Książki,Recenzje

Odkryty potencjał – Tui T. Sutherland – „Ukryte Królestwo” [recenzja]

Ukryte Królestwo
Ukryte Królestwo

Cykle literackie rządzą się swoimi prawami i przeważnie w którymś momencie następuje u autora zadyszka, a któryś z kolei tom odstaje poziomem od poprzednich. Celowo użyłem określenia „przeważnie”, ponieważ Skrzydła Ognia to cykl, który z każdym kolejnym tomem podnosi poprzeczkę nieco wyżej niż ten poprzedni i jeśli mowa już o odstawaniu poziomem od poprzednich tomów, to owszem – Ukryte Królestwo (czyli tom trzeci) odstaje, jednak zdecydowanie na plus. Bohaterowie nabierają głębi, coraz mocniej zarysowują się między nimi różnice, przynależność do konkretnej „rasy” ma wreszcie istotne znaczenie, a w dodatku wzrosła liczba wątków, przez co czytelnik otrzymuje naprawdę intrygujące trzysta stron rozrywki.

Tui T. Sutherland w swojej opowieści o Smoczętach Przeznaczenia zaczęła nieźle, ale czuć było lekkie niedociągnięcia w Smoczym Proroctwie, które pisane było z perspektywy Błotoskrzydłego Łupka. Znacznie lepiej  i dojrzalej wypadł tom drugi, czyli Zaginiona Sukcesorka, której narratorką była Morskoskrzydła Tsunami. Akcja rozgrywała się co prawda głównie w jednej lokacji, ale udało nam się dowiedzieć więcej o świecie przedstawionym niż z tomu wprowadzającego do cyklu Skrzydła Ognia. Nie spodziewałem się, że tom trzeci, czyli omawiane tu Ukryte Królestwo, okaże się być na ten moment najlepszym, co zaoferowała nam autorka.

Deszczoskrzydła Gloria wraz z pozostałymi Smoczętami Przeznaczenia trafia do Ukrytego Królestwa swoich współplemieńców, znajdującego się w samym sercu lasu deszczowego, i jest z tego powodu niezwykle podekscytowana, tym bardziej że dotąd ciągle czuła się najmniej potrzebna i najmniej wartościowa ze wszystkich Smocząt Przeznaczenia. Wszak Przepowiednia nie mówi nic o Deszczoskrzydłych, a Gloria została w nią wpasowana tylko dlatego, że Szpony Pokoju potrzebowały piątego smoka, a nie były w stanie zdobyć żadnego Nieboskrzydłego jaja na czas. Dlatego też tkwi w Glorii pragnienie, aby udowodnić sobie i wszystkim wokół, że Deszczoskrzydłe nie są takie, za jakie się je powszechnie uważa – leniwe, ospałe, beztroskie, nastawione tylko na rozrywkę i zobojętniałe na losy całej Pyrii.

Niestety jej zapał zostaje poddany już pierwszego dnia pobytu w Ukrytym Królestwie ogromnej próbie, ponieważ Deszczoskrzydłe okazują się być dokładnie takie, jak wynika z opisów innych plemion. Ich codzienna egzystencja polega na zbieraniu owoców, lataniu wśród konarów drzew oraz wylegiwaniu się na słońcu i licznych drzemkach. Nie bez powodu zresztą ich ulubione zwierzątka to leniwce. Organizacja Deszczoskrzydłych ograniczona jest do niezbędnego minimum – nie ma jednej Królowej, która wywalczyłaby sobie tron, wyzywając na pojedynek poprzedniczkę. Zamiast tego jest pięć zmieniających „wartę” smoczyc, które obejmują tron na kilka miesięcy i oddają go w szpony koleżanki, wyznaczonej jako następna w kolejce. Sęk w tym, że władać w królestwie Deszczoskrzydłych nikomu się nie chce, ponieważ jest to jedno z najbardziej absorbujących zajęć – dzień w dzień trzeba wysłuchiwać nudnych i nic niewnoszących próśb na audiencjach i co ważniejsze – trzeba podejmować jakieś decyzje, których Deszczoskrzydłe zdają się unikać jak zimna i jedzenia mięsa. Nie ma również żadnego wojska, strażników ani nikogo, kto pilnowałby porządku. Z jednej strony jest tego wyjaśnienie – Mieszkańcy Ukrytego Królestwa nie zamierzają tracić czasu ani cennej energii na konflikty, a o samej wojnie w Pyrii nie wiedzą prawie nic. Nie zmienia tego nawet odkrycie Glorii i jej przyjaciół, którzy orientują się, że ze stada zniknęło kilkanaście smoków.

Gloria postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i odnaleźć za wszelką cenę zaginione Deszczoskrzydłe. Sprawę komplikuje niecodzienne odkrycie – nieopodal lasu zamieszkałego przez najbardziej leniwe smoki świata grasuje potwór, który znika w wielkiej dziurze. Dzielna i ambitna smoczyca postanawia zbadać, gdzie znika potwór – który najprawdopodobniej jest odpowiedzialny za zaginięcia Deszczoskrzydłych – i odkrywa, że dziura jest tak naprawdę olbrzymim tunelem, który prowadzi do niezwykle strategicznego miejsca na mapie Pyrii.

wings-of-fire-3-full-cover-final

Zaskoczył mnie poziom tej powieści, ale o tym już zdążyłem wcześniej wspomnieć. Autorka udowadnia bowiem, że ma niebanalną wyobraźnię, za którą idzie umiejętność przelewania swoich myśli na papier w taki sposób, że jest to dla odbiorcy niezwykle plastyczne i atrakcyjne. Co zaskoczyło mnie jeszcze bardziej, to fakt, iż Ukryte Królestwo wywróciło do góry nogami mój pogląd dotyczący świata Pyrii, Smocząt Przeznaczenia, konfliktu, który ogarnął cały (nie licząc Deszczoskrzydłych) smoczy gatunek,  oraz… moje wszelkie sympatie dotyczące poszczególnych gatunków. Dotąd najbardziej intrygowały mnie Nocoskrzydłe, ponieważ z leksykonu, który dołączony jest do każdego tomu, wynika, że powinny być to najbardziej intrygujące smoki ze wszystkich znajdujących się na kartach cyklu Tui T. Sutherland. Okazuje się jednak, że w tym momencie za najbardziej interesujące uważam właśnie Deszczoskrzydłe, które kryją w sobie olbrzymi wręcz potencjał, fenomelnalnie uwolniony przez pisarkę za sprawą poczynań Glorii. Ukryte Królestwo oferuje wiele zwrotów i rozwiązań, o których chętnie bym napisał, żeby udowodnić Wam, skąd biorą się te moje zachwyty, ale najzwyczajniej w świecie popsułbym Wam przyjemność z odkrywania tej powieści na własną rękę. Owszem, to nadal jest cykl dla młodzieży, ale coraz bliżej mu poruszaną tematyką i przedstawionymi rozwiązaniami do jak najbardziej dojrzałej fantastyki.

Niestety muszę podkreślić pewną dość istotną kwestię – mianowicie w przypadku tej powieści dość mocno kuleje dział korekty. O ile kwestie interpunkcyjne nie stanowią problemu, to już nagminnie występują błędy w odmianie słów. A to źle jest odmieniona liczba, a to rodzaj – zamiast liczby pojedyńczej często występuje mnoga, zamiast rodzaju żeńskiego, występuje męski i tym podobne. Żeby nie być gołosłownym, przytoczę jeden cytat: Przystojniak zawiązał długi, gruby liści na oczach Glorii. 

Ukryte Królestwo to dowód na to, że o smokach wciąż można napisać wiele ciekawego i z pewnością nie zostało na ich temat napisane już wszystko. Tui T. Sutherland zasługuje, żeby mieć swoje miejsce na półce w niejednej domowej biblioteczce, bo autorka potrafi dobrze pisać i kreacją świata nie ustępuje wielkim pisarzom w gatunku fantasy. Gloria, która jest bohaterką trzeciego tomu Skrzydeł Ognia, zyskuje wiele przy bliższym spotkaniu i w tym momencie jest moją ulubioną postacią z całego cyklu. Fanom serii nie muszę polecać ostatniego (jak dotąd) wydanego w Polsce dzieła Tui T. Sutherland, ale jeśli ktoś wciąż się waha, czy zabrać się za ten cykl – nie marnujcie czasu na wahania.

Fot.: Wydawnictwo MAG

Podobne wpisy:

Avatar

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel serwisu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Wielbiciel kina i audiobooków. Nie pogardzi dobrą muzyką, serialami, grami komputerowymi oraz wszelkiego rodzaju grami planszowymi. Kontakt: redakcja@gloskultury.pl lub czarnepioro@gmail.com

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!