Książki,Wielogłos

Wielogłosem o …: “Stalowe serce”, Brandon Sanderson

Brandon Sanderson to obecnie jedna z gwiazd światowej literatury spod znaku fantasy, autor kilku cykli, które zyskały uznanie czytelników na całym świecie. Dzięki dwóm częściom Archiwum Burzowego Światła autor pozyskał dwójkę kolejnych fanów – Agatę oraz Przemka, a i zachwytom nad Drogą królów – pierwszą częścią Archiwum – nie było końca; całkiem niedawno Agata, na łamach Głosu Kultury, podzieliła się również entuzjastyczną opinią na temat innego dzieła Sandersona – Z mgły zrodzonego. Niestety wszystko co dobre, kiedyś musi się skończyć, tak jak właśnie skończyła się dla dwójki redaktorów seria pochwał nad kolejnymi powieściami amerykańskiego pisarza, trafili oni bowiem na Stalowe serce wydane całkiem niedawno nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka. Tym razem zachwytów nie będzie, gdyż zarówno Agata jak i Przemek uważają najnowszą powieść za najsłabszą z dotychczas poznanych, pod którą podpisał się Brandon Sanderson.

WRAŻENIA OGÓLNE

Przemek Kowalski: Niestety, przyznać muszę, iż jestem omawianą powieścią nieco zawiedziony, choć może lepiej pasowałoby tu stwierdzenie, że mam mieszane uczucia. Stalowe serce to moje trzecie podejście do Sandersona, z przykrością muszę jednak stwierdzić, że najmniej udane; choć fakt faktem, że dwiema poprzednimi pozycjami były dwa pierwsze tomy Archiwum burzowego światła, czyli Droga królów oraz Słowa światłości – dwie powieści, którym nie mam absolutnie nic do zarzucenia, jedno wielkie 10/10 w obu przypadkach, dlatego też odczuwam pewien niedosyt po lekturze Stalowego serca; po prostu autor, sam zbyt wysoko ustawił sobie poprzeczkę. Biorąc pod uwagę, że jest to literatura młodzieżowa, nie ma omawiana powieść zbyt wielu mankamentów, jednak porównując ja z wcześniej przeze mnie czytanymi, już tak. Zabrakło głębi, zabrakło rozbudowania postaci, wszystko było według mnie zbyt proste. Nie można jednak książce odmówić zawrotnego wręcz tempa akcji oraz ciekawych twistów fabularnych. Summa summarum, jest to dobra powieść, jednak wypada dość blado w porównaniu ze wspomnianym Archiwum. Znajdzie również z pewnością spore grono odbiorców – Stalowe serce powinno spodobać się każdemu miłośnikowi komiksów, superbohaterow oraz literatury młodzieżowej.

Agata Zubala: Miłośnikom komiksów i literatury młodzieżowej być może Stalowe serce się spodoba, ja srogo się jednak zawiodłam i już nawet nie chodzi o to, że poprzednio czytane przeze mnie utwory Sandersona ocierały się o doskonałość. Tutaj wszystko, prócz pomysłu, poszło źle. Ta książka przyczyniła się u mnie do długiego i poważnego kryzysu czytelniczego, m.in. dlatego, że nie była w ogóle wciągająca. Nie skłamię, pisząc, że ani razu, odkładając książkę na bok, nie poczułam się zainteresowana dalszymi losami bohaterów. To dość ostra ocena, zdaję sobie z tego sprawę i jak widać wrażenia ogólne zdecydowanie nie należą do pozytywnych, a mimo to nie tracę zaufania do samego autora i mam nadzieję, że to jednorazowe potknięcie w jego karierze.

ZALETY I WADY POWIEŚCI

Agata: Największą zaletą powieści jest wykreowany przez autora świat. W tym Sanderson jest bardzo dobry, a jego wyobraźnia potrafi wzbudzić niemały zachwyt. Głównemu bohaterowi – Davidowi – przyszło żyć w nieciekawych czasach, kiedy to na skutek tajemniczego wydarzenia, część ludzi zaczyna wykazywać nadprzyrodzone właściwości i wykorzystuje je do terroru wobec pozostałych, zwykłych obywateli. Jak nietrudno się domyślić, żyją oni w ciągłym strachu i ubóstwie. David, który w wieku dziesięciu lat jest świadkiem jak jeden z epików (bo tak nazywani są zmutowani ludzie) zabija jego ojca, poprzysięga zemstę. Kilka lat później dołącza do grupy zwanej Mściciele, którzy zajmują się zabijaniem epików. David dość szybko przekonuje ich, by wzięli na celownik mordercę jego ojca, a zarazem najpotężniejszego epika – Stalowe serce.

Zapowiadało się świetnie, żałuję tylko, że autor tak skromnie opisał ten ciekawy świat. Przemek słusznie zauważył, że książka robi wrażenie komiksowej i może dla niektórych to będzie akurat zaleta – ja czułam niedosyt. Momentami odnosiłam wrażenie, że kolejne rozdziały pisane były na prędce, oby tylko zawierały niezbędne, potrzebne informacje. To samo mogę napisać o postaciach, które zostały przedstawione bardzo powierzchownie, a w następstwie ciężko było się zaangażować w ich losy.

Przemek: Tak jak napisała Agata – największą zaletą jest ciekawie wykreowany świat, tyle że od razu trzeba zaraz obok postawić wielki minus, którym jest brak rozbudowania tego właśnie świata. Sanderson uchyla rąbka tajemnicy, pisząc tu i ówdzie, jak wygląda pogrążone w ciemnościach i strachu Chicago, jest to jednak jakby tylko “liźnięcie tematu”, a wielka szkoda, bo tu akurat miał pole do popisu, a wiem dobrze, że potrafi w tej kwestii zaszaleć. Do zalet zaliczyć można również bardzo szybkie tempo lektury Stalowego serca, w zasadzie cały czas coś się dzieje. Jako ostatni plus wypunktować mogę jeszcze całkiem udany twist pod koniec lektury, który absolutnie mnie zaskoczył, tyle że z oczywistych względów nie napiszę tu, co dokładnie mam na myśli ;).

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Przemek: Jedną z głównych bolączek powieści jest brak wyrazistych postaci. Co prawda na ostatnich kilku stronach to akurat się zmienia, gdy okazuje się, że jeden z bohaterów… no powiedzmy, że zaskakuje; ba, jest to jedna z ciekawszych postaci, szkoda tylko, że dowiadujemy się o jej złożoności, dosłownie kilka stron przed zakończeniem lektury. W Stalowym sercu główny bohater – David – nie porywa, nie wiemy o nim zbyt wiele, nawet w kwestii wyglądu, on po prostu jest. Poza tym jest jeszcze grupa Mścicieli – Profesor, Tia, Megan, Cody oraz Abraham – każdemu z nich można kibicować, gdyż ogólnie sprawiają bardzo pozytywne wrażenie, jednak na dobrą sprawę niewiele o nich wiadomo, zwłaszcza kłuje w oczy brak jakiegoś głębszego psychologicznego rysu postaci, zwłaszcza biorąc pod uwagę, w jakiej sytuacji się znaleźli oni sami, jak i cały świat. Nie ma nawet za bardzo o czym pisać, no poza jednym z bohaterów, jednak tego napisać nie mogę, gdyż byłby to jeden z większych spoilerów z całej lektury.

Agata: Przemek w zasadzie wyczerpał całkowicie temat ;). Trudno omawiać postacie, o których niewiele wiemy, także nie mam nic więcej do dodania.

STYL I JĘZYK

Agata: Jak to na ogół w literaturze młodzieżowej bywa, pisarze używają nieskomplikowanego języka i tak też jest w przypadku Stalowego serca. Powieść pisana jest w pierwszej osobie, a narratorem jest osiemnastoletni chłopak – mało spostrzegawczy i niezbyt dociekliwy.

Przemek: W zasadzie ciężko dodać coś ponad to, o czym napisała Agata, naprawdę te dwa zdania wyżej oddają całość i nie pozostaje mi nic innego jak tylko się pod tym podpisać.

WYDANIE

Przemek: Gdyby nie jeden drobny mankament, śmiało mógłbym powiedzieć, że Wydawnictwo Zysk i S-ka spisało się znakomicie. Przede wszystkim okładka, która jest po prostu fenomenalna! Znakomita komiksowa grafika, która oddaje poniekąd treść książki, i pasująca do niej (grafiki) czcionka są znakomite i przykuwają uwagę, ba!, uważam, że jest to jedna z najlepszych okładek, jakie widziała moja biblioteczka od dawien dawna. W środku także znakomicie – za sprawą, bardzo przystępnej i nie męczącej oczy czcionki, po prostu aż chce się czytać. No i tu dochodzimy do wspomnianego mankamentu, a jest nim… tłumaczenie. Oczywiście nie całości, jednak da się zauważyć brak konsekwencji w pracy Pani tłumacz, a tyczy się to imion kolejnych epików. W niektórych przypadkach tłumaczone są one na język polski, dla przykładu – Stalowe serce czy Pożar, innym razem dostajemy np. takiego Fourtinity’ego, troszkę dziwna sprawa, jednak nie powiem, żeby zabijało to powieść, całość oceniam na 9.

Agata: O tak, grafika na okładce jest fenomenalna, jestem przekonana, że dzięki niej wielu czytelników zwróci uwagę na tę książkę. Wydawca tutaj naprawdę się postarał i brawa dla niego. Co do uwagi dotyczącej tłumaczenia, o której wspomniał Przemek, to szczerze mówiąc, nie zwróciłam na to uwagi, ale niejednokrotnie zastanawiałam się, czy tłumacz nie spłaszczył nieco oryginalnego języka powieści.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Agata: Ja bardzo krótko: słabiutka powieść, która w najmniejszym nawet stopniu nie odzwierciedla potencjału i talentu autora. Całkiem możliwe, że poleciłabym ją komuś w wieku  lat kilkunastu, jednak nie starszym czytelnikom.

Przemek: Podsumowując, niestety nie jest zbyt dobrze. Okazuje się, że tym razem otrzymaliśmy tylko świetną okładkę, a w środku coś, co szybko się czyta, jednak nie wciąga tak bardzo, jak można by się po Sandersonie spodziewać; do tego jeden ciekawy zwrot akcji i kilku bohaterów, o których nie wiadomo w zasadzie nic. Jak wspomniałem to moje trzecie podejście do twórczości tego autora i jest ono zdecydowanie najsłabsze, wierzę jednak, że to tylko jednorazowy spadek formy. Co ciekawe, całkiem niedawno wyszło na jaw, że powieść ta ma zostać wkrótce zekranizowana i mówiąc szczerze – ten lekki, komiksowy styl, o dziwo, zdecydowanie lepiej może sprawdzić się właśnie w kinie, ba!, śmiem przypuszczać, że wyjdzie z tego całkiem udane kino akcji i przynajmniejna to liczę po tej, co by nie mówić, przeciętnej książce.

Fot.: Zysk i S-ka

Podobne wpisy:

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *