Oznaczone tagiem: science-fiction

ulubieńcy miesiąca 0

Ulubieńcy miesiąca: Kwiecień 2018

Maj brnie sobie w najlepsze przez kalendarz i nasze życia (choć według utworu Jeszcze w zielone gramy było chyba na odwrót – to człowiek pędził przez kolejne grudnie, maje…), a my tymczasem wracamy wspomnieniami do kwietnia i dzielimy się z Wami tym, co zawładnęło naszymi sercami właśnie w tamtym miesiącu. Słowem – kolejni Ulubieńcy miesiąca przed Wami. Znów będzie różnorodnie, ale w Ulubieńcach o to właśnie chodzi. Mamy nadzieję, że poniższym tekstem zachęcimy naszych Czytelników do zapoznania się z choć jednym tytułem z tej listy – bo wiecie… jak coś się bardzo nam podoba, to zawsze chcemy, by inni również to odkryli, poznali i mieli szansę ocenić po swojemu. W kwietniu zawładnęły nami zarówno bardziej, jak i mniej komerycjne tytuły – mówimy o serialach, filmach, teledyskach czy muzycznych albumach. Zapraszamy więc serdecznie do lektury i ponieważ ten tekst ukazuje się dość późno, my już lecimy zastanawiać się nad naszymi Ulubieńcami maja (których niektórzy z nas już mają zaznaczonych na czerwono). A Wy? Czym zachwycaliście się w kwietniu? Jeśli macie chwilę, to podzielcie się z nami swoimi odkryciami i ulubieńcami – z chęcią przeczytamy i być może dzięki Wam coś nowego trafi w nasze gusta.

Różaniec 0

Zbyt ciasny świat – Rafał Kosik – “Różaniec” [recenzja]

Gdy przy zapowiedzi powieści Różaniec sam opis sugerował fantastykę socjologiczną z krwi i kości, niejeden zatwardziały czytelnik Zajdla czy innego Brunnera mógł z zaciekawieniem zacierać rączki. Mnie bardzo cieszy, że Rafał Kosik sięgnął właśnie po ten rodzaj powieści, bo nieśmiało odnoszę wrażenie, że tego typu książki powstawały głównie w drugiej połowie XX wieku, gdzie wyobrażenia na temat społeczeństwa przyszłości w dobie zimnej wojny były szczególnie wybujałe. Autor Kameleona odświeżył zajdlowską wizję z ogromnym rozmachem, o czym świadczy racjonalnie skonstruowany świat i mnogość wątków poruszonych w powieści. I chwała mu za to, chociaż w tym momencie moja babcia by powiedziała, że jeśli za szybko będę pił gazowany napój, to dostanę czkawki.

0

Narodziny legendy science fiction – Harlan Ellison – “To, co najlepsze. Tom 1” [recenzja]

Krajowi miłośnicy literatury science fiction mogą już zacząć świętować, ponieważ nareszcie doczekali się porządnie wydanego zbioru tekstów prawdziwej legendy gatunku. Pierwsza część antologii To, co najlepsze zawiera opowiadania oraz felietony Harlana Ellisona – amerykańskiego pisarza, którego dorobek od lat należy do kanonu szeroko pojętej fantastyki. Prawie siedmiusetstronicowe tomisko ukazuje kreatywną odyseję, prezentującą młodego, ambitnego literata w trakcie procesu artystycznej transformacji. Ułożone chronologicznie oraz tematycznie publikacje pozwalają poznać genezę bezkompromisowego światopoglądu twórcy. Fascynujące wizje zapisane na kartach tej książki zaskakują różnorodnością, niejednokrotnie wykraczającą poza schematy rządzące świadomie obraną konwencją. Propozycja wydawnictwa Prószyński i S-ka odkrywa Harlana Ellisona dla rodzimego czytelnika. Nie do końca znana w naszym kraju postać została postawiona w świetle reflektorów, co (miejmy nadzieję) wpłynie na wzrost jej popularności w Polsce.

0

Z deszczu pod rynnę – Jannik Tai Mosholt, Esben Toft Jacobsen, Christian Potalivo – “The Rain” [recenzja]

Duńskie The Rain to bez dwóch zdań najmocniej promowana majowa premiera Netflixa, a co za tym idzie, całego serialowego światka w ogóle. Choć amerykańskiemu gigantowi coraz częściej zdarza się wypuszczać w świat obrazy co najwyżej przeciętne, trzeba przyznać, że miewa ostatnimi czasy nosa do produkcji europejskich, gdzie za najlepszy przykład posłużyć mogą hiszpański Dom z papieru, czy niemieckie Dark (poszerzając perspektywę poza granice Starego Kontynentu, a wciąż nie koncentrując się na Stanach Zjednoczonych, dołożyć można również brazylijskie 3%). Tyle tylko, że wymienione tytuły europejskie nie ocierają się nawet o wizje świata postapokaliptycznego, który z kolei kojarzy się przeciętnemu widzowi z masą efektów specjalnych. Dlatego też pierwsze narzucające się pytanie brzmi: Czy w mroźnej, kojarzącej się z przede wszystkim z kryminałami, Skandynawii, jest szansa stworzyć dzieło podpięte pod gatunek science-fiction? Odpowiedzi udzielić próbują Jannik Tai Mosholt, Esben Toft Jacobsen oraz Christian Potalivo, czyli twórcy serialu, którzy angażując do obsady grupę młodych aktorów, postanowili rzucić się na głęboką wodę. Jaki osiągnęli efekt? O tym w poniższym tekście.

0

Między science fiction a cyberpunkiem – William Gibson – “Wypalić Chrom” [recenzja]

Czy niespełna czterdzieści lat to dużo, jeśli mówimy o wieku dzieła literackiego w kontekście jego ponadczasowości? Z jednej strony nie, bo przecież poczytne i nadal wydawane są książki napisane i kilkaset lat temu, a uniwersalna twórczość wielu klasyków już na trwałe weszła do kanonu. Sprawa wydaje się prosta, jeśli ta uniwersalność uzyskana zostaje przez opis kondycji człowieka, szargające nim namiętności lub ponadczasowe prawdy i idee, które zawsze będą żywe. Jeśli jednak literatura ta ma ambicję przewidzieć przyszłość, opisać zmiany, jakie zajdą za sprawą rozwijającej się technologii, sprawa wygląda zgoła inaczej. Niebezpieczeństwo dezaktualizacji czy wręcz popadnięcia w nietrafioną i groteskową wizję, jeśli opisywane są czasy, w których już żyjemy, jest spore. Sam autor we wstępie pisze, że nic nie pokrywa się patyną wieku tak szybko i specyficznie, jak wyobrażona przyszłość. W tym kontekście nazwanie Williama Gibsona wizjonerem i ojcem cyberpunku nie jest ani trochę przesadzone, bo chociażby jego koncepcja cyberprzestrzeni jest bliska rzeczywistości, mimo że powstała w latach osiemdziesiątych. Opowiadania w zbiorze Wypalić Chrom pochodzą z tamtego okresu, ale zaskakują świeżością i niesamowitym wyczuciem nie tylko rozwijającej się technologii, ale również popkultury. Trzeba jednak pamiętać, że proza Gibsona jest wymagająca, a jego styl – iskrzący od metafor, językowych zapożyczeń i licznych opisów futurystycznej techniki – nie jest dla każdego.