królduch

Staramy się przekuwać uczucia w muzykę – wywiad z zespołem Królduch

Formacja Królduch niedawno popisała się świetnym debiutem zatytułowanym Dochodzę do siebie, będącym potężną dawką energetycznego punk’n’rollowego grania z intrygującym, zdecydowanie niebanalnym przekazem tekstowym. Płyta okazała głównym tematem mojej rozmowy z zespołem. Zapraszam do lektury.

Na początek opowiedzcie, proszę, o sobie. Jak i kiedy powstał Królduch? Jak wyglądała praca nad Dochodzę do siebie?

Dwóch z nas (Jarek – wokalista i Maciek – perkusista) grało wcześniej w zespole hardrockowym Gruby Kot. Skład istniał przez kilka lat, pod koniec udało nam się nagrać w domowym studiu demówkę, ale zdaliśmy sobie sprawę, że dość typowe, okołobluesowe, hardrockowe granie nas nie satysfakcjonuje. Byliśmy zgrani i mieliśmy nowy koncept – postanowiliśmy postawić na energię i szybkie tempo. Eksperymentowaliśmy z rocka- i psychobilly, żeby wreszcie zdecydować się na punk and roll czy rock z punkowym sznytem. Materiał, który znalazł się na Dochodzę do siebie powstawał przez pół roku wytężonej pracy. Musieliśmy kilka razy wyrzucać z setu numery, które za bardzo przypominały nasze dawne piosenki. Bardzo łatwo wrócić na utarty szlak, ale mamy nadzieję, że udało nam się tego jednak uniknąć. Jednym z założeń była kwestia długości piosenek – staramy się nie przekraczać dwóch minut. Wyjątkiem miał być ostatni numer na płycie, który uznaliśmy za wentyl bezpieczeństwa i szansę na przeprowadzenie dłuższej muzycznej narracji.

Jak w skrócie, dla osób, które nigdy nie miały styczności z Waszą twórczością, byście ją scharakteryzowali?

Moc! Uderzamy szybko i energicznie, do tańczenia i – mamy nadzieję – przeżywania. Żywe melodie i rytm łączymy z żartobliwym przekazem; w tekstach jest sporo aliteracji i zabaw słowem… Aha, no i harmonijka. Mamy harmonijkę, choć nie gramy bluesa.

Nie będę ukrywał, że jak pierwszy raz zobaczyłem nazwę Królduch, to momentalnie skojarzyła mi się ze słynnym poematem Juliusza Słowackiego. Z drugiej strony, gdy poznałem muzykę, to zacząłem się lekko dziwić wyborowi właśnie tej nazwy. Skąd więc akurat ten Królduch w nazwie?

Król Duch to wedle Słowackiego byt najwyższy. Dobór jego właśnie na naszą nazwę jest więc z naszej strony absolutnie umotywowanym przejawem ogromnej skromności. Słowacki przedstawiał historię świata jako proces ciągłej przemiany, przechodzenia duchów w nowe, coraz doskonalsze formy. My też mamy nadzieję udoskonalać się w kolejnych utworach i z koncertu na koncert dawać słuchaczom coraz więcej przyjemności.

W zapowiedziach prasowych czytałem, że Wasza muzyka to połączenie rock’n’rolla, punka i psychodeli. Ja ponadto słyszę mnóstwo bluesa. A jak Wy się czujecie z takim szufladkowaniem Waszej twórczości? Kierowały Wami przy tworzeniu i nagrywaniu Dochodzę do siebie jakieś konkretne inspiracje?

Zanim powstał pierwszy numer, nakreśliliśmy sobie pewne ramy (nazwijmy to) ideologiczne. A zatem: gramy krótkie, energiczne numery z szybkim wokalem i mocnym rytmem. Na scenie zdominowanej przez metal i hardrock, punkowy rock and roll wydaje się nam bardzo interesujący. Po nagraniu płyty zaczynamy komponować nowe piosenki. Wciąż budujemy swój styl. Nie czujemy, byśmy znajdowali się w szufladce, ale raczej na torze do celu.

Jedną z rzeczy, która rzuciła mi się w oczy, są teksty. Niejednokrotnie zabarwione podtekstem seksualnym, nierzadko humorystyczne, lecz zawsze inteligentne. Łatwo przychodzi stworzenie tekstów takich jak Skrytozbójca, Niskie zawieszenie czy Helka?

