Seriale,Wielogłos

Wielogłosem o…: “Fargo”, sezon 2.

O drugim sezonie serialu Fargo było i jest głośno, ponieważ nie tylko zwykli zjadacze seriali zachwalają kontynuację, ale także z ust znanych nazwisk wydobywają się euforyczne pochwały dotyczące niedawno zakończonego drugiego sezonu tej produkcji. Wiele zwariowanych zwrotów akcji, rozlew krwi, absurdy i czarny humor, powrót do znanego miejsca i znanych postaci, a nawet… UFO. W to wszystko obfitowało tegoroczne Fargo, a fani już teraz zacierają ręcę, oczekuąc odsłony trzeciej tego zimnego, a jednocześnie niezwykle wciągającego serialu. Czy drugi sezon przebił pierwszy? W naszej redakcji zdania są podzielone, dlatego najlepiej oddać się po prostu lekturze wielogłosu, w którym udział wzięli Przemek, Sylwia i Mateusz. I pamiętajcie, że tradycyjnie, ponizej znajdują się spoilery.

WRAŻENIA OGÓLNE

Przemek Kowalski: Co by tu napisać, żeby nie przesadzić? Co napisać, by nie pokazać pod jak histerycznie ogromnym wrażeniem Fargo jestem? A zresztą, co mi tam, powiem prosto z mostu – panie i panowie, drugi sezon Fargo to najlepsza rzecz, jaką w bieżącym, 2015 roku mogliśmy obejrzeć na ekranach telewizorów tudzież komputerów! Co było tak świetne? O tym wszystkim w punktach poniżej, na wstępie mogę jeszcze napisać, że kontynuacja (a w zasadzie prequel) historii z Minnesoty jest dokładnym przeciwieństwem tego, co dane nam było zobaczyć w drugim sezonie równie (jeśli nie bardziej) przebojowego True Detective. Oba seriale miały znakomite pierwsze sezony, tyle że o ile kolejna odsłona Detektywa zawodzi, nie potrafiąc sprostać wymaganiom widzów, o tyle Fargo – co jest swego rodzaju ewenementem – przebiło poziomem bardzo udany sezon pierwszy, podnosząc poprzeczkę jeszcze wyżej, zostawiając zarazem konkurencję daleko w tyle. Tyle jeśli chodzi o wrażenia ogólne i uwierzcie, że byłem bardzo powściągliwy.

Sylwia Sekret: Druga odsłona serialu Fargo, który po raz kolejny bezczelnie, ale z  klasą udaje, że opiera się na prawdziwych wydarzeniach, była na pewno fantastyczną rozrywką i ze zniecierpliwieniem wyczekiwało się kolejnych epizodów. Nie zachwycam się drugim sezonem aż tak euforycznie i entuzjastycznie jak Przemek, ale serial jest naprawdę świetny. Jeśli zaś chodzi o porównanie z sezonem pierwszym, to szczerze mówiąc, nie widzę aż tak ogromnej różnicy w poziomie i uważam, że poprzeczka nie zmieniła aż tak bardzo swojego położenia. Fargo utrzymuje poziom i nadal zalicza się do najlepszych seriali, jakie oglądałam. Absurdalny czarny humor, niepowtarzalny klimat i wyśmienite aktorstwo sprawiają, że wyczekujemy kolejnych sezonów, kiedy poprzedni jeszcze trwa.

Mateusz Cyra: Generalnie bliżej mi do zdania Sylwii niż Przemka, aczkolwiek myślę, że znajdę miejsce gdzieś między ich opiniami. Fargo 2 w moim mniemaniu wcale nie wywindowało poziomu na takie wyżyny, by zaraz pisać na portalach społecznościowych zdania w stylu Stephena Kinga bądź Anthony’ego Bourdaina, że oto mamy do czynienia z najlepszym telewizyjnym dziełem od kilku lat. Nie znaczy to zaraz, że tegoroczna odsłona czarnej komedii jest co najwyżej dobra. Nie, to świetny serial, który skutecznie zostawił konkurencję w tyle i na pewno zasłużył na miejsce na serialowym podium, nie jestem jednak pewien, czy powinien zajmować właśnie pierwsze miejsce, bo z perspektywy czasu chyba jednak odrobinę lepsze wrażenie wywarło na mnie poprzednie Fargo. Prawdopodobnie to kwestia oczekiwań oraz poszczególnych preferencji odbiorców.

f8

PLUSY I MINUSY SERIALU

Przemek: Minus widzę jeden – zbyt mała ilość odcinków! Plusy? No, jest ich co najmniej kilka. Fantastyczna obsada, która spisała się na medal, jednak o tym za chwil kilka. Klimat – no bo jakże by inaczej – to kolejna zaleta drugiego sezonu Fargo. Ka-pi-tal-ny! I tu akurat, sam muszę przyznać, to co mnie urzeka, nie każdemu musi się spodobać, jednak taki właśnie jest urok tego serialu. Z pozoru może się wydawać, że Fargo przynudza, ponieważ pomijając kilka zaskakujących zwrotów akcji, tempo nie pędzi na łeb, na szyję. Generalnie wszystko tu dzieje się jakby od niechcenia, mamy mafijne porachunki, policjantów próbujących opanować sytuację. Nie przeszkadza to jednak bohaterom w wygłaszaniu długaśnych (i rozbrajających niekiedy) dialogów, które zresztą jako kolejne dołączają do listy plusów. Nie ma w Fargo zapierających dech w piersiach pościgów, nie ma, zwłaszcza biorąc pod uwagę gatunek serialu, mrocznej otoczki, a jednak gdzieś pod tym pozornym spokojem, cały czas można wyczuć napięcie, narastające z każdym kolejnym odcinkiem. Coś wisi w powietrzu i tego po prostu nie da się nie poczuć. Ostatnim, co pozwolę sobie zapisać po stronie zalet, jest fakt, że druga odsłona Fargo to dzieło od początku do końca absolutnie przemyślane i kompletne. Mało tego, oglądając ostatni odcinek, widz zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę cały czas był przez twórców wodzony za nos, wydawało nam się, że wiemy wszystko, że podążamy dobrym tropem, a jednak plan reżysera i scenarzystów był zupełnie inny, zaskakujący i moim zdaniem, efekt końcowy jest o wiele lepszy, niż gdybyśmy dostali to, czego oczekiwaliśmy. Aha, no i jest jeszcze świetny soundtrack.

Bobby Womack california dreaming

Sylwia: Do plusów zaliczyłabym wszystko to, co tworzyło również zalety pierwszego sezonu, czyli klimat, aktorstwo, muzykę, humor, dialogi, charakterystykę postaci. Do zalet drugiej odsłony dochodzi także to, że historia dzieje się przed wydarzeniami sezonu pierwszego i twórcom udało się w fajny sposób obie te historie połączyć. Ogromną zaletą dla mnie jest również fakt, że udało się trzymać widzów w napięciu nawet w sytuacjach, w których – dzięki poprzedniej odsłonie – wiedzieliśmy, jak potoczą się sprawy. Mówię tu na przykład o historii Betty Solverson (żonie Lou, a mamie Molly, która w poprzednim sezonie grała jedne z pierwszych skrzypiec) – mimo że dobrze wiedzieliśmy, że umrze, że w końcu ugnie się przed chorobą, zostawiając małą córeczkę i zdruzgotanego męża, za każdym razem wstrzymywaliśmy oddech, mając nadzieję, że wszystko będzie dobrze. I tutaj twórcy zrobili coś fantastycznego, bo wiedząc, że my wiemy, że Betty umrze i że jest to wyłącznie kwestia czasu, do końca serialu pozostawili ją przy życiu, pozbawiając nas w zasadzie jedynej pewnej dla nas rzeczy. Świetne zagranie, które pasuje do klimatu serialu. Fajnym elementem było też wkroczenie do wyobraźni Betty, która w przyszłości widziała swoją rodzinę, w którą wcielili się aktorzy znani z pierwszego sezonu. Taki ukłon w stronę fanów, powodujący jednak, że tak naprawdę można na upartego oglądać drugi sezon bez znajomości poprzedniego, a nawet obejrzeć je w odwrotnej kolejności. Na plus zalicza się też mgiełka Pulp Fiction, która oplata Fargo za każdym razem, kiedy na scenę wkracza Mike Milligan. Ten czarny humor i specyficzne dialogi są iście tarantinowskie.

f3

Mateusz: Właściwie oboje wyprzedziliście mnie w zaletach, pisząc wszystko to, co sam chciałem zawrzeć, dlatego nie będę powielał słowo w słowo tego, co sami napisaliście. Od siebie dodam, że drugiej odsłonie Fargo niekiedy znacznie bliżej do stylistyki Tarantino niż do pierwowzoru braci Coen.

Sylwia: Jeśli chodzi o minusy, to wymieniłabym tutaj dwie rzeczy. Ostatni odcinek był w porównaniu do poprzednich przesiąknięty emocjami w niewielkim stopniu, mało się w nim w zasadzie działo i pozostawił po sobie lekki niedosyt, choć nie przeczę, że domknął całą historię. Drugim, może nie tyle minusem, co czymś, czego mi trochę zabrakło, była postać grana w pierwszym sezonie przez młodego Hanksa. Nie chodzi mi oczywiście o to, że powinien pojawić się i tutaj, bo jako kilkulatek, raczej wiele by do serialu nie wniósł, ale brakowało mi postaci, która wytwarzałaby podobną aurę jak on.

Mateusz: Odnośnie minusów. Jakichś oczywistych, rzucających się od razu w oczy moim zdaniem nie ma. Zdarzały się na przestrzeni całego sezonu jakieś drobne głupotki, ostatni odcinek w zasadzie najmniej ciekawy, ale jeśli mam wskazać jeden jedyny to z pewnością będzie to UFO. Wiem, że Fargo rządzi się swoimi prawami, pełne jest absurdów, groteski i od początku ten motyw się przewijał, a na potrzeby tego wątku w odcinku 9. nieco zmieniono formułę – fabułę opowiada narrator, czytający książkę, która relacjonuje zbrodnie w Minnesocie. Niby wszystko odpowiednio wyjaśniono, ma to ręce i nogi, ale osobiście tego po prostu nie kupuję, traktując to jako niepotrzebną skazę na fajności tego serialu.

Przemek: À propos UFO to dla mnie jest to kolejny plus i kolejne świetne nawiązanie, a mianowicie nawiązanie do tego, że w latach w których rozgrywa się akcja drugiego sezonu Fargo, na obszarach o których tam mowa, niby rzeczywiście widziano UFO ;). Także dla mnie jest to całkiem fajne mrugnięcie okiem do widza, zwłaszcza tego zza Oceanu. Co do narratora z kolei to był nim nie kto inny jak Martin Freeman, czyli aktor wcielający się w sezonie pierwszym w postać Lestera Nygaarda. Kolejny plus.

f1

NAJLEPSZY ODCINEK / SCENA

Przemek: Z ręka na sercu, naprawdę ciężko jest mi wybrać najlepszą scenę, tak wiele ich było. Ogólnie, jak dla mnie, wszystko tu kręci się zdecydowanie bardziej wokół dialogów czy monologów aniżeli akcji samej w sobie. Trudno jest jednak wybrać ten najlepszy, a co za tym idzie najlepszą scenę, jednak jeśli miałbym podać pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to byłaby to scena przed posterunkiem policji, kiedy to znany z Parks and Recreations, Nick Offerman, tu wcielający się w rolę “adwokata” – Karla Weathersa, negocjuje z mafijną rodzinką Gerhardtów. Boskie! Druga scena to ta, w której małżeństwo Blomquistów jest we własnym domu przesłuchiwane przez Patricka Wilsona, absolutnie zaprzeczając, by mieli cokolwiek wspólnego ze zniknięciem jednego z członków rodziny Gerhardt. Była też scena strzelaniny na obrzeżach miasta… nie, nie, nie, zdecydowanie nie dam rady wybrać tej najlepszej ;).

Odnośnie najlepszego odcinka mam pewien problem, jednak tutaj faworyta łatwiej mi wskazać. Stephen King napisał o tym odcinku, że była to najlepsza rzecz, jaką widział w telewizji od trzech lat. Nie mam pojęcia, co King widział w telewizji trzy lata temu, jednak nie sposób się z nim nie zgodzić, Loplop, czyli epizod ósmy, wychyla się przed szereg. To ten z Blomquistami w letniskowym domku, ten z Indianinem u fryzjera, ten… który podkręcił atmosferę do granic możliwości.

f7

Sylwia: Zgodzę się z Przemkiem, że scena, w której pijaczyna wystraszony do granic możliwości ma wyjść, by negocjować z bandziorami, była rewelacyjna i chyba w ogóle najlepsza w tym sezonie Fargo. Choć oczywiście perełek było mnóstwo, jak chociażby przywołana już wyżej scena, w której Indianin (niczym zdradzona i porzucona kobieta) zapragnął radykalnej zmiany swojego wyglądu, poprzez którą pragnął wyrazić chyba również chęć innych, poważniejszych zmian. Podobała mi się również scena, w której Dodd przywiązany jest do krzesła, a Peggy się nad nim znęca, dźgając go kuchennym nożem. Świetna była również jedna z końcowych scen, podczas której wyobraźnia Peggy miesza się z rzeczywistością, ujawniając w pełnej krasie jej niestabilność. Finał tej sceny był również popisem aktorstwa Kirsten Dunst.

Mateusz: I ponownie wyprzedzili mnie z najlepszą sceną! Nick Offerman zdecydowanie skradł ten odcinek, jeśli nie cały sezon ;). Równie rewelacyjna była scena “fryzjerska” w domku letniskowym nad jeziorem czy moment, gdy Mike Milligan podjechał pod Motor Motel po całej masakrze, jaka się tam odbyła i skwitował to genialnym: Ano, bywa. Cud, miód! W ogóle sezon ten obfitował w mocne, zapadające w pamięci sceny i rzadko się zdarza, by jakiś serial miał ich aż tyle.

NAJSŁABSZY ODCINEK / SCENA

Przemek: Tak jak najlepszą, tak i najsłabszą scenę trudno mi wybrać, jednak w tym wypadku, choć wiem, że wszystko co tu napisałem, brzmi aż nazbyt entuzjastycznie, to naprawdę nie jestem w stanie wskazać najsłabszego momentu Fargo, bo moim zdaniem takiego nie było, a przynajmniej nic na tyle nie rzuciło mi się w oczy, żebym miał to nazwać “najsłabszą sceną”. Najsłabszy odcinek? Zabrzmi dziwnie, biorąc pod uwagę wszystko, co napisałem powyżej o drugiej odsłonie hitu FX jednak… po pierwszym odcinku odpuściłem Fargo na kilka tygodni! Tak, jest mi wstyd. I to bardzo. Nie był to zły odcinek, w zasadzie miał wszystko, jednak być może fakt, że na jakiś czas odechciało mi się oglądać seriali i zrobiłem sobie przerwę, być może coś innego spowodowało że do Fargo wróciłem, kiedy widzowie oglądali już epizod ósmy. Na siłę więc mógłbym napisać, że otwierające wszystko Waiting for Dutch uznać za najsłabszy, choć tutaj winę biorę raczej na siebie niż sam serial.

Sylwia: Ja z kolei bez trudu wskażę ostatni epizod, który w zasadzie w każdym serialu powinien być kulminacją wszystkiego, a już na pewno emocji. A tych w finałowym odcinku Fargo mi właśnie zabrakło. Gdyby porównać drugi sezon tego serialu do aktu seksualnego z perspektywy mężczyzny, to odcinek Palindrome był tą chwilą, kiedy po dzikiej orgii i wielu kompulsywnych ruchach wszystko uspokaja się i opada. Przynosi satysfakcję, jest momentem, bez którego reszta aktu nie byłaby kompletna, ale jednak wszystko opada. Taki właśnie był ostatni epizod – niczego w nim niby nie zabrakło, był zakończeniem, zwieńczeniem, ale pozbawionym tego uczucia, kiedy wszystko stoi na baczność.

Mateusz: A ja nie wskażę najsłabszego odcinka. Uczepię się jednak najsłabszej sceny i tego psującego wszystko UFO. Jasne, twórcy przez 9 odcinków budowali napięcie, sugerowali, że coś takiego może “wyskoczyć”, dodali zresztą absurdalnego w kontekście drugiego sezonu narratora, relacjonującego wydarzenia w 9. odcinku Lestera Nyygarda, już tym sugerując, by nie brać tej “akcji” serio, jednak pojawienie się statku w trakcie największej jatki, w dodatku w scenie, w której grany przez Patricka Wilsona Lou Solverson jest o krok od śmierci z rąk “Niedźwiedzia” Gerhardta pachnie mi chamskim, niezwykle tanim zagraniem w stylu deus ex-machina. No bo powiedzmy sobie szczerze – gdyby nie to UFO, nasz bohater oczywiście musiałby zginąć, nie było innej opcji, by go uratować, a że ciąg logiczny musiał być zachowany (postać ta występuje również w pierwszym sezonie Fargo). Tym bardziej, że statek przyleciał, postraszył światłami, by po niecałych 2 minutach odlecieć… Aż się ciśnie na usta “po cholerę?!”.

f13

EWENTUALNE DZIURY FABULARNE

Przemek: Trudno, żebym pisał o dziurach fabularnych, skoro uważam Fargo za coś kompletnego i ocierającego się o ideał telewizyjnych produkcji. Być może niektóre sytuacje czy rozwiązania (trop policji w sprawie Peggy) są uproszczone, jednak nie wskazałbym tego jako dziur fabularnych, po prostu takimi prawami rządzi się ten serial. Z jednej strony jest lekkie mrugnięcie okiem do widza, ale to zabieg celowy i ja w tym dziur nie widzę.

Sylwia: Tu się raczej nie wypowiem, bo ten serial jest po części budowany na absurdzie. Choć mimo to nie przypominam sobie jakichś większych dziur fabularnych, jeśli mam być szczera. Zdziwiło mnie jedynie, że Peggy została o cokolwiek oskarżona, skoro po śmierci męża, mogła moim zdaniem gładko wyjść z większości spraw – samoobroną, chwilową niepoczytalnością i tym, że nie było dowodów skazujących, a jeśli były, to obciążały raczej jej męża. W końcu, co jak co, ale ciała młodego Gerharda nigdy nie znaleziono.

Mateusz: Ciekawe, czy chociaż była z niego dobra mielonka ;). Twórcy serialu przyjmując taką a nie inną formę opowieści, stawiając na absurd oraz niedopowiedzenia, w zasadzie wytrącają wszelkim purystom argumenty, bowiem z wszelkich zarzutów mogą się wybronić właśnie objętą przez nich drogą. Dlatego też ciężko wskazać jakieś rażące błędy bądź dziury logiczne. Można się czepiać, że policja nawet nie próbowała ścigać Hanzee, również tego, że przez 2-3 odcinki niespecjalnie poszukiwali Eda i Peggy, dodatkowo też tego, że po tym, gdy szeryf dostał w głowę na ganku domu Blomquistów nie wszedł do domu, by zobaczyć, czy Peggy tam w ogóle jest oraz tego, że jakiś czas później szeryf Hank wraz z Lou pozwolili uiec Edowi i nie pojechali za nim samochodem. Tyle tylko, że każdą z tych rzeczy w jakiś tam (mniej lub bardziej) naciągany sposób można wytłumaczyć.

f12

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Przemek: Tak naprawdę na osobne omówienie zasługuje 90% postaci występujących w tym show, bo można by sporo napisać zarówno o Lou Solversonie (Patrick Wilson), Floyd Gerhardt (Jean Smart), Zahnie McClarnonie(!) który wcielił się w Hanzee Denta, czy o świetnym choć epizodycznym występie Nicka Offermana. Można by tak wymieniać dalej, skupię się jednak na dwójce, która moim zdaniem skradła serial, a są to bez wątpienia Kirsten Dunst oraz Jesse Plemons, czyli małżeństwo Peggy i Ed Blomquist. Ich odmienność, ich różne postrzeganie świata, inne priorytety, w połączeniu z tym jak trwali u swego boku, było według mnie perełką tego sezonu Fargo. Oboje spisali się genialnie i choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że to Dunst jest największą gwiazdą, ciężko odmówić Plemonsowi wiarygodności w odgrywanej roli. Ciężko też napisać coś więcej o tej dwójce, nie zdradzając szczegółów fabuły (a tego wolałbym uniknąć), to po prostu trzeba zobaczyć! Para, w której jedno wskoczyłoby w ogień za drugim – ona, młoda, ładna, fryzjerka marząca o wielkim świecie i karierze w Hollywood. On – rzeźnik, marzący o własnej masarni, dziecku, i rodzinie. Wielka miłość, w której poza wzlotami znajdują się i upadki, jednak summa summarum – świetna historia. Jeśli Kirsten Dunst nie wyjdzie z najbliższych gal, na których rozdają serialowe nagrody z kilkoma statuetkami, to będę w głębokim szoku.

Sylwia: A ja bym się kłóciła o to, czy państwo Blomquist faktycznie darzyli się taką miłością, o jakiej wspominasz. On – owszem, kochał ją i momentami wydawało się, że świata poza nią nie widział (chyba że na horyzoncie majaczyła własna masarnia), jednak ona… no cóż, dla mnie to wyglądało tak, jakby Peggy była z Edem z przysłowiowego braku laku. Kiedy miała okazję na wyjazd, seminarium, które być może – tyko być może – odmieniłoby coś w jej życiu, które być może – i znowu: tylko być może – byłoby szansą dla ich małżeństwa, była skłonna poświęcić nawet marzenie swojego męża, które z pewnością zapewniłoby rodzinie byt. Zresztą w zachowaniu Peggy było coś dziwnego, coś, co skłaniało mnie momentami do myślenia o tym, że nie potrafi ona w pełni odczuwać wszystkich przynależnych ludziom emocji; jej empatia zawierała luki, które pozwalały jej wychodzić cało z niektórych opresji.

Postaci są barwne, ciekawe, wielowymiarowe. Fajne, że widzimy Lou – którego znaliśmy jedynie stojącego za ladą baru – podczas pełnienia służby, z żoną, która w pierwszym sezonie pojawia się tylko we wspomnieniach.

Mateusz: Zgadzam się z Sylwią, Peggy średnio jest materiałem na “idealną żonę”, ale może to też dlatego, że postać ta kreowana jest na… i teraz jak to nazwać, żeby oddać pełny sens…  Lekko przygłupią to nie będzie to. Psychopatkę też nie. Osobę, której można przypisać lekką odmianę autyzmu? Też nie jestem pewien. A może wszystko po trochu?

f2

Podobało mi się wiele postaci. “Niedźwiedź” był świetnie skonstuowany i brawurowo odegrany, głowa rodziny Gerhardtów – Floyd to też interesująca persona. Mike Milligan to z kolei niezwykłe indywiduum, świetnie radzące sobie w trudnych dla czarnoskórych latach 70. Na uwagę zasługuje również Lou Solverson, który jako jeden z niewielu do samego końca zachowywał trzeźwość umysłu, wyciągał wnioski, na które większość policjantów nawet nie wpadała, i co tu dużo mówić – był świetnym gliną, który przy tym potrafił znaleźć czas, by zadzwonić do chorej żony.

AKTORSTWO

Przemek: Aktorstwo? Na bardzo wysokim poziomie. Tyle mam do powiedzenia w tej kwestii.

Sylwia: Wiele nazwisk poradziło sobie wspaniale ze swoimi rolami. Zarówno Kirsten Dunst jak i jej serialowy mąż, Jesse Plemons odegrali świetne kreacje, które przybiły pieczątkę ze znakiem jakości na całej produkcji. Podobała mi się również kreacja Teda Dansona, bo choć nie miał zbyt wiele do pokazania, to świetnie udało mu się stworzyć ciepłą, ale i stanowczą osobę, która wprowadzała do serialu jakieś takie dziwne ciepło. Wspomniałabym także o dwóch niewielkich, ale świeżych i bardzo dobrze odegranych rolach przez: Rachel Keller (Simone Gerhardt) i Allana Dobrescu (Charlie Gerhardt). Ten ostatni ma na swoim koncie występ jedynie w Fargo, a uważam, że poradził sobie naprawdę świetnie.

Mateusz: Do grona zasłużonych osób dla drugiego Fargo zaliczyłbym Patricka Wilsona, który bardzo dobrze zagrał postać, która zdążyła już mieć całkiem niemałe znaczenie w pierwszym sezonie. Miał utrudnione zadanie, bo swoją kreacją musiał w jakiś sposób nawiązać do tego, co zrobił wcześniej Keith Carradine. I choć młody Lou Solverson nie wybija się specjalnie przed szereg, miejscami jest przyćmiony przez barwniejsze postaci, to w dalszym ciągu należy pamiętać o tym, że jest on głownym bohaterem i mimo iż zdarzało się, że przemykał przez poszczególne odcinki, niespecjalnie zwracając swoją osobę uwagi widza, to ja uważam, że wcielający się w niego aktor wykonał kawał porządnej roboty, aczkolwiek będzie prawdopodobnie najbardziej poszkodowanym członkiem obsady.

f15

PODSUMOWANIE SEZONU

Przemek: Napiszę to po raz bodajże trzeci – drugi sezon Fargo uważam za najlepsze, co miała do zaoferowania telewizja w 2015 roku. I przyznam szczerze, że sam jestem tym zaskoczony. Sezon pierwszy był bardzo dobry, jednak, co by nie mówić, był też mocno wzorowany na filmowym pierwowzorze braci Coen i dało się to odczuć, co jednak odrobinę zniżyło w moim mniemaniu ogólna notę. Nie żeby film był zły, jednak było to trochę odtwórcze, czego zdecydowanie nie można powiedzieć o sezonie drugim. Osobiście jestem zwolennikiem innego typu produkcji i po Fargo 2 oczekiwałem, że będzie to po prostu dobry serial. Nie był to jednak “po prostu dobry serial”, było to ustawienie poprzeczki tak wysoko, że nie sięgnął tam nikt w tym roku, a jako że rok się kończy, to już raczej nikt nie sięgnie. Jestem oczarowany, zachwycony i ode mnie Kirsten Dunst jak i cała ekipa otrzymują ocenę 10/10!

Sylwia: Fargo to serial wyjątkowy i – o co obecne niełatwo – próżno szukać w serialowym światku czegoś “w stylu Fargo”. To idealna propozycja dla kogoś, kogo nudzą już zwykłe obyczajówki lub atakujące wszem i wobec seriale o detektywach, policjantach czy lekarzach, Bo prawda jest taka, że Fargo mogłoby opowiadać o czymkolwiek, mogłoby dziać się w jakiejkolwiek epoce i w jakimkolwiek środowisku – bez względu jednak na to, zawsze będzie miało tę nutę wyjątkowości i świeżości, czegoś zarówno zwariowanego jak i inteligentnego. Do tego dorzućmy fakt, że twórcy bezbłędnie dobierają obsadę, a wychodzi po prostu świetny serial, w którym nawet największy lamus i frajer może okazać się kimś zupełnie innym. Nie umiem podzielić zdania Przemka na temat tego, że dwójka jest nie wiadomo jak lepsza od jedynki. Moim zdaniem oba sezony były równie dobre, choć, jeśli mnie pamięć nie myli, to zakończenie pierwszego sezonu wzbudziło we mnie więcej emocji. Dwójka jest jednak bardziej zwariowana i mam wrażenie, że nie ma szans, aby ktokolwiek, komu podobało się pierwsze Fargo, zawiódł się drugim sezonem.

Mateusz: Moim zdaniem drugie Fargo ma momenty lepsze od tego pierwszego i odwrotnie. I jakoś tak obie, prawie niezwiązane ze sobą historie urzekają, trzymają identyczny poziom i robią to, co powinny robić porządne seriale: dostarczają świetną rozrywkę widzowi. Gdybym miał jednak wskazać lepszą, chyba mimo wszystko postawię na tę część, w której pierwsze skrzypce grał Lester Nygaard. Nie znaczy to jednak, że “dwójce” brakuje czegokolwiek. To w końcu serial, który uważam za drugi najlepszy w 2015 roku.

f11

NADZIEJE NA KOLEJNY SEZON

Przemek: Ciężko mi sobie wyobrazić, żeby po dwóch takich sezonach, Fargo nagle jakoś drastycznie obniżyło loty, jednak gdybym miał opisać swoje nadzieje na następną odsłonę, to powiem tak: liczę na utrzymanie niesamowitego poziomu lub w najgorszym wypadku spadek o najwyżej 30% jakości, co mimo wszystko, nadal będzie plasować serial w ścisłej czołówce amerykańskiej (i światowej) ramówki.

Sylwia: Jestem ciekawa, jak twórcy połączą trzeci sezon z dwoma poprzednimi (co mam nadzieję zrobią). Jestem również ciekawa obsady, ale o samą fabułę kompletnie się nie martwię – wiem, że będzie co najmniej dobra. W świecie Fargo można liczyć na rozlew krwi, niespodziewane zwroty akcji i to, że równie niebezpieczny jest członek mafii z naładowanym pistoletem, jak i gospodyni domowa. Mam nadzieję, że kolejny sezon będzie nadal taki, jakie do tej pory było Fargo. I bardzo bym chciała, żeby chociaż na chwilę pojawił się Lester, bo już przy tym sezonie miałam nadzieję, na małego Lestera.

Mateusz: W drugim sezonie był Lester, jednak nie pojawił się, ale mogliśmy usłyszeć jego głos ;). Rozumiem jednak o co Ci chodzi, bo mi też cholernie brakowało tej jego nieporadnej miny i szeregu zachowań, którymi dosłownie wymiatał w pierwszej odsłonie Fargo. Wróćmy jednak do oczekiwań na trzeci sezon. Na dzień dzisiejszy wiemy niewiele ponad to, że na kolejny akt przyjdzie nam poczekać do 2017 roku… Przyczyna? Twórcy chcieli, żeby akcja działa się zimą, ale wiedzą już, że nie zdążą ze wszystkim jeszcze tej zimy. Liczę na kolejne aktorskie perełki, ponieważ produkcja ta może się pochwalić naprawdę świetnymi odkryciami (Allison Tolman czy Rachel Keller) bądź wykopaliskami znanych już przecież nazwisk, które przy odpowiednim scenariuszu pokazują cały swój kunszt (czego przykładem jest wspomniana wyżej Dunst, ale również Billy Bob Thorton czy Patrick Wilson). Całą resztę przyjmę w jakiejkolwiek formie, bo dla mnie serialowe Fargo to synonim jakości.

f14

Fot.: FX Productions 

Podobne wpisy:


Ocena Sylwii8
Ocena Przemka 8
Ocena Mateusza 8
8Ocena ogólna

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *