Muzyka,Recenzje

Odór nadchodzącej śmierci – Torture of Hypocrisy – “RBMK-1000” [recenzja]

torture of hypocrisy
torture of hypocrisy

Nie wiem, ile zespołów w historii rocka i metalu wpadło na pomysł nagrania piosenki bądź albumu o katastrofie nuklearnej w Czarnobylu. Temat jest chodliwy, daje nieskończone źródło inspiracji, a pamięć o feralnych, kwietniowych dniach roku 1986 wydaje się nie przemijać. Do tematu jak najbardziej poważnie postanowili podejść muzycy metalowej formacji Torture of Hypocrisy, nagrywając płytę RBMK-1000. Moim zdaniem epoka koncept albumów dawno przeszła do lamusa i za bardzo nie ma sensu nagrywać płyt, których piosenki tworzą spójną całość w czasach, gdy ludziom nie chce się do końca nawet przesłuchać jednego utworu, bo natychmiast przełączają na inny, który widnieje na playliście złożonej z dziesiątek tysięcy piosenek. No cóż… faktem jest, że panowie z Torture of Hypocrisy trochę zamieszali w mojej od dawna utartej teorii, udowadniając, że takie albumy się nagrywa, a co najważniejsze robi się to na naprawdę wysokim poziomie, co tylko potwierdza zawartość RBMK-1000.

To już trzecie dzieło pochodzącej z Mikołajek formacji. Nieprzypadkowo właśnie oni wybrali taki temat na najnowszą płytę, bowiem w tej mazurskiej, uroczej miejscowości znajdowała się stacja monitoringu radiacyjnego, która dwa dni po katastrofie, 28 kwietna, jako pierwsza w kraju zarejestrowała aktywność izotopów radioaktywnych w powietrzu pół miliona większą niż normalnie. Taka ciekawostka. Muzycy zgłębili temat, wgryźli się dokładnie w dzieje tamtych budzących grozę dni, zaprosili do współpracy człowieka, który robił ścieżkę dźwiękową do gry S.T.A.L.K.E.R. (MoozE) i nagrali czterdzieści pięć minut muzyki oscylującej wokół thrash metalu. Nadmienić należy, że zespół gra bardzo technicznie, lecz przy okazji zachowuje swój groove i muszę przyznać, że trudno mi zespół zaszufladkować, szczególnie że tematyka albumu spowodowała, że nie brakuje na krążku wpływów industrialnych i ambientowych.

Płyta jest równa, nie ma na niej słabych momentów, ale brakuje też chwil, które należy w jakiś sposób wyróżnić. Torture of Hypocrisy na RBMK-1000 to dźwiękowy, prący pełną mocą do przodu dźwiękowy monolit, który potrafi też zwolnić, dać chwilę oddechu od przytłaczających słuchacza dźwięków (Man vs. Technology). Gdy dochodzi do głosu MoozE, Torture of Hypocrisy brzmią zaskakująco industrialnie, chłód bijący z tej muzyki wręcz mrozi krew w żyłach. Bardzo również mi się podoba powolny, wciskający w fotel Stench of Death, który jak sama jego nazwa wskazuje, traktuje o próbie przetrwania w chwili kryzysu, a śmierć zdaje się już czyhać za rogiem. Świetnie muzycy zgrali się z tekstem – idealna piosenka do apokalipsy.

Soundtrack apokalipsy, własnego unicestwienia – to dobre określenia do najnowszego dzieła od Torture of Hypocrisy. Intrygujący koncept, bardzo dobre wykonanie, potwierdzone kilkoma naprawdę wbijającymi w ziemię kawałkami. Warta uwagi płyta, szczególnie jeśli kogoś interesuje tematyka postapokaliptyczna.

Torture of Hypocrisy - Man vs. Technology (OFFICIAL LYRIC VIDEO)

Fot. cantaramusic.pl

Podobne wpisy:

Czasami wyjdę z ciemności.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *