pam i tommy

Wielogłosem o…: „Pam i Tommy”

Każdy z nas chciałby zajrzeć za zamknięte drzwi celebryckiego świata, świata luksusu i sławy, dlatego produkcje o znanych ludziach są szalenie popularne. Dziś, w dobie szybkiego dostępu do Internetu i szerzej, do informacji, plotki na temat gwiazd Hollywood obiegają kulę ziemska w kilka chwil. Jednak w latach 90. obieg informacji trwał znacznie dłużej, a rozprzestrzeniał się wyłącznie poprzez kolorowe pisma, zwane brukowcami, radio i telewizję. I to te brukowce właśnie, pisząc o intymnych sprawach znanych ludzi, niejednokrotnie przekraczały granice dobrego smaku. Pamela Anderson była gwiazdą popularnego serialu Słoneczny Patrol, który zapewne kojarzy każdy, którego dzieciństwo i młodość przypadły na lata 90. Była ikoną kobiecości, modelką pozującą do Playboya i aktorką. Jednak sława w jakiś sposób wymknęła się jej spod kontroli i to, co miało pozostać za zamkniętymi drzwiami jej sypialni, wydostało się poza nią i doprowadziło do skandalu, jakiego jeszcze nikt nigdy nie widział. Pam i Tommy to ośmioodcinkowy serial z udziałem Lily James i Sebastiana Stana, którzy wcielają się w rolę Pameli Anderson i jej męża, Tommy’ego Lee. Mówi o skandalu, który wywołany został kradzieżą i udostępnieniem taśmy wideo, na której zarejestrowany jest seks tej sławnej pary. Twórcy serialu – scenarzysta Robert Siegel i reżyser Craig Gillespie nie poprzestają tylko na opowiedzeniu historii sprzed 30 lat, ale serwują nam coś więcej, co stanowi szerszy pogląd na sprawy własności, prawa do intymności i poszanowania prywatności, ale także odsłania dramat ludzi, o których niejeden powiedziałby, że nie mają do nich prawa.

Spis treści

Wrażenia ogólne

Anna Sroka-Czyżewska

Anna Sroka-Czyżewska

Anna Sroka-Czyżewska: Są różne afery w świecie show-biznesu, ale ta związana z domową sekstaśmą Pameli Anderson i jej ówczesnego męża, Tommy’ego Lee, bije na głowę podobne skandale, bo wydarzyła się w czasach z początku Internetu, a więc kiedy informacje nie obiegały świata lotem błyskawicy. Dlatego pewnym fenomenem w tej materii było rozpowszechnienie domowego wideo tej dwójki na tak dużą skalę. I choć z naszej perspektywy tamte wydarzenia są już odległym echem przeszłości (30 lat!), to po seansie serialu Pam i Tommy możemy wysnuć trochę nieprzyjemnych refleksji z tego, jak się kręcił ówczesny świat oraz jak kwestie dobrego smaku i granice prywatności przesunęły się do dzisiaj. I choć Hollywood żyło i żyje skandalami, a pismaki robią, co mogą, żeby prześcignąć się w newsach na temat znanych i lubianych, to skandal obyczajowy, jaki wywołało nagranie Anderson i Lee, przyćmiewa to wszystko. Wtedy po raz pierwszy wkroczono do zamkniętego świata elit show-biznesu oraz pokazano początek tak dużych zmian w medialnej rzeczywistości  –  powolne zastąpienie brukowców Internetem i szybką informacją oraz to, co teraz widzimy  –  walkę o popularność i pokazywanie wszystkiego. Jednak, jak dowiemy się z serialu, wywołanie takiego skandalu nie było zamysłem Pameli i Tommy’ego. I to ten właśnie szerszy kontekst w przypadku serialu warto zauważyć. Sprawa ich seks wideo i skandalu obyczajowego, który wybuchnął, jest pretekstem do opowiedzenia szerszej historii, do zakreślenia większej perspektywy, zwłaszcza tej osobistej, prywatnej, intymnej, którą tak bezpardonowo sobie przywłaszczono, myśląc być może, że jak ktoś jest znany, to wszystko o nim wiemy. Nic bardziej mylnego.

Sylwia Sekret

Sylwia Sekret

Pam i Tommy to serial, który w bardzo ciekawy, momentami nawet przewrotny sposób ukazuje kulisy jednego z największych skandali dotyczącego celebrytów. A fakt, że działo się to w czasach z początków Internetu (naprawdę: początków) sprawia, że na wszystko patrzymy momentami z szeroko otwartymi oczami, tym bardziej, kiedy wiemy, jak wygląda to dzisiaj, jak skandal, afera czy zwykła informacja potrafi rozprzestrzenić się lotem błyskawicy  –  nie zważając na to, czy sieje zniszczenie, czy nie. Serial wciąga od pierwszego odcinka, który zresztą jest czymś zupełnie innym, niż się spodziewałam. I choć kolejne epizody są już bliższe moim wyobrażeniom o serialu, to mimo lepszych i gorszych momentów trzymają poziom. Jednak to właśnie pierwszy odcinek sprawił, że naprawdę chciałam oglądać dalej, chociaż sama historia sekstaśmy Pameli Anderson i Tommy’ego Lee nie interesowała mnie początkowo i żywiłam obawy, że produkcja mnie nie wciągnie. Wiele aspektów sprawiło, że Pam i Tommy to obraz naprawdę udany (choć niewolny od wad, ale o nich opowiemy poniżej). To produkcja momentami zaskakująca, momentami wzruszająca, dająca do myślenia i dobrze zrobiona, ale i tutaj nie zabrakło pewnych potknięć  –  o nich również za chwilę porozmawiamy.

RYS FABULARNY

Anna

Anna

Pam i Tommy cofa nas do lat 90., do złotej ery kiczu i tandety, do czasów bez Internetu, ale za to z takimi serialami jak Przyjaciele, Beverly Hills 90210, Jezioro marzeń, czy Słoneczny Patrol. Można by powiedzieć, że to złote czasy, dekada świrów, krótkich topów i silikonów. Wszystko to widzimy na ekranie i aż się nie chce uwierzyć, że oddał on tak rewelacyjnie stylistykę tamtych lat. Ale o tym jeszcze co nieco napiszę, bo zdecydowanie urzekła mnie ta warstwa wizualna i muzyczna. To, co tutaj ważne w kontekście fabularnym i co należy wiedzieć przed seansem, to po prostu  –   kim była Pamela Anderson w tym roku 1995, kim był wtedy Tommy Lee. Pamela była na szczycie popularności – piękna, pożądana, na topie, a w dodatku grała w jednym z popularniejszych seriali tamtych lat, w niezapomnianym Słonecznym Patrolu. Tommy Lee był już wówczas skandalistą, ale bycie członkiem Mötley Crüe zobowiązuje (tu odsyłam do obejrzenia filmu Brud z 2019 roku, będącym filmową biografią zespołu). Jednak jego sława już nieco przyblakła, za to sława Pameli jaśniała najmocniej. Śledzimy tutaj to, czym żyły tabloidy w 1995 roku – gwiazda Słonecznego Patrolu poślubiła perkusistę rockowego bandu i to po kilku dniach znajomości. Czy można sobie wymarzyć lepszą pożywkę dla tabloidowej prasy? Wtedy zapewne myślano, że skandal związany z szybkim ślubem to koniec sensacji związanych z tą parą. 

Sylwia

Sylwia

Serial zaczyna się od remontu w domu Pameli i Tommy’ego, kiedy to poznajemy stolarza Randa Gauthiera. On i jeszcze jeden pracownik są doprowadzani do szału przez pracodawcę, Tommy’ego, który nie tylko co chwilę zmienia zdanie i koncepcję, przez co dokłada pracy wykonawcom i nie szanuje tej, którą już wykonali, ale co więcej, wciąż powtarzając, że pieniądze nie grają roli… Nie daje im ani grosza, a Rand zapożycza się, gdzie może, by starczyło mu na kolejne materiały do kolejnych fikuśnych pomysłów Lee. Kiedy miarka się przebiera, a widz myśli, że majstrzy po prostu rzucą wszystko i zrezygnują… To perkusista wyrzuca ich za drzwi, nie dając za wykonaną pracę i materiały absolutnie nic. Randy, widząc bogatą willę kontra pustki w swoim portfelu, nie potrafi pogodzić się z tym, na jak niesprawiedliwym świecie żyje i postanawia… Pobawić się w Karmę.

Wizerunek rozkapryszonych gwiazd szybko jednak zostaje zastąpiony przez portrety ludzi z własnymi problemami i kompleksami, bo w kolejnych epizodach widzimy nie tylko retrospekcje ukazujące Lee i Pam, którzy się poznają i biorą ślub, ale także kulisy powstania sławnej sekstaśmy, jak również początki kariery Pameli Anderson, która została zauważona podczas meczu w niewielkim miasteczku Ladysmith w Kanadzie. Główna oś fabularna serialu to jednak zmagania młodego małżeństwa, które stara się odzyskać nie tylko kasetę wideo z ich prywatnym, intymnym nagraniem, ale również godność, szacunek i miłość do siebie.

WADY I ZALETY serialu

Anna

Anna

Tutaj wrócę od razu do tej największej zalety, którą dla mnie była stylistyka lat 90., ten klimat i muzyka, cała scenografia, kostiumy, charakteryzacja. Cała aranżacja serialu sprawia, że chce się go oglądać i oglądać, słuchać hitów i pożerać wzrokiem ten tandetny świat, który większość z nas doskonale kojarzy. Niesamowity wehikuł czasu i uchwycona jakaś ulotna aura lat 90., podkreślona doskonale dobraną muzyką. Jest tu rockowo, jest przesadnie, jest kiczowato i słodko – wszystko zostało idealnie wyważone i niezaprzeczalnie zrobiło to świetne wrażenie. Muszę też powiedzieć, że charakteryzacja robi świetną robotę i choć myślałam początkowo, że będzie tutaj karykaturalnie, to przyznam, że moje obawy się nie potwierdziły. Pamela oraz Tommy wyglądają, nie dość, że świetnie i podobnie do oryginałów, to jeszcze uchwycili coś niedostępnego dla nas, zwykłych zjadaczy chleba, którzy tylko na ten celebrycki świat patrzą z daleka. Chcę napisać, że dali oni swoim bohaterom wyraz, duszę i rys, który zrobił z nich ludzi, a nie tylko bohaterów skandalu sprzed lat, postacie z pierwszych stron gazet. Dlatego po seansie bardziej niż nad ową taśmą i jej wpływem kulturowym rozmyślałam nad losem Pameli i Tommy’ego, losem, który potoczył się niekoniecznie tak, jak oboje sobie tego kiedyś życzyli.
Kolejna zaleta to aktorzy i ich niesamowite odegranie ról Anderson i Lee. Tak jak wyżej napisała, uchwycili oni coś niezwykle istotnego i w swojej grze wypadają bardzo przekonująco. Lily James nosi się i wygląda, mówi i zachowuje jak gwiazda Słonecznego Patrolu. Sebastian Stan dał popis aktorstwa i uważam, że jego Tommy Lee to najlepsza dotąd rola aktora. Nie da się przejść obojętnie obok tak fascynujących postaci i postaci tak doskonale zagranych. Ciężko oderwać się od seansu, kiedy się widzi ich na ekranie. Po prostu.
Pewne rzeczy też mi się nie podobały, bo troszkę spłyciły odbiór serialu jako dramatu. Mowa o scenie z Tommy’m gadającym ze swoim penisem. I być może rozumiem zamysł twórców, którzy chcieli pokazać odrealnienie bohatera, jego osobowość i wpływ narkotyku na jego stan psychiczny, to po prostu ta scena mocno kłóciła mi się z taką szerszą stylistyką serialu, z jego ogólnym nastawieniem dramatycznym.
A Tobie co się podobało w Pam i Tommy?

Sylwia

Sylwia

Również bardzo podobała mi się scenografia, kostiumy i makijaże  –  cała ta charakteryzacja. Cieszę się, że twórcy wiernie postanowili oddać klimat tamtych lat. Nawet w scenie retrospekcji, kiedy dowiadujemy się, jak w ogóle zaczęła się kariera Pameli Anderson, widzimy pierwszy plakat reklamowy z jej udziałem, który możemy porównać z oryginałem (nietrudno znaleźć go w Internecie)  –  i porównanie to wypada zaskakująco, bo okazuje się, że twórcy postarali się bardzo dokładnie go odwzorować. 

Jestem również fanką zamysłu twórców, którzy cały pierwszy epizod oddali postaci stolarza. W ogóle zastosowano tu ciekawy zabieg, bo ten pierwszy odcinek manipuluje nieco widzem, stawiając Randa w roli ofiary, a Pam i Tommy’ego przedstawiając jako rozkapryszone gwiazdeczki, gardzące szarym człowiekiem, jego czasem i pracą. Po tym pierwszym odcinku nie jest nam szkoda małżeństwa, natomiast poniekąd kibicujemy majstrowi, który pragnie odzyskać to, co mu się należy  –  w ten czy inny sposób. Później jednak przychodzą kolejne odcinki i nasza perspektywa się zmienia  –  czasami diametralnie. Poznajemy bowiem Pamelę, która kreowana jest w serialu na kobietę silną, ale nierzadko poszkodowaną już za samą swoją płeć, a także za wygląd. Kobieta walczy ze stereotypem pustej lali, który mocno ogranicza jej karierę, jednak co rusz okazuje się to walką z wiatrakami. Poznajemy też bliżej Tommy’ego  –  tego ekscentrycznego, rozkapryszonego perkusistę, który przy Pameli okazuje się pełnym ciepła i miłości facetem. Ich uczucie, choć spontaniczne i wybuchowe, okazało się na tyle silne, by starali się oni o dziecko i tworzyli przez pewien czas naprawdę zgrane małżeństwo, wspierające się w swoich sukcesach i porażkach i niezważające na opinię publiczną. Jednak to nie wystarczyło, by zmierzyć się z aferą, która dosłownie pożarła ich związek. Podczas gdy nasz stosunek do Pam i Tommy’ego się zmienia na lepsze  –  ociepla i każe im kibicować, ze stolarzem dzieje się odwrotnie. Z poszkodowanego dobrego człowieka awansuje” do roli bezdusznego mściciela, który nie zważa na to, kogo i jak mocno krzywdzi, który uruchamia machinę, jakiej nie sposób zatrzymać; który wzbudza w nas politowanie i odrazę. Ten zamysł twórców wypadł tutaj bardzo dobrze, choć myślę, że ta perspektywa zmieniła się nawet ciut za szybko.

Aktorstwo to niewątpliwy plus serialu, choć i tutaj mam pewne zastrzeżenie, ale o tym opowiem już w odpowiedniej do tego kategorii.

Po obejrzeniu całego serialu rzuca się w oczy dysproporcja, która wynika z tego, ile czasu poświęcono osobie Pameli, a ile Tommy’ego. To kobieta wiedzie prym w tej produkcji i momentami wydaje się wręcz, że serial jest swego rodzaju laurką dla niej. Przedstawiona zostaje w zasadzie jako osoba bez wad, w co po prostu nie chce mi się wierzyć. I osobiście uważam to za minus serialu, zwłaszcza że z każdym kolejnym odcinkiem problem ten” się pogłębia. 

Muszę też przyznać, że choć całość oglądałam z zaciekawieniem, to bywały momenty, podczas których nieco się nudziłam i tak na przykład, po świetnym moim zdaniem pierwszym odcinku, drugi był nieco gorszy i odczuwałam delikatne znużenie podczas oglądania. Odcinki na przestrzeni całej produkcji nie były równe i jedne oglądało się lepiej, inne gorzej. Nie zawsze podobały mi się też zabiegi twórców mające na celu skierowanie naszej uwagi na konkretny problem czy tematykę. Było to nierzadko zbyt dosłowne, przez co widz mógł poczuć się momentami jak dziecko prowadzone za rękę. 

PROBLEMATYKA

Anna

Anna

Już nieco przybliżyłyśmy tematykę serialu, ale nie możemy zapominać, że niesie on właśnie coś więcej niż prostą historię o sławie i jej wpływie na życie, o sekstaśmie, która zaczęła żyć swoim życiem. To serial, który stara się głęboko dotknąć relacji międzyludzkich, związków i miłości. Pierwszy odcinek serialu daje taką wąską perspektywę, bo poznajemy historię Randa Gauthiera, wykonawcy budowlanego i spoglądamy jego oczami na parę gwiazd, którzy nie liczą się z nikim i wygrzewają się w blasku sławy, otaczają luksusami, nie bacząc na nikogo i na nic. Widzimy tu Pam i Tommy’ego tak, jak czytelnicy brukowców w roku 1995. Robi to świetne wrażenie i daje nam ciekawe pole do rozważań przy następnych odcinkach, gdzie ta perspektywa się zmienia i pogłębia. Pam i Tommy biorą też na warsztat bardzo ważne kwestie, takie jak ta dotycząca stereotypów związanych z płcią, co dobrze wybrzmiewa w kontekście afery z taśmą – z Pam robi się łatwą i zepsutą moralnie, a z Tommy’ego super gościa, któremu przybija się w barze piątkę i stawia kolejkę. 

Sylwia

Sylwia

 Myślę, że serial Pam i Tommy pod kątem problematyki jest naprawdę ciekawym dziełem i podejrzewam nawet, że nie wszystkie kwestie mogły być przez twórców zamierzone  –  ale tak właśnie powinno być przy dobrych, ciekawych historiach. To, że obserwujemy eskalację tego, jak wypłynięcie sekstaśmy wpływa na świeżo upieczone małżeństwo, to jedno. Podobnie jak to, że obserwujemy również, jak ów skandal zmienia życie zwykłego szarego człowieka, który tę taśmę wykradł i rozpowszechnił, co później rozlało się po świecie niczym najgorsza zaraza, czego nawet on sam się nie spodziewał. Ale drugą, osobną i niezwykle fascynującą sprawą jest obserwować to z perspektywy człowieka, dla którego Internet, strony www, viralowe filmy, memy i rozprzestrzenianie się informacji, a nawet całych filmów lotem błyskawicy, dosłownie w mgnieniu oka  –  jest czymś na porządku dziennym. Bo wypłynięcie sekstaśmy Pameli Anderson i Tommy’ego Lee zbiegło się z rozkwitem Internetu, a samo wideo celebryckiego małżeństwa określane jest mianem pierwszego viralu. To również w pewnym sensie historyczny moment, kiedy w kontekście celebrytów, gwiazd, sławnych ludzi granice prywatności zostały całkowicie przekroczone.

Równie ważne jest tu oczywiście absolutnie nierówne traktowanie Pam i Tommy’ego w kontekście osławionego wideo. Tak, jak wspominasz  –  podczas gdy jemu przybija się piątki w barze, jej odmawiane są kolejne role przez łatkę szmaty, puszczalskiej, dziwki. Jednak, co ważne, a mało wybrzmiało moim zdaniem w serialu, w kontekście samego małżeństwa i ich relacji, mężczyzna nie do końca ponosi winę za taki odbiór wideo i ogólnie  –  stereotypy rządzące światem od lat (zresztą po dziś dzień). I o ile traktowanie Pameli jako szmaty, a jego jako boga seksu jest niesprawiedliwe, o tyle obwinianie Tommy’ego za to, że on stracił przez aferę o wiele mniej  –  również nosi na sobie znamiona pewnej niesprawiedliwości. 

Z tego wszystkiego jednak wynika kolejny problem  –  to, jak taki skandal wpłynął na uczucie łączące dwoje zakochanych na zabój ludzi. Ich miłość, nawet mimo narodzin tak długo wyczekiwanego dziecka, nie przetrwała czy raczej  –  nie poradziła sobie z tym, z czym musiała się mierzyć. Choć twórcy sprytnie (raz mniej, raz niestety bardziej dosłownie) przemycili kilka scen, które uzmysławiają nam, że zawarcie ślubu po 4 dniach znajomości, a więc w zasadzie z kompletnie obcą osobą, również mogło mieć spory wpływ na ich ostateczne losy.

Przy okazji oglądania Pam i Tommy naszły mnie również jeszcze dwie refleksje, niezwiązane z fabułą serialu, ale myślę, że warto o nich wspomnieć. Pierwszą jest fakt, że patrząc na to, jak ubrana była Lily James (a twórcy wiernie odwzorowywali tak styl Anderson, jak i po prostu modę tamtych lat), nie mogłam oprzeć się myśli, że gdyby teraz kobieta wyszła tak ubrana na ulicę  –  nikt nie domyśliłby się, że została wyjęta z innych czasów. Mam tu na myśli, podkreślam, sam ubiór. Bo o ile makijaż i fryzury zestarzały się mocno, o tyle styl ubierania się z lat 90. wrócił do łask i jest teraz jak najbardziej w modzie. Zwłaszcza widać to po wysokich stanach serialowej Pameli i krótkich topach.

Druga myśl, jaka pojawiła się dość niespodziewanie, związana jest z wizytą Pameli u ginekologa, kiedy to kobieta ma robione USG na wczesnym etapie ciąży. Mamy XXI wiek  –  nikogo nie szokuje już pokazywanie na ekranie penisów (nawet tych gadających), piersi, pośladków czy wagin, ale wciąż kobieta u ginekologa pokazana jest zasłonięta szmatą niemal od samej szyi po same nogi, a sam lekarz nurkuje “na czuja” w obszar, który ma zbadać. Czy tylko mnie wydaje się to za każdym razem śmieszne i dziwne jednocześnie? Nie mówię, że kobieta ma być ukazana na ekranie w całej okazałości, kiedy ma wizytę u specjalisty, ale z pewnością można to pokazać inaczej  –  choćby przez unikanie filmowania od pasa w dół, co już świadczyłoby o tym, że kobieta jest nie tylko goła, ale także w niekomfortowej dla siebie pozycji. Naprawdę dziwne to, biorąc pod uwagę wszechobecną nagość i to, że telewizja już dawno przestała przejmować się jakimkolwiek tabu. A może jednak nie?

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Anna

Anna

 Moją największą uwagę oczywiście przykuły główne postacie, czyli Pamela i Tommy, którzy tego ekranowego czasu też mieli bardzo dużo, chociaż wątek równie ważny, to wątek Randa Gauthiera. Jednak to właśnie Pamela jawi mi się tutaj najbardziej urzekającą i ciekawą postacią, pełną niejednoznaczności, która zdecydowanie wymknęła się swojej przyległej już łatce  –  sunącej w zwolnionym tempie po plaży seksbombie. Tutaj to pewna siebie dziewczyna, trochę dziewczęca i naiwna w swojej wierze w to, że miłość wszystko zwycięży. Ale to także silna kobieta, świadoma praw rządzących show-biznesem, świadoma tego, że jej wizerunek jest spłycony do atrybutów fizycznych. Pamela odegrana przez Lily James to także kobieta, która chce mieć wpływ na siebie, na postrzeganie siebie, chce choć minimalnie dążyć do zmian, które zmienią ścieżkę jej kariery i jej postrzegania. Dzięki temu oglądamy postać szalenie interesującą, wymykającą się prostej ocenie. Oglądamy dziewczynę z krwi i kości, bohaterkę skandalu, ale także dziewczynę, którą dotykają takie same ludzkie dramaty, co nas, zwykłych ludzi. Z całą ich siłą, z całym cierpieniem, tylko uwypuklone przez blask fleszy.  

Sylwia

Sylwia

Tommy Lee to natomiast  –  które to określenie wydaje mi się najbardziej trafne  –  duży chłopiec, który nie potrafi i zwyczajnie nie chce dorosnąć. To wybuchowy i ekscentryczny dzieciak w skórze dorosłego, który w dodatku ma do dyspozycji niemałe pieniądzę. Jego największą wadą, rzutującą na całokształt charakteru i relacje międzyludzkie zdaje się po pierwsze nierówne traktowanie ludzi  –  od całkowitej fascynacji i zaangażowanie do nawet nie tyle ignorowania, ile zrównywania ludzi z ziemią, a po drugie egocentryzm, narcyzm, skupienie największej uwagi na sobie i swoim widzimisię. A jednak żadna z postaci (włącznie ze złodziejem, Randem) nie jest postacią jednoznaczną, a już tym bardziej po prostu złą lub niewzbudzającą żadnej sympatii. Najbardziej jednowymiarowa wydaje mi się sama Pamela, jednak nie tyle ze względu na jej osobowość, ile na sposób, w jaki została ukazana przez twórców  –  bardzo jednolicie, na jednej płaszczyźnie, w dodatku w samych superlatywach, przez co z serialu momentami tworzy się laurka. Jest to o tyle ciekawe, że sama Anderson odcięła się podobno całkowicie od tej produkcji, nie miała z nią nic wspólnego i nie zamierza jej nigdy obejrzeć.

AKTORSTWO

Anna

Anna

 No i aktorstwo. Bardzo jasny, najjaśniejszy punkt serialu. Efektowne, balansujące na cienkiej granicy, ale niewpadające w objęcia karykatury. Lily James, Sebastian Stan i Seth Rogen tworzą tutaj świetne kreacje, które ogląda się z czystą przyjemnością. Na pewno należy podkreślić kwestie charakteryzacji, która dodała tego finalnego efektu, który złożył się na brawurowe popisy aktorskie. Sebastian Stan i Lily James uchwycili bardzo złożone charaktery swoich postaci, gestem i mimiką, pozą, odważnymi scenami wprawiali w osłupienie i zaskakiwali.

Sylwia

Sylwia

To prawda, aktorstwo stoi tutaj na bardzo wysokim poziomie. Sebastian Stan i Lily James na pewno nie mieli łatwego zadania, ale robili, co w ich mocy, by wcielić się w kultowe postaci tak, aby jak najbardziej oddać ich ducha, a także ducha i klimat tamtych lat. Również Seth Rogen spisał się bardzo dobrze i stworzył wiarygodną postać, która raz wzbudza nasze współczucie, innym razem politowanie. Jednak i tutaj mam pewne drobne “ale”. O ile rolę Stana uważam za niemal bezbłędną, o tyle przy Lily James mam wrażenie, że w pewnych momentach jednak ta cienka granica, jak słusznie ją określiłaś, została minimalnie przekroczona. Jakby twórcy i sama James chcieli mieć stuprocentową pewność, że ani na moment nie zapominamy, że aktorka wciela się właśnie w Pamelę Anderson i nikogo innego. Przez to, przy mniej więcej trzech ostatnich odcinkach, drobne gesty charakteryzujące tę postać zostały wyolbrzymione do granic, a przygryzanie wargi czy oblizywanie ust w sytuacjach wręcz dramatycznych, jak choćby skandaliczne przesłuchanie, wywołały moim zdaniem efekt lekko komiczny, a na pewno przerysowany. 

Pamela (mówię cały czas o postaci serialowej, nie prawdziwej gwieździe Słonecznego Patrolu) była świadoma swojego ciała i swojej seksualności, a także tego, jak działa na mężczyzn i kobiety  –  to nie ulega wątpliwości. Jej rozmowa z Hugh Hefnerem (nie bez powodu ukazana w serialu i podkreślona) pokazała jednak, że Pamela odgrywała pewną rolę wtedy, kiedy wiedziała, że przyniesie jej to korzyści, kiedy wiedziała, że ludzie tego oczekują, a ona tylko na tym zyska  –  raz głupiutkiej, raz słabej, raz wyuzdanej. Jednak kreowana na inteligentną i twardą babkę w serialu zachowywała się w zasadzie cały czas w ten jeden określony sposób, podczas gdy trudno mi uwierzyć w to, że przygryzanie wargi i wydymanie ust miałoby jej pomóc na przesłuchaniu, gdzie próbuje jej się wmówić prostytucję i bycie dziwką. To lekkie przeszarżowanie w aktorstwie Lily James (nie oskarżam aktorki, być może takie miała wytyczne) na szczęście jest niewielkie i dochodzi do głosu dopiero pod koniec produkcji, jednak nie mogę powiedzieć, że było dla mnie niezauważalne.

KWESTIE TECHNICZNE

Anna

Anna

Serial składa się z ośmiu odcinków, które rozgrywają się na kilku płaszczyznach czasowych. Na pewno istotna jest tutaj, bo odgrywa znaczącą rolę, charakteryzacja. Wielogodzinne przygotowania pozwoliły na stworzenie doskonałych wręcz kopii Pameli Anderson i Tommy’ego Lee. Muzyka, która wciąga nas w klimat lat 90., jest tutaj tłem do wydarzeń, kontekstu kulturowego i obyczajowego. Stylistyka serialu jest kolorowa, czasem tandetna wręcz, efekciarska, właśnie jak cała dekada tamtych lat. Kolory są jasne, odważne, a w niektórych scenach aż neonowe i przytłaczające.  

Sylwia

Sylwia

Masz rację  –  muzyka, zdjęcia, scenografia, charakteryzacja (ach, te cienkie brwi, które na tle dzisiejszej mody tak mocno rzucają się w oczy), kostiumy  –  to wszystko bardzo ważny element filmu, który przenosi nas do czasów z jednej strony już minionych, z drugiej nie tak wcale odległych, które pamięta wielu z widzów. Dlatego tym bardziej te elementy były tak ważne, musiały zostać naprawdę solidnie odtworzone. I myślę, że to się udało, bo klimat lat 90. aż iskrzy. I nic więcej chyba nie mam do dodania, bo w kwestii samego kręcenia czy narracji serial nie jest pod żadnym względem oryginalny czy zaskakujący. Jest poprawnie poprowadzony.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Anna

Anna

Oglądając serial Pam i Tommy, możemy niewątpliwie przenieść się w czasie i poczuć klimat minionych już dawno lat 90. Cały ten blask, kicz i rozpasanie, które, wydawałoby się, staje się symbolem jakiegoś upadku moralnego i braku poszanowania prywatności, który obserwujemy poprzez historię o pięknej aktorce i gwieździe rocka. Historia jak z bajki, która skończyła się bardzo bolesnym upadkiem. Serial zrobiony jest dość odważnie, jednak nie bulwersuje i nie wprawia w niesmak (tylko czasem – scena z gadaniem do penisa). Owszem, czasem możemy poczuć się niekomfortowo, bo być może oczekiwania do serialu były inne? Prosta, galopująca historia? Nic z tego. Pam i Tommy wkracza na takie rejony, które u widza mogą wywołać poruszenie, mogą zaskoczyć, być podstawą rozważań, co rzadko zdarza się w serialu lub filmie o tak krzykliwej stylistyce i tak prostej konwencji, która mogłaby być po prostu historią o najgłośniejszym seks skandalu lat 90. Jednak pod warstwą tego kiczu i scenicznego makijażu zajdziemy pokłady dramatu, ludzkich tragedii, rozterek, życiowych wyborów. Jest to sensowny serial, zrobiony z dużą uważnością, ale który także serwuje nam, widzom, wizualną przyjemność oraz pędzącą i ciekawą akcję, od której trudno się oderwać. I ta akcja, z pozoru prosta przyjemność dobrze zrobionego serialu styka się tutaj z zaskakującym morałem, szczerością tego, co widzimy na ekranie, i tego, co serial próbuje nam dać do zrozumienia. 

Sylwia

Sylwia

Pam i Tommy to serial zaskakująco dobry i zaskakująco wciągający, ponieważ osobiście po wzmiankach i plakacie nie spodziewałam się raczej historii, która przyciągnie mnie do ekranu na dłużej niż jeden odcinek. Tymczasem otrzymaliśmy historię, która jest wielowymiarowa i opowiada o wielu problemach, z których wszystkie zresztą są uniwersalne i ponadczasowe, a niektóre z nich, w związku z rozkwitem Internetu  –  jeszcze mocniej aktualne właśnie dzisiaj. Pam i Tommy to opowieść o skandalu, ale i o wielkiej miłości. O potrzebie akceptacji i o krzywdzących stereotypach, i nierównościach w traktowaniu płci, które niestety również nie straciły na aktualności. To opowieść o blaskach i cieniach życia popularnych osób. To historia, która robi w zasadzie to samo, co rozpowszechniona sekstaśma  –  zagląda pod kołdrę, przez dziurkę od klucza. Jednak nie po to, by pokazać penisy i piersi, nie po to, byśmy usłyszeli krzyki rozkoszy, lecz po to, byśmy dostrzegli prawdziwe, niedostrzegalne przez najmocniejsze flesze dramaty, byśmy zobaczyli łzy i usłyszeli krzyk, ale krzyk rozpaczy, samotności, lęku, straty. Pam i Tommy to dobry, choć niepozbawiony wad serial. To historia, którą niegdyś żył prawie cały świat, choć do tej pory wiedział o niej tyle, co nic. I, cóż, pewnie nadal tak jest. W końcu to tylko serial.

Pam i Tommy  możecie oglądać na Disney+

pam i tommy

Overview

Ocena Ani
8 / 10
8
Ocena Sylwii
7 / 10
7

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Anna Sroka-Czyżewska

Na zakurzonych bibliotecznych półkach odkrycie pulpowego horroru wprowadziło mnie w świat literackich i filmowych fascynacji tym gatunkiem, a groza pozostaje niezmiennie w kręgu moich czytelniczych oraz recenzenckich zainteresowań. Najbardziej lubię to, co klasyczne, a w literaturze poszukuje po prostu emocji.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.