Książki,Wielogłos,Wyróżnione

Wielogłosem o…: „Billy Summers”

billy summers
billy summers

Nowa powieść Stephena Kinga to zawsze spore wydarzenie. To dyskusje na temat tego, do której innej książki mistrza będzie można ją porównać, jakie postaci z innych jego światów pojawią się w niej gościnnie, do czego pisarz nawiąże, o czym opowie tym razem, i jaki gatunek obierze sobie za cel. To także rozważania dotyczące tego, jak szybko książka zostanie przeniesiona na ekran i jak ta adaptacja filmowa wypadnie. Billy Summers miał być kryminałem z krwi i kości, powieścią, którą Stephen King oddaje hołd temu gatunkowi i opowieściom o ostatnich skokach, ostatnich zleceniach. Jak wypadła? Jak autor sprawdził się w tak klasycznym gatunku? I czy po tej powieści czytelnicy będą głodni jeszcze jednej, i jeszcze jednej książki twórcy Lśnienia, czy może będą liczyć, że tak jak jego bohater, Billy Summers, płatny zabójca, King po raz ostatni chwycił za pióro? Zapraszamy do lektury poniższego Wielogłosu, w którym Anna i Sylwia dyskutują o wadach i zaletach książki, o pojawiających się w niej postaciach i o problematyce, która jest całkiem bogata.

WRAŻENIA OGÓLNE  

Anna Sroka-Czyżewska: Wszystko to gdzieś już było – popkultura obfituje we wszelakie ostatnie skoki na bank, ostatnie zabójstwa na zlecenie, ostatnie śledztwo przed emeryturą. W przypadku powieści Kinga – Billy Summers – także mam wrażenie, że już to gdzieś widziałam, gdzieś czytałam i skądinąd wiem, jak się skończy. Niczym się tutaj w warstwie fabularnej nie zaskoczyłam, a ścieżki pomysłów autora naprowadziły mnie krok po kroku na to, jak zakończy się historia sympatycznego, ale i bezwzględnego i zdystansowanego marzyciela, jakim był Billy Summers. King zdecydował się napisać powieść pozbawioną wątków grozy (z małym wyjątkiem), a wzbogaconą o elementy ucieczki, zmiany tożsamości, gangsterskie porachunki. I wyszło mu to fajnie, w niektórych chwilach zaciskałam zęby, drżąc nieco o bohatera, gdyż znając już trochę to, w jaki sposób autor traktuje czasem swoich „ludzi”, obawiałam się najróżniejszych pułapek. Mimo to czuję po lekturze jakąś pustkę, smutek i żal za dawnymi jego powieściami, smutek o to, że King naprawdę zdaje sobie sprawę, że już nic nie wskóra, echa jego wybitności przemijają, a jemu zostaje zabawa konwencją i wyciskanie ostatnich soków z oklepanych już tematów i motywów. Czyni to świadomie, mógł przecież napisać kolejną historię grozy, a sięgnął po coś nowego, w co bez wątpienia włożył swoje serce i także obnażył się przed czytelnikami, serwując im podróż pełną sentymentu – za pełnokrwistymi postaciami, za odchodzącymi już schematami w literaturze. Ten sentyment obejmuje także smutek, bo w postaciach, które przywołuje, skrywa się ogromne cierpienie, brak sprawiedliwości, tragedie i dylematy, których nikt z nas nie chciałby mieć. 

Sylwia Sekret: Ja natomiast żadnej takiej pustki nie czuję. Może dlatego, że niczego konkretnego od najnowszej powieści Kinga nie oczekiwałam? Niektóre jego książki mnie porywają w całości, inne po prostu dobrze się czyta, jeszcze inne są trochę nieudane. Billy Summers to taka powieść, w której wszystko musiało się – nomen omen – powieść. Że King pisze dobrze – wiemy, że ma ogromne doświadczenie – wiemy, że ma przeogromne grono stałych czytelników, w dodatku wciąż się powiększające – wiemy. Biorąc się za każdą kolejną opowieść, pisarz z Maine poniekąd podpisuje jednocześnie umowę o sukces. Bo nawet jeśli publikacja będzie kiepska, to i tak świetnie się sprzeda, a nieprzychylne opinie tylko podkręcą marketing. Billy Summers jednak nie jest kiepskim dziełem. To w moim odczuciu powieść skomponowana bardzo przemyślanie, sprawnie i – tak jak słusznie zauważyłaś – z sercem. Jasne, brakuje w niej może „tego czegoś”, co wyróżniłoby ją na tle podobnych historii, ale dla mnie to po prostu bardzo dobry King, który mnie wciągnął i przy którym świetnie spędziłam czas.

RYS FABULARNY

Anna: Billy jest płatnym mordercą, który ma niewątpliwie interesujący kodeks moralny. Jego filozofia oparta jest w głównej mierze na koncepcji dobra i zła, choć nie wiadomo, gdzie plasuje w niej siebie, co też czyni go interesującą postacią, ale o tym później. Billy przyjmuje zlecenia tylko na tych złych, zdegenerowanych i moralnie zgniłych ludzi – pozbawia ich życia jednym celnym snajperskim strzałem. Kiedy przychodzi myśl o zasłużonej emeryturze, Billy decyduje się podjąć ostatniego skoku – jeden strzał z aktory zainkasuje niebywałą jak dla siebie stawkę, która zabezpieczy mu byt do końca życia. Jednak mężczyzna jest ostrożny, bo tak duża kwota to także zapowiedź dużych kłopotów, a intuicja Billy’ego nigdy go nie zawodzi. 

Sylwia: Na samym początku, kiedy zapoznałam się z opisem z czwartej strony okładki, pomyślałam: „No nie, kolejny Dexter?”. Seryjny morderca, który zabija tylko tych złych? Ale to skojarzenie okazało się tak dalekie od rzeczywistej fabuły i pomysłu, jak to tylko możliwe. 

Do nakreślonego przez Ciebie rysu dodam tylko, że Billy Summers, przygotowując się do swojego ostatniego zlecenia, udaje początkującego pisarza, a to z kolei budzi w nim drzemiącą od zawsze miłość do pisania. Zaczyna wiec, najpierw w formie eksperymentu, potem już wręcz w formie terapii, pisać opowieść swojego życia, do której fragmentów (odpowiednio wyłuszczonych) i my mamy dostęp. Dzięki temu poznajemy przeszłość Billy’ego Summersa, co jest kluczowe dla zrozumienia tej postaci i jej kolejnych kroków, a także ścieżki, jaką obrał w życiu.

 

WADY I ZALETY POWIEŚCI

Anna: Muszę przyznać, że początkowo rozczarowałam się pewnymi elementami, które wprowadził King do powieści. Jeden z takich, których bardzo nie lubię to tzw. książka w książce, która zazwyczaj skutecznie psuje mi narrację, wplatając wydarzenia oderwane od czasu i kontekstu. W przypadku Billy’ego Summersa taki zabieg wypadł o dziwo dobrze. Dzięki niemu jesteśmy w stanie poznać traumatyczną przeszłość bohatera, nie nudzimy się, kiedy czytamy o jego dzieciństwie, młodości i służbie w Iraku.

Sylwia: Tak, trzeba przyznać, że to był idealny sposób na przedstawienie przeszłości głównego bohatera, która jest – jak już wspominałam i jak to bywa w przypadku takich bohaterów – szalenie ważna. Miewałam takie momenty, że w zasadzie ta książka w książce interesowała mnie najbardziej, ale bywały także sytuacje odwrotne, kiedy chciałam, by jak najszybciej King powrócił do akcji właściwej. Pokazuje to, jak sprawnie budowane jest napięcie w opowieści i że King potrafi utrzymać zainteresowanie czytelnika na dwóch płaszczyznach jednocześnie, nawet jeśli spodziewamy się, jak potoczy się dana historia.

Anna: Do zalet najnowszej powieści Kinga dorzucę jeszcze to, co mnie samej najbardziej się podobało – oprócz typowej rozrywki i sporego dreszczyku emocji, Billy Summers oferuje nam to, czego oczekujemy po trochę wyższej literaturze – zagłębienie się w postaciach, dotknięcie jakiegoś ważnego problemu. I, mimo że tutaj King czasem balansuje i niekiedy tylko prześlizguje się po problemach, to finalnie okazuje się, że powieść jest głębsza, niż początkowo się wydawało. Lektura jej sprawia przyjemność, a kiedy właśnie oderwiemy wierzchnią warstwę fabuły, dostrzeżemy nieco więcej – więcej o Kingu, tego, co chciał nam powiedzieć, ale także więcej o nas samych. Po zakończeniu czytania miałam więcej obiekcji i żalów niż zachwytów nad najnowszą książka Kinga. Muszę przyznać, że byłam rozczarowana, choć z czasem to rozczarowanie ustąpiło miejsca zadumie i refleksji. Zaczęłam zastanawiać się, co wprawiło mnie w takie emocje – może to, że już faktycznie King chce powiedzieć, że to już koniec? W swojej historii dotyka tematów, które są wyświechtane i być może nie porwą czytelnika. Ale on udowadnia, że z prostej historii o płatnym mordercy potrafi stworzyć opowieść, która jest bardzo osobista i dotyka czytelnika w nieoczekiwany sposób. Także bohaterowie, nierówni pod wieloma względami, są ciekawi, a sam główny bohater – Billy – jest najlepszą postacią, która stworzył King na przestrzeni kilku ostatnich powieści.

Sylwia: Znów się z Tobą zgodzę – Billy Summers to świetnie skonstruowana postać, której chce się więcej i więcej. I z jednej strony może towarzyszyć nam uczucie, że i tak King nie wyciągnął z tej postaci maksimum, bo po odłożeniu książki na półkę wybrzmiewa jakiś wciąż nie do końca wykorzystany potencjał, ale czy nie jest tak właśnie z rewelacyjnie rozpisanymi postaciami? Mają tak wiele do zaoferowania, że wydaje nam się po prostu, że ten potencjał jest nieskończony. Zgodzę się również co do tego, że pisarz porusza sporo bardzo ważnych i aktualnych problemów (nie bez powodu podaje wskazówki mówiące, że akcja dzieje się jakieś pół roku przed pandemią). I owszem – niektóre z nich porusza pobieżnie, prześlizguje się po nich, jak to nazwałaś, ale myślę, że w grę wchodzi tu objętość książki i ogrom akcji, jaki, bądź co bądź, postanowił w nią wpleść autor. Wiesz, czego żałuję? Że to z Pana Mercedesa King zrobił trylogię, a nie właśnie z Billy’ego Summersa. Wtedy mógłby poszaleć zarówno z rozwinięciem postaci od strony psychologicznej, jak i z głębszym przeanalizowaniem problemów, które porusza. Poza tym, jak wspomniałam, w książce naprawdę sporo się dzieje i myślę, że akurat ta historia wiele by zyskała na rozbudowaniu jej na kolejne dwie części. Oczyma wyobraźni widzę, jak świetnie rozrosnąć by się mógł wątek życia Summersa na przedmieściach i zżycia z sąsiadami. Co potem jeszcze lepiej wpłynęłoby na jego dylematy i niechęć do samego siebie. A Pan Mercedes? Cóż, myślę, że każdy tylko zyskałby na tym, by tę nieszczęsną trylogię zamknąć w jednej książce. Najlepiej w Znalezione nie kradzione.

Zostawiam jednak rozważania, co by było, gdyby, bo czas wrócić do dyskusji o książce takiej, jaka powstała, a nie jaka mogłaby być. Co powiesz o tym, jak King rozwija i prowadzi akcję? Od razu wciągnęłaś się w opowieść?

Anna: Tempo akcji na początku trochę irytuje, bo jest bardzo wolne i w zasadzie nie dzieje się za wiele. Do momentu pojawienia się Alice akcja mnie trochę nużyła, chociaż małomiasteczkowe klimaty w powieściach Kinga lubię, to tutaj brakowało jakiejś głębszej relacji.

Sylwia: Mnie również na początku książka nużyła i przez pierwszych kilkadziesiąt stron byłam niemal pewna, że się od niej odbiję, a ostateczna ocena, którą wystawię, będzie słabiutka. Na szczęście, kiedy już zaskoczyło, to książka utrzymała moje zainteresowanie do samego końca. Jednak u mnie zaangażowanie w historię nastąpiło nieco szybciej, bo właśnie w momencie, który dla Ciebie był mocno średni. Dla mnie właśnie pojawienie się Billy’ego w przypadkowym sąsiedztwie i opis jego relacji z innymi mieszkańcami, a także rodzące się w nim już wtedy dylematy i wyrzuty sumienia, były momentem przełomowym, kiedy to lektura mnie „kupiła”. 

Anna: To, co jeszcze mi się spodobało, to gra z czytelnikiem na poziomie popkulturowym – oprócz oczywistych nawiązań do własnej twórczości, poprzez umiejscowienie częściowo akcji w okolicy niesławnego hotelu Panorama, King poprzez postać Billy’ego chce nam pokazać nieco więcej. Uwielbiający Emila Zolę weteran z Iraku jako alter ego przyjmuje postać pisarza, podczas gdy sam dotąd jako płatny zabójca musiał udawać i ukrywać swoją inteligencję i oczytanie. Czyżby sam King chciał przez to powiedzieć: „Hej, patrzcie, to, że piszę horrory, nie oznacza, że jestem głupi” – w dużej mierze na pewno, bo łatka przypięta Kingowi ciągnie się za nim już bardzo długo i nie jest dla większości pochlebna, a to naprawdę utalentowany pisarz – elokwentny i inteligentny, co nieraz udowodnił i teraz też udowadnia. Dodam jeszcze jedną zaletę, a mianowicie: gra gatunkami – to przede wszystkim hołd dla uwielbianej przez pisarza powieści kryminalnej, z którą niegdyś nie potrafił się rozstać i ciągle coś podczytywał. Oprócz kryminału mamy tu także niezłą powieść sensacyjną, powieść szkatułkową, romans i dramat, który wybrzmiewa na wielu poziomach.  

Sylwia: To „głupawe ja” Billy’ego Summersa mi się nie podobało. Nie podobała mi się ostentacyjność, z jaką bohater wcielał się w to swoje alter ego zarezerwowane dla swoich zleceniodawców i ich świty. Tak jakby ludzie dzielili się na mądrych, czytających Zolę, i tych głupkowatych, oglądających komiksy z na wpół otwartą buzią. Nie wiem, jakoś mnie to nie przekonało i była to bodaj jedyna rzecz, która po prostu mnie w książce drażniła. 

Natomiast nawiązując do… nawiązań, o których wspominasz – stanowią one oczywiście zaletę, ale ja chciałabym wspomnieć o czymś innym. Idę o zakład, że postać Alice albo dostanie w przyszłości swoją własną opowieść, albo chociaż King podaruje jej występ gościnny, coś jak Holly z Pana MercedesaOutsiderze. Myślę, że King stworzył postać Alice z pisarską premedytacją, by móc ją później wykorzystać. Jeśli się mylę – odszczekam to. 

Wracając jednak do tematu, muszę powiedzieć, że relacja Alice i Billy’ego jest bardzo interesująca na wielu poziomach i King świetnie ją rozpisał i poprowadził. Podobała mi się szczerość bohaterów wobec samych siebie i siebie nawzajem, a także szczerość ich ciał – nawet jeśli była niestosowna. 

Jeszcze jedną zaletą, o której pragnę wspomnieć, są różne, nazwijmy to ciekawostki, które King wplata za sprawą Billy’ego Summersa, a które obnażają pewne luki i nieścisłości czy po prostu skróty fabularne w filmach i powieściach kryminalnych. I choć w samej książce Kinga również pewnie takich nie brakuje, to przez zdania typu: „w filmach zazwyczaj jest tak i tak, ale tak naprawdę, tak się nigdy nie dzieje…” – książka wydaje nam się o wiele bardziej prawdziwa, a jej fabuła prawdopodobna.

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Anna: Billy Summers to czterdziestokilkulatek, który, jak już wspomniałyśmy, para się dość wątpliwym moralnie zawodem – jest zabójcą na zlecenie. W kręgu zleceniodawców wiadomo też, że Billy podejmuje się zleceń na jedynie naprawdę złych ludzi. Co ma dokładnie na myśli – nie wiemy, nie wiemy też, gdzie jest granicą między dobrem i złem i gdzie sam siebie Billy uplasował. Pewne wydarzenia z przeszłości ukształtowały dość ciekawy kodeks moralny bohatera, który jawi się trochę jak postać z dawnego kina gangsterskiego – jest tym dobrym po stronie złych, bardzo inteligentnym i szalenie skutecznym rzemieślnikiem. Co z tego, że jego rzemiosło polega na eliminacji ludzi  –powiedzielibyśmy. Jest też pisarzem, początkującym, ale jak się okazuje, bardzo dobrym. Billy to kolejny pisarz-bohater w dorobku Kinga i muszę przyznać, że kiedyś już mi tak konstruowane postaci wychodziły bokiem. Jednak w przypadku Summersa jest tu jakaś aura tajemnicy, niepokoju i melancholii, melancholii, która przywołuje takie legendarne postaci stworzone przez Kinga jak Jack Torrance (Lśnienie), Paul Sheldon (Misery), czy Morton Rainey (opowiadanie Tajemnicze okno, tajemniczy ogród). Wszyscy oni byli pisarzami i to świetnie wykreowanymi postaciami. Billy Summers jednak wywołuje ciepłe uczucia, kibicujemy mu, nieważne, kim został, i współczujemy mu tego, czego doświadczył. Sami widzimy, że jest w gruncie rzeczy dobrym człowiekiem – ratuje Alice, bohaterkę zostawiona na pewną śmierć, mimo tego, że wie, iż sprowadzi to na niego szereg kłopotów i jest niebezpieczne. Jednak ocena moralna postaci Billy’ego to całkiem inna para kaloszy… Według mnie też niemożliwa do dokonania. To postać pełna sprzeczności, która już samym swoim zachowaniem i kodeksem moralnym każe nam z refleksją podejść do tej oceny. Billy zabija ludzi, nieważne jakich, wymierza cel i inkasuje pieniądze. Po drugiej stronie widzimy marzącego o cieple domowego ogniska dobrego i życzliwego człowieka. Jednak w toku akcji powieści coś pęka i te wybory stają się dla Billy’ego wyborami ostatecznymi. Tutaj też dobiegamy do istoty i problematyki powieści, do pojęcia moralności i tego, jak różna jest jej ocena w zależności od tego, kto jej dokonuje.

Sylwia: Billy jest tak skonstruowaną postacią, by czytelnik mógł go polubić. King robi oczywiście sporo, byśmy mieli moralne wątpliwości co do oceny jego wybojów, ale nie mam złudzeń co do tego, że celem pisarza było to, byśmy tej postaci kibicowali – i to się oczywiście udaje. Billy wzbudza niemal same pozytywne uczucia, nawet kiedy szykuje się do śmiertelnego strzału. Na ogromny plus zasługuje to, że bohater sam siebie widzi dużo gorzej niż czytelnik. Stopniowo dochodzi do przekonania, że niewiele chyba różni się od tych, którym wymierza „sprawiedliwość”, choć to oczywiście bzdura. Billy jest przykładem człowieka, którego całe życie, wybory i sprzeczności zdefiniowane są przez wydarzenia z przeszłości. Przez traumę, z którą przyszło mu się zmierzyć. Nie bez powodu więc King, a w książce po prostu los, stawia na jego drodze Alice. Która od tej pory również musi mierzyć się z traumą.

Alice to natomiast postać, co do której mamy podejrzenia, że gdyby nie przytrafiło jej się to, co jej się przytrafiło, i gdyby w związku z tym nie poznała Billy’ego, mogłaby być totalnie szarą postacią, która nigdy w życiu by nas nie zaciekawiła. Ale jest to prawda, która dotyczy nie tylko postaci książkowych, ale także prawdziwych ludzi – nasz los może odmienić się w jednej sekundzie, a sekunda ta może zamienić nas w zupełnie innych ludzi. W dodatku całkowicie przypadkowo. Alice to ciepła dziewczyna, w której strach miesza się z odwagą. Jest mądra i zaradna, choć czytelnik może mieć wrażenie, że nieco za szybko przystosowuje się do kryminalnej rzeczywistości. Jednak może to być po prostu kwestią tego, że trzeba było zmieścić opowieść w takiej, a nie innej liczbie stron. A może po prostu dziewczyna ma taki adaptujący się doskonale charakter. Tego nie możemy być pewni. Jej pojawienie się w życiu Summersa powoduje, że na jej tle morderca zaczyna jeszcze krytyczniej patrzeć na swoje życie i swoje dotychczasowe wyboru. 

PROBLEMATYKA

Anna: Pytania, które wybrzmiewają podczas lektury powieści, to pytania, które nieustannie towarzyszą ludzkości. Pojęcie dobra i zła i szeroko pojęty relatywizm moralny – każdy z nas może mieć inne zasady moralne, coś innego uważać za dobre i złe, a nasze poglądy też podlegają zmianom i to, co kiedyś wydawało nam się nie do przyjęcia, teraz jest akceptowalne. Podobne rozważania dotyczą głównej postaci, Billy’ego. Przeżył on w swoim życiu tyle traum, że jego doświadczenia wprost wpływają na być może zmieniona perspektywę i być może dlatego traktował siebie jako „tego dobrego”. Czy tak w rzeczywistości jest, każdy musi ocenić sam. Powieść Kinga dotyka też takich tematów jak – traumatyczne dzieciństwo, przemoc, gwałt, dorastanie w rodzinie zastępczej, służba w Iraku i wszystkie konsekwencje związane z byciem żołnierzem podczas wojny.

Sylwia: Powieści Kinga to niemal zawsze w zasadzie kopalnia, jeśli chodzi o problematykę. Wiadomo – niektóre tematy są poruszone obszerniej, inne jedynie zarysowane, ale takie są prawa powieści. Nie ma wątpliwości, że – tak jak wspomniałaś – Billy Summers to przede wszystkim opowieść o tym, jak przeszłość, nasze dzieciństwo i dorastanie, wpływają na nasze późniejsze życie. Jak określają nas nasze blizny, wspomnienia, traumy, rany, które raz po raz się otwierają. Nie można zapomnieć także o moralności, tej granicy między dobrem i złem. Czytając najnowszą powieść Kinga, nie tyle odnosiłam wrażenie, że ta granica jest płynna lub że się przesuwa czy też zależy od sytuacji, ile raczej wyobrażałam ją sobie jako setki, tysiące, miliony granic, jedna obok drugiej. Z każdą kolejną przesuwamy się na którąś ze stron, ale jest ich za wiele, by dojść do końca którejś z nich. Niektórym się to „udaje”, ale są to skrajne przypadki. Co więcej, krok w jedną ze stron, nie oznacza, że nie możemy zrobić dwóch w przeciwnym kierunku. Człowiek niemal tańczy na tych granicach, umiejąc nawet stać w rozkroku, między trochę dobrem i trochę złem, gubiąc krok. 

STYL I JĘZYK

Sylwia: Billy Summers to powieść napisana przez Stephena Kinga i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Nie napisał tego nikt inny, żadne „głupawe ja” autora. Mamy tutaj typowe dla Kinga zagrywki, bez których nie wyobrażamy sobie jego powieści. Książka w książce natomiast różni się stylistycznie i dobrze, że autorowi się to udało, bo urealniło to Summersa jako początkującego pisarza i wprowadziło urozmaicenie dla czytelnika. 

Anna: Tak, zgadzam się, nie ma „głupawego ja”. King jak zwykle preferuje styl, który wciąga, przykuwa uwagę i jest dość szczegółowy, tak, że potrafimy się wczuć, a fabuła sama nas niesie. W pewnej chwili byłam znużona, jak wspomniałam, ale po jakimś czasie rozwój wypadków spowodował, że nie mogłam oderwać się od lektury i to też zasługa dynamizmu, który King wprowadził – wydarzenia działy się szybko, jedno za drugim – trudno było złapać oddech.  

WYDANIE

Sylwia: Cały czas nie mogę się zdecydować, czy okładka do najnowszej powieści Kinga mi się podoba, czy nie. Z jednej strony jest w niej coś przyciągającego uwagę – zarówno żywe, kontrastujące ze sobą kolory, jak i te rozdarte strony. Z drugiej jednak cały czas gdzieś tli się we mnie wrażenie, że ten projekt jest zbyt ostry, zbyt wyrazisty, zbyt… cały czas chodzi mi po głowie to słowo, choć nie do końca tu pasuje – infantylny? Samochód z okładki cały czas nasuwa mi na myśl dziecięcą zabawkę, do tego stopnia, że aż czekałam na to, by pojawił się jakiś wątek, który by do tego pasował i wyjaśniał to. A jednak wciąż moje oczy wędrują ku tej okładce, przyciąga mnie coś do niej. Sama nie wiem, nie mogę się zdecydować. A jak Twoje wrażenia?

Anna: Mnie się w sumie nie podoba, bo przyglądając się jej i znając zarys fabuły, spodziewałam się też, że będzie więcej elementów powieści drogi, którą bardzo lubię i w wydaniu Kinga z dreszczykiem emocji było takich elementów trochę za mało. O co chodzi z samochodem, też nie wiem, a nawet jeśli podejrzewam, to nie miało to aż takiego wydźwięku, żeby na okładce był w zasadzie tylko ten samochód. Okładka jest po prostu nudna, chociaż złoty kolor w literach mi się podoba, bo wygląda to jak stare wydanie którejś z pierwszych powieści Kinga. 

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Sylwia: Billy Summers to bardzo dobra, rozrywkowa powieść, która w pewnym momencie na dobre mnie wciągnęła w swój świat. Ma swoje wady i nie jest może pozycją wyjątkową na tle sobie podobnych, ale dostarczyła mi sporo frajdy i troski o bohaterów – a to zawsze cenię najbardziej. Jest też bardzo aktualna i czuć, że pisarz chciał, aby taka właśnie była. Pisarz z Maine stworzył powieść, która ma głębię i im dłużej o niej myślimy po lekturze, tym więcej problemów i ważnych wątków się z niej wyłania. W dodatku nie ma tu nachalności, nie ma moralizatorstwa. Relacja Billy’ego i Alice pokazuje wyraźnie, ale subtelnie zarazem, że nic nie jest czarno-białe, wszystko trzeba brać przez pryzmat czegoś innego, na wszystko trzeba brać poprawkę, wszystko się z czymś łączy, z czegoś wynika i ma swoje korzenie. Jeśli tak mają wyglądać kryminały w wykonaniu Kinga, to chętnie będę po nie sięgać. 

Anna: Troska o bohaterów, o której wspominasz, to najlepsze, co mógł podarować swoim postaciom King. Bardzo mnie to przekonuje i sprawia, że lektura Billy’ego Summersa w całokształcie wypada dobrze, bo po prostu zależało mi na tych bohaterach. Nie jest to powieść, którą uplasowałabym na podium czy w pierwszej dziesiątce jego twórczości, ale jest to historia, która zapada w pamięć, ale przy tym jest rozrywkowa, emocjonująca i przywołuje jeszcze tematy, które są bazą różnych rozważań. Tak jak już wcześniej wspominałam, przywołała też jakąś melancholie za dawnymi powieściami, bohaterami. Dzięki temu jestem w stanie polubić Billy’ego, który też w jakimś stopniu przypomina mi inną niejednoznaczną postać, którą darzę ogromnym sentymentem – Rolanda, ostatniego rewolwerowca z pogrążonego już świata Mrocznej wieży. W Billym Summersie mamy świat pokazany jak w kalejdoskopie – świat złych i dobrych ludzi, ale także świat pomiędzy, z postaciami takimi jak Billy czy Alice. To świat ekscytującej walki między egoizmem a poświęceniem, to świat starych zasad i marzeń, które rzadko się spełniają. 

Fot.: Prószyński

Podobne wpisy:

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *