Recenzje,Seriale

Konwersacje po angielsku – Nick Hornby – Status związku [recenzja]

Gdy wszystkie wybuchowe propozycje serialowe HBO z CzarnobylemGrą o tron na czele wywołują u Ciebie chęć ucieczki w głąb siebie, a wszystko, czego pragniesz, to minimum emocji i nieinwazyjna dawka śmiechu… rozważ obejrzenie miniserialu Status związku. Nie dostaniesz palpitacji serca, ale też nie umrzesz z nudów. Każdy odcinek to około 10 minut małżeńskiej konwersacji prawdopodobnie najbardziej niedobranej pary świata. Gwarantowany spokojny seans, odmierzany łykami alkoholu i dyskretnym uniesieniem kącików ust. Tematyka rozmów oczywiście nie będzie wolna od kontrowersji, ale za to nikt nie umrze. A przynajmniej nikt ważny. Brytyjska produkcja w reżyserii Nicka Hornby’ego to też swoisty eksperyment. Dowiedz się, dlaczego!

Ukłon w stronę minimalizmu

Kojarzysz Dogville Larsa von Triera ze światem przedstawionym narysowanym kredą? To tu tak nie będzie. Ale Nick Hornby zastosował równie ciekawe rozwiązanie. Każdy z odcinków ma w zasadzie identyczny schemat. Louise (Rosamund Pike) i Tom (Chris O’Dowd) spotykają się w jednym miejscu – typowej brytyjskiej knajpeczce. Właściwie jest to zabieg identyczny, jak we włoskiej produkcji The Place, o której kiedyś pisaliśmy. Ona pije wino, on strzela browarka i rozmawiają. Po upływie około dziesięciu minut wychodzą na terapię małżeńską do gabinetu znajdującego się po drugiej stronie ulicy. Nie wybucha bomba, nie nachodzą na siebie płyty tektoniczne, nie wbiegają terroryści. Za to para w kryzysie stosuje wobec siebie nawzajem bardzo ciekawe zabiegi erystyczne, jak zbijanie z pantałyku, białe kłamstwa czy odwracanie kota ogonem. Wszystko tutaj dzieje się w czasie (niemal) rzeczywistym, jednak twórcy miniserialu zadbali o to, żeby nie znudzić widza ani przez moment. Zarówno jeśli chodzi o czas trwania, jak i lekką konwencję, Status związku może posłużyć w sam raz jako tło do obiadu. A jeśli nas wciągnie, to również i deseru. Kompaktowy, króciutki poprawiacz humoru dla zabieganych miłośników brytyjskiego poczucia humoru, o!

Aktorstwo

Taki zabieg nie miał się prawa udać bez wyrazistych i pięknie zagranych postaci pierwszoplanowych. Śliczną, anielską buzię i aktorski kunszt Rosamund Pike znamy m.in. z roli w Zaginionej dziewczynie (Amy Dunne) oraz w Dumie i uprzedzeniu (Jane Bennet). Chris O’Dowd z kolei bawił nas przede wszystkim w serialu The IT Crowd. Zagrane przez nich małżeństwo z wieloletnim stażem boryka się z trudnościami, które para decyduje się rozwiązać z pomocą terapeutki. A zadanie to niełatwe, bo oboje reprezentują skrajne przeciwieństwa i oboje mają odmienne zdanie na… status związku. Louise to dystyngowana, zorganizowana i trzeźwo myśląca lekarka “od starych ludzi”. Tom z kolei to nieco neurotyczny, chaotyczny, bezrobotny (podobno chwilowo) krytyk muzyczny, pełen kompleksów i roszczeń wobec świata. Łączy ich jedno – inteligencja. Sposób ich konwersacji obfituje więc w różnorakie smaczki, na których zasadza się istota serialu. Całkowicie niechronologicznie i trochę między słowami widz poznaje ich poglądy, historię poznania, hobby i zawód. A także wyłaniający się z tych rozmów rys charakterologiczny.

Słowem podsumowania

Status związku to właściwie nic nadzwyczajnego. Takie konwersacje po angielsku. Ot, dwójka ludzi spotyka się w knajpeczce w oczekiwaniu na sesję u terapeutki. Żadnych efektów specjalnych, jednostajna akcja, przewidywalna klamra spinająca każdy odcinek. ALE… Ale jaka przyjemność płynąca z każdego seansu! Gierki słowne, komunikacja pozawerbalna, niekonwencjonalne komentarze do aktualnych wydarzeń w Wielkiej Brytanii i na świecie… Wszystko to sprawia, że miniserial z łatwością podbija serca neurotyków i nie tylko. Polecam gorąco. W najgorszym wypadku stracisz tylko niewiele ponad 100 minut swojego życia.

Fot.: HBO

Avatar

Próbuje z różnym skutkiem zapracować na swoje nazwisko. Póki co, traktuje je jak przewrotny żart. Umie czytać i pisać. Z rachowaniem gorzej.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!