Muzyka,Wywiady

Moje piosenki dyskutują ze sobą nawzajem – rozmowa z Piotrem Woźniakiem

Piotrem Woźniakiem
Piotrem Woźniakiem

Stali czytelnicy Głosu Kultury mogą już wiedzieć, że ogólnie rzecz biorąc, nie gustuję w gatunku muzyki, jaki od lat z powodzeniem uprawia Piotr Woźniak. Jednak jego druga płyta Tata Adama kupiła mnie i to dosłownie. Okazała się idealnym ukojeniem i ostoją spokoju wśród zgiełku dnia codziennego i otaczającego nas świata, który zdaje się pędzić na złamanie karku. Porozmawiałem więc krótko, aczkolwiek treściwie, z Piotrem Woźniakiem na temat jego nowej muzyki i o paru innych, czasami około muzycznych sprawach. Zapraszam do lektury.

Długie pięć lat zajęło Ci nagranie następcy debiutanckiego  Domu na dachu. Skąd ta przerwa? Jak przebiegało tworzenie płyty Tata Adama?

W tym czasie zdarzyło się bardzo wiele. Przygotowałem program będący hołdem dla twórczości artystów polskich z początku lat siedemdziesiątych – Jak ze źródła. Powstał także solowy projekt instrumentalny SONAM SONAM. Równolegle powstawały piosenki na nową płytę Piotra Woźniaka. Powstawały z namysłem i poczuciem odpowiedzialności. Mam wrażenie, że na nowym krążku nie ma propozycji byle jakich.

W porównaniu do debiutu chętniej sięgasz po gitarę elektryczną, wysmażając na nij świetnie solówki. Czyżby elektryk stał się równorzędnym z tekstem i głosem środkiem ekspresji u Ciebie?

Moim środkiem ekspresji jest muzyka. Bo jestem przede wszystkim muzykiem. W mojej działalności śpiewaczej oczywiście bardzo ważny jest tekst, jego forma i sensy, które muszą mocno we mnie wibrować, ale słowo jest dla mnie istotne jedynie w kontekście muzyki. Gitara elektryczna stała się dla mnie wielkim odkryciem. Jest medium ekspresyjnym, pozwalającym przekazywać duże emocje. Lubię grać na swoim Framusie tele’71. Uwielbiam na nim grać!

No właśnie, tekst. O czym opowiada płyta Tata Adama?

Najważniejszym tematem płyty, czy może jej tłem emocjonalnym jest dojrzewanie, odczuwanie przemijalności siebie. To strasznie poważnie i może nieco pretensjonalnie brzmi, ale tak to czuję. Jest też druga ważna płaszczyzna: to, co niemierzalne, aspekt metafizyczny człowieka. Jednak słuchacz nie znajdzie w tekstach spójnej filozofii. Jak to powiedział mój przyjaciel: piosenki dyskutują ze sobą nawzajem. I tak jest dobrze.

Nie będę sobą, jeśli nie zapytam o genezę tytułu. Kim jest Tata Adama? Trochę mi się to kojarzy z Biblią.

Tekst refrenu piosenki Tata Adama zaczerpnąłem z dawnego elementarza. Któregoś razu powtarzając mechanicznie „TEN TATA TAM TO TATA ADAMA…” (to jest także moje ćwiczenie dykcyje), wpadłem na pomysł, żeby wpleść go w opowieść… No właśnie, w opowieść o ludziach, nie o Bogu. O Adamie… i Ewie, a nie o ich mitycznym Rodzicu. Wiesz, ta piosenka, ale też cała płyta, pozostawia słuchaczom dużą swobodę rozumienia i czucia. Tak lubię. Dla mnie słuchacz, odbiorca jest ostatnim twórcą. To on nadaje ostateczny sens piosenkom. Jest też twórcą niezbędnym. Bez niego moje piosenki nie istnieją, są martwe.

Porozmawiajmy o Twoich tekstach. Kim jest „niebieski przewodnik” z kompozycji Companero?

Postać bohatera piosenki pod nieco zagadkowym tytułem Companero zaczerpnęliśmy ze znakomitego filmu Wima Wendersa Niebo nad Berlinem. To anioł. Ten utwór mówi o przyjaźni i wsparciu. Jestem dłużnikiem kilku ludzi, którzy w trudnych dla mnie momentach byli przy mnie. Im dedykuję tę piosenkę.

Skąd pomysł na bohatera utworu Ghostwriter? Miałeś kogoś konkretnego na myśli, tworząc ten utwór?

Zamysł Agnieszki Łomnickiej, która napisała ten tekst, wydaje mi się prosty i zarazem błyskotliwy: tytułowy ghostwriter to samo życie. To życie często pisze za nas opowieść o nas samych. Nie jestem deterministą, ale trochę buntuję się przeciw przeświadczeniu, że wszystko od nas samych zależy. To nieprawda.

Piotr Woźniak "Compañero" [official video]

Bardzo mi się podoba to, że płyta jest różnorodna. Obok łagodnych utworów jak A. i E. znajduje się mocny, bujający Tata Adama. No właśnie, jak powstał ten utwór, który niewątpliwie się wyróżnia na płycie swoim brzmieniem?

Akurat w przypadku tej piosenki o formie zadecydowała rytmika tekstu. Rytmowi podporządkowane są tu wszystkie elementy aranżu łącznie z wiolonczelą, na której świetnie zagrała Anna Papierz. Kiedy miałem już komplet ścieżek, do akcji wkroczył Piotr Madziar, autor brzmienia wielu produkcji rockowych (ostatnio LemOn). Nareszcie był w swoim żywiole! (śmiech).

Na Tata Adama nie zaproponowałeś żadnej interpretacji klasyków polskiej poezji. Zabrakło pomysłu, czy postanowiłeś po prostu wypełnić płytę wyłącznie autorskimi kompozycjami? Jest jakiś wiersz któregoś z wielkich polskich poetów, który chciałbyś zaśpiewać, bądź przymierzasz się do tego?

W przeszłości sięgałem po wiersze… Tak naprawdę nie jest dla mnie ważne, skąd pojawiają się słowa, które śpiewam. Jedynym kryterium jest, czy mam do tekstu osobisty stosunek, czy mogę dzięki niemu coś powiedzieć o sobie. Wszystkie słowa, które śpiewam, muszą być w tym sensie „moje”. Płytę Tata Adama napisaliśmy z Agnieszką i póki co nie mam potrzeby szukać innych źródeł tekstów. Liczę na dalszą, równie wartościową współpracę.

Planujesz jakieś koncerty na drugą połowę 2015 roku? Czego możemy się po nich spodziewać?

Jeszcze w sierpniu pojawię się w kilku miejscach. Polecam mój facebookowy fan-page. Ja tam naprawdę jestem. Są też szczegółowe informacje o koncertach, o moich zamierzeniach, linki do prezentacji live. Wyróżnikiem mojego koncertowania jest obecnie udział Ani – wiolonczelistki. Musicie to zobaczyć. Musicie tego posłuchać :-).

Na koniec pytanie z innej beczki. Jak to jest być synem Tadeusza Woźniaka? Szczególnie, że Wasze głosy są w gruncie rzeczy podobne, niezwykle przez to charakterystyczne i oryginalne na polskiej scenie. Tata pomagał/pomaga trochę w tworzeniu muzyki albo podczas pracy w studiu? Nie męczą Cię wieczne porównania do ojca?

Te porównania są coraz rzadsze. Rozumiem, że temat jest atrakcyjny dla dziennikarza. Dla mnie trochę mniej. Nasze poczynania zawodowe mają dwie wspólne płaszczyzny: jestem członkiem zespołu koncertowego Ojca, często też uczestniczę w realizacji muzyki, którą On pisze do filmu i teatru. Tak więc teraz to raczej ja pomagam Ojcu w Jego pracy, a nie odwrotnie :-). On na szczęście nigdy nie miał chęci ani być moim mentorem, ani „organizować” mi kariery. Idę własną drogą.

Dziękuję za rozmowę!

Fot.: MJM Music

Na Głosie Kultury odpowiedzialny za pisanie o muzyce. Gustuje w każdym gatunku oprócz rapu, jednak im większy gitarowy hałas, tym lepiej.