Mutyzm selektywny – Filip Gieldon – „Magdalena” [recenzja]

Magdalena, niskobudżetowy (a właściwie mikrobudżetowy, bo w takim konkursie ta fabuła brała udział w trakcie ostatniej edycji Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni), czego w ogóle nie widać, zważywszy na pełen profesjonalizm tej produkcji, debiut młodego Filipa Gieldona był pierwszym tytułem, jaki udało mi się obejrzeć w nowym, 2022 roku, i jeśli jest to prognostyk tego, jak mają wyglądać moje seanse w nadchodzącym czasie, to wydaje się to być prognostyk pozytywny, zwłaszcza jeśli chodzi o ocenę kina polskiego, które z oczywistych powodów zawsze jest najbliższe sercu. Magdalena wolna jest zresztą przy wszystkich swoich bardziej istotnych zaletach od tego, co jest zmorą polskiej kinematografii, tj. fatalnego dźwięku. W filmie Gieldona wszystkie dialogi słychać wyraźnie bez szczególnego wytężania słuchu. Paradoksalnie – bo tytułowa protagonistka nie wypowiada ani jednej kwestii. Film ów na nasze ekrany wprowadza dystrybutor Holly Pictures, co mnie szczególnie cieszy, bo ta firma, promująca wartościowe niszowe polskie kino, od jakiegoś czasu – głównie zapewne ze względów pandemicznych – nie była obecna na rynku. Wśród producentów dostrzec można natomiast osobę Kuby Kosmy, świeżo po sukcesie Wszystkich naszych strachów.

Magdalena to jeden z nielicznych przykładów – tak w kinie polskim, jak i w ogóle światowym – wprowadzenia do fabuły postaci, która jest niema. Można byłoby wspomnieć w tym miejscu nie tak dawny ukraiński obraz Plemię, ale surowy, realistyczny obraz Gieldona to jednak coś diametralnie innego niż po części konceptualny popis kinematografii naszych wschodnich sąsiadów. Daleko polskiemu obrazowi także do ckliwości i naiwności takich filmów jak klasyczne Dzieci gorszego Boga czy też bieżący wykwit amerykańskiego kina rodem z Sundance, którym jest tytuł CODA. Zresztą wyjątkowość Magdaleny polega też na tym, że tytułowa bohaterka nie jest osobą niepełnosprawną (czemu daje wyraz w jednej ze scen przedstawiających rozmowę z urzędniczką, która proponuje złożenie oświadczenia o tej treści celem uzyskania zasiłku). Jej przypadłość to tzw. selektywny mutyzm, a zatem zjawisko psychologiczne i psychiatryczne będące rezultatem przebytej traumy. O dramatycznych wydarzeniach z przeszłości dowiadujemy się zresztą także w nieoczywisty sposób, bo nie poprzez klasyczne retrospekcje, ale zapisy video z feralnej imprezy, która zdeterminowała położenie tytułowej Magdaleny obecnie. Wychowuje ona samotnie kilkuletnią córkę, co też jest określeniem na wyrost, bo prawną opiekę nad dzieckiem sprawuje jej opryskliwa i zgorzkniała matka.

Kobiety ledwo wiążą koniec z końcem. Magdalena dorabia jako kelnerka w kawiarni, a po nocach realizuje swoją pasję, występując jako didżejka w klubach, co spotyka się z niezadowoleniem jej matki, która nie widzi w tej profesji życiowych perspektyw. To świat właściwie pozbawiony mężczyzn, z kobietami, które w trudnej rzeczywistości muszą sobie radzić same. Jedyny facet w rezultacie okazuje się kimś zupełnie innym, niż miałyby na to wskazywać pierwotnie okazywana pomoc i sympatia (jego figura przypomina mi trochę postać graną przez Michaela Fassbendera w Fish Tank Andrei Arnold). Dlatego też należy w tym miejscu wskazać, że główną zaletą filmu jest znakomite intuicyjne aktorstwo nieopatrzonych aktorek, w szczególności zaś dźwigającej całą tę fabułę Magdaleny Żak w tytułowej roli. Filmowana w kwadratowych wąskich kadrach i bliskich planach jawi się jako zranione zwierzątko szamoczące się w konwulsjach zakleszczenia w swoistej pułapce życia, które ją przerosło i sukcesywnie pogrąża wraz z biegiem historii, kiedy to podejmuje kolejne nieracjonalne decyzje powodujące, że jej sytuacja staje się coraz bardziej beznadziejna. Taki rysunek postaci przypomina inne młode bohaterki w polskim kinie ostatnich kilku lat, by wspomnieć choćby Wszystko dla mojej matkiJak najdalej stąd. Wszystkie wymienione tytuły układają się w sekwencję kina społecznego na wzór dokonań Brytyjczyka Kena Loacha, przy czym istotny jest nie tyle kontekst społeczny, ile indywidualna sytuacja protagonistek wynikająca z osobistej niezawinionej przeszłości. Jeśli dodamy do tego udaną muzykę, tak ilustracyjną, jak i złożoną z didżejskich setów oraz kreatywne i nieoczywiste przedstawienie Łodzi (w realiach pandemicznych, o czym przypominają wszechobecne maseczki, reżyser zaś celowo nie eliminuje tej rzeczywistości ze świata przedstawionego), to uzyskamy udane i chwytające za serce rodzime kino, którego nie musimy się wstydzić.

Fot.: Holly Pictures

Write a Review

Opublikowane przez

Michał Mielnik

Radca prawny i politolog, hobbystycznie kinofil - miłośnik stołecznych kin studyjnych, w których ma swoje ulubione miejsca. Admirator festiwali filmowych, ze szczególnym uwzględnieniem Millenium Docs Against Gravity, 5 Smaków, Afrykamery, Ukrainy. Festiwalu Filmowego.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.