Twarda i równa – Paul Weitz – “Babka” [recenzja]

Babka

Są takie filmy, od których oczekujemy, że wywrą na nas ogromne wrażenie i zasiadamy do seansu z wielkimi oczekiwaniami, gdy tymczasem w połowie wiemy już, że nie ma na to najmniejszych szans. Są jednak również takie filmy, do oglądania których zasiadamy w zasadzie bez żadnych nadziei, w stanie kompletnej obojętności, nie nastawieni tak naprawdę na nic konkretnego… a okazuje się w połowie, że produkcja ta jest lepsza od wielu z tych, których gigantyczne plakaty kinowe wiszą miesiącami, oznajmiając o sukcesie kasowym danego tytułu. Do takich właśnie filmów należy Babka w reżyserii Paula Weitza… film, który opowiada poniekąd historię, jakich wiele, a jego temat przewodni nie czyni go wyjątkowym. Mimo to jednak Babka urzeka szczerością, spokojem, ciepłem i pewną bezpretensjonalnością, jaką rzadko mogą się pochwalić tego typu filmy, które w efekcie albo lądują w szufladzie z na siłę śmiesznymi komediami, albo z nudnymi dramatami.

Jeśli w odmętach Internetu natknęliście się na opis omawianego tu filmu, który mówi o tym, że wnuczka i babcia wyruszają w podróż, która ma naprawić ich wspólne relacje – nie zwracajcie na niego absolutnie żadnej uwagi. Wprowadza bowiem w błąd i nie oddaje nawet w jednym procencie problematyki i zarysu fabularnego filmu. Scenariuszową myślą przewodnią, która jest punktem wyjścia dla całej historii, są odwiedziny. Nastoletnia Sage odwiedza swoją babcię, Elle. Tuż przed odwiedzinami natomiast widz był świadkiem rozstania Elle z dużo od niej młodszą, atrakcyjną Olivią. Już w tej scenie dostajemy niezły przedsmak tego, jaką osobą jest babcia Sage… a przynajmniej tak nam się wydaje. Kobieta jest nieczuła, agresywna, wrogo nastawiona do innych ludzi, ma niezwykle ironiczne poczucie humoru, jest bezkompromisowa i oschła. Po co więc odwiedza ją wnuczka? Okazuje się, że nastolatka jest w ciąży i potrzebuje pieniędzy na zabieg. Niestety Elle jest spłukana niczym jej wnuczka, a karty kredytowe… pocięła na kawałki, tworząc z nich ozdobę swojego ganku. Muszą więc zdobyć pieniądze na aborcję. Czasu nie ma jednak wiele, bo dziewczyna ma umówiony zabieg na 17.45, a w momencie, kiedy przychodzi do babci po pomoc, jest mniej więcej 9 rano. Odkrywają więc nieużywany od dawna samochód, biorą dwadzieścia kilka dolarów (czyli jedyny dobytek Elle) i ruszają w podróż ku kolejnym miejscom i ludziom, od których babka ma nadzieję odebrać, pożyczyć lub zdobyć pieniądze. Na liście nie zabraknie ojca nienarodzonego dziecka, studia tatuaży, pewnego baru i kilku dziwnych miejsc, w których dziać się będą mniej lub bardziej dziwne rzeczy.

W ten oto sposób porzucamy pozornie główną tematykę filmu, a więc niechcianą ciążę Sage, i nasza uwaga w całości skupia się na Elle, o której wraz z każdym odwiedzanym miejscem będziemy dowiadywać się coraz więcej. Dowiemy się co nieco o jej obecnym związku z Olivią, a także odkryjemy, dlaczego kobieta jest taka zmierzła, i co oznacza imię wytatuowane na jej nadgarstku. Z rozmów z wnuczką domyślimy się także, że Elle z jej córką, czyli matką Sage, łączą bardzo trudne relacje, podobnie zresztą jak Sage z matką. Nie bez powodu zresztą dziewczyna nie powiedziała o ciąży matce, którą bez problemu byłoby stać na zapłacenie 600 dolarów za zabieg. Jednak gdyby to zrobiła, widz nie miałby okazji poznać znajomych Elle, a także dowiedzieć się o kilku ciekawych faktach z jej życia. A wszystko po to, by ostatecznie dotrzeć do tego, co od początku wydawało się nieuniknione – do spotkania trzech kobiet: babki, matki i wnuczki. Ten emocjonalny trójkąt będzie wyjątkowo dziwaczny, ale… czyja rodzina jest całkowicie normalna?

Mogą pojawiać się zarzuty, że film jest zwyczajny, nudny, bez polotu i w zasadzie nie opowiada o niczym konkretnym. Jednak Babka należy do tego nielicznego grona filmów, które choć z pozoru opowiadają o niczym, zachwycają swoją szczerością, ciepłem, życiowością i tym, jak łatwo jesteśmy jako widzowie w stanie uwierzyć w prawdziwość opowiadanej nam historii. Pod względem zwyczajności, która jednak nas ujmuje, a w której ogromną rolę odgrywa znakomita obsada, Babka przypomina mi film Ani słowa więcej, ze świetnymi rolami Julii Louis-Dreyfus i nieżyjącego już, nieodżałowanego Jamesa Gandolfiniego. W filmach tych mamy ten sam poziom szczerości, jaka pojawia się w relacji aktorzy-widzowie, a której efektem jest to, że choć członkowie obsady nie mają w repertuarze wielkich słów, krzyków i niecodziennych emocji do pokazania, oferują nam w efekcie większe widowisko niż przy epickich scenach z najbardziej znanych filmów. Babka trzyma w napięciu, choć samej akcji jest tu niewiele. Ogromnym plusem jest również to, że choć fabularnie najważniejsza jest ciąża Sage i to, czy babka i wnuczka zdobędą pieniądze na zabieg, tak naprawdę widza nie interesuje, czy dziewczyna zdecyduje się faktycznie usunąć ciąże, czy może w ostatniej chwili rozmyśli się. Chcemy natomiast coraz więcej wiedzieć o samej Elle, pragniemy zrozumieć jej oziębłość wobec Olivii, poznać jakieś fakty na temat jej długoletniej partnerki, która niedawno zmarła, wejść w jej świat i zobaczyć go od środka.

W filmie niejednokrotnie poruszona zostanie tematyka feminizmu, związków homoseksualnych, samotnego wychowywania dziecka, aborcji… Są to tematy wciąż “na czasie” – jeśli miałabym wyrazić się, posługując się raczej językiem Sage aniżeli Elle – które nadal, mimo osłuchania i pozornego pozbycia się etykietki tabu, wywołują większe lub mniejsze kontrowersje. Dla takiej problematyki natomiast bardzo ważny jest odpowiedni podkład w postaci dobrze dobranych aktorów, którzy w dodatku dobrze wykonają swoją pracę i stworzą kreacje, w które widz będzie mógł bez problemu uwierzyć. I wszystkim aktorom, którzy na dłużej pojawiają się na ekranie w filmie Babka ta sztuka się udała. Na najważniejsze wyróżnienie zasługuje oczywiście Lily Tomlin, która odwaliła naprawdę kawał świetnej roboty, wcielając się w Elle. Stworzyła nietuzinkową, zapadającą w pamięć postać, o której od początku wiemy, że choć kreuje się na oschłą, zimną i ironiczną, to skrywa w sobie mnóstwo nieutulonego żalu, ale także ciepła i zrozumienia względem innych ludzi. Postać Elle to jedna z tych, które – jako widz – darzy się sympatią od początku (no, prawie od początku) do końca, a ponadto choćby nie wiadomo ile scenarzysta postanowił nam o niej opowiedzieć… wiemy, że większość ciężaru, jaki dźwiga na barkach, i tak pozostanie jej słodko-gorzką tajemnicą. Lily Tomlin świetnie zagrała twardą i równą babkę, która bez owijania w bawełnę mówi, co myśli, i choć jest dumna i uparta, potrafi ukorzyć się dla wyższego dobra, jeśli sytuacja tego wymaga. Jest w niej coś z nastoletniej chłopczycy, z buntownika gotowego stanąć naprzeciw całego świata, wyrażając swój protest. Jednak nie można odmówić jej troski, z jaką wspiera swoją wnuczkę.

Pozostali aktorzy również spisali się bardzo dobrze. Julia Garner, która wcieliła się w postać Sage, umiejętnie zagrała nastolatkę, na którą nagle spadł dość spory problem, ale która jednocześnie doskonale wie, co należy z nim zrobić. Na tle babki i matki Sage prezentuje się najspokojniej i najnormalniej, ale duża w tym zasługa właśnie Garner, która zagrała niezwykle naturalnie takie trudno uchwytne emocje jak zażenowanie czy niepewność. Świetną, choć niewielką rolę miała także w filmie Marcia Gay Harden, która zagrała córkę Ellę, a matkę Sage – jej występ był niezwykle soczysty. Warto odnotować także pojawienie się na ekranie Sama Elliotta, z którym scena również była intensywna i zapadająca w pamięć.

Babka to bardzo dobre kino, jednak zdaje sobie sprawę z tego, że nie docenią tego filmu wszyscy. Pędząca na złamanie karku akcja nie jest tu głównym atutem, film płynie spokojnie i nie może pochwalić się twistami fabularnymi czy epickimi scenami. Jednak ujmuje swoją prostotą i szczerością – oglądając dzieło Paula Weitza, mamy raczej wrażenie uczestniczenia w historii prawdziwych ludzi, którą jakimś cudem możemy podglądać, aniżeli oglądania wyreżyserowanego i zagranego przez aktorów filmu. Osobiście takie produkcje cenię sobie o wiele bardziej niż epickie fantasy (którymi również nie gardzę!), a wbrew pozorom nie zdarzają się często. Żal po stracie i próba poradzenia sobie z żałobą zostały tu tak delikatnie, wręcz subtelnie nakreślone, stając się niewyraźnym, ale jakże istotnym tłem, że nie mamy wrażenia, że twórcy na siłę próbują nam pokazać, co czują bohaterowie i dlaczego powinniśmy im współczuć. Podobnie rzecz ma się zresztą z innymi poruszanymi w filmie problematykami – wszystko jest tu takie, by trafić do wrażliwości widza, a nie by ją wykreować od nowa. Babkę polecić mogę więc z czystym sumieniem, a nie przeczę, że sama kiedyś z chęcią do tego filmu wrócę.

Ocena: 7/10

Film można oglądać na kanałach HBO, a także w serwisie HBO GO

Sylwia Sekret

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: “Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: ‘towar drugiej klasy’ na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *