W imię ojca i syna, i Domu Gucci – Ridley Scott – „Dom Gucci” [recenzja]

Film na podstawie książki opisującej prawdziwe wydarzenia może zwiastować albo sukces, albo klapę. Dom Gucci wyszedł jak wspomniana marka: szykowny, wyjątkowy i z charakterem.

Wydawać by się mogło, że głupio zaczynać recenzję od aktorów, nie wprowadzając do historii. Jednak w tym przypadku znakomita obsada aktorska to pierwsze, co zobaczycie i docenicie w tym filmie. Praktycznie każdy aktor wydaje się stworzony do swojej roli, nie wyobrażam sobie na ich miejscu nikogo innego. Osobiście nie mogłem oderwać wzroku…

Długo czekałem na kolejny film z Lady Gagą i oto jest – Dom Gucci. W towarzystwie z Adamem Driverem, Alem Pacino i Jeremim Ironsem tworzą mieszankę wybuchową. Grająca Patrizię Reggiani Gaga skradła całe show, jak to ma w zwyczaju. Jej spojrzenia, komunikujące tak wiele, że nie potrzeba słów, i jej energia są wprost zachwycające. To, co zobaczyliśmy w Narodzinach Gwiazdy, wydaje się w świetlej jej obecnej gry aktorskiej zaledwie rozgrzewką. A przypominam – czarująca była już wtedy. 

Nie mogę też nie wspomnieć o ojcu i synu, czyli o rolach Drivera i Ironsa. Relacja ich bohaterów była dosyć schematyczna, bo przedstawiająca rodzinny konflikt, wyrzucenie z domu etc. W ich wykonaniu wyszło jednak ciekawie i energicznie, pomimo miejscami oszczędnych ruchów. Panowie są wybitnymi aktorami, drobne gesty, napięcia ciała czy spojrzenia w bok wyraźnie sygnalizowały miejscami ogromne napięcie i emocje. Jednocześnie widać było relacje bohaterów, ich przywiązanie do siebie i żal z powodu zaistniałych sytuacji. Standardowo, kiedy dostrzegałem schemat, byłem bardziej czujny i z myślą „nie spieprzcie tego”, oglądałem z napięciem. Jakże się ucieszyłem, kiedy właśnie te drobne gesty uratowały schemat od kolejnego nudnego przegrania krzykiem i pięściami.

Wspomnieć też muszę o Alu Pacino, legendzie kina. Grał postać nieoczywistą, do której moje podejście zmieniało się z aktu na akt. Przeobrażał się w moich oczach z uśmiechniętego wujaszka w sukinsyna, by na końcu wywołać moje współczucie i zrozumienie. Mógłbym poświęcić kolejne linijki na wychwalaniu jego gry aktorskiej, ale to trzeba po prostu zobaczyć. Don Gucci jak się patrzy.

Pozostając jeszcze w temacie relacji aktorów i ich postaci do siebie, pogratulować muszę świetnych dialogów. Nie dość, że wyszły wiarygodnie i budziły emocje, to jeszcze były miejscami szalenie zabawne. Humor wynikał głównie z niezręczności lub bazował na sarkazmie, ale był w punkt. Inteligentny, niespodziewany i rozładowujący napięcie lub podbudowujący klimat w odpowiednich momentach, cudowny. Tego się nie spodziewałem w tym filmie, ale ogromnie doceniłem w świetle zawiłości fabularnych i miejscami ciężkiego klimatu.

dom gucci

 

Przejdźmy jednak do najważniejszego. Dom Gucci skupia się na opisanej przez Sarę Gay Forden historii toskańskiej dynastii Guccich. W tym miejscu warto zaznaczyć, że piszę te słowa z perspektywy osoby nieznającej książki. Na pewno jednak sięgnę do niej wkrótce. 

Film nie przedstawia początków marki Gucci, lecz skupia się przede wszystkim na najbardziej problemowych momentach jej historii. Dwaj bracia, Rodolfo (Jeremy Irons) i Aldo (Al Pacino), mają odmienne podejścia do rozwoju ich rodzinnej marki. Jeszcze inaczej myślą o niej ich dzieci i ich familie, co prowadzi do rodzinnego konfliktu. Największym, bo aż pięćdziesięcioprocentowym spadkobiercą* jest syn Rodolfo, Maurizio (Adam Driver), którego ojciec wyrzuca z domu. Powodem tak radykalnego działania jest miłość Maurizio do Patrizii (Lady Gaga). Patrizia nie jest dziewczyną z zamożnego rodu, lecz córką zwykłego człowieka prowadzącego mały biznes. Rodolfo nie godzi się na miłość jego syna, każąc mu postępować po swojej myśli. Maurizio postanawia postawić na swoim. W rezultacie zatrudnia się w firmie ojca Patrizii i postanawia żyć z dala od rodzinnych konfliktów i majątku. Patrizia jednak postanawia zawalczyć o dziedzictwo swojego ukochanego, nie zamierzając ustąpić.

Postać grana przez Gagę praktycznie przez cały film motywuje Maurizia do kolejnych i kolejnych działań. Kombinuje, manipuluje, wykorzystuje słabości i informacje. Interesująco ogląda się jej zmagania. Nie sposób jest przewidzieć, jaki kolejny krok wykona i jak wykorzysta daną informację. Dzięki temu moja ocena jej jako człowieka płynnie zmieniała się po kolejnych minutach seansu. Z dobrej, lekko głupiutkiej, acz uroczej dziewczyny, zmieniała się w wyrafinowaną kobietę. Miejscami aż rozmywał mi się obraz tej postaci, a jej motywacja pozostawała zagadką. Początkowo dostrzegałem chęci odzyskania dla męża jego dziedzictwa, by żyło im się lepiej. Potem przestałem mieć pewność, czy to zwykła troska o rodzinę, a potem o markę Gucci, czy zwykła chciwość. W podobny sposób mógłbym opisać resztę rodu Guccich. Wniosek jest jednak jeden: większość postaci w filmie nie jest jednoznacznie dobrych czy złych. Dominują tutaj szarości, niuanse i ludzka natura.

Wraz z tym spostrzeżeniem mam też kolejne. Dzięki oparciu tej historii na prawdziwych wydarzeniach postaci przenoszą na mnie jako na widza zupełnie inny ładunek emocjonalny. Oznacza to, że przestaję je odbierać wyłącznie jako konstrukt fabularny. Zaczynam odbierać zachowanie tych postaci jako historyczne fakty. Oceniam więc je również pod kątem tego, jak to rzutowało na kolejne wydarzenia, aż do dzisiaj. Ten fakt sprawiał, że nie wspierałem konkretnie tylko jednej postaci, lecz przenosiłem swoje współczucie z jednej na drugą itd. Przykładowo, kiedy postać Gagi zaczęła w moich oczach być zwyczajnie chciwa, skupiałem się na postaci Drivera. Oceniałem wtedy jego zachowania pod kątem przydatności dla firmy i zestawiałem je z tym, jak one wpływają na innych ludzi. Prowadziło to do sytuacji, w których danego człowieka miałem za sukinsyna, lecz jego działania oceniałem jako korzystne dla marki Gucci.

Ta niezwykła perspektywa dodawała dużo do filmu. Nie było to zwykłe oglądanie historii rodziny. Opisana wyżej wielowątkowość sprawia, że obejrzę Dom Gucci jeszcze nie raz i nie dwa. W toku kolejnych seansów zwrócę uwagę na inny wątek. Uważam, że film i sama historia jest tego warta.

Niestety, te dwie i pół godziny nie wystarczyły na wszystko. Część wątków jest dość dziurawa, a przynajmniej niezrozumiała za pierwszym razem. Widać, że Scott chciał upchnąć dużą historię w jeden film. Wyszła z tego kolubryna, której długość jest do zniesienia tylko dzięki wspaniałym aktorom. Rozsądniejszym rozwiązaniem byłoby podzielenie filmu na dwie części. Teraz mamy czasami za szybko albo zbyt płytko ruszone niektóre kwestie. Przez to część relacji jest zwyczajnie sztuczna. Dobrym przykładem będzie tutaj relacja Paolo (Jared Leto) i Aldo, będącą relacją ojca z synem. Dowiadujemy się, że panowie nie dogadują się zbytnio i mieszkają oddzielnie, a Paolo jest jakby wyklętym synem. Na uzasadnienie tego reżyser pokazuje nam jedną sytuację i każe nam w to wierzyć. Moja reakcja była mniej więcej taka: „aha, i?”. Mam wrażenie, że mogłoby się tu więcej podziać, a na co nie starczyło czasu. Wielka szkoda.

Trudności ze zrozumieniem fabuły przysparzają też przyspieszenia czasu. W filmie jest ich kilka, a tylko raz pokazuje się napis informujący o tym, jaki czas przeskakujemy. Nic by się nie stało, jakby pokazywał się częściej. Chociaż nie, stałoby się… film byłby łatwiejszy w odbiorze. Tymczasem tu mamy skok o dziewięć miesięcy, tam o jakieś pięć lat, tam o tydzień itd. Oczywiście sam szacowałem czas tych przeskoków, a pomogła mi w tym córka Maurizia i Patrizii. Tak w zasadzie tylko po niej widać było upływ czasu. Patrizia zachodzi w ciążę i informuje o tym męża, potem widzimy narodziny dziecka, jak wyrosło na małą dziewczynkę itd. Gdyby jej nie było, nic by czasu tego filmu nie porządkowało i wyglądałoby to, jak zdarzenia z dnia na dzień. 

Moja rada: przed seansem wypijcie kawę lub nie idźcie na niego zmęczeni. Mnogość informacji i wątków z posypką bliżej nieznanych skoków czasowych może zamęczyć. 

Pewną ulgą dla Was będzie za to muzyka. Dobrze znane kompozycje klasyczne pojawiają się od czasu do czasu, świetnie harmonizując z kadrami i wydarzeniami na ekranie.

W filmie pojawiają się też bardziej nowoczesne, nieco popowe kawałki. Przez większość czasu pasowały one jednak jak pięść do nosa. Skutecznie niszczyły swego rodzaju wyniosłość i elegancję tego filmu, wprowadzając do niego teledyskowość. Efekt potęguje tylko natłok tej muzyki. O ile ta klasyczna była zawsze w punkt, o tyle ta nowocześniejsza głównie irytowała. Mógłbym zaliczyć bodaj jeden wyjątek, z samego początku filmu, gdzie muzyka wprowadzała super klimat. Z reszty filmu można by było ją wyciąć bez żadnej szkody dla całości. 

 

Tym, na co jeszcze zwróciłem uwagę, oglądając Dom Gucci, tym razem pozytywnym, są niesamowite kostiumy. Kreacje bohaterów i bohaterek (szczególnie tych drugich) zachwycały mnie za każdym razem. Co kreacja, to ciekawsza. Nie wiem, ile w tym zasługi inspiracji kreacjami historycznym i tymi z Gucci, a ile kreatywności kostiumografów i samej Gagi, ale to istna poezja. Lady chodzi w kreacjach, których można zwyczajnie pozazdrościć. Przyciąga oko nie tylko aktorstwem i specyficzną charakternością, ale też właśnie stylizacjami. 

Na docenienie zasługują też Panowie z rodziny Guccich. Każdy ubrany w garnitur, lecz każdy w inny. Tutaj specyficzny krój, tam kolor albo wyjątkowe dodatki. Chyba z daleka poznam Drivera i jego charakterystyczne kwadratowe okulary. 

Nie będąc specjalistą od mody, musiałem zrobić taki wtręt, w końcu – jak to w filmie o domu odzieżowym nie wspomnieć o odzieży? ;).

Moje oko operatora wychwyciło też cudowne oświetlenie i miejscami ciekawą kompozycję kadrów. Dzięki Dariuszowi Wolskiemu miałem okazję podziwiać miękkie, przyjemne dla oka światło. Momentami przypominało mi ono oświetlenie jakiegoś obrazu z dworu królewskiego. Produkcyjny zachwyt, nadający dziełu niepowtarzalny klimat. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że to głównie dzięki zespołowi operatorsko-oświetleniowemu ten film wygląda tak szykownie i wyjątkowo, jak wygląda.

Podsumowując tę długą recenzję, Dom Gucci to film wyjątkowy. Opisuje niecodzienną historię Guccich, pełną nieoczywistych ludzi i zdarzeń. Wygląda świetnie i przez większość czasu podobnie brzmi. Niestety jest zbyt długi i upchnięto do niego za wiele, co zaburza idealny obraz wykreowany przez Ridleya Scotta. Aktorzy dali z siebie wszystko i świetne wygrali swoje role. Nie zdziwię się, jeśli film dorobi się dzięki nim nominacji do Oscara.

Zdecydowanie warto wybrać się do kina. Dla fanów poszczególnych aktorów czy marki Gucci to pozycja obowiązkowa. Warto przymknąć oko na głupotki filmu i dać się porwać temu, co zaserwowano nam na tej szczerozłotej, lecz lekko porysowanej tacy.

Zwiastun filmu możecie obejrzeć tutaj:

Dom Gucci - zwiastun PL

Fot.: Forum Film Poland

*Wspomniane przez mnie 50% tyczy się połowy udziałów w firmie. Akcjonariusz posiadający połowę udziałów ma znaczący wpływ na wszystkie decyzje podejmowanie w firmie. Im większy procent udziałów, tym większa decyzyjność danej osoby. Przykładowo, dwie osoby mające po 50% muszą się w pełni zgadzać, żeby uchwalić daną decyzję. Jeśli jest więcej akcjonariuszy, to ten, który ma najwięcej procent, ma największy wpływ na firmę i może przegłosować resztę. Dochodzi tutaj sprawa nie tyle ilości głosów, co ich wagi. 

Write a Review

Opublikowane przez

Michał Oziębły

Studiuję dziennikarstwo i ehistorię. Interesuję się szeroko rozumianą popkulturą, produkcją filmową (w tym głównie operatorką kamery i montażem), fotografią, marketingiem i social mediami. Prowadzę swój kanał na YouTube, zorientowany głównie na popkulturę. Aktualną serią przewodnią są recenzje książek.

Tagi
Śledź nas
Patronat

1 Komentarz

  • Trudno się nie zgodzić z autorem.
    Ja po cichu (bo nie wypada) odniosłem wrażenie, że największą słabością filmu jest o dziwo … reżyser. Tj. nieopanowanie przez niego wielowątkowej i wieloosobowej historii. Przez niego, wielkiego fachowca od wielkich produkcji …ale zaraz! …czyż Ridley Scott nie rozpoczął właśnie 85. roku życia?

    Scenariusz też czasem potyka się o własne nogi, a my potykamy się wraz z nim. Czas raz przystaje, raz ucieka całą dekadą – tyle przecież minęło między porzuceniem żony przez Maurizia a osiągnięciem rozwodu – a w filmie to jakby chwila.

    Rozumiem konieczność skrótów ale… całkowite wymazanie drugiej córki głównych bohaterów ?

    Film broni się przez detale (te wszystkie smaczki) i aktorów (aczkolwiek Jared Leto jest wg mnie przerysowany).
    No a Lady Gaga to jest to !

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *