Książki,Wielogłos

Wielogłosem o…: “Lukier”

Lukier
Lukier

Lukier to debiutancka powieść Malwiny Pająk, autorki bloga lifestylowego. Już sama okładka mówi nam, że książka, którą trzymamy w rękach, jest odważna. Że jest ekscentryczna. I tak, trzeba przyznać, że historia dwóch kobiet, Julki i Anki, dostarczyła Natalii i Wiktorii wielu emocji. Jakich? Przede wszystkim prawdziwych. Co do tego dziewczyny nie mają wątpliwości. Choć w wielu kwestiach się zgadzają, odrębne zdania wyszły na wierzch przy kwestiach związanych z oddziaływaniem estetycznym. Czy powieść pełna bólu, grzechów, popełnionych błędów i nieradzenia sobie z własnym życiem może dostarczać swego rodzaju piękna?

Autorki poniższego Wielogłosu pewne są na pewno tego, że książkę warto przeczytać. Jest do bólu szczera, nie owija w bawełnę. Ciekawy styl i kontrowersyjny język krzyczą wręcz z poszczególnych stron, a autorka nie boi się podjąć takich tematów jak – między innymi – transseksualizm. Całość jest naprawdę intrygująca, choć nie wolna od wad. Sprawdźcie, jakie wrażenia wywarł na naszych redaktorkach debiut Malwiny Pająk.


WRAŻENIA OGÓLNE

Wiktoria Ziegler: Niestety, dosyć sceptycznie podeszłam do tej powieści. „Powieść współczesna” – pomyślałam sobie. I zastanawiałam się, co może nowego i frapującego zaoferować. Przecież wszystko już było. To dosyć postmodernistyczne podejście. Klasyki to klasyki – zawsze aktualne. Jakże się zdziwiłam! Jakże byłam zaskoczona, połykając w trzy dni kolejne wyrazy, zdania strony. Lukier nie oferuje estetycznych wrażeń. Nic z tych rzeczy. Tam się nie zachwycamy. Wręcz przeciwnie – wszystko jest zwulgaryzowane. Brudne, niedobre, zagubione. Warszawa jawi się jako miasto przeklęte. Bohaterowie opuszczeni. Samotni. Nieszczęśliwi. Szerzy się nadal aktualny egzystencjalizm. Coś na kształt XXI-wiecznego dekadentyzmu. To nie był […] świat bohemy, gdzie wódkę zagryza się śledziem w kawiarni literackiej. To był świat warszawski, nowych dzieci stolicy, które chciały dużo zarabiać, dobrze się bawić i zachować pozory indywidualności. To był świat, w którym marzenia nie mogły się spełnić. Nic nie może się tutaj ziścić, dojść do końca. Są pragnienia, czasem możliwości, ale na tym się kończy. Istnieje jakaś granica beznadziejności. Ale to nie jest nowe myślenie, bo o tym pisał Bruno Schulz w opowiadaniu Ulica Krokodyli. Wszystkie rozpoczęte ruchy zawisają w powietrzu, fermentacja pragnień – pisze Schulz. Warszawa pozbawiona duchowej sfery. Praca, narkotyki, korporacja, transseksualizm – witaj w Warszawie, drogi przybyszu! Ale jak się w niej odnaleźć? Czy istnieje jeszcze jakiś wymiar aksjologiczny w stolicy? Ale Warszawa to raczej synekdocha – to wiwisekcja całego kraju, który autorka nazywa buńczucznie krajem ziemniaka, cebuli i buraka. To chyba trochę przykre, że nasz kraj można opisać poprzez trzy warzywa, prawda?

