Zasługujemy jedynie na potop – Krzysztof Skonieczny – “Ślepnąc od świateł” [recenzja]

ślepnąc od świateł

Chciałem zacząć od tego, jak świetną powieścią jest Ślepnąc od świateł i jak bardzo obawiałem się na początku jej ekranizacji, ale dajmy temu spokój. Bez owijania w bawełnę – o serialu już teraz jest głośno, a uwierzcie mi – będzie jeszcze głośniej. To, co zrobili Krzysztof Skonieczny i Jakub Żulczyk, to mistrzostwo świata. Produkcja HBO zachwyca pod względem rozmachu, rozwiązań artystycznych i aktorstwa. Jest niesamowicie światowa, a jednocześnie polska i swojska. I taka, jak proza Żulczyka – brudna, brutalna, chropowata i bezkompromisowa. Trzyma w napięciu od samego początku, a gęstą i duszną atmosferę, która wylewa się z ekranu niczym czarna, lepka maź, można ciąć nożem. To w dużej mierze zasługa najważniejszego bohatera w tej opowieści – miasta Warszawy. Warszawy nocnej, niebezpiecznej, nienasyconej i naćpanej, w której ludzkie postacie to tylko ćmy lecące do jej światła. Ponownie bez owijania – tu nie będzie happy endu i pokrzepiającej puenty na koniec. Będzie za to brutalna prawda o nas samych, o naszych słabościach i braku kontroli. Jeśli po tym wstępie nie macie dosyć – świetnie, wsiadajcie! Zabiorę Was na małą, nocną przejażdżkę po stolicy.  


Miasto otwiera oczy, zamknięte w dzień, budzi się cicho i ciężko, przypomina schlanego mężczyznę. Jego powieki rozchylają się powoli, zmęczone, sklejone ropą. Jest spuchnięte, tak jakby w ściany, w chodniki, w okna, w kostkę Bauma – w to wszystko wsiąknęła już na stałe czarna, brudna woda (…) Miasto również otwiera usta. Obudziło się. Chce jeść*.

Kuba mieszka w Warszawie. Przyjechał do niej w poszukiwaniu lepszego życia i w pewnym sensie je znalazł. Handluje kokainą, towarem drogim i deficytowym. Mimo iż siłą rzeczy obraca się w środowisku przestępczym, próbuje się od niego dystansować, zachowywać jedynie niezbędne minimum kontaktów z innymi podwładnymi Jacka, swojego szefa. Sytuacja zmienia się, kiedy w ręce Kuby, wbrew jego woli, trafia niebieska torba. Jeszcze bardziej komplikuje się, kiedy okazuje się, do kogo należy. Ułożone, bezpieczne życie bohatera powoli zaczyna wymykać mu się spod kontroli.

Ośmioodcinkowy serial to bardzo wierna adaptacja książki Jakuba Żulczyka. Oprócz naprawdę niewielkich zmian, cała historia jest poprowadzona jeden do jednego. Jednak czytając Ślepnąc od świateł, bardziej niż sama fabuła, absorbował mnie sposób jej przedstawienia. Dla mnie fenomenem Żulczyka jest przede wszystkim jego język, zaskakujące porównania, plastyczne opisy, umiejętność budowania dusznego klimatu. Przeniesienie tych elementów na język filmu było niezwykle trudnym wyzwaniem, któremu jednak Krzysztof Skonieczny i cała ekipa pracująca przy produkcji podołała. Pierwszoosobowa narracja powieści sprawiała, że cały czas słyszeliśmy myśli głównego bohatera i marzyłem sobie, że podobnie będzie w serialu – jak np. w Dexterze czy Mr. Robot. Nie zdecydowano się jednak na taki zabieg, niemniej i bez tego znajomy klimat książki czuć na ekranie od pierwszych minut. Tak właściwie powieść po raz pierwszy poznałem, słuchając jej w formie audiobooka, który czytał, uwaga, Krzysztof Skonieczny. I chyba już wtedy cała historia wsiąkła w niego na tyle, iż potrafił oddać jej specyfikę przy tworzeniu serialu.

Przede wszystkim od początku widać, że serial ma pomysł na siebie. Każdy odcinek, każda scena jest przemyślana, nie ma tutaj zbędnych i nijakich elementów. Mimo że akcja toczy się przede wszystkim w nocy, sceny są barwne, stolica nocą tętni życiem. Kamera towarzyszy Kubie przedzierającemu się przez roztańczone nocne kluby, restauracje, bogate apartamenty klientów i meliny dłużników. Skonieczny nie próbuje mamić nas, że będzie to lekka historia – już w pierwszym odcinku widzimy wszystkie elementy Ślepnąc od świateł – wulgarny język, narkotyki, a przede wszystkim brutalność. Film posiada sceny, w której jest ona ukazana bardzo dosadnie i realistycznie – kilka razy naprawdę skrzywiłem się podczas seansu. Piękne są ujęcia nocnej Warszawy, szczególnie, kiedy główny bohater porusza się po niej samochodem; za każdym razem jest w nich coś świeżego i hipnotyzującego. Przy tym całym ciężkim klimacie serialowi towarzyszy potężna dawka humoru, jednak jest on mocno przaśny i siermiężny, czyli idealnie pasujący do całości. Gwarantuję jednak, że zaśmiać można się nie raz, a niektóre cytaty bohaterów trudno będzie zapomnieć.

Nie ma nic naturalniejszego niż przemoc.
Przemoc jest wszystkim, jest silnikiem świata. To całkiem zabawne, że ludzie udają, że nie rozumieją, skąd ona pochodzi. Że są nią oburzeni. Że zarzekają się, że sami jej nie używają, że nigdy nikogo by nie zranili, nie uderzyli, nie unieszkodliwili, bo przecież sami są sterylnie czyści jak jeziora utlenionej wody. (…)
Każdy jest oprawcą. Każdego dnia. Różnica tkwi tylko w klasie, poczuciu smaku, mniejszym lub większym. Jak w jedzeniu, jak w wysławianiu się. Każdy je, ale niektórzy umieją to robić bez mlaskania, nożem i widelcem, po wszystkim wytrzeć sobie serwetką usta.

W rozległych, wypełnionych ludźmi ujęciach widać rozmach Ślepnąc od świateł.  Taka jest scena wizyty w klubie Betlejem, wesele córki Jacka czy genialnie nakręcone, iskrzące się od drobnych szczegółów i smaczków, wigilijne spotkanie warszawskich gangsterów. Sceny kręcono nie tylko w Polsce, ale również na Ukrainie i Dominikanie. Początek jednego z odcinków, kiedy widzimy dokładnie wszystkie etapy szmuglowania kokainy z Ameryki Południowej do Polski i ludzi Jacka pod Warszawą, przywodzi na myśl otwarcie skądinąd świetnego filmu Pan życia i śmierci, gdzie podobną drogę przez kontynenty pokonywał sprzedawany nielegalnie pocisk karabinowy. Takich świeżych, oryginalnych scen jest tutaj całkiem sporo, może tylko fragment, gdzie najważniejsi bohaterowie wchodzą nagle w konwencję musicalu, śpiewając Nienawiść Myslovitz, mimo imponujących wizualnie kadrów, nie do końca przypadł mi do gustu i był chyba zbyt oderwany od konwencji całości. Zdjęcia zagraniczne pojawiają się głównie przez jeszcze jeden typ scen – snów Kuby. Ja osobiście uwielbiam tego typu motywy i wprowadzenie takiej sennej fantastyki z bardzo realistycznym kinem, dlatego bardzo mi się one podobały. Z jednej strony mamy koszmary bohatera o dziwnym, wielkim bloku mieszkalnym, który zwiedza jako dziecko, z drugiej jego wizje upragnionych wakacji w Argentynie, na które w końcu chce się wybrać. Ich słoneczne i przerysowane kadry, niczym z amerykańskich reklam lat 60., idealnie kontrastują z brudną, mroczną Warszawą, do jakiej wraca Kuba po przebudzeniu.

Nie wiem, czy będę w stanie opisać, jak bardzo zachwycony jestem obsadą serialu. Kuba, jako główny bohater, zasługuje na osobną część, więc o nim za chwilę, ale w Ślepnąc od świateł niemal każdy aktor został dobrany po mistrzowsku i spisał się znakomicie. Ogromną zasługą jest tutaj oczywiście barwność stworzonych postaci, każda z nich ma w sobie coś charakterystycznego, innego, coś, co zapamiętujemy. Niemal każda ma też realny wpływ na fabułę, nie ma tutaj bohaterów obojętnych dla opowiadanej historii, wrzuconych na siłę, nijakich. Na początku wypada wspomnieć o Janie Fryczu, wcielającym się w postać Dario. Szalony, niemal demoniczny, totalnie nieobliczalny, jest jednym z najlepszych czarnych charakterów, jakich znam. Spokojny, głęboki głos Frycza dodaje mu jeszcze upiorności, a każde jego pojawienie się na ekranie wywołuje niepewność i niepokój. W serialu jego wprowadzenie jest nieco inne niż w książce (choć scena w restauracji także się pojawia), ale w niej również doskonale widać, z jakim psychopatą mamy do czynienia. Równie fenomenalny jest Janusz Chabior w roli Stryja, specjalisty od brudnej roboty na usługach Jacka. Porywczy i brutalny, z charakterystycznym, zachrypniętym głosem przekonuje już od pierwszej minuty. Sam Jacek, czyli Robert Więckiewicz, to również klasa sama w sobie. Świetnie do roli Paziny została dobrana Marta Malikowska, dokładnie tak wyobrażałem ją sobie, czytając powieść. Pozytywnie zaskoczył mnie Cezary Pazura, bo nie spodziewałem się, że tyle głębi będzie w jego z pozoru mało ciekawej roli celebryty Mariusza. Nawet postaci, które na ekranie obecne były krótko, zaznaczyły się wyraźnie w mojej pamięci – Eryk Lubos jako policyjny informator, Jacek Beler jako Sikor czy Krzysztof Zarzecki jako Maluch. Nie sposób też nie wspomnieć o brawurowej kreacji samego Krzysztofa Skoniecznego, który wcielił się w rapera Pioruna (jeśli się nie mylę, postać została napisana na potrzeby serialu, bo nie pamiętam jej z książki), a oprócz grania na potrzeby Ślepnąc od świateł został również nagrany teledysk i dwa naprawdę dobre utwory. Przy takiej plejadzie świetnych popisów aktorskich nie zabrakło niestety łyżki dziegciu, którą jest rola Pauliny, ukochanej Kuby. O ile wizualnie Marzena Pokrzywińska przekonująco wypadła w roli rudowłosej femme fatale, to niestety podczas sceny rozmowy z Kubą jej słabe aktorstwo mocno kłuło w uczy. Na szczęście nie ma ona dużej roli.

Po pierwsze, ludzie mówią. Mówią za dużo. Mówią bezładnie. Mówią o sobie nawzajem, za swoimi plecami. Mówią, kto komu wisi pieniądze, kto kogo ostatnio wypierdolił z interesu. Mówią, kto jest słaby, gdzie jest słaby, kiedy stał się słaby. Mówią o tym, co inni mówią o innych. Mówią o tym, kto się z kim rucha. Kto kogo zdradził. Kto kogo porzucił. Mówią, aby mówić. Mówią, mówią i mówią. Piją po to, aby mówić jeszcze więcej. Jeszcze głupiej. Informacje przeciekają przez nich, lecą im z oczu, z uszu, spomiędzy nóg. Nieistotne i istotne. Te powszechnie wiadome i te poufne. Wciąż mówią. Mówią, dopóki nie padną. Mówią po to, aby za chwilę powiedzieć jeszcze więcej. Mówienie ich podnieca, rozszerza ich źrenice, przyśpiesza oddech, zwilża śluzówki. Gdy jest połączone z byciem słuchanym, wtedy staje się lepsze i ważniejsze niż seks.

W końcu mamy głównego bohatera, Kubę. Szalony pomysł, żeby obsadzić w tej roli totalnego debiutanta, jakim jest Kamil Nożyński, o dziwo się opłacił. Dla mnie świetnie pasuje wizualnie do swojej postaci, a jego gra aktorska, choć oszczędna, zdecydowanie mnie przekonała. Być może w innej kreacji wyszłyby braki w jego warsztacie, ale tutaj jego spokojna, marmurowa twarz i obojętne spojrzenie idealnie nakreśliły postać zmęczoną, zdystansowaną do innych, stojącą obok kręcącej się wokół niego karuzeli narkotycznej ekstazy. Robotę robi właśnie ten kontrast, bo pozostałe postacie są niesamowicie ekspresyjne, krzyczą, grożą, dużo gestykulują. Oczywiście im bliżej finału opowieści, tym maska obojętności i pewności siebie Kuby coraz bardziej się kruszy. Czasem dobrze zobaczyć na ekranie nową twarz, do której nie przypasowaliśmy wcześniej żadnego innego bohatera – Kamil Nożyński to dla mnie Kuba ze Ślepnąc od świateł, po prostu. To jednak, jak odbierałem postać Kuby, w dużej mierze jest zasługą jego narracji w książce. Tam często dzielił się swoimi myślami, komentował zachowanie ludzi i czasy, w jakich żyjemy (wystarczy spojrzeć na powyższy cytat). Mocna modlitwa o deszcz, która pojawia się w pierwszym odcinku, również jest jednym z takich cytatów. Pamiętając wiele takich fragmentów, zastanawiam się, jak głównego bohatera odbiorą osoby, które nie znają powieści Jakuba Żulczyka – czy Kuba będzie dla nich równie złożony i ciekawy.

Nie pamiętam, kiedy tak bardzo porwała mnie ścieżka dźwiękowa w serialu. Muzyka została tutaj dobrana perfekcyjnie i co najważniejsze nie jest ona jedynie tłem, często właśnie ona dyktuje tempo akcji, podsumowuje to, co właśnie się wydarzyło, dodaje kolejne dno interpretacyjne. I do tego jest niesamowicie przekrojowa, mamy tu zarówno rap, jak i klasykę polskiego rocka, a także dużo alternatywy i elektroniki. Już sama czołówka z zaskakująco użytym It’s Raining Today Scotta Walkera to cholernie wysoko zawieszona poprzeczka. Świetnie pasuje, użyty pod koniec pierwszego odcinka, brudny, uliczny rap PRO8L3MU, a Idziemy przez las Siekiery w odcinku szóstym pompuje adrenalinę równie mocno, co dziejące się wtedy na ekranie sceny. O nagranych na potrzeby serialu utworach Pioruna już wspominałem. Całość dopełniają polskie kolędy, brzmiące groteskowo w ustach ludzi mających krew na rękach, które dodatkowo przypominają, że akcja rozgrywa się w okresie Świąt Bożego Narodzenia.

Nie wiem, co jeszcze powinienem napisać, by zachęcić Was do obejrzenia Ślepnąc od świateł. Może to, że przy tym wszystkim, co napisałem o serialu Krzysztofa Skoniecznego, nie jest to banalna rozrywka, nastawiona jedynie na zaszokowanie odbiorców i skopanie ich swoją mocną treścią po głowie. To tytuł, który pozastawia po sobie sporo przemyśleń, jest mądry i prawdziwy. Sam autor podkreśla, że jest to historia mocno uniwersalna i miejscem akcji mogłoby być dowolne większe miasto. Nie pamiętam, kiedy ostatnim razem serial polskiej produkcji tak pozytywnie mnie zaskoczył. Oczywiście równie mocno, co produkcję HBO, polecam książkowy pierwowzór. Krzysztofie Skonieczny, Jakubie Żulczyku – czapki z głów! Aż mam ochotę zapytać: Czy napiją się panowie wódeczki?

*wszystkie cytaty pochodzą z powieści Jakuba Żulczyka Ślepnąc od świateł

Serial możecie oglądać na kanałach HBO oraz w serwisie HBO GO

 

 

 


Przeczytajcie również:

Wielogłosem o…: “Ślepnąc od świateł” – recenzja powieści, spisana w formie dyskusji Sylwii i Patryka

“Ślepnąc od świateł” – odcinek 1 – wrażenia – rozmowa naszych redaktorów na temat pierwszego odcinka serialu

 

3 komentarze

  1. Siemanko napisał(a):

    Piorun w książce był Bonusem.

  2. Ancycha napisał(a):

    Po obejrzeniu pierwszego odcinka, wiedziałam, że czeka mnie zarwana noc, żeby obejrzeć pozostałe.
    To, co chciało by się powiedzieć, jest już zawarte w recenzji-zgadzam się ze wszystkim w 100%. REWELACJA!!!
    W najbliższy weekend pochłonę książkę i zrobię powtórkę na HBOgo.

  3. Monika napisał(a):

    Sztywniutki serial wyszedł :) I bardzo fajnie, że nad scenariuszem pracował także autor książki, mógł dodać kilka wątków, których w książce brakowało, część usunąć. Cała historia biegnie tak samo, ale mam wrażenie, że Żulczyk pisząc scenariusz, trochę jeszcze dopracował to, co było już świetne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *