wiedźmińskie zioła

Piątkowa ciekawostka o…: wiedźmińskie zioła

Jak wiadomo, ziół w Wiedźminie jest od groma (a nawet od ulepszonego groma). Czymże by bowiem był Geralt bez swoich roślin, zbieranych tu i ówdzie i przy wszelkich okazjach? Czymże by był, gdyby jego znajomość roślinności ograniczała się do odróżnienia drzewa od krzewu? Wiedźmin musi znać nie tylko miejsca występowania, ale także nazwy i zastosowanie wszystkiego, co zbiera. A co z graczami? Czy Wy, którzy z szaleńczym zapałem chwytacie za pada lub układacie palce na klawiaturze, zastanawialiście się kiedyś, jak to jest naprawdę z tymi ziołami i innymi przedstawicielami flory w Wiedźminie? Które z nich istnieją naprawdę i czy ich właściwości nadane przez twórców gry (lub Sapkowskiego) odpowiadają rzeczywistości? A może większość ziół to tylko wymysł na potrzeby wiedźmińskich mikstur? Przyjrzymy się dziś temu zagadnieniu, rozglądając się po wodach, lasach, polach, bagnach, drogach i łąkach Dzikiego Gonu.

Zacznijmy może od rośliny niezwykle w świecie Geralta popularnej, bez której wiele walk skończyłoby się okrutną śmiercią z wycieńczenia (a przynajmniej na samym początku, kiedy nasza postać nie jest jeszcze wykokszona, a my dopiero zaczynamy przygodę). Jaskółcze ziele, bo oczywiście o nim mowa, w grze rośnie gęsto i często, a spotkamy je pod postacią niedużej, ale też niemałej rośliny o intensywnie żółtych kwiatach. To ona jest bazą do wytworzenia niezawodnej mikstury o nazwie Jaskółka, która regeneruje Geralta i przywraca mu siły witalne wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebuje, co pozwala mu na wykończenie wrogów, podczas gdy ci myśleli już, że mają Białego Wilka w garści. Jeśli macie przynajmniej minimalne pojęcie o naszej polskiej roślinności, wiecie doskonale, że Glistnik jaskółcze ziele (nazwa naukowa: Chelidonium majus) istnieje naprawdę i nie jest rzadkością spotkać go podczas spaceru mniej więcej od maja do września, bo właśnie wtedy ma zwyczaj kwitnąć. Polska nazwa nawiązująca do gatunku ptaka nie odbiega wcale od tej “oryginalnej”, pierwotnej, naukowej, która pochodzi od greckiego słowa chelidon oznaczającego właśnie jaskółkę.

A dlaczego ktoś przez wieki tak skrupulatnie upierał się, aby roślinę tę połączyć z ptakiem zwiastującym wiosnę? Ponieważ okres jej kwitnienia zbiega się mniej więcej właśnie z przylotem i odlotem jaskółek. Są jednak jeszcze dwa wyjaśnienia tej nazwy. Pierwsza z nich, wysnuta została przez angielskiego botanika Nicholasa Culpepera, który twierdził, że jaskółki używały tej rośliny, by przywrócić wzrok pisklętom, gdy ich oczy zostały wydłubane (brrr….). Drugie wyjaśnienie dotyczy nazwy, jaką dawniej alchemicy stosowali, by określić korzeń glistnika, czyli coeli donum, co w tłumaczeniu oznacza dar niebios. Korzenie rośliny były bowiem wysoko przez nich cenione. Z tego, co mi wiadomo, to glistnik jaskółcze ziele człowieka żadnego ze ślepoty nie uzdrowił, ale na pewno niejednemu pomógł w walce z uporczywymi kurzajkami – tu świetnie sprawdza się ta lepka, mleczna ciecz, która wypływa z jaskółczego ziela. W Polsce zachowało się wiele zwyczajowych nazw tej rośliny, wśród których wymienić można chociażby: celidonia, żółtnik, sapun, złotokwiat, kurza ślepota, psi mlecz, dar niebieski.

Poza leczeniem kurzajek, glistnik jaskółcze ziele już od czasów starożytnych wykorzystywany był chętnie w ziołolecznictwie. W XVI wieku na przykład, kiedy wyjątkowo sugerowano się różnymi dziwnymi rzeczami, jaskółczym zielem próbowano leczyć żółtaczkę i schorzenia wątroby, ze względu na żółty kolor kwiatów, które miałyby jakoby świadczyć o jego właściwościach leczniczych właśnie w tym kierunku. Później, ze względu na zawarte alkaloidy w tej roślinie, zaczęto stosować ją do leczenia wszelkich zmian skórnych (jak choćby wspomniane wcześniej kurzajki), a także problemów gastrycznych. Popularność lecznicza stała się na tyle duża, że bylinę zaczęto uprawiać (m.in. w Polsce, w Niemczech, na Węgrzech), a nie tylko zbierać okazy dziko rosnące. Jednak na przełomie XIX i XX wieku zaczęły do głosu dochodzić skutki uboczne stosowania glistnika, dlatego jako lekarstwo powoli wycofywano go z obiegu. Na szczęście Geralt nie ma pojęcia (a nawet jeśli, to na to nie zważa) o szkodliwości jaskółczego ziela, dlatego zażywa wyciągu z glistnika chętnie i z uśmiechem na twarzy (no dobra, z tym uśmiechem to lekka przesada). Działanie jaskółczego ziela udokumentowane na przestrzeni lat, którym można wytłumaczyć to, jak pomaga ono Białowłosemu, to przede wszystkim rozkurczanie mięśni gładkich, w tym także właściwości przeciwbólowe (moczopędne i ułatwiające wypróżnianie nas nie interesują, bo przecież Geralt jest ponad to). Natomiast chelidonina zawarta w roślinie działa podobnie jak morfina na ośrodkowy układ nerwowy, choć słabiej. Roślina ta jest nam także niezbędna chociażby do przygotowania wyśmienitego oleju przeciw zwierzętom, ulepszonej wilgi, wyśmienitej zamieci czy petardy wyśmienity samum – co by się zgadzało, ponieważ petarda ta oślepia przeciwników w zasięgu rażenia, a przecież, jak wspomniałam wyżej, jedna ze zwyczajowych nazw glistnika to kurza ślepota. Co ciekawe, sprawdzano działanie glistnika również jako środka wspomagającego walkę z wirusem HIV, a także pojawiały się doniesienia o jego działaniu przeciwnowotworowym. Takie to żółte maleństwo niepozorne, a ile w sobie kryje… Dziś, jeśli chcemy poczuć się jak wiedźmin, ale po założeniu na plecy dwóch mieczy nie jesteśmy w stanie złapać tchu już po dwóch krokach albo uciekamy na widok pająką (a co dopiero krabopająka!), możemy sobie kupić na przykład takie mydło w płynie i kilka razy dziennie wymyć nim sobie ręce (nucąc w tym czasie Jaskółkę Stana Borysa).


Jako kolejną pod lupę weźmy tajemniczą i magiczną Mandragorę, której motyw wielokrotnie wykorzystywany jest w kulturze – czy to w literaturze, czy w filmach, czy w utworach muzycznych. Czymże dokładnie jest ta mandragora i dlaczego wzbudza takie zainteresowanie? Wydaje mi się, że wpływ na to może mieć jej niezwykle szeroka, ale i skrajna symbolika, a także, oczywiście, kształt korzenia, który przypominać ma ludzki. Zacznijmy jednak od świata Wiedźmina, bo przecież to za jego sprawą tu jesteśmy. Sam Sapkowski daje do zrozumienia, że rosnącą dziko spotkać można rzadko, co z kolei sprawia, że jeśli tylko na nią trafimy, bez wahania powinniśmy zrywać. Łatwiej jednak kupić ją od jakiegoś zielarza. Nalewka z mandragory (ta taka jakby czarna piersiówka) jest ważnym składnikiem, ponieważ to między innymi na niej przygotujemy Białą Mewę, która z kolei jest niezbędnym składnikiem wielu eliksirów. Roślina ta przyda nam się, by uwarzyć sobie chociażby Wyśmienitego puszczyka czy przyrządzić Odwar ze starożytnego Leszego (skurczybyki potrafią wzbudzić strach…), co w sumie pasuje, bo Leszy jest reliktem, a podobnie kojarzy się również mandragora, jako coś tajemniczego, związanego z dawnymi wierzeniami.

Mandragora, przez swój wyjątkowy kształt nazywana także ludzkim korzeniem, występuje od Basenu Morza Śródziemnego aż po Himalaje. Najbardziej znaną odmianą jest mandragora lekarska i można śmiało założyć, że to właśnie ona występuje w Wiedźminie. Choć w grze potrzebujemy jedynie korzenia mandragory, warto wiedzieć, że roślina ta kwitnie od czerwca do lipca. Korzenie, aby później móc je wykorzystać, najpierw kroi się plastry. Ale oczywiście Geralt nie musi tego robić. Załóżmy, że zbiera już mandragorę w plastrach. Taką ma umiejętność, skubany.

Najprawdopodobniej pierwszy zapis o tej roślinie, to ten z 1550 roku przed naszą erą. Wspomnienie o niej znaleziono na staroegipskim papirusie Ebersa. Mówił o niej także Hipokrates i Teofrats z Eresos. W tamtych czasach do jej działań zaliczano łagodzenie bólu i stanów depresyjnych. Miała także pomagać zasnąć. Grecka Hekate miała jakoby hodować tę roślinę u siebie w ogrodzie, a słynne z przepowiadania przyszłości Pytie wspomagały się mandragorą właśnie po to, aby w transie dostrzec to, co dopiero nadejdzie. Jednak choć ceniona przez starożytnych i niemal wielbiona, ta tajemnicza i popularna roślina wkrótce została wpisana na czarną listę ziół. Dlaczego? Powód jest prosty i zawsze ten sam – Kościół. Mówimy bowiem o średniowieczu, kiedy to właśnie władze kościoła i osoby duchowne rozporządzały ludzkimi umysłami, mówiły co jest dobre, a co złe. A mandragora jako roślina służąca do czarnej magii i kojarzona z czarownicami, była oczywiście bardzo, bardzo zła. Wystarczało nawet, aby mandragora wyrosła przez przypadek w czyimś ogródku, a pewnym było, że jakaś kobieta z tego domu zostanie uznana za czarownicę. A jaki los czekał takową, to już z pewnością wiecie. W Dzikim Gonie na pewno również ma na nią baczenie każdy wyznawca Świętego Ognia.  Dawniejsi uczeni dzielili mandragorę na dwa gatunki – męski i żeński. Ten drugi wyróżniać miał korzeń, który z zewnątrz jest brunatny, a w środku biały. W Chrzcie Ognia Sapkowskiego alchemik z Fen Carn wspomina zresztą o tej żeńskiej odmianie, która rośnie na tamtejszym obszarze w dużych ilościach.

Mandragora miała zapewniać także płodność, a jej bogata historia  i magiczne zdolności jej przypisywane sprawiają, że często pojawia się w kulturze. Pamiętamy jej wrzaski z Harry’ego Pottera, kojarzymy tę roślinę także z Sagi o Ludziach Lodu, Romeo i Julii i  filmu Labirynt fauna. Wymieniona zostaje także w Biblii, chociażby w Pieśni nad pieśniami. O mandragorze można by pisać i pisać – to niezwykle ciekawa roślina, która ogromnie rozpala ludzką wyobraźnię (i podobno nie tylko wyobraźnię). Choć spotykamy w grze jedynie korzeń mandragory, to kiedy zobaczymy, jak wygląda ta roślina naprawdę, moglibyśmy pomylić ją z siężygronem, którego liście i fioletowe kwiaty wykreowane przez twórców gry wygladają łudząco podobnie.


Skorocel to z kolei pospolita roślina, przez wielu mijana i deptana jak chwast. Choć jej nazwa nie brzmi może znajomo, nie raz widzieliście ją czy to w aptece, czy na łące. Z początku nazwa ta niewiele mi mówiła i dałabym sobie uciąc rękę, że nie istnieje naprawdę. Później jednak przyjrzałam się, jak owa roślina wygląda w grze (wiedźmińskie zioła naprawdę są wiernie oddane i można je dzięki temu poznać, co bardzo się chwali). Jeśli wzrok mnie nie mylił, była to najzwyklejsza babka. Dokładnie tak, nie żadna babka lancetowata o podłużnych liściach, tylko właśnie zwyczajna, o czym świadczyły zaokrąglone liście, a nie strzeliste. Skąd więc ten skorocel, skoro nazwa łacińska babki zwyczajnej to Plantago major? Czyżby jednak wzrok mnie mylił? Ale nie, skorocel to, jak się okazuje, w języku słowackim, w botanicznym “slangu”, właśnie babka, więc zagadka wyjaśniona. W Dzikim gonie przede wszystkim spotkać możemy tę roślinę w przydomowych, zaoranych polach, a przyda nam się chociażby do uwarzenia takich mikstur jak: Wyśmienity Dekokt Raffarda Białego, Wyśmienty Las Mariborski, Odwar z archegryfa, Ulepszony olej przeciwko ogrowatym i jego wyśmienity następca również. 

Babka zwyczajna od zawsze znana jest ze swoich leczniczych właściwości, nie dziwi więc, że Geralt używa jej do wytworzenia trunku, który go uzdrowi. Zarówno w medycynie, jaki kuchni stosuje się liście babki. Dawniej okłady z liści babki zwyczajnej stosowano na rany, a także ukąszenia owadów. Poza tym skorocel wykazuje działanie wykrztuśne i przeciwzapalne. Również bywa stosowany w nieżycie dróg moczowych (których Geralt oczywiście nie posiada – to się nie godzi). Jeśli postanowimy wykorzystać skorocel w kuchni, możemy dodać świeże listki do sałatki. To, co jednak bardziej może zainteresować naszego wiedźmina to fakt, że babka uważana jest za antidotum na trucizny, oczyszcza organizm z toksyn i eliminuje gorączkę. Roślina ta potrafi również tamować krwawienie. My, zwykli ludzie, po odłożeniu pada możemy nasmarować sobie skorocelem stopy – ku chwale Freyji!


Kolej na chyba najbardziej popularną i znaną wszystkim graczom roślinę, którą spotkać możemy w grze, a mianowicie dmuchawiec. Muszę przyznać, że dziwi mnie wybór akurat tej nazwy, ponieważ wydaje się ona taka… pospolita. Roślina ta, przez wielu uważana za chwast, to prawidłowo mniszek lekarski bądź mniszek pospolity, jednak przez wieki powstało tyle jej nazw, że wymieniać wszystkie, to jak robić wszystkie zadania poboczne w grze zanim wyzna się miłość Triss lub Yennefer (albo każdej się da malowniczego kosza). Wymieńmy jednak chociaż kilka z nich. Bardzo często mniszek nazywany jest mleczem, co może wprowadzać w błąd, ponieważ mlecz to zupełnie inna roślina. W nazwach nadawanych przez lata przez ludzkość  znajdują się między innymi: oczywiście dmuchawiec, poza tym męska stałość, maślak, buława hetmańska, gołębi groch, bole oczy, psi mlecz, świni mnich i tak dalej, i tak dalej. Zróżnicowane nazwy wynikają z występowania tej rośliny, która rozprzestrzenia się bardzo łatwo i trudno się jej pozbyć. Jednak podczas gdy wielu z nas z uporem próbuje pozbyć się tych roślin ze swojego ogródka, mniszek lekarski jest nie tylko fantastycznym zielem leczniczym, ale także składnikiem kulinarnym. Roślina (znów) wykazuje właściwości moczopędne, oprócz tego herbatka zaparzona z liści zbieranych wiosną będzie dobra dla ludzi o wysokim ciśnieniu i słabym sercu. Natomiast w kwiatach mniszka znajduje się helenin, substancja która powinna wspomagać wzrok tych z Was, którzy mają problem z widzeniem w ciemności. Mogłoby się więc wydawać, że dmuchawiec będzie ważnym składnikiem Eliksiru Kot (tym bardziej ulepszonefgo bądź wyśmienitego), jednak twórcy nie zagłębili się chyba w wiedzę o ziołach i zamiast tego do Wyśmienitego kota potrzebny jest korzeń pimentu, a do ulepszonego owoce berberki. A szkoda. Tymczasem dmuchawiec w Wiedźminie jest niezbędny do wytworzenia na przykład odwaru z archegryfa, odwaru z bazyliszka, ulepszonej wilgi, która uodparnia na działanie trucizn (kolejny raz – szkoda, że w skład Wilgi nie wchodzi skorocel, który faktycznie ma takie działanie), ulepszonej bomby dwimerytowej. Mniszek oczyszcza i wzmacnia, a więc samo zdrowie! Oprócz zaparzania herbatek z liści tej rośliny można przyrządzić pyszną sałatkę, trzeba jednak pamiętać, by zrywać młode listki, przed kwitnieniem rośliny i wybierać takie miejsca do zbierania, gdzie jest w miarę czysto, zwłaszcza od spalin i innych sztucznych zanieczyszczeń.  Znane są też receptury na miód z mniszka czy nawet piwo. A wszystko rzecz jasna bardzo zdrowe. Gdyby natomiast Ciri nie ścigał Dziki Gon i miałaby ona czas, by bardziej przykładać się do higieny (choć oczywiście ma czas wykonać pełny makijaż oczu), mogłaby używać płynu do higieny intymnej z wyciągiem z mniszka lekarskiego. Młodym dziewczętom rzecz jasna polecamy jako wprawianie się w alchemii wiedźmińskiej.


Teraz czas na coś, co w porównaniu z roślinami takimi jak skorocel, dmuchawiec czy tojad, stosunkowo niełatwo zdobyć. Najprościej chyba kupić u jakiegoś zielarza lub znaleźć, okradając domy naiwnych wieśniaków. Mowa o korzeniu pimentu, który w grze przypomina z wyglądu korzeń mandragory, jest jednak jakby wygięty w bok.  Geraltowi potrzebny jest do wielu przydatnych mikstur. Mając go w swoich zbiorach, wykonamy chociażby Odwar z sukkuba, Wyśmienity smoczy sen, Wyśmienitego kota (choć bardziej pasowałby tu dmuchawiec…), Wyśmienity olej przeciwko istotom magicznym, a także mnóstwo cholernie przydatnych składników alchemicznych, jak chociażby Albedo, Rebis czy Vitriol.

Nazwa może brzmieć dość egzotycznie, a i wygląd rośliny niewiele nam mówi. Tymczasem, jeśli dobrze rozejrzycie się po swojej kuchni, większośc z Was na pewno znajdzie owoce tej rośliny tam, gdzie macie zwyczaj przechowywać przyprawy. Pimenta to bowiem drzewo, którego owocniki znamy jako ziele angielskie, czyli tak zwana “znowu kulka!”. Jego intensywny aromat sprawia, że chętnie dodajemy te kulki do zup, sosów, dań takich jak bigos czy pieczenie. Przydaje się jednak także przy słodkich wypiekach, a nawet można zrobić z niego coś zastępczego dla syropu klonowego. Skoro jednak piment, to dlaczego my, Polacy, znamy tę przyprawę jako ziele angielskie? Ponieważ zanim dotarła do nas, była bardzo popularna wśród Anglików, którzy używali jej chętnie i często, nazywając ją nie bez powodu allspice. A na przykład hiszpańscy odkrywcy początkowo wzięli ją mylnie za poszukiwany przez nich wtedy pieprz, dlatego inna nazwa tej przyprawy to także pieprz angielski, pieprz pachnący czy pieprz goździkowy.

Ziele angielskie działa przeciwgrzybiczo, działa bardzo dobrze na układ pokarmowy, usprawniając jego działanie, zapobiega wzdęciom, może także okazać się pomocne przy walce z nieświeżym oddechem (Geralt, zapamiętaj i użyj, zanim udasz się do Passiflory!). Może złagodzić bóle menstruacyjne (czy czarodziejki przechodzą menstruację?), działa przeciwwymiotnie, łagodzi kaszel, odkaża i dezynfekuje. Napar z ziela angielskiego może być także pomocny przy walce z trądzikiem. Jednak spożywany w zbyt dużych ilościach, ta tak zwana przyprawa wszystko może prowadzić do nieprzyjemnych skutków ubocznych.


Ziół w wiedźminie jest mnóstwo – przytoczonych pięć to tylko kropla w alchemicznym morzu wiedźmińskich możliwości. Są oczywiście także rośliny, które znajdziemy w grze, ale nie istnieją one naprawdę, są równiez takie, których Geralt docenia magiczne właściwości, a my – niestety – możemy traktować je wyłącznie jako rośiny ozdobne (jak na przykład Arenaria, którą wiedźmin wykorzystuje bardzo często). Wszystkim, którym chciało się czytać tę kartkę z pamiętnika młodej zielarki, dziękuję za poświęcony czas. Kto wie, może teraz zwykłe zbieranie wiedźmińskich ziół stanie się odrobinę ciekawsze?

PS Powyższy tekst nie jest w żadnym stopniu reklamą ani kosmetyków firmy Green Pharmacy, ani firmy Ziaja ;).

Fot.: CD Projekt RED, Wikimedia Commons, Green Pharmacy, Ziaja

wiedźmińskie zioła

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

4 Komentarze

  • Fajnie, że ktoś wreszcie wyłuskał z Wiedźmina tak ciekawą naukowo rzecz, jaką są zioła i eliksiry z nimi związane! Wielki szacun za ten tekst dla Pani redaktorki Sylwii! Jako, że poruszyła Pani tylko kilka ziół – śmiem prosić o kontynuacje tejże ciekawostki!

  • Bardzo dziękuję za miłe słowa. Miałam w planach napisać o większej ilości ziół, ale przez wzgląd na to, ile czasu mi to zajęło i że w efekcie tekst wyszedł dość długi, ograniczyłam się do tych kilku. Jak tylko czas mi pozwoli, wezmę się jednak za kontynuację :).

  • Witam,
    Widzę że od tego artykułu minęły już 3 lata. Czy będzie można liczyć na 2 część artykułu i analizy reszty roślin? Pozdrawiam imienniczkę.

  • Naprawdę świetna robota! Cieszę, że trafiłam na ten tekst, bardzo ciekawe :)

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.