LGBT

13. LGBT+ Film Festival 2022

Głos Kultury po raz kolejny objął swoim patronatem medialnym LGBT+ Film Festival – tym razem już 13. edycję ozdobioną wyjątkowo udanym plakatem przedstawiającym wizerunek Kory Jackowskiej. Jest to największa w Polsce impreza filmowa prezentująca filmy – tak fabularne, jak i dokumentalne i krótkometrażowe – podejmujące problematykę osób należących do mniejszości seksualnych, która odbywa się znowuż w szczególnych okolicznościach, jednak terminie kwietniowym, jeśli zaś chodzi o miejsce to w Warszawie, w nowym kinie. Mimo że to truizm przywoływany w kontekście każdego wydarzenia kulturalnego, to warto po raz kolejny dodać, że pandemia koronawirusa Sars Cov 2 zmieniła wszystko, ale chyba najbardziej wpłynęła właśnie na szeroko pojętą kulturę/rozrywkę i zmodyfikowała formy konsumpcji sztuki filmowej. W tym roku wśród globalnych czynników, które determinują wszystko, znalazła się też wojna na Ukrainie, co znajduje odzwierciedlenie choćby w programie imprezy. Oczywiście festiwal ma także inny kontekst, co już wynika z naszej lokalnej polskiej specyfiki społeczno-politycznej, odnoszący się do wciąż aktualnej i niestety mało merytorycznej, a emocjonalnej dyskusji, jaka toczy się wokół praw tej społeczności i wciąż nieuregulowanej sytuacji prawnej związków osób nieheteronormatywnych. Festiwal jednak to przede wszystkim sztuka filmowa wolna od bieżączki. Tegoroczna edycja festiwalu odbywa się w Warszawie, ale repliki odbędą się także w innych miastach w Polsce.

Radzę zwrócić szczególną uwagę na seans filmu Magdalena (nasza recenzja TUTAJ), który co prawda był już obecny w regularnym repertuarze, to jednak przemknął przez kina niemal niezauważony i nie został należycie doceniony. Niskobudżetowy (a właściwie mikrobudżetowy, bo w takim konkursie ta fabuła brała udział w trakcie ostatniej edycji Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni), czego w ogóle nie widać, zważywszy na pełen profesjonalizm tej produkcji, debiut młodego Filipa Gieldona był pierwszym tytułem, jaki udało mi się obejrzeć w nowym, 2022 roku, i jeśli jest to prognostyk tego, jak mają wyglądać moje seanse w nadchodzącym czasie, to wydaje się to być prognostyk pozytywny, zwłaszcza jeśli chodzi o ocenę kina polskiego, które z oczywistych powodów zawsze jest najbliższe sercu. Magdalena wolna jest zresztą przy wszystkich swoich bardziej istotnych zaletach od tego, co jest zmorą polskiej kinematografii, tj. fatalnego dźwięku. W filmie Gieldona wszystkie dialogi słychać wyraźnie bez szczególnego wytężania słuchu. Paradoksalnie – bo tytułowa protagonistka nie wypowiada ani jednej kwestii.

W programie mamy także intrygujący ukraiński dokument. Dochód ze sprzedaży biletów na seanse tego filmu trafi na cele charytatywne związane z obecną sytuacją na Ukrainie. Mój tata jest bratem mamy przedstawia historię niestandardowej i jednak dysfunkcjonalnej rodziny. Tolik jest awangardowym artystą wielu talentów związanym z alternatywną sceną queerową w Kijowie, który sprawuje opiekę nad swoją siostrzenicą z uwagi na niezdolność siostry (cierpiącej na chorobę psychiczną) do pełnienia funkcji wychowawczych. Temat niespodziewanego niezapowiedzianego ojcostwa, a także zakreślenie relacji córki z przybranym ojcem jest w mikroskali intrygujący i odzwierciedlony z emocjonalnymi niuansami. Pewne wątpliwości natury etycznej budzi dość wnikliwe prezentowanie z bliskiej perspektywy osoby dotkniętej schizofrenią.

Intrygująco zapowiada się film otwarcia – brazylijski kandydat do Oscara, a zarazem tytuł nagrodzony na ostatnim festiwalu w Wenecji. Private desert zdaje się diametralnie innym obrazem niż zeszłoroczna fabuła otwierająca imprezę, którą była szalona komedia z Uwe Bollem. Nie jest to też obraz, który przedstawiałby środowisko LGBT+ od środka. To raczej subtelny melodramat nawet nie tyle o pokonywaniu uprzedzeń, co o poszukiwaniu (i znajdowaniu) nowych uczuć, którymi obdarza się osoby, jakich wcześniej nie postrzega się w kategoriach potencjalnych partnerów. Czysta miłość, wyabstrahowana od kontekstu tożsamości i orientacji seksualnej.

Nie mogę nadto doczekać się seansów dwóch tytułów: Trzy smutne tygrysyTahara. Pierwszy z nich na niedawnym Berlinale otrzymał nagrodę Teddy. Sam koncept gatunkowy jest fascynujący: dystopijna przyszłość w Sao Paulo (jak widać, kinematografia brazylijska jest w tym roku silnie obecna na festiwalu) i trzy nieheteronormatywne osoby krążące po zgliszczach cywilizacji dotkniętej śmiercionośnym wirusem. Brzmi to wspaniale i jakże aktualnie. Drugi zaś film powinien spodobać się tym, których zachwycił niezależny obraz Shiva baby. Ta sama aktorka, problematyka żydowska i analogicznie doświadczenia z przeżywaniem żałoby.

Fot.:  LGBT+ Film Festival

LGBT

Write a Review

Opublikowane przez

Michał Mielnik

Radca prawny i politolog, hobbystycznie kinofil - miłośnik stołecznych kin studyjnych, w których ma swoje ulubione miejsca. Admirator festiwali filmowych, ze szczególnym uwzględnieniem Millenium Docs Against Gravity, 5 Smaków, Afrykamery, Ukrainy. Festiwalu Filmowego.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.