Rodzina jest najważniejsza – „Ray Donovan”, sezon 4 [recenzja]

Ray Donovan jest jedną z najlepszych produkcji stacji Showtime, która w ostatnich latach umilała każde lato. Tytułowy bohater serialu to facet od brudnej roboty – zatrudniany przez bogaczy do tuszowania niewygodnych spraw. Nie oznacza to, że nie ma prywatnych problemów, w których skład wchodzą: nieustannie pakujący się w kłopoty ojciec, traumatyczna przeszłość, konflikt z prawem, znalezienie czasu dla dwójki dorastających dzieci i żony, a nawet utarczki z mafią. Dotychczas ten tytuł sprawował się wyśmienicie – poza pewnymi irytującymi elementami w drugim sezonie trzymał wysoki poziom. Czy zmieniło się to w czwartej serii?

Na początek mała uwaga. Jeśli nie oglądaliście poprzednich sezonów serialu, zachęcam Was do nadrobienia zaległości. Ray Donovan to przykład świetnego dramatu, który odziera bohatera z maski twardego, niezłomnego mężczyzny. Chociaż Ray potrafi wiele rzeczy załatwić, nie obawia się brutalnymi metodami realizować swoich celów i jednocześnie postępuje inteligentnie, to wciąż jest tylko człowiekiem z pewnymi słabościami i uczuciami. Najdobitniej pokazano to w trzecim (najlepszym jak na razie) sezonie, w którym zmagał się z przeszłością. Najistotniejsze postacie są tutaj odpowiednio złożone, dotknięte jakimś tragicznym przeżyciem, aczkolwiek nie brakuje też humoru, akcji oraz ciekawych zwrotów wydarzeń. W dalszych akapitach mogą pojawić się spoilery dotyczące wcześniejszych serii, więc kto ich nie oglądał, niech lepiej nie kontynuuje czytania. Natomiast spoilerów z recenzowanego czwartego sezonu nie ma.

Ray Donovan

Jak już w tytule napisałem, ten sezon koncentruje się głównie na rodzinie, która dla protagonisty jest najważniejsza. Trzeba przyznać, że dramatyczne wątki od początku udawały się twórcom, wprowadzając momenty poruszenia i nadziei (genialne zakończenie trzeciego sezonu w formie mocnego katharsis), ale również pokazując, że postacie zmagają się z podobnymi problemami, co zwykli ludzie. Wcześniej dochodziło do przesady, objawiającej się w żonie bohatera, Abby. Kobieta potrafiła frustrować widza, sporo zarzucając Rayowi, używając nadmiernie wulgarnego (rynsztokowego wręcz) języka i odpychając swoim charakterem. Na szczęście w czwartej serii nie irytuje w taki sposób, a nawet daje przykład wspierającej małżonki i dbającej o dzieci matki. Jednak to w wielu aspektach ta sama Abby, więc do sympatyzowania z nią mi przynajmniej było daleko.

Trochę rozczarowuje wątek ojca Romero. Z jednej strony powrót do serialu następuje w dobrym momencie – gdy Ray chce się zmienić, wydaje się, że odnalazł właściwą drogę do szczęścia i nawiązał relację z kimś podobnym do siebie. Do tego to wcale nie koniec zmian, jakie przechodzi, a zostały one przekonująco uzasadnione poprzednimi wydarzeniami. Jednak szkoda, iż rola Romero została tak mocno ograniczona. Można było go uczynić ważniejszą postacią, zwłaszcza ze względu na jego wyjątkowe podejście do Raya i popełnianych przez niego zbrodni – generalnie jest osobą wyjątkową, mającą duży potencjał.

Ray Donovan

Bardziej skupiono się na relacjach Raya z Hectorem, popularnym bokserem. Interesująco i dość skomplikowanie prezentują się ich stosunki. Poza tym drugi mężczyzna dostarcza sporo wrażeń swoimi losami – są kontrowersyjne, dramatyczne i emocjonujące – jak w sumie cały sezon. Ciekawych wydarzeń, zaskoczeń i pomysłowych akcji (szczególnie w wykonaniu Mickeya) trochę tu się znalazło. Dzięki temu dostajemy kolejną wciągającą serię, choć skłamałbym, pisząc, że twórcy dobrze rozłożyli napięcie między odcinki. Początkowe epizody mogą wydawać się trochę nudne, akcja rozgrywa się w nich albo za wolno, albo idzie w zbyt oczywistym kierunku. Choć klimat Raya Donovana jest nęcący, to jednak małe znużenie dopada. Z czasem historia się rozkręca i wtedy trudno jej coś zarzucić aż do…

…zaledwie przyzwoitego finału. On sprawia, że nie jestem w stanie nazwać czwartego sezonu rewelacyjnym, choć byłem tego bliski. Sytuacja bohatera tak mocno się komplikowała, a napięcie tak już było podkręcane, że na koniec oczekiwało się zaskakującego zwieńczenia wydarzeń, które znokautowałoby oglądającego. Niestety obyło się bez wyraźnych akcentów. Wszystko poszło gładko – jak po sznurku. Nic nie wprawiło w szok, emocje również się nie udzieliły, zaś niektóre wątki zostały zamknięte w mało wiarygodny sposób. Seansowi towarzyszyło zainteresowanie, lecz wynikało bardziej z oglądania znanych nam, lubianych bohaterów i nadziei, że coś może nas zaskoczy.

Ray Donovan

Zawodzi także antagonista. Dostał za mało czasu, żeby wzbudzać prawdziwy respekt. W serialu lepiej się sprawdza formuła, w której źli bohaterowie są znacznie wcześniej przedstawiani, dzięki czemu można ciekawie zarysować ich charaktery – wyszło to choćby z Malcolmem Finneyem w poprzednim sezonie, choć należy dodać, że on jednak ucieka z roli tradycyjnego wroga protagonisty (tak jak każdy, skoro Rayowi zdarza się pracować dla bandziorów; tutaj nic nie jest czarno-białe). Natomiast do pozostałych trudno mieć jakieś zarzuty. Mickey dalej zgrywa cwaniaka z wiadomymi skutkami, co ogląda się z ekscytacją, Ray rozwiązuje problemy wraz ze swoimi wiernymi współpracownikami (już przyjaciółmi), jego dzieci trochę za bardzo chcą być dorosłe (więc popełniają błędy), a bracia potrzebują pomocy, jak i sami nią służą. Ci ludzie tworzą rodzinę, do której widz łatwo się przywiązuje.

Ray Donovan

Aktorsko jest tak dobrze jak zazwyczaj – czyli brak Emmy dla Lieva Schreibera i Jona Voighta, tworzących wyraziste i głębokie kreacje, bardzo boli. Czwarty sezon Raya Donovana nie cechuje się doskonałością, nie tylko przez nie najlepsze rozłożenie napięcia na początku sezonu, ale też z powodu przeciętnego zakończenia. Niemniej latem była to jedna z najlepszych produkcji. Z emocjami i zaintrygowaniem śledziło się losy rodziny Donovanów, które na takim poziomie mogłyby być kontynuowane jeszcze przez kilka lat.

Fot.: Showtime

Write a Review

Opublikowane przez

Krzysztof Lewandowski

Student dziennikarstwa i miłośnik fantastyki. Uwielbia czytać książki (fantastyczne) oraz oglądać filmy i seriale telewizyjne (nie tylko fantastyczne). Nie ma nic przeciwko dobrej grze, zwłaszcza z gatunku cRPG, ale ostatnio częściej grywa w Fifę. Piłka nożna to jego pasja, lecz zdarza mu się śledzić zmagania w innych dyscyplinach sportowych - gdy jest komu kibicować.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.