Dzięki, miło to słyszeć. Teksty stanowią integralną część naszej muzyki. Staramy się, by jak najlepiej łączyły się z wyrazem aranżacji. Często powstają na próbach, w ramach procesu komponowania. Czasami wykorzystujemy fragmenty wierszy Jarka, albo po prostu ciekawe złożenia słów, które trudno wyrzucić z głowy (jak choćby Ćwiczę skrycie współżycie ze Skrytozbójcy). Helka to wyjątkowy przypadek: tekst jest w całości wzięty z tradycyjnych, góralskich przyśpiewek (Helka mi się spodobała, ożenię się z Helką, Helka cała taka mała, a dupę ma wielką). Szczery przekaz, od razu przechodzący do sedna, życiowy i pełen uroku. Polska w pigułce – nie bywa lepiej.

Natomiast w Nic do powiedzenia sięgacie już do poważniejszych tematów. W mojej interpretacji ten tekst opowiada o braku możliwości skutecznego i efektywnego porozumiewania się między ludźmi, a jak już rozmawiamy, to dyskurs nie niesie za sobą nic cennego pod względem treści. Moje tropy są słuszne? O czym opowiada ten kawałek?

O braku możliwości skutecznego i efektywnego porozumiewania się między ludźmi. Serio! To przykład tekstu, który powstał na próbie. Kiedy pojawił się riff gitarowy, natychmiast zainspirował Jarka do działania. Znikąd pojawiły się pierwsze słowa – Nie mam ci nic do powiedzenia. Potem wystarczyło po prostu znaleźć ich naturalne rozwinięcie.

Firmament i w mniejszym stopniu Świat jest nasz mają za to pozytywny wydźwięk. Horacjańskie Carpie Diem najlepiej wydaje się charakteryzować te kawałki. Słuchając Dochodzę, wydaje mi się, że lubicie czerpać z pełni życia. Mam rację?

Jak najbardziej. Tyle że w pełni życia zawiera się też gniew, frustracja i reszta negatywnego spektrum. Niemniej staramy się przekuwać wszystkie uczucia w muzykę, która pobudzi słuchaczy do działania czy do zabawy; która da im to, czego akurat potrzebują. A tak całkiem szczerze, to owszem – czerpiemy z pełni życia i wesołe z nas chłopaki.

Czym takim jest Krokodyl, że aż się go zażywa? :). Rozwiążcie, proszę, tę zagadkę.

Krokodyl to potoczna nazwa narkotyku, który pożera od środka. Piosenka podejmuje poważny temat nałogu i konieczności walki o własną wolność. Alternatywnie: pamiętacie forfitera? Girary hirr, gona givem a cziken? O poczciwych krokodylach też warto śpiewać.

Mieliście jakieś nieprzyjemne sytuacje w lesie, że powstał kawałek Król Knur? Jaka jest geneza tego kawałka, a szczególnie tekstu?

Kolejne ciekawe złożenie słów: Król Knur. Aż czuć te racice na języku! Król Knur! Czy coś może brzmieć dumniej? O trzeciej nad ranem, po ośmiu godzinach spędzonych w sali prób, uznaliśmy, że nic. Tak narodził się ten kawałek.

królduch

Intryguje mnie ponadto najdłuższa na płycie kompozycja, brzmiąca niczym legenda, Rzeka. Kim jest kobieta, która miała długie włosy jak rzeka? Dlaczego jej los okazał się tak tragiczny?

Długie włosy to symbol nieokiełznanej kobiecości. Mocy, która przeraża ludzi ograniczonych i niepewnych. Dlatego próbują zanegować ją przemocą. Rzeka to długa, niemal ośmiominutowa kompozycja, w której większość historii opowiadają instrumenty. Każdy, kto jej słucha, sam dorabia do niej odpowiednie obrazy. Sądzimy, że nasza bohaterka odnosi ostateczne zwycięstwo mimo pozornej przegranej. Ale można mieć inne zdanie.

Jarek Westermark oprócz zagrania na Dochodzeniu pokazał się jako pisarz, autor Opowiadań, które napisałem. Jak sam artysta zachęca do sięgnięcia po ten zbiór?

Opowiadania, które napisałem to zbiór 11 tekstów (realizm magiczny, science fiction, gra z formą i konwencją), w których wykorzystanych jest zdecydowanie więcej słów niż w naszych piosenkach – i to w słusznym celu. Dla pełnego efektu można je czytać, słuchając naszej płyty lub słuchać płyty, czytając opowiadania. Pełna dowolność!

Plany na przyszłość? Koncerty? Kolejne nagrania?

Koncerty, nagrania, teledyski, rozbierane sesje zdjęciowe – niekoniecznie w tej kolejności.

Dziękuję za rozmowę!

(Naszą recenzję Opowiadań, które napisałem znajdziecie tutaj)

Fot.: Królduch

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.