There are no slides in this slider.

Książki,Recenzje,Seriale

Szukając normalności – John Green – “Szukając Alaski” [recenzja]

Nie każdy dostaje imię w prezencie urodzinowym. Szukając Alaski nie znajdziemy wykupionej od Francuzów krainy geograficznej, a etykietowaną tym imieniem nastolatkę Alaskę Young, która konsekwentnie z tytułem sama siebie jeszcze szuka. Jednak przez swoją osobowość ma na innych młodych, i nie zawsze gniewnych, wpływ absolutnie formatywny. Główny bohaterem opowieści jest Miles Halter, a nie główny obiekt zainteresowania historii ani widoczne w każdym narzędziu promocyjnym zielone oczy tytułowej bohaterki. Czytając źródło scenariusza adaptowanego dla serialu HBO o tym samym tytule, książkę Szukając Alaski Johna Greena mam okazję nie tylko zrecenzować samą powieść, ale i zobaczyć, jak poradzono sobie z przełożeniem samych słów na język filmu. Zarówno pierwowzór książkowy, jak i ekranizacja HBO to gatunkowo teen drama – produkt wycelowany w młodych dorosłych, aby pokazać im jak można poradzić sobie z potężnymi dla tego wieku problemami – rodzicami, używkami atrakcyjnymi ze względu na swoją nielegalność, stratą, przyjaźnią oraz jak zwykle niezwykłą miłością.           

Problem z nastolatkami w sfilmowanej kulturze jest taki, że traktuje się ich jak dzieci. Tę krzywdzącą tendencję zauważyli zarówno pisarze, jak i twórcy filmowi. Zorientowali się szczęśliwie, że dobrym rozwiązaniem będzie potraktować odbiorcę z szacunkiem. Prawdopodobnie zerknęli na statystki, które ukazały, jak wiele młodych dorosłych ogląda seriale, co ułatwiły z pewnością serwisy streamingowe. Coś, co telewizyjnie prawdopodobnie rozpoczął brytyjski serial Skins z 2007 roku, dzisiaj widzimy w serialach takich jak Sex Education, Euforia, Atypowy czy The End of the F***ing World. Statystyki zapewne były poważne i tak też się stało z traktowaniem młodego widza. Szukając Alaski również nie unika problemów, natomiast w odróżnieniu od niektórych wspomnianych wcześniej tytułów – opisywana rzeczywistość w Szukając Alaski nie jest przerysowana. Całość akcji dzieje się w dobrej szkole z internatem, w której bohaterowie się uczą, zakochują, marudzą i poświęcają sporo czasu na poważne w ich życiu problemy, często będące dla nich nowymi życiowymi wyzwaniami z prototypami wcześniej nieistniejącej emocji. Nie ma jednak zarówno w powieści, jak i serialu bohaterów z hermetycznymi zaburzeniami, opętania w uzależnieniach, przesadzonej fabuły ani chwytliwej kontrowersji. Bohaterowie więc, aby sobą zainteresować, nie są zmuszeni do ekstrawagancji, a szczerości i naturalności, które moim zdaniem są siłą serialu. Udowadniają, że nie potrzeba sięgać po patologie i skrajności, aby być wartym opowiedzenia.

Bohaterowie bywają charyzmatyczni albo przynajmniej mają elementy, które intrygują widzów. Pasją Milesa są ostatnie słowa wielkich ludzi, co poetycko gloryfikuje ich treść, nawet gdy są błahe. Tytułowa Alaska to oczytana, charyzmatyczna osobowość, której doświadczenie w romantycznym paleniu papierosów, piciu taniego wina i namiętnym seksie, daje nienazwany w filmie status mentora. Postać Pułkownika to doskonały przykład ubogiego nastolatka nieobciążonego wzrostem i bogactwem, ale za to czarną skórą i te cechy sprawiają, że jego charakter robi się zatwardziały, aby trwać w swojej rzeczywistości z zasobem godności. Pozostałe postaci zdają się pomagać tylko ekspozycji wspomnianej trójki i wyzwalać w nich zachowania w dramatycznych momentach, ale i one, łącznie z dyrektorem szkoły, są dopisane, z własnym odmiennym charakterem i aż trudno byłoby nazwać je trzecioplanowymi. Wszystkie są potrzebne, każdej daje się swoje powiedzieć, a przez to same problemy w filmie i intymność niektórych wątków jest dookreślona, i niepotraktowana powierzchownie.

W przypadku ekranizacji problemem mógł się stać więc czas antenowy, który nie pozwoliłby na wspomniane dopowiedzenie. Na szczęście forma serialu pozwoliła na wybrzmienie wielu głosów oraz wypowiadane dygresje o problemach zbyt skomplikowanych, aby wystarczyło jedynie kilka linijek. Adaptacja Szukając Alaski jest więc bardzo udana i to nie tylko pod tym względem. Fabuła trzyma się większości wydarzeń z książki, niekiedy je lekko zmieniając, chociaż nie zawsze, moim zdaniem, udanie, zwłaszcza w finale. Oczywiście, niektóre sytuacje z książki zostały pominięte w ekranizacji, ale nie zagrażając głównym wątkom ani charakterom postaci. Aktorsko jest znakomicie, jednak publika generalnie słabo oceniła grę Charliego Plummera, który wciela się w postać Milesa Haltera. Moim zdaniem ta postać wymagała drewnianego aktorstwa, aby pokazać charakter niedoświadczonego, lekko nieśmiałego bohatera, co wyszło wiarygodnie. Bardziej charyzmatyczne postaci trafiły na znakomite  uosobienia dzięki Kristne Froseth i Dennego Love’a grających kolejno Alaskę oraz Pułkownika. Wszystkie doskonale ze sobą korelują i się czymś wyróżniają, co wyszło prawdziwie oraz szczerze.

Produkt z sukcesem godnym polecenia sprzedał się więc dwukrotnie. Najpierw w papierowej wersji z 2005 roku, a ostatnio w formie ekranizacji. Taki dubel nie razi, a wręcz wydaje się potrzebny ze względu na zmiany w formach konsumowania historii w naszych czasach, gdzie czytelnictwo nadal upada, a rośnie rola serwisów streamingowych. Całość nowego potraktowania Szukając Alaski więc dała możliwość dotarcia do nowych odbiorców, ponieważ przez urzekającą zwykłość bohaterów potrąconych powszechnymi problemami pozbawionych ekstrawaganckiego życiorysu daje się łatwo utożsamić i odczuć, a nie tylko dobrze oglądać.

Fot.: Wydawnictwo Bukowy Las, HBO GO

Podobne wpisy:

Avatar

Buchalter dyplomowany niepraktykujący z sentymentem do roweru, dobrze napisanych książek i serka tylżyckiego. Całym temperamentem humanista wegetujący na kilku uczelniach, obecnie Uniwersytecie Jagiellońskim. Z każdej placówki wyciągał nieco więcej niż notatki i ubezpieczenie. Dla higieny psychicznej stale szuka zależności między tym co go interesuje, a tym za co w normalnym życiu płacą pieniądze. Serek kosztuje.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *