LGBT

13. LGBT+ Film Festival 2022 – Relacja [część druga]

Głos Kultury po raz kolejny objął swoim patronatem medialnym LGBT+ Film Festival – tym razem już 13. edycję ozdobioną wyjątkowo udanym plakatem przedstawiającym wizerunek Kory Jackowskiej. Jest to największa w Polsce impreza filmowa prezentująca filmy – tak fabularne, jak i dokumentalne i krótkometrażowe – podejmujące problematykę osób należących do mniejszości seksualnych, która odbywa się znowuż w szczególnych okolicznościach, jednak tym razem w terminie kwietniowym, jeśli zaś chodzi o miejsce, to w Warszawie, w nowym kinie. Mimo że to truizm przywoływany w kontekście każdego wydarzenia kulturalnego, to warto po raz kolejny dodać, że pandemia koronawirusa Sars Cov 2 zmieniła wszystko, ale chyba najbardziej wpłynęła właśnie na szeroko pojętą kulturę/rozrywkę i zmodyfikowała formy konsumpcji sztuki filmowej. W tym roku wśród globalnych czynników, które determinują wszystko, znalazła się też wojna na Ukrainie, co znajduje odzwierciedlenie choćby w programie imprezy. Oczywiście festiwal ma także inny kontekst, co już wynika z naszej lokalnej polskiej specyfiki społeczno-politycznej, odnoszący się do wciąż aktualnej i niestety mało merytorycznej, a emocjonalnej dyskusji, jaka toczy się wokół praw tej społeczności i wciąż nieuregulowanej sytuacji prawnej związków osób nieheteronormatywnych. Festiwal jednak to przede wszystkim sztuka filmowa wolna od bieżączki. Tegoroczna edycja festiwalu odbywała się w Warszawie, ale repliki odbędą się także w innych miastach w Polsce, jak również zdalnie na platformie MOJEeKINO.

Randki z Amber reż. David Freyne | Irlandia/Wielka Brytania/Stany Zjednoczone/Belgia

Randki z Amber to na tle tegorocznej agendy festiwalowej, jak i także mając na względzie dotychczasowe edycje, pozycja szczególna i oryginalna, właśnie paradoksalnie poprzez swoją konwencjonalność, której jednak w tym kontekście nie traktuję jako wadę, ale wręcz zaletę. Na tle obrazów podejmujących problematykę społecznego niedostosowania osób nieheterenormatywnych owa komediowość filmu Davida Freyne’a jest wyjątkowa, mimo że w pewnym momencie tonacja staje się coraz bardziej refleksyjna i smutna. Oczywiście to w dalszym ciągu opowieść o odmienności i to w warunkach ultrakatolickiej Irlandii lat 90. XX wieku, ale też opowieść mówiąca szerzej o tym, jak w ogóle na użytek opinii innych odgrywamy pewne społeczne role i powtarzamy zachowania. Bohaterowie filmu, tj. Eddie i Amber, aby uciąć wszelkie spekulacje w ich środowisku na temat swojej odmiennej homoseksualnej orientacji, postanawiają udawać, że są parą. Notabene ich zachowanie w owej manifestacyjności nie różni się od deklarowanych seksualnych osiągnięć heteroseksualnego otoczenia, bo tak samo nie ma swojego pokrycia w prawdziwym życiu. Ta głębsza refleksja przyobleczona została w zgrabną konwencję osobliwej komedii romantycznej oraz nurtu coming of age cinema, z uwagi zaś na lokalizację przypomina nieco dokonania Johna Carneya (vide OnceSing Street). To portret Irlandii przed wielkimi zmianami obyczajowymi (mówi się tu na marginesie o referendum w przedmiocie legalizacji rozwodów), ale też nostalgiczny powrót do dekady lat 90. jako takiej.

Ma belle, my beauty reż.: Marion Hill | Stany Zjednoczone/Francja

Film podejmuje właściwie nieobecny w kinie motyw związków poliamorycznych (onegdaj dla opisu takich relacji używano rachitycznego terminu: ménage à trois). Bohaterowie: Lane, Bertie i Fred kiedyś pozostawali w takim związku. W momencie, kiedy Lane nagle zniknęła z życia pozostałej dwójki, owi zawarli małżeństwo i rozpoczęli na tym tle konserwatywne heteroseksualne życie, osiadając w południowej Francji, prowadząc luksusowe życie pełne imprez, radości i rozrywek. Nagłe pojawienie się dawnej kochanki zmusza całą trójkę do przedefiniowania swoich celów i pragnień życiowych, ale też uruchamia procesy, które mniej lub bardziej intencjonalnie mają odtworzyć dynamikę oraz sensualność tamtych emocji i uniesień. W tym towarzystwie to zdecydowanie czarnoskóra Bertie gra pierwsze skrzypce, pozostali  zaś starają się sprostać jej oczekiwaniom. Reżyserce znakomicie udało się odtworzyć temperaturę i skomplikowanie romantycznych emocji, przyprawiając to nieco klasowym uwikłaniem i podporządkowaniem, bo też i Lane, która zdaje się reprezentować świat prekariatu, bez stałego zajęcia w całym układzie jest elementem najbardziej biernym i pasywnym. Film ma też w sobie coś z wizualnej lekkości twórczości Erica Rohmera, ale też intensywności choćby Ukrytych pragnień.

Fot.: 13. LGBT+ Film Festival 2022 

LGBT

Write a Review

Opublikowane przez

Michał Mielnik

Radca prawny i politolog, hobbystycznie kinofil - miłośnik stołecznych kin studyjnych, w których ma swoje ulubione miejsca. Admirator festiwali filmowych, ze szczególnym uwzględnieniem Millenium Docs Against Gravity, 5 Smaków, Afrykamery, Ukrainy. Festiwalu Filmowego.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *