Harleen

Harleen – początki legendy – Stjepan Šejić – „Harleen” [recenzja]

Harley Quinn znają niemal wszyscy pożeracze popkulturowej pulpy. Głównie za sprawą Margot Robbie i jej brawurowej filmowej interpretacji tej komiksowej postaci. Wiemy, że Harley jest nieco niezrównoważona i razem z Jokerem tworzy modelowy przykład toksycznego związku. Nie każdy jednak zna jej genezę. Początki metamorfozy badaczki, dr Harleen Quinzel, w szaloną Harley Quinn fanom uniwersum Batmana przybliży wizualnie przepiękny komiks chorwackiego rysownika i scenarzysty Stjepana Šejića – Harleen. Komiks wpisuje się w popularny nurt opowieści przybliżających genezę ikonicznych postaci popkultury. Tyle już razy wyjaśniano nam, jakie okoliczności stworzyły Księcia Zbrodni Gotham, jak Bruce Wayne stał się Batmanem, a zahukana sekretarka Kobietą-Kotem. Czas na Harleen-Harley. Trzyczęściowa opowieść przekonująco przedstawia przemianę dobrze rokującej pani psycholog w pozbawioną hamulców partnerkę Jokera w miłości i zbrodni.

O swojej przeszłości opowiada nam sama Harleen. I choć ten zabieg nie jest zaskakujący, to już treść jej opowieści – owszem. Narracja jest bowiem stonowana i zaskakująco jak na tak odjechaną postać, normalna. I to właśnie uderza najbardziej, bo daje pojęcie o rozmiarach mentalnej metamorfozy, jaką przeszła nasza bohaterka. Opowieść ma formę chłodnej analizy przyczyn późniejszego szaleństwa bohaterki i korzeni destrukcyjnej relacji z Jokerem. Dostajemy kilka retrospekcji z dzieciństwa i studiów. Najbardziej kluczowe okazuje się jednak być kilka miesięcy pracy w Arkham.

Długa droga w dół

Harleen jako młoda terapeutka pracuje nad swoją teorią dotyczącą brutalnych przestępców. Uważa, że osoby przebywające w brutalnym otoczeniu i stanie permanentnego zagrożenia życia, również tracą zdolność empatii i stają się podatne na przekraczanie społecznych norm. Stopniowo badaczka staje się niejako manifestacją swoich teorii. A czytelnik ma okazję śledzić fascynujący proces popadania, z pozoru rozsądnej pani doktor w maniaczkę owładniętą obsesją na punkcie psychopaty.

Zafascynowana zwichniętymi umysłami Harleen, dzięki możliwości praktykowania w Azylu Arkham, dostaje pierwszorzędną okazję obcowania z całą plejadą czołowych wypaczonych obywateli Gotham. Ma szansę uskuteczniać sesje terapeutyczne z Killer Crockiem, Riddlerem czy Poison Ivy. Oczywiście, te znajomości zostawią nieodwracalny ślad na psychice Harleen.

Jesteśmy też świadkami pierwszego spotkania Harleen z Jokerem, komisarzem Jimem Gordonem, Batmanem i prokuratorem Harleyem Dentem. Fabularnie komiks przypomina trochę opowieść inicjacyjną, kiedy to młoda, ambitna kobieta spotyka mężczyznę, który będzie miał kluczowy wpływ na jej przyszłość. W tej historii oczywiście nie ma happy endu. Jest za to doświadczenie graniczne – brutalny akt przemocy, po którym powrót do tożsamości dr Harleen Quinzel będzie już niemożliwy. Komiks uczłowiecza więc oderwaną od rzeczywistości Harley, sugestywnie wyjaśniając przyczyny jej przemiany.

Miecz przeznaczenia

Komiks Šejića przedstawia Harleen nie jako naczelną świruskę uniwersum DC, lecz postać tragiczną. Wisi nad nią fatum – los naszej bohaterki jest przesądzony. Tak, jak nieunikniona jest śmierć ambitnej badaczki i narodziny niesławnej Harley. Zresztą cień Harley dosłownie wisi nad tą historią od początku. Ciężar przeznaczenia czyni z komiksu mroczną i ekscytującą opowieść.

Uczynienie z Harley narratorki, oddanie jej głosu i wprowadzenie zarówno retro-, jak i futurospekcji jest świetnym zabiegiem angażującym uwagę i emocje czytelnika. Mimo że wiemy, jak skończy się ta historia, kibicujemy Harleen i trzymamy kciuki, żeby udało się jej wyrwać z destrukcyjnej relacji.

Zresztą, jej związek z Jokerem też przedstawiony jest w sposób daleki od jednoznaczności. Nie do końca wiadomo, czy Harleen jest dla Jokera jedynie środkiem w dążeniu do celu. Czy bez skrupułów ją wykorzystuje, czy jednak darzy  jakimś rodzajem wypaczonego uczucia. Kadry z ich udziałem momentami przedstawiają wręcz romantyczną wizję miłości i to całkowicie pozbawioną karykaturalnego sznytu, który jest przecież charakterystyczny dla Jokera.

Kadry-symbole

Znakomita jest też warstwa wizualna. Uderza zwłaszcza ilość symboliki, jaką Stjepan Šejić nasycił kadry. Rysunki są realistyczne, drobiazgowe i pozbawione kontrowersji, wręcz zachowawcze. Trudno orzec, czy w przypadku historii o takim ikonicznym ciężarze jest to zaleta, ale trzeba przyznać, że komiks zwyczajnie cieszy oczy. Zwłaszcza że kadry ujęte są w szerszej niż zwykle perspektywie.

Zwraca uwagę sposób, w jaki rysowane są postaci. W absolutnie każdym przypadku uderza pogłębiony portret psychologiczny widoczny w każdym ujęciu. Šejić wspaniale niuansuje i uczłowiecza swoich bohaterów. Zarówno w warstwie graficznej, jak i dzięki zgrabnemu łączeniu ich losów w zaskakujące paralele (Harleen i prokurator Harvey Dent – Two Face – spotykają się na kilku etapach postępującej psychozy).

Herleen nie każdemu fanowi uniwersum przypadnie do gustu. Niektórych pewnie odrzuci swoista „romantyzacja” kluczowych dla fabuły wątków. Jest to jednak przemyślana, konsekwentna i przekonująca artystyczna wizja. A autorowi nie sposób odmówić talentu i umiejętności angażowania odbiorcy. Warto przeczytać choćby dla poszerzenia i uzupełnienia perspektywy.

Fot. Egmont


Przeczytaj także:

Recenzja filmu Joker

Harleen

Write a Review

Opublikowane przez
Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.