Natalia Chrobok:  Podobnie jak Ty, podchodziłam do powieści ostrożnie, nieufnie. Czytając te wszystkie zachwyty, które brzmią wręcz nierealnie, które już wielu z nas nauczyły, że nie warto im ufać, myślałam sobie, że to będzie kolejna szmira, na siłę promowana. I co? I muszę przyznać, że podobało mi się! Kilka dni spędzonych z bohaterkami, Anką i Julką, nie okazało się czasem straconym. Książka nie jest idealna, ale o tym później. Na pewno wzbudza swego rodzaju smutek, rozczarowanie i coś na kształt niezrozumienia. Mimo wszystko nie uważam, że Warszawa przedstawiona w Lukrze jawi się jako kawałek świata, gdzie marzenia nie mogą się ziścić. Nie sądzę, że winę za los bohaterek ponosi miasto czy grzechy, jakie ono nam oferuje. Książka wspaniale obrazuje, że mimo ciężkich przeżyć, zawsze jest pora, by wziąć życie w swoje ręce. By ruszyć do przodu, zostawiając swoje potwory daleko w tyle. W końcu jesteśmy kowalami własnego losu, czyż nie? Nie od dziś wiadomo, że jedno wydarzenie nieuchronnie pociąga za sobą drugie. A życie dorosłe charakteryzuje się tym, że musimy dokonywać wyborów. I ponosić za nie odpowiedzialność. Wiem, że słabości nie należy się wstydzić. Każdy ma do niej prawo. Tym bardziej nie ma nic dziwnego w tym, że człowiek załamuje się przez czyny i ciosy zadane mu przez drugiego człowieka. Uważam, że za granicę beznadziejności, do której dotarły w pewnym momencie bohaterki, odpowiedzialne są osoby, wydawałoby się, im najbliższe. To powieść o postępującej chorobie duszy, którą myślę, że dałoby się wyleczyć. I choć ukazana skutecznie brzydota ludzkich zachowań szokuje – jest prawdziwa, a przez to swego rodzaju dziwnie piękna.

ZALETY I WADY POWIEŚCI

Wiktoria: Największą zaletą są bezpośrednie aluzje do arcydzieła Michała Bułhakowa – Mistrza i Małgorzaty. Moskwa Bułhakowa zostaje odwiedzona przez diabła i jego świtę. Role jednak zostają odwrócone, bo przedstawiciele zła starają się pomóc ludziom. A to ludzie popełniają przestępstwa. Taki świat na opak. Jednak ten paradoks w jakimś stopniu nas bawi. A w Lukrze nic nie bawi. Świat przeraża swoją duchową pustką. Konsumpcjonizmem. Ludzie są jak marionetki skazane z góry na porażkę. Nie ma na to lekarstwa – pieniądze nie pomogły Ance, strzępy rodziny nie pomogły Julce. Nie istnieje żadna recepta, żaden dobry sposób. Malwina Pająk ukazuje pesymizm poznawczy. Nawet jeden z bohaterów ma tatuaż przedstawiający Wolanda. Jakby był już z natury skazany na czynienie zła lub doświadczanie go. Determinizm genetyczny.

Bardzo podoba mi się, że został wprowadzony wątek transseksualizmu. Jest on poboczny, nienachalny. Lola – przyjaciółka jednej z głównych bohaterek – zbiera pieniądze na operację usunięcia penisa. Jest prawdziwą drag queen. Występuje na scenie, jest doceniana i bardzo lubiana w swoich kręgach. W dziesiątym rozdziale autorka przytacza także krótką historię drag queen z Harlemu, kulturę ballroomową. Dowiadujemy się, że w 1990 roku powstaje film Paryż płonie, dzięki któremu popularny staje się voguing – taniec oparty na dynamicznych, geometrycznych, idealnie dopracowanych pozach. Na Netflixie jest też ciekawy dokument o transseksualizmie. Cały czas się uświadamiamy i to szalenie mi się podoba. Zresztą ów wątek transseksualizmu zwiększył moją chęć do przeczytania Lukru. Byłam bardzo ciekawa, jak przedstawi to Malwina Pająk.

Tytuł jest świetny! Nie chcę zdradzać moich wszystkich interpretacji. Autorka ironicznie gra z czytelnikiem. Bo jaki to lukrowy świat? Gdzie ów tytułowy lukier w tej książce? Chyba że lukier to powierzchnia fałszu i sztuczności, które  pokrywają Warszawę.

Mam ambiwalentny stosunek co do języka – bo jest w pewien sposób zaletą i wadą, ale o tym napiszę w akapicie poświęconemu stricte językowi i stylowi.

Natalia: Zaletą książki – jak dla mnie – jest niewątpliwie jej prawdziwość i nienachalne, naturalne odarcie historii ze słodko idealnych sytuacji i relacji, które w realnym życiu po prostu wyglądają zupełnie inaczej. Autorka uniknęła sztuczności i przerysowania, których tak się obawiałam. Nie znalazłam na żadnej ze stron niczego, co przypominałoby mi karykaturę osoby, miejsca czy uczucia. Wszystko zostało przedstawione tak zwyczajnie. Normalnie, acz momentami tragicznie. Smutno, choć z nutą szacunku. Życie bohaterek jest dalekie od bajki, w której szczęście wręcz spływa z różowych ścian. I choć na wiele sytuacji kobiety nie mają wpływu, na wiele z nich wpływu po prostu mieć nie chcą. Chowają się za fasadą bezpiecznego “trudno, jest, jak jest”, a uważam, że gdyby chciały, wszystko mogłoby wyglądać trochę inaczej. Podoba mi się, jak autorka kieruje zachowaniem postaci. Tak po ludzku, uwzględniając lęki, lenistwo, a także niezdecydowanie, czego tak naprawdę chce się od życia! Komu z nas te uczucia są obce? Mimo że przedstawiony świat jest pełen codziennego cierpienia, potrafiłam dostrzec w tej historii elementy piękna. Opisy emocjonalnego świata bohaterek, kiedy przeżywały miłość spełnioną, jak i miłość nieodwzajemnioną, oczarowały mnie. W swej prostocie, bez owijania tego uczucia w zbędny, poetycki papier skradły jakiś kawałek mnie. Czytając książkę, widziałam w dziewczynach momentami siebie. I nie uważam, że powinnam się wstydzić. W końcu nic co ludzkie nie jest nam obce.

Wada? Myślę, że zbyt wiele ważnych wątków zbyt szybko się kończyło, bez większego wyjaśnienia, konkretnego zakończenia. Element z narkotykami stanowił jedynie niewielki epizod w życiu bohaterki, podobnie jak dziwna relacja Julki z Kosmą, która zakończyła się bez wyjaśnienia czytelnikowi motywów, którymi chłopak się kierował. Skoro zrobił, co zrobił, po co przychodził, czarował, interesował się?

Najbardziej jednak rozczarowało mnie spotkanie dwóch bohaterek. Opis z tyłu okładki nastawiał czytelnika na wielkie “bum”, na zmianę myślenia, a nawet życia pod wpływem wzajemnego poznania się Anki i Julki. W tym temacie czuję się trochę oszukana. Nie dostałam nawet namiastki tego, co mi obiecywano.

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Wiktoria: Wrócę do tego, o czym przed chwilą wspomniałaś. Intrygującym chwytem dotyczącym kreacji bohaterek  jest przewrotna informacja umieszczona w blurbie. Dzień, w którym się spotkają zmieni wszystko… Albo nic. Brzmi dosyć banalnie i małostkowo. Ale jednak wędrując coraz dalej i zmierzając do końca książki, bardzo intuicyjnie oczekiwałam tego spotkania. I intensywnie zastanawiałam się, czy ono faktycznie coś zmieni. Być może to normalne, ale ja jeszcze w żadnej powieści się z takim chwytem nie spotkałam, bo finalnie do spotkania dochodzi, ale do akcji nie wnosi ono nic.  Kurczę, jak mi się to spodobało. Taka gra z czytelnikiem. Coś w stylu: „ty sobie, czytelniku, oczekuj, ale ja zagram ci na nosie i zrobię, co będę chciała”. I przez nos byłam wodzona aż to ostatniego rozdziału, gdyż jako pokorna czytelniczka, oczekiwałam wreszcie spełnienia obietnicy z blurba. Czekałam na spotkanie wszech czasów, które zmieni nie tylko życie bohaterek, ale też wpłynie na losy ludzkości. Nic z tych rzeczy. Żadnego cudu. Żadnego idealizmu. A wręcz przeciwnie, bo to w pewien sposób ukazało ponurą wizję rzeczywistości. To, że nie ma żadnego ratunku. Nie wyrwiemy się  z sideł rzeczywistości. Co nam pozostaje? Ostatni rozdział przynosi odpowiedź – bunt, który jest nieodłącznym elementem naszej ludzkiej natury. Buntujmy się, jeszcze raz buntujmy – jakby szeptała do nas Malwina Pająk. Czy to będzie owocne działanie? Może tak. Może nie.

