Najpotężniejsza marionetka to ta, którą mamy wewnątrz – wywiad z Marią Ernestam

Niedawno na polskim rynku wydawniczym ukazała się powieść pt. „Córki marionetek”. O prywatne inspiracje, krytyków oraz marionetki, które są leitmotivem w najnowszej powieści Marii Ernestam, zapytałam autorkę podczas krótkiego wywiadu.

Pani najnowsza powieść inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami. W jaki sposób wpłynęły one na Panią?

To prawda, że zainspirowała mnie prawdziwa historia. To historia zaangażowania mojego dziadka w ruch oporu przeciwko nazistowskiemu reżimowi w Niemczech. A przede wszystkim jego pomocy dla uchodźców, głównie żydowskich, którzy przybywali do Szwecji po wojnie. Mój dziadek był bardzo odważnym człowiekiem, który podejmował walkę w obronie osób prześladowanych i źle traktowanych z różnych powodów. Wielu z nich pozostawało w kontakcie z moimi dziadkami przez całe życie i właśnie jedna z tych historii była dla mnie inspiracją. Dała książce jej główny temat – lęk przed nieznanym, to jak sobie z nim radzimy i co się dzieje, kiedy ludzie podążają w złym kierunku z powodu uprzedzeń. I, oczywiście, jak jeden lub kilku odważnych ludzi może wiele zmienić.

Wiadomo, że portret psychologiczny jednego z bohaterów „Córek marionetek” oparty jest na postaci rzeczywistej. Czy inne postaci z Pani książki również mają cechy postaci, które Pani zna? A może którejś z nich nadała Pani swoje osobiste cechy?

Zgadza się, tworząc postać prawnika opiekującego się uchodźcami, zainspirowałam się moim dziadkiem. A postać ojca Amnona jest oparta na jednym z tych uciekinierów, młodym żydowskim chłopaku o imieniu Martin, który przeniósł się do USA i otrzymał od mojego dziadka czek, który w rezultacie ocalił mu życie. Moja osobowość natomiast przejawia się w każdej postaci, o której piszę. Jedne dzielą moje nadzieje, inne – moje lęki, jeszcze inne – moją zdolność do przebaczania albo zazdrość. Nie ma jednej postaci posiadającej cechy charakteru Marii Ernestam, chociaż któraś może przypominać mnie bardziej niż inne. Jeśli piszę książkę w pierwszej osobie, tak jak w „Córkach marionetek”, gdzie narratorem jest Mariana, postać mówiąca zazwyczaj jest bardziej do mnie podobna. Ale, powtórzę – nie, nie ma jednej postaci wzorowanej w całości na mnie.

Dużo miejsca poświęca Pani w książce marionetkom. Co Panią w nich najbardziej fascynuje i dlaczego akurat na nich skupiła Pani aż taką uwagę?

Marionetki wydają mi się fascynujące z wielu powodów. Są sterowane „wyższą” siłą, ktoś pociąga za sznurki z góry, to jest bardzo ciekawe. Czyż to nie jest udziałem nas wszystkich? Wydaje mi się to interesujące także dlatego, że marionetki pokazują, jak działa ludzki mózg. Lalka ma namalowaną twarz, a jednak „widzimy”, jak płacze albo się śmieje poprzez nasz mózg, który wypełnia luki. Ponieważ wielu artystów mających różne pochodzenie etniczne było przez lata dyskryminowanych, napisanie o nich było dla mnie bardzo ważne. Kiedyś kupiłam marionetkę i sprzedawca powiedział mi, że najpotężniejszą marionetką jest ta, którą mamy wewnątrz, kiedy pociągamy za swoje własne sznurki. Nigdy o tym nie zapomniałam.

Kto był pierwszym recenzentem Pani nowej powieści? Czy oprócz wydawcy pozwalała Pani komuś zapoznawać się na bieżąco z rękopisami?

Przy tej książce mój mąż był moim pierwszym krytykiem. Poza tym zawsze daję rękopisy bliskiej przyjaciółce. Studiowałyśmy razem filologię angielską wiele lat temu i wspólnie pracowałyśmy nad analizami tekstów literackich. Ona mnie zna, rozumie nawiązania i jest bardzo dobrze wykształcona, więc ufam jej opiniom.

Czyja opinia na temat powstającej powieści była dla Pani najważniejsza?

Gdyby mój dziadek żył, to jego opinia byłaby najważniejsza. Myślę, że to było połączenie opinii mojego wydawcy i agenta literackiego.

Ile czasu dziennie poświęcała Pani na pisanie? Czy były dni, kiedy nie była Pani w stanie napisać nawet jednego zdania i, jeśli tak, to jak sobie Pani z tym radziła?

Można powiedzieć, że mam stałe godziny pracy. To znaczy, że traktuję swoje pisanie jak codzienną pracę. Zaczynam rano, piję herbatę, piszę, jem lunch, piszę, itd. Powiedziałabym, że piszę około sześciu do ośmiu godzin dziennie, czytam i poprawiam to, co napisałam poprzedniego dnia i dopisuję coś nowego. Zdarzają się lepsze i gorsze dni, ale każdego dnia staram się napisać przynajmniej trochę, nawet jeśli to nie będzie dobre. Łatwiej jest przejrzeć i poprawić kiepskie strony, które napisałam wczoraj niż opuścić jeden dzień i zaczynać od początku. Najlepiej jest pisać po kawałku każdego dnia, nawet jeśli miałaby to być tylko godzina.

Niektórzy pisarze mają pewne talizmany, jak maszyna do pisania czy ulubione pióro. Czy coś takiego towarzyszyło, pomagało Pani w pisaniu?

Mam przepiękne pióro marki Mont blanc, które podarował mi kiedyś mój mąż. Nie piszę nim swoich książek, ale podpisuję autografy, a także wszystkie ważne kontrakty.

Czy czyta Pani opinie czytelników na temat Pani powieści? Jeśli tak, to które z nich są dla Pani cenniejsze – pozytywne czy negatywne?

Na początku, przy swojej pierwszej książce, czytałam wszystko, pozytywne i negatywne opinie. Teraz staram się czytać tylko te pozytywne, w miarę możliwości. Czytelnicy są różni i jeśli słucha się zbyt wielu negatywnych opinii o swojej książce, coś może utkwić ci w głowie, wywołać niepewność i zmienić twój styl. Mam szczęście co do recenzji, ale zawsze pojawi się ktoś, komu będzie się podobać coś innego. Jedyną rzeczą, którą lubią wszyscy, jest woda. A woda jest przezroczysta.

Każdy czytelnik ma w swojej bibliotece książki, do których wraca, bo wywarły na nim szczególne wrażenie. W Pani przypadku jakie to są tytuły?

Ponieważ studiowałam literaturę angielską, musiałam dogłębnie zaznajomić się z dramatami Szekspira. I tym, do którego zawsze powracam, jest „Makbet”. To, jak dobry i dzielny człowiek z powodu swojej ambicji krok po kroku staje się zimnym mordercą, jest niezmiennie ekscytujące i inspirujące. Innymi ważnymi dla mnie książkami są wszystkie książki Johna Fowlesa (autora „Kochanicy Francuza”), pierwsze powieści Isabel Allende i niektóre pozycje Neila Gaimana. Bardzo lubię także brytyjską pisarkę Ruth Rendell, piszącą pod pseudonimem Barbara Vine. Inne przykłady to książki Johna Irvinga „Świat według Garpa” i „Hotel New Hampshire”. Lubię kiedy pisarz bawi się pojęciem rzeczywistości, angażując czytelnika w odrębny świat.

Jakie są Pani literackie autorytety?

Każdy pisarz, który traktuje swoją pracę poważnie i pisze o rzeczach bliskich jego sercu. Pisarze, którzy pracują nad stylem, jednocześnie oferując dobrą fabułę. Fiński pisarz Kjell Westö jest dobrym przykładem. Szwedzcy autorzy kryminałów Johan Theorin, Håkan Nesser i Åsa Larsson także. Są moimi dobrymi przyjaciółmi i wiele się uczę, rozmawiając z nimi o książkach i pisząc wspólnie.

Dziękuję za wywiad i życzę samych świetnych książek!

Tłumaczenie: Aga Michalska
Fot.: www.mariaernestam.com

Write a Review

Opublikowane przez
Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.