marszałek pizdudski

Naród wcale nie piękny, bo ludzie kurwy* – Marszałek Pizdudski One Man Band – „Split” [recenzja]

Szczerze mówiąc, nie wiedziałem zupełne, czego się spodziewać po nastawieniu drugiej już płyty projektu o niezwykle intrygującej nazwie Marszałek Pizdudski One Man Band. Natomiast już sam album Split mnie zaskoczył – i to bardzo. Nie samą muzyką, bo jest ona dosyć konwencjonalna, chociaż w niekonwencjonalnym wykonaniu. Największą wartością albumu Split jest warstwa literacka tej płyty – szczera, brutalna, bezkompromisowa, trafiająca w punkt naszych narodowych przywar.

Ale kim jest w ogóle Marszałek Pizdudski? Za tą szczerze „porąbaną” nazwą kryje się solowy projekt Piotra Markowskiego. Osoby śledzące szczecińską scenę muzyczną z pewnością mogą go kojarzyć ze składów takich jak Vespa i Pomorzanie. Markowski jako Marszałek Pizdudski zadebiutował w 2014 roku albumem bez tytułu. W 2015 natomiast wydał płytę z zespołem Konie. Teraz powraca z płytą Split. Dodatek One Man Band wcale nie jest sztuczną kreacją pod publiczkę, bo Markowski faktycznie nagrał sam wszystkie kawałki, co więcej – sam je wykonuje, używając do tego perkusyjnych bębnów i gitar – basowej lub elektrycznej – polecam sprawdzić na YouTube. Człowiek orkiestra, który wykonuje, jak sam mówi, blus-kantry-pank. Na Splicie więcej jest faktycznie punkowego nerwu w muzyce, jednak czasami artysta zaskoczy słuchacza rdzennym, klasycznym, amerykańskim bluesem, jak w utworze ZPL.

Trzeba przyznać, że faktycznie całość załatwia wyłącznie werbel, bęben basowy perkusji i ostry, przesterowany bas (Mój Bóg, Wanna Be, Jak w Ameryce, Polub To). Marszałek lubi także popłynąć nieco w klimaty country (Ten Tamten, Kup mi psa, Dżungla). Muzyk często bas zamienia na gitarę elektryczną, co samo w sobie narzuca porównania do The White Stripes (Zamawiam, ZPL). Trzeba jednak przyznać, że Marszałek w takim układzie zapatrzony jest bardziej w country aniżeli w bluesa, jak Jack White.

Marszałek Pizdudski One Man Band - Polub to

Natomiast teksty są mistrzostwem. Nie jest to bynajmniej piękna poezja – Marszałek nie stroni od wulgaryzmów i dosadnych określeń. Markowski w tekstach jest po prostu wkurzony i nie dziwię mu się. Ostrej krytyce zostaje poddana nasza scena polityczna (Ten Tamten, 20 Procent, Aport), dostaje się również religii (Mój Bóg), nieuczciwym korporacjom (Jak w Ameryce), naszym narodowym wadom, jak chociażby agresja na drogach i sprowadzane rzęchów z zachodniej granicy (ZPL). Marszałek szydzi, zresztą całkiem słusznie, z tzw. klasy średniej, obnażając jej fanaberie, czego dowodem jest doskonały Wanna Be, który jest zdecydowanie moim faworytem na płycie. Marszałek nawet nie odpuszcza naszemu krajowemu rynkowi muzycznemu w piosence Muzyka dla mas.

Split charakteryzuje prosta, szorstka muzyka, a radykalne, punkowe wręcz teksty kłują w serce i naszą narodową dumę, lecz celnie obnażają nasze wady i przywary. Nie jestem pewien, czy ta płyta trafi do odpowiednie dużego grona odbiorców, aby Marszałek mógł faktycznie wstrząsnąć naszymi sumieniami, lecz moim na pewno wstrząsnął. Szczerze jednak mówiąc, nie do końca jestem pewny, czy miał on w ogóle taki zamiar, nagrywając swoje nowe piosenki. Bo równie dobrze płyta Split może być zwykłym – fakt, że wyrafinowanym – żartem.

*- cytat z utworu Dżungla

Fot.: AKW Karrot Kommando

marszałek pizdudski

Write a Review

Opublikowane przez

Jakub Pożarowszczyk

Czasami wyjdę z ciemności. Na Głosie Kultury piszę o muzyce.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.