Audiobooki,Książki,Recenzje

O superbohaterce w rozchełstanym szlafroku – Fredrik Backman- “Pozdrawiam i przepraszam” [recenzja]

pozdrawiam i przepraszam
pozdrawiam i przepraszam

Lubicie superbohaterów? W takim razie musicie przeczytać Pozdrawiam i przepraszam. Zapomnijcie jednak o supermocach takich jak nadludzka siła, niewrażliwość na ból, telepatia czy inne tego typu czary. Zapomnijcie o pelerynach, kolorowych kostiumach i batmobilach. Pomyślcie za to o karabinie do paintballa i starym, ledwo dyszącym Renault. W powieści Fredrika Backmana poznacie bowiem dwoje superbohaterów tak samo całkowicie normalnych, jak i nienormalnych. Jednym z nich jest prawie ośmioletnia dziewczynka, drugim – jej babcia. I choć to kilkuletnia Elsa jest bohaterką książki, to właśnie jej babcia jest tutaj gwiazdą – prawdziwą superbohaterką tej opowieści. Bo wszystkie siedmiolatki zasługują na superbohaterów. A jeśli ktoś się z tym nie zgadza, jest głupi.

To się zdarza rzadko, ale się zdarza. Ten moment, kiedy Wasze oczy prześlizgują się ledwo po opisie książki, a Wy już wiecie, że to będzie jedna z Waszych ukochanych powieści. Wiecie już, że nie będziecie potrafili sie od niej oderwać i że będzie Wam się chciało płakać na samą myśl o tym, że ta książka kiedyś się skończy. To się zdarza naprawdę rzadko, ale kiedy się już zdarza, dociera do nas cała magia literatury – jej wszechpotężna moc, której chyba nie da się porównać z niczym innym. Tak się cieszę, że trafiłam zupełnie przypadkiem na Pozdrawiam i przepraszam (tytuł oryginalny brzmi My grandmother asked me to tell you she’s sorry), bo już dawno nie powiększyła się moja półka z najukochańczymi książkami. Takimi, których lekturę przerywamy, żeby opowiedzieć o nich komuś innemu, a w głowie robimy już listę, komu sprezentujemy egzemplarz. Skąd wiedziałam, że właśnie ta książka stanie się jedną z tych, o których nie zapomina się do końca życia? Może zadecyowało o tym to, że odkąd pamiętam, przyciągają mnie jak magnes powieści, które, choć pisane przez dorosłego autora i skierowane do dorosłego czytelnika, są tworzone z perpsektywy dziecka? Taki świat jest wyjątkowy, niezwykły i niepowtarzalny. Nikt nie patrzy na otaczających nas ludzi i to, co dzieje się dookoła tak, jak patrzy dziecko. Może zdecydował o tym czysty przypadek, przeczucie, łut szczęścia – nieważne; najważniejsze, że ja i Pozdrawiam i przepraszam w koncu się znalazłyśmy.

Elsa ma siedem lat, ale gwarantuję Wam, że żadna siedmiolatka, jaką znacie, nie będzie choć odrobinę do niej podobna. Ta dziewczynka to szalenie bystre dziecko, które nie tylko wszystkich poprawia, jeśli tylko uda jej się wyłapać błąd, ale w dodatku zazwyczaj ma wtedy rację, a dorosłemu (bo to tych najczęściej ustawia do pionu, jeśli chodzi o poprawność językową) robi się głupio. Elsa jest niezwykle dojrzała i mądra jak na swój wiek, dlatego nie powinno dziwić nas, że z rówieśnikami w szkole się nie dogaduje, a poza nią… cóż – również nie ma przyjaciół w swoim wieku. Jednak osobą najbliższą sercu dziewczyki jest jej babcia, choć kiedy rozpoczynamy lekturę i uczestniczymy w pierwszej kłótni babci z wnuczką, moglibyśmy przysiąc, że się nienawidzą. To jednak tylko pozory – owszem, Elsa i babcia (której imię nie pada w książce bodaj ani razu; to po prostu babcia) kłócą się, sprzeczają, wyzywają od muppetów i głupich, ale szybko dociera do nas, że kochają się bardzo mocno i wiedzą o sobie niemal wszystko. Są dla siebie wsparciem i rozumieją swoje potrzeby i lęki jak nikt inny na świecie. Nawet rodzice Elsy (którzy się rozwiedli, ale każde z nich ma już nowego partnera) nie rozumieją jej tak dobrze. Tylko babcia wie, że Elsa nie ma w szkole łatwego życia, bo inne dzieci dokuczają jej przez to, że nie interesuje się tym, co one; tylko babcia wie, dlaczego szalik z herbem Gryffindoru ma tę paskudną dziurę i dlaczego poniedziałek jest najgorszy.

To właśnie babcia przyprowadziła ją po raz pierwszy do Kraju-Między-Snem-A-Jawą – królestwa zamieszkiwanego przez niesamowite stworzenia, chmurzowce, cienie, wybrańców, dzielnych rycerzy i w którym opowiadane są najpiękniejsze bajki. W kraju tym istnieje sześć mniejszych królestw, a są nimi: Miamas, Mimovas, Mirevas, Miaudacas, Miploris i Mibatalos. Miamas jest zbudowane z wyobraźni, Mimovas z miłości, Mirevas z marzeń, Miaudacas z odwagi, Miploris ze smutku, a Mibatalos z walki o to, co ważne. Kraj-Między-Snem-A-Jawą nie wydaje się na pierwszy rzut oka duży, jednak to, jak rozbudowała go babcia Elsy, czym go uczyniła i jakiego znaczenia mu nadała – przechodzi w pewnym momencie nasze najśmielsze oczekiwania. Kobieta stworzyła dla swojej ukochanej wnuczki świat, w którym obie czuły się bezpieczne; świat, w którym każda z nich mogła być tak inna, jak tylko potrafiła i nikt ich za to nie oskarżał, nikt ich nie wyśmiewał. Mieszka tam tyle bajek, tyle cudnych opowieści, że nie da się tego wyrazić żadną liczbą – całe nieskończoności bajek. Jak choćby ta o dwóch braciach, którzy zakochali się w tej samej kobiecie albo ta o Wilczym Sercu. Wydawać by się mogło, że dzieląc taka tajemnicę, jaką jest Kraj-Między-Snem-A-Jawą, i współtworząc taką potęgę wyobraźni Elsa i starsza pani wiedzą o sobie niemal wszystko. I owszem – niereformowalna emerytytka zna siedmiolatkę niemal na wylot…

Czas pokaże jednak, że wnuczka mało wie o babci, a właściwie – całkiem niewiele. Ta szalona starsza kobieta, która niegdyś była szanowaną lekarką, nie raz przyprawiała swoją córkę, a później także i wnuczkę o bół głowy, że o sąsiadach nie wpsomnę. Jeśli kiedyś zdarzyło Wam się zobaczyć na balkonie kobietę w słusznym wieku w rozchełstanym szlafroku, pod którym nie było nawet bielizny, i kobieta ta strzelała dziarsko z karabinu do paintballa – to musiała być właśnie babcia Elsy. To ona również rzucała w policję kupą (rzecz jasna nie swoją, tylko jakiegoś zwierzaka z ZOO). Babcia Elsy jest wyjątkowa – a że mieszka w tej samej kamienicy, w której Elsa mieszka z mamą, jej nowym mężem, a także Połówką, która siedzi w brzuchu mamy… jej wybryki stają się dla nich codziennością – znają ją już chyba wszyscy policjanci i ochroniarze w mieście. Czegóż ta kobieta nie nawyprawiała… Jednak któregoś dnia przesadziła. Po prostu przesadziła i Elsa nigdy jej tego nie wybaczy.

Któregoś dnia babcia po prostu umarła.

Choć dorosli mówią, że odeszła, tak jakby Elsa była małym dzieckiem, i nie wiedziała, czym jest śmierć. Babcia bała się śmierci – nie lubiła o niej mówić ani myśleć. Ale śmierć pomyślala o babci. Niestety.

Strata najlepszej przyjaciółki i jedynej tak dobrze rozumiejącej jej osoby to dla Elsy wielki cios. Dziewczynka reaguje zarówno złością, jak i żalem. Jednak na wieczny smutek nie ma czasu, bo okazuje się, że babcia przygotowała dla niej arcyważne zadanie; zadanie, ktore – jak to babcia – zamieniła w zabawę, w “poszukiwanie skarbów”. Głównym celem Elsy będzie znalezienie wszystkich listów, jakie babcia napisała przed śmiercią do różnych osób i dostarczenie ich adresatom. W listach tych babcia zazwyczaj pozdrawia i przeprasza. Zadanie nie będzie łatwe, bo w samej tylko kamienicy, w której mieszka Elsa, czają się na nią niebezpieczestwa i pełno tam przeszkód – a to pies bojowy, a to potwór, a to z kolei Britt-Marie strzepująca niewidzialne okruszki ze stołu, a to miła sąsiadka, która częstuje pysznymi ciasteczkami… Wkrótce okaże się jednak, że kamienica, w której mieszka dziewczynka, może mieć więcej wspólnego z Krajem-Między-Snem-A-Jawą, niż Elsa mogłaby kiedykolwiek przypuszczać. Czy to możliwe, by babcia zaludniła wymyślone dla niej królestwa ludźmi, którzy żyją w prawdziwym świecie? I dlaczego tylu z nich musi przeprosić, przy okazji pozdrawiając? Kim była babcia? Czy wnuczka przestanie ją kochać, kiedy dowie się o niej całej prawdy? Czy Mipardonus również jest jednym z królestw?

Wędrówka z Elsą i jej babcią, a także Psiotworem, Wilczym Sercem, chłopcem z syndromem, jak również pozostałymi mieszkańcami kamienicy przez nasz świat i Kraj-Między-Snem-A-Jawą jest podróżą tak niesamowitą i chwytającą za serce, że jedna recenzja nie jest w stanie pomieścić choćby ułamka emocji, jakie towarzyszą w trakcie i po skończonej lekturze. Babcia głównej bohaterki stopniowo z szalonej i doprowadzającej sąsiadów do furii kobiety urasta do rangi superbohaterki, jaką nie tylko chciałoby się spotkać, ale także jaką chciałoby się być. Chociaż w połowie. Chociaż w jednej dziesiątej. W jakimkolwiek ułamku. Wraz z Elsą dowiadujemy się o niej wielu interesujących rzeczy, ale na szczęście autor nie robi tego w sposób, który ukazuje babcię jako świętą. Nie boi się skonfrontować wnuczki z prawdą; Elsa odkrywa, że jej babcia nie była najlepszą matką, że podejmowała w swoim życiu decyzje, co do słuszności których miała później wątpliwości, że nigdy nie była typem monogamistki, która marzyła o ustatkowaniu się z jednym mężczyzną, a w końcu dziewczynka odkrywa również, że Kraj-Między-Snem-A-Jawą, kraina, o której myślała, że została stworzona przez babcię specjalnie dla niej… istniała już wcześniej i nawet nazwy poszczególnych królestw nie są przypadkowe. To ogromny cios dla Elsy, dla której kraina ta była azylem i czymś, co również ją czyniło wyjątkową. Jednak zaplanowane przez babcię poszukiwania listów udzielą Elsie wielu odpowiedzi i wiele wytłumaczą – pozwolą zrozumieć, kim była jej babcia, dlaczego była tak wyjątkową kobietą, i czym naprawdę jest Kraj-Między-Snem-A-Jawą.

Pozdrawiam i przepraszam fantastycznie sprawdziło się jako audiobook, ale jest to powieść na tyle dla mnie wyjątkowa i ważna, że na pewno zapoznam się z nią także w wersji tradycyjnej. Egzemplarz tej książki po prostu musi znaleźć się u mnie na półce w wersji tradycyjnej. Fakt ten nie umniejsza jednak pracy, jaką włożyła w przeczytanie powieści Magda Karel, a także jej efektów. Kobieta czyta nam tę historię w sposób niezwykle wyważony i stonowany, nie daje się porwać interpretacyjnym wybrykom, zostawiając czytelnikowi to, co najważniejsze, czyli emocje, do własnej oceny i odbioru. Jej głos momentami, zwłaszcza wtedy, kiedy kobieta czyta niektóre fragmenty szeptem, do złudzenia przypominał mi głos Anny Dereszowskiej. Karel świetnie została dobrana jako lektor do Pozdrawiam i przepraszam i równie świetnie się ze swojej roli wywiązała. Sprawdza się zarówno jako siedmioletnia dziewczynka, jak i rozjuszona staruszka. Jej ciepły głos idealnie wpisuje się w całą opowieść, z której ciepło i wzruszenie aż się wylewają. Pozostałe aspekty techniczne audiobooka również pozostają bez zarzutów.

Pozdrawiam i przepraszam to niezwykła opowieść – jedna z tych, do których będę wracać zapewne niejednokrotnie. Pełna magii, ale utkanej z codzienności, ze zwykłych gestów i ludzkiej życzliwości. Jakież było moje zdziwienie, kiedy dopiero po lekturze zorientowałam się, że jej autor napisał równiez powieść Mężczyzna imieniem Ove, na podstawie której powstał film pod tym samym tytułem, który zresztą Głos Kultury objął patronatem medialnym. Ponownym zaskoczeniem, które wywołało we mnie falę euforii, był fakt, że na polskim rynku wydawniczym dostępna jest jeszcze jedna książka tego autora, zatytułowana Britt-Marie tu była, a przecież kiedy w Pozdrawiam i przepraszam pada ostatnie zdanie o tej kobiecie, narrator wspomina, że jest to opowieść na zupełnie inna historię – i oto proszę, otrzymaliśmy ją! Fredrik Backman to autor z którego twórczością z całą pewnością muszę się zaznajomić bliżej. Kupił mnie i rozkochał historią Elsy i jej babci. Jestem oczarowana i będę zapewne jeszcze bardzo długo. Zbudowany przez niego świat, w którym dwie główne bohaterki budują kolejny świat – jest fascynujący, piękny, ale i niepozbawiony rys, które tworzą się przez mroczne aspekty ludzkiego życia. W Pozdrawiam i przepraszam nikt nie jest z gruntu zły – każdego trzeba poznać, nim ocenimy i nazwiemy potworem; nim odwrócimy się plecami i odmówimy pomocy czy przyjaznej dłoni. Ludzie są tutaj tak fascynujący, że nawet ich wady wydają się w jakiś sposób piękne. Podczas lektury tej książki, oczami dziecka, uczymy się poznawać świat i ludzi na nowo – i właśnie za to tak bardzo kocham literaturę.

A jeśli zapoznajecie się z tą powieścią tak jak ja – w formie audiobooka – to uprzejmie ostrzegam, aby nie przyszło Wam przypadkiem do głowy słuchać ostatnich kilkunastu minut na przykład na spacerze z psem, podczas którego zupełnie przypadkowi ludzie będą widzieć, jak próbujecie powstrzymać łzy, co kompletnie Wam nie wychodzi.


Powiedzmy, że spoiler

A jeśli kogoś interesuje, skąd wzięły się nazwy dla poszczególnych królestw Kraju-Między-Snem-A-Jawą, to pobuszowałam tu i ówdzie i z moich spekulacji i badań wynika, że język, o którym wspomina Wilcze Serce, to Esperanto.

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".