Muzyka,Relacje,Wydarzenia

OFF FESTIVAL KATOWICE 2019: Tęskno prezentujące “Mi”, jazzowe brzmienia i mistrzowski występ Foals – dzień drugi, 3 sierpnia [relacja]

OFF Festival to wydarzenie, które wymyka się wszelkim ramom, opierając się na dźwiękach, których jednoznacznie nie da się sklasyfikować i z line-upem ułożonym tak, by sprzyjać odmiennym doznaniom muzycznym. Perfekcyjna organizacja jak zwykle pozostawia jedyną kwestię, z którą można się borykać, czyli: który zespół wybrać? Ze względu na bliskość poszczególnych scen istnieje jednak szansa, by dźwiękową podróż ułożyć w sposób sprzyjający usłyszeniu każdego z listy ulubieńców, choćby przez chwilę. Tegoroczni artyści to między innymi: Foals, Suede, Jarvis Cocker introducing JARV IS…, Stereolab, Tęskno, Jakuzi, Trupa Trupa. Pierwsza edycja festiwalu odbyła się w roku 2006 na terenie kąpieliska „Słupna” w Mysłowicach, a od roku 2010 wydarzenie to gości w Katowicach. Dyrektorem artystycznym OFF Festivalu jest Artur Rojek, który dba o to, by fani szeroko pojętej alternatywy doświadczali niesamowitych muzycznych emocji. Warto wspomnieć, iż OFF został umieszczony na liście 10 najlepszych festiwali muzycznych w Europie według brytyjskiego Guardiana. Postaram się przybliżyć Wam to, co działo się w Katowicach podczas czternastej edycji, podtrzymując opinię, iż Guardian się nie mylił.

Drugi dzień festiwalu rozpoczęłam od koncertu zespołu Tęskno, tworzonego przez Hanię Rani i Joannę Longić, które wystąpiły w składzie rozszerzonym o kwartet smyczkowy i kontrabasistę. Ze Sceny Trójki rozbrzmiewał materiał z płyty Mi, między innymi Bzdury, Uszy, Łeb czy Układ sił. Koncert mógłby być lepiej nagłośniony, ponieważ próby EABS na sąsiedniej scenie były słyszalne poza namiotem i nieco zakłócały odbiór tym, którzy się pod nim nie zmieścili. Delikatne głosy artystek wywoływały owacje na stojąco, a Joanna w przerwie między utworami oznajmiła, iż są to reakcje onieśmielające. Dziewczyny wystąpiły w pastelowych sukienkach – kimonach zaprojektowanych przez Natalię Siebułę i jak na większości koncertów zagrały Kombinacje w wersji elektronicznej, zupełnie odmiennej od oryginału z albumu. Po występie w czasie rozmowy z Hanią i Joasią zapytałam czy podczas kolejnych koncertów istnieje szansa na usłyszenie niezmienionych Kombinacji, okazało się, iż istnieje taka możliwość, gdyż dawno ich w takiej odsłonie nie grały, a sama zmiana spowodowana była tym, iż wersja pierwotna zaczęła stawać się nudna przez swą powtarzalność.

Tuż obok, na Scenie Leśnej, jazzowe kompozycje proponowała wrocławska formacja EABS feat. Tenderlonious. Marek Pędziwiatr do współpracy zaprosił londyńskiego multiinstrumentalistę, który wzbogacił kompozycje dźwiękami saksofonu sopranowego oraz fletu. Międzygatunkowe połączenia tworzone przez muzyków mających na koncie album Repetitions (Letters To Krzysztof Komeda) i najnowszy Slavic Spirits pozwalały na zasłuchiwanie się w nie przy oświetleniu chylącego się ku zachodowi słońca. Aż pojawiała się ochota na usłyszenie ich ponownie, tym razem w którymś z jazzowych klubów, w bardziej mrocznej scenerii.

Na małej Scenie Dr. Martens Kapela Maliszów kontynuowała jazzowe improwizacje oraz śmiałe reinterpretacje tego co swojskie, w duchu tego co uniwersalne – jak pisali organizatorzy. Zespół tworzy rodzina: Jan – ojciec, grający na skrzypcach, basach, lirze korbowej oraz akordeonie, Zuzanna – córka, grająca na basach, bębnie i śpiewająca, a także Kacper – syn, prezentujący umiejętności gra na skrzypcach, basie i nyckelharpie, a swoją ostatnią płytę, łączącą karpackie tradycje z mazowieckimi inspiracjami nazwali Wiejski Dżez.

Boogarins na Scenie Eksperymentalnej zaprezentowali psychodeliczny rock prosto z Brazylii, goszcząc w Polsce po raz pierwszy. Bardzo dziękowali OFF Festivalowi za zaproszenie, a w swoją grę wplatali etniczne akcenty, śpiewając po portugalsku. Tuż po ich występie na głównej scenie pojawiła się legenda polskiej alternatywy, czyli Dezerter grający materiał z płyty Underground out of Poland, wydanej w 1987 roku. Jak się okazuje słowa zawartych na niej utworów są wciąż aktualne. Chcesz żyć, jak ludzie / Chcesz czuć, jak ludzie / Chciałbyś żyć mimo to  / Że coś Cię zabija, nie wiesz co / Coś Cię zabija, nie wiesz co – grzmiało ze sceny, pod którą nie obyło się bez pogo.

Scenę Leśną przejął duet ze Stambułu, czyli Jakuzi. Synthpopowe granie Kutaya Soyocaka (wokal) i Tanera Yüce (gitara basowa), występujących w czarnych strojach, spotkało się z ciepłym przyjęciem. Ze sceny biła nostalgia okraszona tureckimi zwrotkami, a publiczność, jak i estradę oświetlały kolorowe iluminacje. Zespół zagrał swój największy przebój, Koca Bir Saçmalık, na setliście pojawiło się również Şüphe czy Toz, a repertuar pochodził z dwóch płyt: Fantezi MüzikHata Payı. W zapowiedzi ostatniego utworu wokalista podziękował wszystkim za wysłuchanie ich twórczości i życzył dobrej nocy. O 21:30 na Scenie Trójki zagościła Soccer Mommy, czyli 22-letnia Sophie Allison z Nashville. Zaprezentowała typowe amerykańskie granie garażowe, mieszając starsze piosenki z nowszymi, a towarzyszyło jej na scenie trio gitarowe (sama trzymała w rękach czwartą) oraz perkusja. Zaskakujące jak może twierdzić, iż inspiruje się Taylor Swift i Avril Lavigne, ponieważ to, co tworzy jest o wiele lepsze od popowych kompozycji wymienionych piosenkarek. W pierwszej połowie koncertu Sophie zagrała utwór najbardziej przeze mnie wyczekiwany, czyli Your Dog, więc mogłam opuścić trójkowy namiot i usłyszeć część koncertu grupy Superorganism, który w tym samym czasie zajmował Scenę Perlage. Artyści w kolorowych strojach zachęcali do zabawy przy indiepopowych rytmach, śpiewając swój pierwszy hit Everybody Wants To Be Famous czy równie znany Something On Your M.I.N.D.. Z pewnością dobrze było ich słychać w strefie gastronomicznej OFF-a.


Nie udało mi się dotrzeć na Electric Wizard, na który ochotę wybrać się miała Larissa, połowa duetu Lebanon Hanover, co zdradziła mi dzień wcześniej po koncercie. Może kiedyś pojawi się okazja do nadrobienia i wysłuchania ich doom metalowych brzmień live. Dwadzieścia minut przed północą oczekiwałam na wejście na scenę zespołu, w którego opisie nie trzeba się chyba rozpisywać, czyli… Foals. W koncertowej notatce zdążyłam zanotować jedno słowo: mistrzostwo. Muzycy z Yannisem Philippakisem na czele prezentowali materiał z najnowszej płyty, Everything Not Saved Will Be Lost Part 1, ale skupili się przede wszystkim na bardzo znanych utworach, z każdego albumu, czyli: Antidotes (jak Red Socks Pugie, Olympic Airwayes), Total Life Forever (Spanish Sahara), Holy Fire (Inhaler kończył show przed bisami, a pogo zwiększało swoje rozmiary pod sceną), What Went Down (What Went Down, Mountain at My Gates). Z pierwszej części tegorocznej premiery, która porusza tematy aktualnie problematyczne – takie jak ocieplenie klimatu, niepewność jutra czy ciągłą inwigilację społeczeństwa, usłyszeć można było Exits, In Degrees, White Onions, a drugą część zapowiadał najnowszy singiel Black Bull, który dwa dni przed koncertem pojawił się w internecie (premiera albumu nastąpi zaś 18 października). Lider zespołu kilkukrotnie schodził do widowni, która bawiła się fantastycznie. Yannis dodał, iż muzycy cieszą się z ponownej wizyty w Polsce i grania na festiwalu, który określił mianem szczególny. Obawiałam się nieco tego występu, gdyż tuż przed nim usłyszałam o problemach z gardłem wokalisty. Na scenie nie można było zauważyć jednak żadnych niedociągnięć, kontakt z widownią był jak zawsze fantastyczny, a płynne przejścia między utworami okazały się istnym majstersztykiem. Tak jak wielokrotna zmiana gitar przez Yannisa (czy ktoś liczył ile pojawiło się ich na scenie?) zamiast tracenia czasu na ich strojenie. Ostatni raz w koncercie brytyjskiej grupy uczestniczyłam podczas festiwalu OPEN’ER w 2016 roku i muszę przyznać, iż ich offfestivalowy występ okazał się lepszy (fakt ten potwierdził również stały koncertowy bywalec, dla którego show w Dolinie Trzech Stawów było czwartym występem Foalsów na żywo). Wydaje mi się, że żadne słowa nie oddadzą dokładnie tego, co wydarzyło się na ich koncercie, a rockowego, dance-punkowego grania na żywo formacji z Wielkiej Brytanii trzeba po prostu doświadczyć.


Z nadwyżką energii po najlepszym występie wieczoru odwiedziłam jeszcze Scenę Leśną, gdzie swój DJ set grała Veronica Vasicka z Nowego Jorku, założycielka labeli Minimal Wave i Cititrax. Prezentowała undergroundowe techno mieszane z postindustrialną elektroniką. O tej samej porze pod namiotem Sceny Eksperymentalnej za konsolą stał tunezyjski kompozytor Ammar 808 i zapraszał do zabawy przy arabfuturystycznych brzmieniach. Mieszał ciężką elektronikę, mocny bas z afrykańskimi wokalami i szybkim beatem, a publiczność z utworu na utwór bawiła się coraz lepiej. Warto wspomnieć też o tym, iż liczba festiwalowiczów wydawała się tego dnia o wiele większa niż w latach poprzednich.

 

DZIEŃ PIERWSZY, 2 SIERPNIA [RELACJA]

DZIEŃ TRZECI, 4 SIERPNIA [RELACJA]

 

Z Katowic relacjonowała Małgorzata Kilijanek.

Fot.: Małgorzata Kilijanek

Podobne wpisy:

Avatar

Pasjonatka kina, muzyki i literatury, a także sportu, w szczególności siatkówki. Filmowo ceni różnego rodzaju dramaty, filmy psychologiczne oraz kino niezależne. Muzycznie - głównie brzmienia alternatywne. W literaturze najczęściej wybiera powieści, często o tematyce egzystencjalnej, psychologicznej, ale nie stroni od dzieł biograficznych i podróżniczych. Swoimi recenzjami i relacjami dzieli się z czytelnikami Głosu Kultury. Kontakt: gosia@gloskultury.pl

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *