Miły dom nad morzem

Miłe złego początki – James Tynion IV, Álvaro Martínez Bueno – Miły dom nad morzem

Mam słabość do horrorów. Mimo, że gatunek wydaje się być już nieco przejrzały, zarówno w filmie, jak i literaturze, wciąż sięgam po kolejne pozycje w poszukiwaniu dreszczyku emocji. Kilka lat temu przypadkowo wpadł mi w ręce Miły dom nad jeziorem, dlatego nie mogłem przejść obojętnie obok kontynuacji, tym razem o tytule Miły dom nad morzem. Liczyłem na ponowne zanurzenie się w dusznej atmosferze izolacji, tajemnic i relacji wystawionych na ostateczną próbę. Otrzymałem jednak historię, która równie mocno fascynuje, co frustruje.

Już na wstępie warto zaznaczyć: ta recenzja może zawierać spoilery dotyczące pierwszej części. Co więcej — bez znajomości Miłego domu nad jeziorem sięganie po Miły dom nad morzem mija się z celem. To bezpośrednia kontynuacja, a autorzy zakładają pełną znajomość wcześniejszych wydarzeń, relacji między bohaterami i zasad rządzących tym osobliwym światem. Nowi czytelnicy zostaną tu pozostawieni sami sobie, bez mapy i kompasu, jedynie z sucharami w plecaku i przeciekającym bukłakiem.

Fabuła ponownie skupia się na grupie ludzi zamkniętych w pozornie idyllicznym miejscu, które szybko okazuje się kolejną odsłoną koszmaru. Tym razem zamiast jeziora mamy morze, zamiast iluzji bezpieczeństwa — jeszcze większy chaos. Historia rozwija się w wielu kierunkach jednocześnie: pojawiają się nowe tajemnice, retrospekcje, alternatywne wersje wydarzeń i kolejne warstwy narracyjne. Problem w tym, że z czasem wszystko zaczyna się niebezpiecznie plątać. Momentami odnosiłem wrażenie, że Miły dom nad morzem gubi się we własnej konstrukcji, a zamiast napięcia dostajemy narracyjny labirynt bez światełka w tunelu. A jeśli takowe się pojawiało, było pociągiem kolejnych rwanych sekwencji bez solidnego zakotwiczenia w opowieści. Mieszkańcy domu wydają się być na siłę wyjątkowi, przez co nie sprawiają wrażenia ludzi z krwi i kości, a jedynie z tuszu i papieru.

Nie sposób pominąć twórców tej serii. Za scenariusz odpowiada James Tynion IV , a za stronę graficzną Álvaro Martínez Bueno. To duet, który już wcześniej udowodnił, że potrafi budować niepokojącą atmosferę i operować emocjami czytelnika. Miły dom nad morzem wciąż imponuje rozmachem i konsekwencją stylistyczną. Rysunki Bueno są jak zwykle dopracowane, pełne detali i subtelnych gestów, które mówią więcej niż dialogi. Tynion natomiast pozostaje mistrzem w budowaniu napięcia — nawet jeśli tym razem nie zawsze potrafi je sensownie rozładować.

Na osobny komentarz zasługuje sposób prowadzenia wątków obyczajowych i tożsamościowych. W albumie Miły dom nad morzem pojawia się bardzo dużo motywów LGBT, które same w sobie nie są problemem — wręcz przeciwnie, naturalnie wpisują się w różnorodność bohaterów. Kłopot polega na tym, że znaczna ich część nie ma realnego wpływu na rozwój fabuły. Sprawiają wrażenie dopisanych na siłę, kosztem narracyjnej spójności. Zamiast pogłębiać postaci, często tylko spowalniają akcję i rozmywają główny temat historii.

Pod względem wizualnym Miły dom nad morzem wciąż prezentuje bardzo wysoki poziom. Kolorystyka, kadrowanie i kompozycja plansz budują klaustrofobiczną, niepokojącą atmosferę. Morze, zamiast kojarzyć się z wolnością, staje się kolejną granicą, której nie da się przekroczyć. To jeden z tych komiksów, które można długo oglądać, nawet jeśli fabularnie nuży. Rysunki to dzieło sztuki w stu procentach. Nieco rozmyte, jakby malowane akwarelami kadry cieszyły me oko od samego początku, trzymając poziom do samego końca.

Podsumowując, Miły dom nad morzem to kontynuacja nierówna. Z jednej strony wciąż intryguje klimatem, stroną graficzną i ambicjami narracyjnymi. Z drugiej — gubi się w nadmiarze wątków, zbyt skomplikowanej konstrukcji i nie zawsze potrzebnych dygresjach. Bez znajomości pierwszej części nie ma tu czego szukać, myślę, iż nawet wierni fani mogą poczuć zmęczenie materiału. To pozycja wyłącznie dla czytelników, którzy pokochali Miły dom nad jeziorem i są gotowi przebrnąć przez narracyjny chaos w imię domknięcia historii. Dla reszty może okazać się rozczarowaniem.

Fot.: Egmont

Miły dom nad morzem

Overview

Ocena
5 / 10
5

Write a Review

Opublikowane przez

Adam Kamiński

Dusza anarchisty ściera się we mnie z romantycznym sercem. Jednego dnia rzucałbym koktajlem Mołotowa i palił rządowe pałace, innym razem wzruszam się nad twórczością klasyków literatury - Tołstoja, Steinbecka czy Remarque'a. W wolnych chwilach potrafię wyruszyć samotnie na szlak i biwakuję w ostępach przyrody. Moim marzeniem jest napisać powieść.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *