Nic wzniosłego – Ernest Gonzales – „Nim wstanie dzień” [recenzja]

Trudno na kartach naszej historii znaleźć temat, który wzbudza większe kontrowersje niż Powstanie Warszawskie. Co roku, kiedy zbliża się 1 sierpnia i rocznica wybuchu powstania, oprócz pięknej tradycji minuty ciszy tego dnia, na nowo podejmowane są liczne dyskusje, czy sam zryw wolnościowy był dobrą, czy złą decyzją. Dużo mówi się o ofiarach pośród cywili, o pasywności radzieckiej armii, o niedostatecznej pomocy ze strony zagranicznych sojuszników, o dramatycznych dysproporcjach w uzbrojeniu i sprzęcie między powstańcami a Niemcami. Nie jest łatwo ocenić decyzję młodych ludzi, którzy wtedy chwycili za broń i właściwie nie wiem, czy ktokolwiek teraz,  na chłodno, ma prawo, by to robić.  Ale, o ile dużo mówi się o Powstaniu Warszawskim na gruncie publicystycznym i historycznym, mam wrażenie, że rzadko po temat powstania sięgają artyści. Jest oczywiście słynny film Andrzeja Wajdy Kanał oraz o wiele współcześniejszy obraz Jana Komasy, Miasto 44, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Nie mogę też nie wspomnieć o absolutnie genialnej płycie Powstanie Warszawskie zespołu Lao Che. Nadal jest to jednak niewiele. Tym bardziej cieszę się, że miałem możliwość zapoznać się z komiksem Nim wstanie dzień, złożonym z kilku historii, dla których Powstanie Warszawskie jest wspólnym mianownikiem. Większość z nich została nagrodzona lub wyróżniona w konkursie na komiks o Powstaniu Warszawskim pod tytułem Powstanie 44 w komiksie, który organizuje Muzeum Powstania Warszawskiego – przy okazji jest również patronem medialnym tej antologii. 

Nim wstanie dzień to 7 historii (do tej liczby za chwilę wrócę) dotyczących Powstania Warszawskiego. Mamy tutaj zarówno komiksy, które mają miejsce bezpośrednio podczas powstania, jak i opowieść o tym, jak w murach stolicy wciąż żyją bolesne wspomnienia z tamtych strasznych chwil (Wyjście). Obecny jest komiks z elementami fantastyki, biorący na tapet bohaterów najbardziej znanych warszawskich legend – bazyliszka, syrenkę i złotą kaczkę (Legendy), jak i historie realistyczne, które mogły wydarzyć się dokładnie tak, jak zostały narysowane.  Najważniejszy jest jednak ciężki klimat tych wszystkich opowieści; tylko jeden krótki komiks o kocie (Chodzące nieszczęście), zupełnie nie pasuje do reszty i jest na swój sposób zabawny w swoim absurdzie. Resztę historii łączy jednak to, że przede wszystkim, może nawet bardziej niż o Powstaniu Warszawskim jako takim, opowiadają o grozie wojny. Jak możemy przeczytać z tyłu komiksu, [] wojna nie jest przygodą. Nie jest też czasem bohaterów, kiedy hartują się charaktery i wykuwa męstwo. Wojna to przede wszystkim śmierć, zniszczenie i rozpacz ocalałych. To o nich są te historie. O niewinnych ofiarach wojny. Niemal każdy komiks obecny w antologii naprawdę porusza i zostaje w głowie na dłużej. Na mnie szczególnie wrażenie zrobiły historie Traf oraz Śnieg. Pierwsza, ponieważ z przewrotny sposób bawi się oczekiwaniami czytelnika, dodatkowo odczarowując przekonanie, że jakaś siła wyższa pomaga (lub powinna pomagać) w wojnie jednej słusznej stronie. Drugi to tak naprawdę bardzo proste przypomnienie, że na wojnie po obu stronach barykady walczą tacy sami ludzie, a odczłowieczanie przeciwnika następuje również z obu stron.

W antologii występują jednak również słabsze momenty.  Łącznie komiksów jest 7, ale jeden z nich to obrazki z teledysku Mariki i Maleo Reggae Rockers – Idziemy w noc, które bez muzyki i tekstu nie robią już tak dużego wrażenia. W opisie pozycji przeczytałem, że komiks Idziemy w noc powstał  „w oparciu” o animowany teledysk, dlatego liczyłem na jakieś rozwinięcie tamtej historii i niestety się zawiodłem. Zamykająca antologię Legenda również nie przypadła mi do gustu – ma minimalną ilość treści i jeszcze bardziej minimalistyczną warstwę obrazkową.  Nie da się również ukryć, że Nim wstanie dzień jest komiksem niezwykle krótkim. Wrażenie to potęguje fakt, że nie mamy do czynienia z jedną historią. Zamiast tego dostajemy kilka opowieści, które w większości zamykają się na paru stronach. Ich długość nie jest oczywiście wadą samą w sobie – wręcz przeciwnie – tak zręcznie zbudować komiks, który dodatkowo uderza emocjonalnie z siłą obucha, na kilku planszach, to nie lada sztuka, niemniej po prostu całość po tych 83 stronach (zamknięte wierszem Anny Świerszczyńskiej Ostatnie polskie powstanie) pozostawia mocne uczucie niedosytu.

Chociaż jest to antologia, która scenariuszowo ma różnych autorów (dobrze znani w środowisku komiksowym Grzegorz Janusz, Tomasz Pastuszka i Rafał Skarżycki), za wszystkie rysunki odpowiada Ernesto Gonzales. Jest to pseudonim polskiego twórcy komiksów, który, choć na początku stawiał na komiksy mocno rozrywkowe – przygodowe i komediowe – to jak sam przyznał, mocno zaangażował się w pracę nad dziełami dla kolejnych edycji konkursu o Powstaniu Warszawskim. Wizualnie Nim wstanie dzień to przede wszystkim mocne, jaskrawe kolory i grube, wyraźne kontury postaci. To one są najważniejsze, drugi plan jest zwykłym tłem lub nie ma zbyt wielu szczegółów. Mocno animowany i stylizowany charakter rysunków ciekawie kontrastuje z wieloma krwawymi i brutalnymi planszami w komiksie. Osobiście, po początkowym dystansie do stylu Gonzalesa, z każdym kolejnym komiksem coraz bardziej się do niego przekonywałem. Na pewno nie jest to mój ulubiony styl kreski, ale nie można odmówić mu pewnego uroku.

Nim wstanie dzień to zbiór bardzo niecodzienny i ciekawy. Zawiera krótkie formy komiksowe, które jednak uderzają w czuły punkt i dają do myślenia. Historie pokazujące, że wojna to nic wzniosłego, umiejscowione podczas powstania, o którym, nawet jeśli mamy krytyczne zdanie, powinniśmy pamiętać.

Fot.: Egmont


Przeczytaj także:

Recenzja komiksu Berezyna

Write a Review

Opublikowane przez

Mateusz Norek

Z wykształcenia polonista. Zapalony gracz. Miłośnik rzemieślniczego piwa i nierzemieślniczej sztuki. Muzyczny poligamista.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.