Natalia: Naprawdę podobało Ci się to wodzenie za nos? Mnie rozczarowało!

Wiktoria: Dla mnie to było genialne, takie nieoczywiste. Gdyby wydarzył się jakiś cud, wielka zmiana – to bym przeszła obok tego obojętnie, bo tak się często dzieje w powieściach. Spotkanie bohaterów zazwyczaj zmienia losy świata. A dla mnie to nierealne, prawdziwe życie takie nie jest, nie czarujmy się. Ten zabieg był dla mnie bardzo prawdopodobny. A  zapisek na blurbie stworzył pewną igraszkę ze strony autorki. Ale igraszkę jakby rodem wyjętą z prawdziwego życia.

Natalia: Tak jak pisałam wyżej: ja poczułam się nawet nieco oszukana. No, ale nic. Przechodząc do konkretnych postaci, uważam, że obie dziewczyny były naprawdę fajne. No, dziewczyna i kobieta. Jedna miała pieniądze, dobrą pozycję zawodową i męża, który przestał ją kochać. Ona jego niekoniecznie. Przynajmniej tak myślała na początku. Później nie była pewna, ale pustka, jaką po sobie zostawił, zabijała i zżerała od środka. Choć uważam, że to zżeranie zaczęło się już wcześniej, w momencie gdy mąż zaczął się od niej oddalać i częstować swoją dobrze doprawioną obojętnością. Anka była inteligentna, wykształcona, niezależna. W pewnym momencie uświadomiła sobie, że sama nie potrafi dobrze pokierować swoim życiem. Kupiłam jej emocje i wewnętrzne tornado, które przeżywała każdego dnia. Chciałam ją przytulić, ale też potrząsnąć nią. Jej poczucie własnej wartości zostało idealnie zaniżone, a nie zasługiwała na to. Moim zdaniem powinna wziąć się w garść. Myślę, że gdyby chciała, dałaby radę.

Julka to chodzący żywioł. Ładna, pracowita, niebojąca się świata i tego, co kto o niej pomyśli. Wciąż zastanawiam się nad tym, co w pewnym momencie się stało. Wiem, ojciec alkoholik i zbyt uległa, nieumiejąca pomóc ani sobie, ani dzieciom matka. Julka była jednak na tyle silna, by zdobyć się na wyjazd do stolicy. Na znalezienie pracy, przyjaciół, na ułożenie sobie całkiem niezłego życia. Ten nieudany romans, któremu – o zgrozo – kibicowałam –  tak mnie urzekł, sprawił, że w moim mniemaniu postradała zmysły. Decyzja o wyjeździe do Płocka była po prostu głupia. Wiem, że brat potrzebował pomocy i rozumiem to. Jednak wciąż zastanawia mnie, dlaczego rzuciła pracę? Nie musiała zostawać tam przecież na zawsze. To utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że to nie miasto jest winne, tylko same bohaterki. Podejmowały decyzje spontanicznie, na gorąco, niewiele myśląc. Później był płacz i zgrzytanie zębów. A przecież gdyby kózka nie skakała…

NAJBARDZIEJ ZAPADAJĄCY W PAMIĘCI FRAGMENT

Wiktoria: Wyrwani z letargu ludzie, jakby wyczuwając własną transparentność, szczelniej owijali się kurtkami z lumpeksu i bluzami z poliestru, nieufnie spoglądając na innych. […] Dzieci ujadały pod trzepakami, niepomne wołania matek, matki szlochały ukradkiem nad utraconą młodością i zlewami pełnymi garów, a ojcowie, poważni i zatroskani, zgromadzeni pod sklepami i garażami, perorowali nad kondycją człowieka w dobie konsumpcjonizmu. Rozmawiali o przyszłości bezrobocia, czteropakach w promocji, dostępności kurew na wylotówkach oraz o sprawdzonych technikach przemocy domowej. […] I nie było już tajemnicy, i nie było już gdzie się schować.

To fragment prologu. Podoba mi się wyrażenie – wyrwani z letargu ludzie. Nasuwa mi się skojarzenie chocholego tańca z finału Wesela. Tam bohaterowie też pogrążeni są jakby w letargu,  pewnej niemożności. Ów fragment stanowi bardzo trafne wprowadzenie do powieści. Jest wstrząsający, ale zarazem tak realistyczny. I smutna konkluzja – świat pozbawiony tajemnicy i schronienia.

Natalia: Mnie najbardziej zapadł w pamięć fragment, kiedy to Anka na targu zauważyła starszą, wychudzoną Panią sprzedającą kwiaty. Miała przed sobą dwa bukiety, każdy po pięć złotych. Anka zamiast dziesięciu, dała babci banknot pięćdziesięciozłotowy i odeszła, płacząc. Potrafiłam wyobrazić sobie tę scenę. Biedni, starsi ludzie, zarabiający na chleb, sprzedający coś, co potrafią zrobić: czy to bukiety kwiatów czy haftowane chusteczki, za grosze. To obraz wyjątkowo dołujący i rozpaczliwy. Gest Anki wzruszył, pocieszył, odciążył choć o odrobinę nagromadzony ciężar emocji. To prawda, że tytułowy lukier spływając z życia bohaterów, ukazywał stopniowo ból, wstyd, fikcję uczuć i relacji. Odsłaniał jednak także człowieczeństwo. Przejawy dobra, tak potrzebne, by świat wciąż funkcjonował.

STYL, JĘZYK

Wiktoria: „Boże, co ja czytam? Co to za bełkot? Dlaczego bohaterowie nie tylko mówią w języku potocznym, oni nawet myślą wulgarnymi potocyzmami?!”– to była moja pierwsza reakcja po kilku stronach. Czułam wewnętrzny bunt. Ale z każdą stroną zaczęłam dostrzegać pewną całość pomiędzy tym wulgarnym, kolokwialnym językiem a światem przedstawionym. Dysonans zaczął powolutku zanikać, a ja przyzwyczaiłam się do języka Malwiny Pająk. Język osobliwy. Język worek. Melanż. Wtręty z języka potocznego, wulgaryzmy, neologizmy, zapożyczenia, socjolekt korporacyjny, żargon panujący wśród dilerów narkotyków. Wszystko to zebrane w jednej powieści jest swoistym eksperymentem językowym, który nadal budzi we mnie wątpliwości.

Zadziwiały mnie także „dziwne cytaty” pisane kursywą, które zostały wtrącone w myśli bohaterek. Nawet nie wiem, jak to je określić, dlatego pozwoliłam sobie posługiwać się nazwą „dziwne cytaty”. W pewien sposób łączą się z wypowiedzią. Niewątpliwie jednak są zaskakujące, czasem może bezsensowne. Zastanawia mnie ich funkcja. Raz został użyty cytat z Pieśni Świętojańskiej Jana Kochanowskiego – wsi spokojna, wsi wesoła. Czasem wplatane są fragmenty piosenek – kolorowych jarmarków; przez twe oczy, twe oczy zielone. Cytaty zebrane z każdej sfery życia – przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą. Przypomina mi to jakiś rodzaj kolażu. Może bricolage? Może to wyraz postmodernistycznego melanżu?

Natalia: Dla mnie “dziwne cytaty”, o których mówisz, były plusem. Ciekawą, interesującą wędrówką myśli. Myślę, że miały za zadanie ukazanie właśnie tego, w jakim kierunku podążają rozważania bohaterek. Tego, że same dostrzegają dziwny komizm sytuacji, w której się znalazły. I że potrafią sprowadzić swoje życie do ironicznego, kwaśnego cytatu, idealnie podsumowującego miejsce, do którego doprowadziły je sploty wydarzeń.

Język faktycznie początkowo drażnił. Strasznie bałam się, że będzie przerysowany, na siłę “fajny”, wulgarny na pokaz. Z czasem obawa zaczęła się rozmywać. Tak jak piszesz – wulgaryzmy, neologizmy, zapożyczenia były nieodłącznie związane z sytuacją czy bohaterkami. Oddawały prawdziwość tego, co dzieje się w ich głowie. One myślały po prostu w ludzki, odarty z lukru i słodkości sposób. Z czasem zaczęłam lubić ten surowy, wręcz nagi styl. Podobało mi się i – o dziwo – nie nużyło.

WYDANIE

Wiktoria: Okładka jest odważnym połączeniem zielonego i fioletowego. Jakby dobór kolorów miał być odwzorowaniem  napisu z okładki – „odważna i ekstrawagancka powieść” . Jak już pisałam wcześniej, podoba mi się to wodzenie czytelnika za nos o rzekomo wielkiej przemianie po ich spotkaniu.

Natalia: Kolory okładki kojarzą się z zabawą, nocnym życiem, podczas którego wiele może się wydarzyć – także złego. Jest trafna – moje skojarzenia częściowo się ziściły. Dostałam warszawski klub, gdzie sprzedaje się dragi, dostałam też miejsce pełne fantastycznych drag queen, czyli świat pełen artyzmu, talentu i dobrych emocji!

Wiktorii podoba się wodzenie za nos czytelnika obietnicą z okładki o przemianie bohaterek po ich spotkaniu. Ja wciąż jestem na nie! Myślę, że to chwyt, który miał przyciągnąć czytelnika, wzbudzić większe zainteresowanie. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby nie fakt, że rzekome spotkanie nie wywołało w bohaterkach większych emocji. Równie dobrze mogłoby go nie być.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Wiktoria: Lukier  w żaden sposób nie oddziałuje estetycznie, oczyszczająco. W najlepszym razie akcja jest popchnięciem i pretekstem do refleksji dotyczącej tego, jak żyjemy. Rewizji poglądów. W wypowiedzi bohaterów wtrącone są smutne konkluzje opisujące współczesną rzeczywistość. Zakończenie nie jest  spektakularne. Pozostawia niedosyt. Ale wydaje mi się, że takie miało być – przynajmniej ja tak to odbieram. Bohaterki są zagubione, zniewolone przez problemy i współczesny świat, co pozwala intuicyjnie się z nimi utożsamić. Choć zastanawiam się, czy ich kreacje nie są trochę przerysowane. Książkę naprawdę można połknąć. Ciekawym, ale trochę przerażającym zjawiskiem jest język bohaterów i to, jak wiele różnych elementów się na niego składa.

Natalia: Czy Lukier w żadnym razie nie oddziałuje estetycznie? Z tym nie mogę się zgodzić. Emocje bohaterek były tak różne i tak fantastyczne zarazem. Podobała mi się ta burza uczuć, która szalała w nich jednego dnia, by drugiego zmienić się w całkowitą obojętność. Dla mnie same opisy emocji były piękne. Choć nie był to język poetycki, uwolnił jakąś iskrę, która pchała mnie, by czytać i czytać, i czytać, i rozkoszować się poszczególnymi zdaniami, choć język przywoływał mnie na ziemię, krzycząc, że to współczesna bajka. Czyli pełna dramatyzmu.

Wiktoria: No kurczę, ja nie odnajduję żadnego estetyzmu w Lukrze. Ale wcale nie uważam, że to jest złe. Bo ta turpistyczna, pesymistyczna aura ma swoją magię i dosyć kusi czytelnika. Jest mroczna tak, jak wszystko w tej powieści – świat przedstawiony, psychologizm bohaterek, fabuła, a nawet sam język.

Natalia: Zakończenie, podobnie jak u Wiktorii, wywołało we mnie niedosyt. Faktycznie, bohaterki są zagubione, ale czy to oznacza, że zasługują na zakończenie historii w taki sposób? Ja bym jeszcze trochę poczytała o tej wojnie toczącej się w nich samych. I chętnie obserwowała, czy z wojny tej wychodzą cało. Może doczekamy się drugiej części, która będzie … ostatecznym starciem?

Widoczna melancholia i ból egzystencjalny, ta pustka która pochłania, nie przeszkadzają, by z lektury czerpać przyjemność. A nawet, by od czasu do czasu się uśmiechnąć.

Wiktoria: ‘Ból egzystencjalny’ to wyrażenie, którego nie użyłam, a powinnam. Bardzo trafne, bo ból egzystencjalny krzyczy jakby z każdej strony powieści, on się wylewa, a nawet przelewa stamtąd.

Fot.: Znak

Podobne wpisy:

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *