winny czy niewinny

Na ile nas sprawdzono – Louis Garrel – „Winny czy niewinny”

Dystrybutor Aurora Films przyzwyczaił nas już do tego, że dobra historia, że ciekawa opowieść wcale nie musi być niezwykła  –  obfitować w zwroty akcji i niespodziewane wydarzenia czy niecodziennych bohaterów. Czasami zwyczajność potrafi być równie wciągająca, zwłaszcza że utożsamiamy się z nią, znamy ją i przebywamy z nią na co dzień. Winny czy niewinny to z jednej strony taki właśnie film  –  opowiadający o zwyczajnych ludziach, o ich relacjach, miłości, niesnaskach. Jednak druga połowa filmu przekonuje, że również te bardziej niecodzienne wydarzenia, dobrze opowiedziane, tworzą świetne historie. Francuski film jest połączeniem tych dwóch spojrzeń na film, bo ze zwykłej codzienności bohaterów czyni niemalże film akcji, by na koniec znów ich życia osiadły na codziennym, spokojnym brzegu (w miarę spokojnym).

Film Winny czy niewinny 23 czerwca wchodzi na ekrany polskich kin, a Głos Kultury objął produkcję patronatem medialnym.

Abel to kochający swoją matkę trzydziestokilkulatek i choć matka również darzy go ogromną miłością – ich relacje są skomplikowane, a uczucie niełatwe. Konflikt co rusz wisi na włosku, czemu nie sprzyja ani zwariowany temperament Sylvie, ani bardzo trudny okres w życiu jej syna, który został wdowcem po tym, jak jego żona zginęła w wypadku, podczas którego kierowcą był Abel. Napiętej relacji matki z synem nie poprawia fakt, że kobieta zakochała się, a ostatecznie postanawia poślubić mężczyznę, który przebywa w zakładzie karnym. I choć Abel jest przeciwny, impulsywna i szaleńczo zakochana Sylvie, w budynku więzienia, podczas kameralnej ceremonii z udziałem pracowników zakładu penitencjarnego zostaje żoną Michela. Ten zresztą wkrótce wychodzi na wolność i razem ze swoją świeżo upieczoną żoną postanawiają otworzyć kwiaciarnię w budynku, który Michel kupił rzekomo w okazyjnej cenie od swojego przyjaciela.

Abel, który sam doświadczył niepowetowanej straty, zdaje się wyczulony na potencjalną krzywdę osób, które są mu bliskie, a wśród takich wymienić należy przede wszystkim matkę i Clémence – przyjaciółkę, która była również przyjaciółką jego żony. Obawa przed tym, że matka będzie cierpieć i zostanie w jakiś sposób wykorzystana, nurtuje mężczyznę do tego stopnia, że postanawia śledzić Michela i być wyczulonym na wszelkie przejawy zachowania i życia odbiegającego od normy. W swoje podejrzenia i śledztwo wciąga przyjaciółkę, która stanowi jego kompletne przeciwieństwo – na co dzień nie towarzyszy jej lęk o coś, co mogłoby się wydarzyć, nie jest wycofana ani zamknięta w sobie, nieufna i gburowata – a taki właśnie wydaje nam się Abel.

Winny czy niewinny jest – choć na początku się na to kompletnie nie zapowiada – wielowątkową opowieścią, która skręca w nieprzewidziane przez nas rewiry. Pierwsza połowa filmu to spokojne wprowadzenie w życie Sylvie i jej syna, delikatne naprowadzanie widza na to, jakimi są osobami, jaką przeszłość mają za sobą i jakie relacje ich łączą. Z czasem jednak historia robi się coraz intensywniejsza, zaczyna trzymać w napięciu i stawiać bohaterów, których zdążyliśmy już trochę poznać, w sytuacjach, o których wiemy, że nigdy nie chcieliby się znaleźć. Francuska produkcja jest opowieścią przewrotną i przewrotne jest jej zakończenie. Klamrowa budowa dzieła stoi w niemałej kontrze do obrazów z początku filmu, co ostatecznie okazuje się trafnym spostrzeżeniem, wariacją na temat tego, że tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono, a los upodabnia nas do tych, którymi gardzimy.

To opowieść dzięki temu bardzo prawdziwa i życiowa, chociaż wielu z nas zapewne nigdy nie znajdzie się w sytuacji bohaterów tego filmu. Wiele jej elementów można jednak traktować jako uniwersalną opowieść, tym bardziej że – jak już wspominałam – wątków jest w niej niemało, zwłaszcza jak na nieco ponad półtoragodzinny seans. Reżyser i scenarzysta, a zarazem odtwórca roli Abla, opowiada nam zupełnie różne historie miłosne – każda na swój sposób wzrusza i nie pozostawia obojętnym. Mamy przecież opowieść o dojrzałej miłości Sylvie i Michela – miłości, która nie patrzy na przeciwności losu, na opinie społeczeństwa, na utarte schematy, na kłody rzucane jej po drodze pod nogi. Zarówno ona, jak i on są doświadczeni przez życie – w jakim stopniu na własne życzenie, nie nam oceniać. Odnajdują się jednak w tak niesprzyjającym temu miejscu, jak zakład karny, i postanawiają oddać się temu uczuciu. Czy obydwoje są jednak w tej relacji szczerzy i prawdziwi? Musicie przekonać się sami. Mamy też opowieść o Ablu, który (choć ani razu nie zostaje to powiedziane wprost) żyje z piętnem mordercy żony, którym sam się naznaczył i którego nie potrafi się pozbyć. Nie daje sobie szansy na nowe uczucie, ponieważ za bardzo boi się kolejnej straty, kolejnego cierpienia. Mamy również opowieść o Clémence – zadziornej, upartej, zwariowanej, wybuchowej, nieustraszonej Clémence, która tak bardzo zatraciła się w poszukiwaniu jednorazowych przyjemności na Tinderze, że zapomniała, iż nie daje jej to żadnego spełnienia.

Winny czy niewinny to kino bardzo dobrze zagrane, a aktorzy odgrywają swoje role, charaktery i kreacje na bardzo różnych strunach. Anouk Grinberg wcielająca się w Sylvie z wyczuciem kreuje postać na pierwszy rzut oka infantylnej, choć dojrzałej już kobiety, która nie myśli o konsekwencjach, żyje chwilą i daje się otumanić miłości. Kiedy trzeba jednak Grinberg zmienia twarz i pokazuje nam mocniejsze oblicze Sylvie – oblicze, w którym widać wiele bólu, jaki towarzyszył jej bohaterce w życiu. Louis Garrel, a więc scenarzysta, reżyser i odtwórca roli Abla, gra dość jednostajnie, ale taka też jest jego postać, której charakter zresztą (świetnie wykreowany przez Garrela) jest kluczowy dla wymowy filmu. Bardzo przekonująco wypadła przed kamerą Noemie Merlant, której Clémence wprowadza do wszystkich scen z jej udziałem mnóstwo życia i dodatkowego smaku. Nie zawiódł również Roschdy Zem jako Michel, co do którego do samego końca mają wątpliwości; zarówno Abel, jak i widzowie i widzki. Film został zrealizowany poprawnie, jeśli chodzi o pozostałe kwestie techniczne – nie uświadczymy tu żadnej niepotrzebnej zabawy kamerą ani ryzykownie dobranej muzyki, choć muszę przyznać, że dwa albo trzy zbliżenia były zbyt dosłowne i mogłoby ich po prostu nie być, a film tylko by na tym dodatkowo zyskał.

Winny czy nie winny to ciekawe kino, które potrafi zaskoczyć, opowiadając z pozoru zwykłą historię, poruszając przy tym jednak wiele tematów i skłaniając do niejednej refleksji. Bo czy warto w końcu ufać intuicji, przeczuciu? Zwłaszcza jeśli dotyczą one nie nas, a kogoś nam bliskiego, w czyje życie zamierzamy z tego względu ingerować? Czy mamy prawo oceniać, gdzie lokują uczucia nasi najbliżsi, jeśli jest to poparte troską o nich? Czy osoba z wyrokiem, jeśli nie znamy jej przeszłości, jej historii, zawsze zasługuje na naszą nieufność i brak sympatii? Czy mamy prawo odmawiać sobie prawa do miłości? Z jakichkolwiek względów? Czy mamy prawo oceniać czyjeś życie i postępowanie, skoro nie chodzimy w jego butach i raczej nigdy ich nie założymy? Jednak Winny czy niewinny to również – warto dodać – kino, które potrafi przykuć do ekranu samą akcją i wzbudzić w nas obawy o bohaterów i ciekawość o dalsze rozwiązania fabularne. Połączenie tych dwóch płaszczyzn: dającej nam szansę na refleksje i oferującej rozrywkę i zaangażowanie czyni z filmu naprawdę udaną propozycję kinową.

Polski tytuł różni się od oryginału i od większości tytułów zagranicznych. Tytułowe pytanie: winny czy niewinny? nie jest jednak ani osią fabularną filmu, ani pytaniem, które zadają sobie bohaterowie. To pytanie, kierowane do widowni, która musi uporać się z nim sama – w dodatku w odniesieniu nie do jednego wątku, jednej postaci, a do wielu. Możemy również tytuł ów odczytywać na zupełnie innej płaszczyźnie – jako stwierdzenie będące podkreśleniem, jako deklarację: winny czy niewinny – nie to jest istotne, nie to mnie obchodzi. Jak odczytacie ten tytuł – zależy już od Was,

winny czy niewinny

winny czy niewinny

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *