być, w końcu… chyba jeszcze nie zarobiła tyle, by jej “nabywca” nie był stratny? Chociaż, przy jej wzięciu…

Tymczasem dotychczasowe życie i swojego Alfonsa rzuca bohaterka, po której spodziewalibyśmy się tego najmniej – Ashley. Czy faktycznie zniknie i już nie wróci? Tego nie wiem, ale podoba mi się, że “najmądrzejsza” okazała się ta z nich, którą kreowano na najbardziej głupiutką i uzależnioną od swojego Alfonsa.

Mateusz N: Też mnie zaskoczyło, że to właśnie Ashley postanowiła uciec. Jakoś nie miałem o niej dobrego zdania, wydawała się głupia i całkowicie uzależniona od CC, który w brutalny sposób ją traktował (końcówka pierwszego odcinka) – było widać, że Lori stała się jego ulubienicą. Do tego w tej peruce i ze zmęczoną, nieobecną miną Ashley była wręcz brzydka. A teraz, z naturalnymi włosami i w normalnym stroju zupełnie się zmieniła, do tego potrafiła odwdzięczyć się Abby za udzieloną pomoc.

Sylwia: Dokładnie! Nagle nie tylko jej charakter wydał się widzowi zupełnie inny, ale nagle jakby wynormalniała i wypiękniała w moment!

Przed nami jeszcze jeden odcinek i niezmiernie ciekawi mnie, jak twórcy postanowią zamknąć ten sezon – jakimś fabularnym twistem czy wręcz przeciwnie – wyjaśnieniem i domknięciem wielu wątków?

Mateusz Cyra: Ja również nie mogę się doczekać finału i tego, z jakim zakończeniem pozostawią nas twórcy. Bo co do tego, że będzie to cliffhanger – nie mam większych wątpliwości. Zbliżamy się do finału, a ja w sumie w dalszym ciągu nie mogę się nadziwić, jak ten serial mi się podoba. Naprawdę odpowiada mi taki spokojny sposób narracji i nieśpieszność twórców w rozwijaniu wątków. Jakoś znacznie łatwiej jest mi się dzięki temu utożsamić z bohaterami – bo w Kronikach Time Square zamiast galopującej fabuły istotne są drobne gesty, spojrzenia, rewelacyjne dialogi i ten brudny, nowojorski klimat początku lat siedemdziesiątych, gdy Stany Zjednoczone stały na rozdrożu rewolucji seksualnej (przynajmniej jeśli chodzi o rozwój przemysłu, który lata później stanie się kolosem na skalę globalną).

Wróćmy jednak do fabuły – ostatnie dwa odcinki zapewniły sporo emocji i jeszcze więcej sytuacji, dzięki którym między bohaterami niejednokrotnie mogło dojść do ciekawych przemieszań. Jakże ucieszyła mnie wściekłość rozkapryszonej i coraz bardziej denerwującej Abby, gdy dowiedziała się, że jej szlachetna misja ratunkowa wobec Darlene spełzła na niczym, a ta nie dość, że wróciła do swojego alfonsa, to jeszcze przyprowadziła mu świeżutki materiał dla rozwinięcia biznesu. I w zasadzie nie zdziwiło mnie to, że Abby nie nauczyła się na błędach kompletnie nic, odcinek później oferując taką samą pomoc innej prostytutce – Ashley, która jednak zdaje się być bardziej zdeterminowana do zerwania z obecnym życiem. Jak rozwinie się ten wątek? Tego z pewnością dowiemy się w finale, bo już w przedostatnim odcinku porywczy CC coraz bardziej dociekał tego, gdzie podziała się jego zguba i można być w zasadzie pewnym, że chyba najbardziej charyzmatyczny z alfonsów nie zostawi tej sprawy bez rozwiązania.

Mateusz N: A ja stawiam na to, że ten wątek jest już zakończony – Ashley wyjechała i wątpię, że CC będzie teraz tracił czas, by próbować jej szukać i się mścić – ma teraz inne problemy, czasy się zmieniają i on doskonale to widzi – czas alfonsów bezpowrotnie się kończy.

Sylwia: Też mam wrażenie, że wątek Ashley się urywa w tym momencie. I świetnie – bo naprawdę nikt nie stawiałby właśnie na nią, gdybyśmy mieli zgadywać, która z kobiet wyrwie się ze szponów swojego alfonsa i dotychczasowego życia. Być może uda się to, choć w inny sposób, także Candy.

Mateusz C: Candy jest już skrajnie zmęczona prostytucją, dlatego postawiła wszystko na jedną kartę – postanowiła połączyć siły z facetem, który dorabia, kręcąc (dotąd) nielegalne filmy pornograficzne. Początkowo współpraca nie przebiega po myśli Candy, ponieważ zleceń jest mało, w dodatku kobieta w dalszym ciągu musi się pieprzyć, tyle tylko, że tym razem robi to przed kamerą. Z czasem jednak przychodzi ustawa, która zmienia podejście do pornografii, co zwiększa popyt i możliwości twórców, a sama Candy odnajduje w sobie smykałkę do spraw technicznych związanych z ustawieniem świateł, doborem kolorystyki itp.

Ciekawie wygląda również układ między mafią a policją, na mocy którego dzielnicowi mają organizować łapanki wszystkich znajdujących się na ulicach prostytutek, co z kolei spowodowało, że alfonsi zostali zmuszeni do przystania na oferty, aby ich dziewczynki pracowały w specjalnie stworzonych na te potrzeby “salonach masażu”. Jeden z takich miejsc prowadzi Vince, który usilnie próbuje wmówić sobie i innym, że on nie ma z tym miejscem nic wspólnego. Formalnie rzecz biorąc, lokalem zajmuje się jego szwagier, Bobby. Ta zmiana może znacząco wpłynąć na otoczenie bohaterów i wydaje mi się, że popchnęła fabułę właśnie w stronę początków branży porno. Czekam na finał.

Mateusz N: Muszę przyznać, że w ostatnich dwóch odcinkach działo się naprawdę sporo i jest co omawiać. Libaralne zmiany w prawie dotyczącym pornografii i działania policji, wymuszające przeprowadzkę prostytutek do stworzonych dla nich lokali, to zmiany, które są kluczowe dla zmiany ulicznego życia Time Square, a w konsekwencji prowadzą do transformacji prostytucji w filmową branżę porno. Główni bohaterowie nie mają na te rzeczy wpływu, muszą po prostu dostosować się do nowej sytuacji i próbują jak najwięcej zarobić na nowym prawie. Wyrok sądu, który otwiera furtkę na bezproblemowe kręcenie filmów dla dorosłych, z radością śledzą związani z dzielnicą mafiozi. Serial przy okazji tych dwóch odcinków odkrywa nam nieco więcej tego świata, po raz pierwszy widzimy szefa mafii, któremu podlega Rudy Pipilo, poznajemy też innych graczy półświatka, którzy mimo współpracy, próbują nawzajem się okradać. Rudy korzysta przy pilnowaniu swojego finansowego interesu z pomocy Frankiego, dla którego oczywiście jest to świetna zabawa i nie ma nic przeciwko wykonywaniu fuch dla Rudiego. Mam tylko nadzieję, że brat Vincenta nie jest na tyle głupi, aby próbować oszukać na pieniądze pana Pipilo, bo to może skończyć się tragicznie. Przy okazji mafii należy zadać sobie pytanie, kto tak naprawdę pociąga za sznurki i jest prawdziwym prowodyrem zmian w prawie. Tym bardziej, że przestępczy świat Nowego Jorku nic by nie ugrał, gdyby nie układ z miastem przy otwieraniu wspomnianych “salonów masażu”, a dodatkowo zupełna zmiana działania lokalnej policji, która w ramach bożonarodzeniowego “sprzątania” ulicy prześladuje dziwki i alfonsów, zmuszając ich do przyjęcia propozycji Vincenta i Bobbego, by dziewczyny przeniosły się od ich nowo otwartego lokalu. Tutaj decyzja również przychodzi gdzieś z góry, zresztą Kroniki Time Square od pierwszego odcinka nie pozostawiają wątpliwości, że stróże prawa są niesamowicie skorumpowani.

Vincent cały czas powtarza, że nie ma z sutenerstwem nic wspólnego, ale oczywistym jest, że nie może tak po prostu umyć od tego rąk. Kojarzą go i alfonsi i mafia. Do tego nie wiem, czy zauważyliście, ale jego szwagier, Bobby, wyraźnie wkręcił się w jedną z przebywających w salonie masażu dziewczyn, której płaci, by zamiast pracować, siedziała z nim przy recepcji. Nic dobrego z tego nie wyniknie, a Vince będzie musiał świecić oczami przed swoją siostrą.

Sylwia, Mateusz C: Zauważyliśmy, zauważyliśmy… ;).

Mateusz N: Jak wspomniałeś, Mati, Candy faktycznie niesamowicie “czuje” robienie filmowego porno. Reżyser Phil mimo początkowej rezerwy coraz mniej traktuje ją jak zwykłą aktorkę, a coraz bardziej jako partnerkę w interesie. Do tego nie wiem, czy nie zaczęło mu nieco na niej zależeć. Tylko pytanie, dlaczego w takim razie dodatkowa praca, jaką jej załatwił, również polega na prostytucji, tyle że w ekskluzywnych, hotelowych warunkach. Swoją drogą to też była ciekawa scena – zrobił się nam taki przekrój, od obciągania w samochodzie, przez seks w obskurnym motelu czy małych pokojach, wybudowanych przez Bobbiego, aż do spotkania w hotelu w towarzystwie obiadu i szampana – a jednak wszystko sprowadza się do tego samego. Wracając jednak do samej Candy i jej wyczucia w kwestii filmowania – widzi ona wyraźnie, że Lori nie radzi sobie w pracy z kamerą, wie jednak, jak ją rozluźnić, uwydatnić jej wdzięki i tak poprowadzić, by wyszedł z tego dobry pornos. Potem mamy zresztą dość znaczącą moim zdaniem scenę, w której Lori ogląda gotowy już film w jednym z automatów. Jest wyraźnie zachwycona, chwali się nawet obecnym, że aktorka pieprzona na filmie to właśnie ona. Jakby serial mówił nam – patrzcie, oto narodziła się pierwsza, prawdziwa gwiazda filmów porno. Nie mogę się doczekać finałowego odcinka, jest jeszcze sporo wątków, które mogą się zaskakująco potoczyć. Nie liczę jednak na jakiś mocny cliffhanger – to nie w stylu Kronik Time Square.


Kroniki Time Square obejrzycie na kanałach HBO oraz w HBO GO

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *